Wywiad – Wojciech Czusz

Witajcie! Na ten wywiad czekałam sama i wytrwale do niego dążyłam. W końcu z pomocą wydawnictwa Novae Res miałam przyjemność porozmawiać z Wojciechem Czuszem, autorem „Pomniejszego przypadku manii wielkości”. Książka oczarowała mnie i rozśmieszyła do łez – gorąco polecam zajrzeć do recenzji i sięgnąć po tę powieść :) Zapraszam na rozmowę :)

.

Rocznik 1990. Urodził się i dorastał w Nowej Dębie. Absolwent porównawczych studiów cywilizacji na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wydany w 2016 roku „Pomniejszy przypadek manii wielkości” jest jego debiutem powieściowym. Mieszka i pracuje w Krakowie.

.

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pan aktualnie czyta?

„Dziecko przez ptaka przyniesione” Andrzeja Kijowskiego.

Jak urodził się pomysł na „Pomniejszy przypadek manii wielkości”? Od razu pojawił się szkic całości, czy historie rysowały się z czasem w Pana głowie?

Rodził się długo i w bólach, a bóle owe wzmagał jeszcze fakt, że od początku postanowiłem trzon fabuły zmieścić w trzech dniach i trzymałem się tego postanowienia kurczowo. Gdzieś po drodze wałęsały mi się po głowie myśli, że może powinienem od razu porwać się na wielkie, epickie dzieło, coś w rodzaju rodzinnej sagi głęboko zakorzenionej w historii albo inną tego rodzaju rzecz, po której nic już na pisarza nie czeka, tylko splendor i słowa uznania za ciężką pracę. Zwyciężyło jednak przekonanie, żeśmy jako ludzie – my, teraźniejsi, dzisiejsi – zupełnie od tego niezależni, że nasze życie rozgrywa się gdzieś obok, gdzieś poza, ale przez to nie jest wcale gorszym materiałem na powieść o charakterze zbliżonym do epopei.

Pierwsza wersja, kilkadziesiąt stron napisanych zanim jeszcze zdążyłem w pełni sformułować sobie te postulaty, miała być pieczołowitym odtworzeniem studenckiego weekendu z wszelkimi zjawiskami, które się nań składają. Był wykład o epistemologii charyzmatycznego profesora, zgrabnie współgrający z odczuciami bohatera, który akurat spostrzegł wśród słuchaczy nader urodziwe dziewczę, było przypadkowe spotkanie z nią później i desperackie próby nawiązania więzi w tempie ekspresowym. Naszkicowałem wówczas tylko szereg oderwanych fragmentów, ale nigdy nie udało mi się skleić tego w całość. Pomysł umarł.

Minął rok, wydarzyło się w moim życiu kilka rzeczy, sięgnąłem po pewne lektury (w tym, nie da się ukryć, raz jeszcze do Gombrowicza, który wielokroć wyłazi z mojej powieści zupełnie bezwstydnie) i jakoś niechcący zaczął wyłaniać mi się z tego pomysł nowy, choć zakorzeniony w tamtym. Od Gombrowicza wziąłem szereg poglądów, które kołatały się w mojej głowie od dawna, ale których nie potrafiłem jasno wyrazić – ten przede wszystkim, że jeżeli czuję się wystarczająco kompetentny wyłącznie na własny temat, to siebie samego obrać mogę za materiał twórczy.

Gdzieś przy okazji wykształciłem w sobie przekonanie, że najważniejszą cechą powieści jest jej wymiar, że tak to nazwę, kosmogoniczny. Mniej lub bardziej świadomy dobór słów i wydarzeń z jednej strony tworzy i odsłania wewnętrzny świat bohatera, z drugiej – co mi się wydaje szczególnie ciekawe – pokazuje jego własny wariant świata zewnętrznego. W momencie rozpoczęcia powieści ów świat jest czytelnikowi zupełnie obcy i dopiero w trakcie lektury, w trakcie zapoznawania się z wydarzeniami – tymi znaczącymi, jak przyjazd ukochanej Ignacego, ale też tymi pozornie błahymi, jak jego negatywna ocena walorów estetycznych latarni, w którą przez nieuwagę nieomal wchodzi – rozwija się przed czytelnikiem ów indywidualny, niepowtarzalny świat, któremu dzięki właściwościom, jakimi odznacza się literatura, nadany zostaje charakter uniwersalny. Jednostka zostaje wyciągnięta z tłumu i postawiona na piedestale (ewentualnie na szafocie).

