Czarne dziury atakują?

Rodzaj: popularnonaukowa
Język: polski [tłumaczenie z języka angielskiego - Jacek Bieroń]
Stron: 80
Wydawca: Wydawnictwo Zysk i S-ka

Witajcie! Do świąt został tydzień. Oficjalnie ogłaszam stan paniki. To, co dzieje się ostatnio w galeriach handlowych, przechodzi ludzkie pojęcie i bardziej przypomina dantejskie sceny niż sielankowe poszukiwanie prezentów z filmów. A że mam okazję obserwować to z tej mniej przyjemnej strony [hej! ktoś sprzedaje wam te rzeczy! :D], to od jakiegoś czasu przeciąga się u mnie stan wkurzo-zmęczenia. I zgadnijcie, co wymyśliłam. Że idealne na zaradzenie tej sytuacji będzie przeczytanie „Czarnych dziur” Stephena Hawking. Bo przecież na przeciążony umysł najlepsza jest odrobina nauki ;) Zapraszam :)

 

Stephen William Hawking (ur. 8 stycznia 1942 w Oksfordzie) – brytyjski astrofizyk, kosmolog, fizyk teoretyk. Hawking cierpi na stwardnienie zanikowe boczne, którego postęp spowodował paraliż większości ciała. W ciągu trwającej ponad 40 lat kariery zajmował się głównie czarnymi dziurami i grawitacją kwantową. Opracował wspólnie z Rogerem Penrose’em twierdzenia odnoszące się do istnienia osobliwości w ramach ogólnej teorii względności oraz teoretyczny dowód na to, że czarne dziury powinny emitować promieniowanie, znane dziś jako promieniowanie Hawkinga[1] (lub Bekensteina–Hawkinga).

„Mówi się, że fakty bywają dziwniejsze od fikcji, a w żadnej dziedzinie nie jest to bardziej trafne niż w odniesieniu do czarnych dziur. Czarne dziury są dziwniejsze niż cokolwiek wymyślonego przez pisarzy science fiction…” Stephen Hawking

Legendarny fizyk bada jedną z największych tajemnic naukowych wszechczasów. Stephen Hawking od dziesięcioleci fascynuje się zagadką czarnych dziur. Uważa, że jeśli uda się nam zrozumieć wyzwania, jakie stanowią one dla samej natury przestrzeni i czasu, będziemy gotowi odszyfrować najgłębsze sekrety wszechświata. W swojej najnowszej książce Hawking z podziwu godną naukową żarliwością dokonuje podsumowania dotychczasowej wiedzy na temat czarnych dziur, zadaje pytania, które czekają na empiryczne odpowiedzi i snuje hipotetyczne rozważania na temat funkcjonowania tego kosmicznego fenomenu. „Hawking posiada naturalny dar nauczania, a dzięki jego dobrodusznemu humorowi i zdolności do zilustrowania złożonych problemów fizyki za pomocą analogii z codziennego życia fenomen czarnych dziur staje się zrozumiały dla każdego”. 

Na wstępie muszę nakreślić krótki raport środowiskowy. Nie jestem fanką fizyki i znacznie lepiej czuję się w humanistycznych klimatach, a z większości lekcji przedmiotów ścisłych najchętniej bym zwiała. Dlaczego więc „Czarne dziury”? Bo nie lubię ignorować nauki. To cecha charakteru, którą w sobie lubię i nienawidzę jednocześnie. Wiem, że mało prawdopodobne, że coś takiego mi się przyda, ale dobrze mi z tym, że wiem. Jako totalnie zielona w zakresie omawianego zagadnienia, podeszłam z wahaniem do tej książeczki [tak, to nie błąd w druku – 80 stron, proszę państwa]. Zupełnie niepotrzebnie. Naukowiec tłumaczy „czarne dziury” w sposób prosty i przystępny, jednocześnie nie traktując nas, czytelników i słuchaczy, jak debili. Zawiera humorystyczne wstawki i zabawne obrazki, które mają nam jeszcze bardziej ogarnąć to, co właśnie przeczytaliśmy. Mój jedyny zarzut to objętość. Mogłaby być dłuższa, ale niestety wykładów, które się już odbyły, nie wydłużymy. Chętnie przeczytałabym jednak więcej. Na pewno poszukam więcej polskojęzycznych wykładów BBC. O ile w miarę dobrze znam angielski, to czytanie teorii w tym języku może mnie nieco przerosnąć lingwistycznie.

 

Niezmiernie podkręca apetyt na zgłębianie innych fascynujących nauk, nie tylko fizycznych. Polecam z całego serca, kiedy nie macie wiele czasu, a chcielibyście się nauczyć czegoś nowego.

 

Ocena: 8/10

 

„Czy to przez swoją chorobę, czy talent Hawking potrafił zawładnąć wyobraźnią swoich czytelników. Niedawno ostrzegał, że ludzkość sama na siebie sprowadzi serię katastrof za sprawą globalnego ocieplenia lub genetycznie zmodyfikowanego wirusa – artykuł na ten temat miał najwięcej czytelników w dniu, w którym się ukazał na stronie BBC.” 

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu Zysk i S-ka

Pamiętajmy o jasnej stronie mocy.