Nie sposób przy tym nie zauważyć, że co czytelnik z bohaterem i jego światem zrobi, jak go samemu zinterpretuje i osądzi, to już zupełnie inna sprawa.

„Pomniejszy przypadek manii wielkości” to Pana literacki debiut. Proszę opowiedzieć nam o szczegółach powstawania tej powieści. Ile trwały prace, jak udało się Panu wydać książkę?

Pół roku trwało opracowywanie fabuły, co dziś wydaje mi się czasem niedorzecznie długim, biorąc pod uwagę skromne wymiary tej powieści. Kolejne pół roku pisałem, a później – już w trakcie szukania wydawcy – wprowadzałem niezliczone poprawki. Zdążyłem stracić nadzieję, gdy rzutem na taśmę wysłałem „Pomniejszy przypadek” na konkurs literacki Novae Res i dostałem się do finałowej siódemki. Nie udało się wprawdzie zdobyć głównej nagrody, ale w kilka tygodni po ogłoszeniu wyników otrzymałem wiadomość, że pomimo tego wydawnictwo zainteresowane jest publikacją. Tak się tutaj znalazłem.

Czy planuje Pan wydać kolejną powieść?

Planuję i liczę na to, że znajdzie się wydawnictwo, które uzna moje plany za godne uwagi.

Pisze Pan powieści, które są ciekawym połączeniem literatury obyczajowej z elementami humorystycznymi, ale czy jest to również gatunek, który czyta Pan najchętniej? Jeśli tak, skąd wzięło się zamiłowanie do niego? Jeśli nie, po co sięga Pan najczęściej?

Im więcej groteski, dwuznaczności, kontrastu i podskórnego niepokoju, tym lepiej. Stąd też zrodzone jeszcze w szkole zainteresowanie romantyzmem, Młodą Polską, Skamandrytami, futurystami, wspomnianym już Gombrowiczem, Schulzem, Mrożkiem i Lemem. Nie było w tym żadnej systematyczności, raczej dość niefrasobliwe pochłanianie wszystkiego, co uznałem za słuszne. Bardziej od treści interesowała wówczas mnie językowa ekwilibristyka i choć dziś te proporcje raczej się wyrównały, to wciąż czuję się szczególnie wyczulony na słowa jako takie, na ich znaczenie i wzajemne związki, na ich działanie światotwórcze.

W tej chwili czytam żenująco mało beletrystki, a głównie teksty o tematyce polityczno-społecznej. Dawna potrzeba zapoznania się z jak największym wolumenem literackiego dorobku ludzkości zamieniła się w nie mniej dręczącą potrzebę zrozumienia tego, co się dzieje wokół. Obie są równie naiwne, ale cóż – zrzucam to na karb mojego młodego wieku.

Mam nadzieję, że te najważniejsze lektury mam dopiero przed sobą. Zwłaszcza, że po drodze zdążyły się we mnie zrodzić poważne wątpliwości co do tego, jaką wartość ma czytanie same w sobie – i zniknęło prostoduszne przeświadczenie z minionych lat, że jest to pewny sposób na podniesienie jakości własnego życia.

„Pomniejszy przypadek manii wielkości” charakteryzuje się genialnym stylem i wyobraźnią oraz wyczuciem w łączeniu realizmu i abstrakcji. Niewątpliwie spędził Pan dużo czasu z literaturą. Jakich rad udzieliłby Pan początkującym pisarzom, którzy zaczynają swoją przygodę?

Obawiam się, że sam jestem nadal początkującym pisarzem i jako taki nie czuję się uprawniony do udzielania porad. Mogę jedynie buńczucznie opowiedzieć się po stronie zupełnej wolności ekspresji i sarknąć z niechęcią w stronę tych, którzy bezwarunkowo zalecają językowy umiar oraz twórcze przetwarzanie obecnych trendów.

Tak czy owak, historię piszą zwycięzcy.

Spotkałam się czasami z postawą, że pisarze polecali swoim czytelnikom utwory, dzięki którym czytanie będzie bardziej intensywne i będą mogli lepiej wczuć się w klimat. Czy sądzi Pan, że słuchanie muzyki ma wpływ odczucia czytelnika? Jeśli tak, co poleciłby Pan do czytania swojej książki?

Ja zwykłem czytać w ciszy – im głębszej, tym lepiej. Zdarza mi się jednak samego siebie przyłapać na tym, że w trakcie wyjątkowo wciągającej lektury nucę pod nosem tworzoną na bieżąco melodię, która służy mi za podkład na wzór filmowy.

W „Pomniejszym przypadku” muzyki jest mnóstwo – bohaterowie bodajże co kilkanaście stron coś śpiewają, nucą lub grają, zaś pewne utwory i gatunki wplecione są w narrację. Jeżeli ktoś uzna to za słuszne, może ułożyć sobie własną ścieżkę dźwiękową.

Czy według Pana pisanie jest wrodzonym talentem czy umiejętnością, którą można nabyć? Jak to było w Pana przypadku – od zawsze ciągnęło Pana do pisania czy był to żmudny proces uczenia się?

Zapewne jednym i drugim, jakkolwiek fatalnym uogólnieniem by to stwierdzenie nie było i jakkolwiek banalna nie byłaby i taka uwaga, że talent należy rozwinąć. Częścią owego rozwijania jest zarówno uczenie się aspektów zupełnie technicznych, w tym sam proces poznawania języka (również poprzez czytanie), jak i pokonywanie wewnętrznych ograniczeń.

W moim wypadku ten drugi element był szczególnie ważny. Przywykłem, jak my wszyscy, do posługiwania się schematami – w kwestii doboru słownictwa, konstrukcji zdań i konwencji fabularnych. Wiele wysiłku kosztowało mnie – i bez wątpienia niejednokrotnie będzie jeszcze kosztować – przełamanie oporu tych zagnieżdżonych w głowie schematów, żeby faktycznie pisać, a nie pozwolić, aby się pisało – aby odrzucić to, co się nasuwa siłą przyzwyczajenia. Zamiast sztywno i z nabożnym szacunkiem posługiwać się językiem, który narzucono nam z zewnątrz, zacząć wykorzystywać go w sposób niecny, niemoralny. Przestać być mu uległym, a w zamian – zmusić do uległości (na miarę skromnych możliwości).

Kiedy uda się już osiągnąć względny sukces w walce z tym, co zewnętrze, przychodzi drugi, może i jeszcze gorszy rodzaj schematów: te, które wytwarzamy sobie sami, a które są jeszcze bardziej zwodnicze, bo jawią się jako nasze, komfortowe, bezpieczne.

A przecież to dopiero początek – bo napisać dobre zdanie, akapit, stronę, rozdział nawet, to jedno. A potrafić udanie skonstruować całą powieść, to drugie. Ja tych umiejętności jeszcze nie posiadłem w stopniu, który skłonny byłbym uznać za zadowalający.

Co do drugiego z pytań – już w wieku dziesięciu lat podjąłem jakże odważną próbę napisania powieści, co zakończyło się spektakularną klapą.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Jak pracuje Pan nad tekstem? Ma Pan jakiś określony system pisania?