Rodzaj: fantasy
Język: polski [przekład z języka angielskiego - Joanna Szczepańska, Jan Karłowski]
Stron: 1181
Wydawca: Wydawnictwo Zysk i S-ka

Witajcie! Dzisiaj chciałabym wam przedstawić recenzję, do której przygotowywałam się długo. Z czytaniem zajęło mi to mniej więcej dwa miesiące. Dlaczego? Powód jest prosty – to ostatni tom serii. Przekopałam się więc przez streszczenia i recenzję poprzednich [trzynastu!] części, gdzie każdy liczył ok. 1000 stron. Pewnie zastanawiacie się „po co tyle zachodu?” Ano dlatego, że autorem tego zamieszania jest Robert Jordan – legenda literatury fantasy, jeden z kontynuatorów przygód Conana, którego twórczość obiecywałam sobie nadrobić już dawno temu, a teraz nadarzyła się okazja. I jak tu przejść obojętnie obok takiej premiery? Uff, mam nadzieję, że nieco wyjaśniłam i zapraszam do recenzji :)

Robert Jordan, właśc. James Oliver Rigney, Jr., to amerykański pisarz znany głównie jako autor cyklu fantasy Koło Czasu (The Wheel of Time). Ukończył fizykę w Military College of South Carolina, która to uczelnia zobowiązywała swoich absolwentów do odbycia służby wojskowej. Przypadła ona na czas wojny wietnamskiej, w której przyszły pisarz brał czynny udział (był w Wietnamie przez dwie tury). W jej trakcie otrzymał trzy odznaczenia wojenne. Po powrocie do domu zajmował się dziennikarstwem i krytyką teatralną. Dorabiał pisaniem kolejnych książek o przygodach Conana, postaci stworzonej przez Roberta E. Howarda. Aż do śmierci mieszkał ze swoją żoną Harriet w domu zbudowanym w 1797.

Zwieńczenie cyklu fantasy, który na całym świecie pokochało ponad 40 milionów czytelników! Na Polu Merrilora gromadzą się władcy narodów, aby zdecydować o swoim poparciu dla planów Smoka Odrodzonego. Smok zdecydował się zerwać pieczęcie strzegące więzienie Czarnego – w oczach jednych jest to oznaka obłędu, drudzy widzą w tym ostatnią nadzieję dla świata. Egwene, Zasiadająca na Tronie Amyrlin, staje na czele opozycji. Tymczasem… Cień uderza na stolicę Andoru, trolloki zdobywają Caemlyn, miasto płonie. W wilczym śnie Perrin Aybara toczy pojedynek z Zabójcą. W Ebou Dar Mat Cauthon szuka kontaktu ze swą żoną Tuon, która pod imieniem Fortuony panuje nad imperium Seanchan. Ważą się losy całej ludzkości i rozstrzygną wreszcie na jałowych kamieniach Shayol Ghul. Koło Czasu obraca się, nieuchronnie nadciąga koniec Wieku. Ostatnia Bitwa, Tarmon Gai’don, przechyli szalę na jedną lub drugą stronę.

 

Po przeczytaniu historii z poprzednich tomów, miałam niezły mętlik w głowie. Tyle wątków, tyle postaci – jak autor chce to zamknąć w jednym tomie? Ewentualne nieudane zakończenie byłoby katastrofą dla całego dorobku poprzednich części. Wszak po przedwczesnej śmierci Jordana kolosalnym zadaniem dokończenia cyklu zajął się Brandon Sanderson – dzisiaj doskonale znany wszystkim sympatykom fantasy pisarz. Usiadłam więc i zaczęłam chłonąć. Czy było to kiepskie zwieńczenie serii? Nie, Sanderson oddał hołd swemu mistrzowi. To widać i czuć.  Akcja była tak bardzo wartka, że momentami miałam uczucie przytłoczenia – wszystkiego było dużo. Jednak epickie powieści mają to do siebie, że wiele się im wybacza. Ciekawie ewoluowały postaci. Jedne bardziej, drugie mnie zaskakująco.Tym, co mnie zauroczyło, to nafaszerowanie fabuły zagadkami, tajemnicami i niejasnymi proroctwami oraz że świat „Kół czasu” posiada swą własną mitologię, historię, geografię, etnografię, a to wszystko w wersji maxi. Nie ukrywam, że pojawiło się kilka zgrzytów, jak np to, że Ostatnia Bitwa skończyła się zaledwie kilka stron przed końcem powieści i w zakończeniu brakowało otwartości. Sanderson nie przedstawił żadnych wizji, co będzie później i jak potoczyły się losy bohaterów. Z tym wiąże się również kolejna kwestia, która mi się nie do końca podobała. A mianowicie, że wielu pobocznych bohaterów zginęło i autor nie poświęcił ich śmierci zbyt wiele czasu, chociaż towarzyszyli nam przez wiele tomów. Nawet po wielkiej bitwie nie dowiedzieliśmy się, czy zostali pochowani, jak reszta bohaterów na to reagowała. Nic. Kompletnie. Co nie zmienia faktu, że każdemu fanowi fantasy polecam cykl „Koła czasu”, a tym, którzy już go znają – ostatni tom. Na pewno się nie zawiedziecie.

Nie można przejść obojętnie obok zakończenia tego monumentalnego cyklu – epickiego fantasy opowiadającym o odwiecznej walce dobra ze złem

Ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu Zysk i S-kaPortalowi Księgarskiemu :)