Proszę zamienić maszynę do pisania na zeszyt, a obraz będzie w miarę zgodny z rzeczywistością. Nie byłbym w stanie pisać na maszynie i nie jestem w stanie pisać na komputerze – tekst w takiej postaci wydaje mi się nazbyt formalny i stąd kompulsywna potrzeba poprawiania, natychmiastowego doprowadzania go do formy ostatecznej, możliwie bezbłędnej. Szkicowy charakter kartek zapisanych ręcznie pozwala mi się od tego oderwać i ponieść się treści – tej, która przede wszystkim obecna jest w mojej głowie, a nie w formie fizycznej reprezentacji przed oczami.

A poza tym, jak to nader często bywa – zamiast systematyczności są kilkugodzinne zrywy, po których następują nieraz długie tygodnie zupełnej bezpłodności. I dojmujące poczucie, że już nic a nic nigdy nie będę zdolny z siebie wydać. Aż do kolejnego zrywu.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wywiad – Klara Miszczyk

Witajcie! Dzisiaj wywiad z młodziutką debiutantką – Klarą Miszczyk, autorką „Dziedzictwa smoka”. Recenzja ukaże się na dniach, więc zapraszam do poczytania, jaką przyszłość planuje autorka, czy powieść doczeka się kontynuacji oraz czy przywiązuje się do swoich bohaterów. Zapraszam :)

.

„Urodziłam się 05.05.1998 r w Przysusze. Dorastałam na obrzeżach mojego małego miasteczka wraz z mamą i młodszym bratem. Moi rodzice rozwiedli się, kiedy byłam małą dziewczynką i wychowywałam się bez taty, który przez większość swojego życia pracował i mieszkał za granicą. Moja mama i tata są wspaniałymi rodzicami, więc miałam szczęśliwe dzieciństwo. Od zawsze słyszałam od innych, że jestem obdarzona nieprzeciętna wyobraźnią, którą z czasem chciałam przelewać na papier. Moje pierwsze powieści w tym właśnie „Dziedzictwo smoka” zaczęłam pisać w wieku 12 lat i chciałabym dalej rozwijać się w tym kierunku i wydawać kolejne książki. Obecnie uczęszczam do drugiej klasy liceum, a mój świat kręci się głównie wokół pisania, mojej rodziny i dwóch wspaniałych przyjaciółek, które są dla mnie, jak siostry.”

.

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pani aktualnie czyta?

Jak zawsze zaczynam czytać kilka książek na raz, ponieważ nigdy nie mogę wybrać jednej J Ale najwięcej czasu poświęcam na czytanie książki „Kochając pana Danielsa”, którą poleciła mi przyjaciółka.

Jak urodził się pomysł na „Dziedzictwo smoka”? Od razu pojawił się szkic całości, czy historie pojawiały się z czasem w Pani głowie?

„Dziedzictwo smoka” pisałam etapami, ponieważ za każdym razem czegoś mi w tej książce brakowało. Dodawałam nowe zdarzenia, zmieniałam niektóre sytuacje i wciąż chciałam zawrzeć w niej więcej, aż w końcu po którymś razie uznałam, że to jest to. Chciałam stworzyć historię przepełnioną magią oraz emocjami, która pozwoliłaby czytelnikowi chociaż na moment zapomnieć o szarej codzienności i zatracić się w świecie Krainy Księżyca ;)

„Dziedzictwo smoka” to Pani literacki debiut. Proszę opowiedzieć nam o szczegółach powstawania tej powieści. Ile trwały prace, jak udało się Pani wydać książkę?

Wszystko zaczęło się od namowy jednej z moich koleżanek.  Była zachwycona  moimi powieściami, które początkowo pisałam w zeszytach. W końcu odważyłam się wysłać jedną z nich do wydawnictwa. Moja powieść się spodobała i wydawnictwo zadecydowało o wydaniu książki. Prace nad wydaniem trwały kilka miesięcy. Musiałam poddać książkę korekcie, okładka zachwyciła mnie od razu, więc nie podlegała zmianom. Jeśli chodzi o sprawy finansowe, to udało mi się, dzięki wspaniałomyślności mojej kochanej rodziny, która można powiedzieć zafundowała mi mój wkład finansowy w całe to przedsięwzięcie.

Czy planuje Pani wydać kolejną powieść?

Bardzo chciałabym wydać inne powieści, które napisałam, a przede wszystkim dwie kolejne części „Dziedzictwa smoka”, które już zaczęłam pisać.

Czy przywiązuje się Pani do bohaterów? Skąd bierze Pani inspirację do ich tworzenia?

Przywiązuję się do każdego z bohaterów  w różny sposób, ponieważ każdy z nich jest kimś zupełnie innym, a czasem czytając ich wypowiedzi, czy chociażby tworząc ich w głowie, mam wrażenie, że oni istnieją naprawdę :) Nie mam jakiś konkretnych źródeł inspiracji. Staram się tworzyć wyraziste osobowości, które mają za zadanie przedstawiać kompletnie różne dusze i stworzenia, tak aby każdy czytelnik mógł wybrać swojego ulubieńca ewentualnie, z którymś się utożsamiać.

Jakie są Pani literackie inspiracje?

Szczerze mówiąc nigdy nie zagłębiałam się w to, kim jest autor danej książki, którą aktualnie czytałam. Zawsze wybierałam po prostu takie pozycje, w których mogłam odnaleźć wzruszający watek miłosny, a zarazem nutkę słodko-gorzkich relacji damsko-męskich, taką książkę, która potrafiłaby chwycić za serce i takie też książki sama chciałabym pisać.

Pisze Pani fantasy, ale czy jest to również gatunek, który czyta Pani najchętniej? Jeśli tak, skąd wzięło się zamiłowanie do niego? Jeśli nie, po co sięga Pani najczęściej?

Moimi ulubionymi gatunkami są na pewno książki fantasy, jak i romanse, ale nie oparte na tematyce erotycznej, a raczej na szczerych uczuciach. Lubię również czytać powieści obyczajowe. Uwielbiam je, ponieważ zabierają czytelnika w piękniejszy świat, uczą wrażliwości, ukazują postacie, które warto brać za wzór oraz przepełniają nas fantazją, która według mnie może pomóc nam w szarej codzienności dnia codziennego.

Czy zamiłowanie do literatury wyniosła Pani z domu czy raczej sama zaczęła Pani z nią przygodę, bez sięgania po pomoc?

Nigdy nie miałam wielkiego zamiłowania do literatury z powodu lektur szkolnych, których nie znosiłam i których nigdy nie czytałam. Wszystko się zmieniło, kiedy moje dwie najlepsze przyjaciółki pokazały mi świat innych, cudownych książek. Zatraciłam się w nich do tego stopnia, że sama zapragnęłam tworzyć takie piękne historie.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Jak pracuje Pani nad tekstem? Ma Pani jakiś określony system pisania?

Przede wszystkim wszystko odbywa się przy pomocy wielkich, litrowych kubków z herbatą, od której jestem uzależniona :) Jak już wspomniałam kiedyś pisałam w zeszytach, a teraz biorę laptopa i siadam w każdym  miejscu, w którym akurat mi wygodnie. Do pracy nie potrzebuję mieć ciszy, ani spokoju. Często też słucham muzyki, która dodatkowo mnie nastraja. Kiedy piszę otaczający mnie świat po prostu znika. Jestem tylko ja i moja wyobraźnia.

Spotkałam się czasami z postawą, że pisarze polecali swoim czytelnikom utwory, dzięki którym czytanie będzie bardziej intensywne i będą mogli lepiej wczuć się w klimat. Czy sądzi Pani, że słuchanie muzyki ma wpływ odczucia czytelnika? Jeśli tak, co poleciłaby Pani do czytania swojej książki?

Myślę, że to świetny pomysł i zgadzam się z taką postawą. Ja sama miałam wiele utworów, które były niczym soundtrack sytuacji opisywanych w mojej książce. Niestety nie pamiętam ich wszystkich i musiałabym stworzyć dla Pani oraz czytelników listę takich piosenek :D

Gdyby miała się Pani znaleźć w jednej ze swoich ulubionych książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

Myślę, że nie przeczytałam aż tak wielu książek, by wybrać, w której chciałabym się znaleźć, ale gdybym musiała wybrać, to na pewno byłby to jakiś magiczny i tajemniczy świat ;)

Pokazuje Pani swoją twórczość znajomym i rodzinie czy raczej chowa do szuflady i zamka na trzy spusty? Jak zareagowali na wiadomość o tym, że stworzyła Pani swoją pierwszą powieść?

Nigdy nie kryłam się z tym, że piszę książki. Byłoby to naprawdę trudne, skoro poświęcałam im tak wiele czasu i każdy to zauważał. Moi przyjaciele byli nimi zachwyceni i często je czytali. Kiedy dowiedzieli się o tym, że moja książka zostanie wydana, byli bardzo szczęśliwi i dumni. Dostałam od nich duże wsparcie i jestem im za to bardzo wdzięczna.

Książki bywają dobre i czyta się je z przyjemnością, albo wręcz przeciwnie – już podczas lektury ma się ochotę wyrzucić je za okno. Pamięta Pani powieści, które zrobiły na Pani największe wrażenie i te, o których chciałaby Pani zapomnieć?

Przeczytałam wiele książek, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy i kilka, którymi rzucałam po ścianach klnąc przy tym głośno :) Ale nie podam tytułów bo to byłoby naprawdę podłe z mojej strony względem kolegów po fachu :D

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad – Anna Niedbał

Witajcie! Niedzielny wywiad z autorem powrócił! Dzisiaj chciałam podrzucić wam do poczytania rozmowę, którą miałam przyjemność przeprowadzić z Anną Niedbał – autorką „Zakazu” [recenzja tutaj]. Zapraszam! :)

.

Anna Niedbał o sobie: „Mam 23 lata, pochodzę z Dąbrowy Górniczej, gdzie obecnie mieszkam i weekendami dokształcam się na kierunku Dietetyki. Na co dzień pracuję. Jestem absolwentką Uniwersytetu Śląskiego, kierunku Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa. Interesuję się Finlandią i wszystkim, co z nią związane. Kocham czytać książki, głównie fantastykę w stylu Cassandry Clare, chociaż mam swoich ulubieńców również z innych gatunków literackich. Jestem uzależniona od spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi, a także zapaloną miłośniczką niektórych seriali. Odkąd pamiętam, zawsze miałam w głowie sto tysięcy pomysłów na historie, które próbowałam w różny sposób przekazać innym. Tak oto metodą prób i błędów zaczęłam pisać i pokochałam to z całego serca. Będąc w gimnazjum założyłam swojego pierwszego bloga, na którym publikowałam fragmenty swojej pierwszej powieści. Następnie zajęłam się prowadzeniem pamiętników i pisaniem „do szuflady”. Tak powstała moja debiutancka powieść „Zakaz”. Zaczęłam ją pisać w sierpniu 2009 roku, skończyłam po roku. Wróciłam do niej trzy lata temu, podczas mojego pobytu w Finlandii.”

.

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pani aktualnie czyta?

Muminki! Mam wersję podzieloną na dwie księgi i obecnie jestem w trakcie czytania drugiej, w połowie książki „Pamiętniki Tatusia Muminka”. Gorąco polecam zarówno dzieciom jak i dorosłym ;)

Jak urodził się pomysł na „Zakaz”? Od razu pojawił się szkic całości, czy historie pojawiały się z czasem w Pani głowie?

Zna Pani to uczucie podczas usypiania, kiedy jest się blisko uśnięcia, ale jeszcze nie do końca można stwierdzić, że się śpi? Parę lat temu cierpiałam na bezsenność, więc najczęściej kładłam się spać słuchając muzyki, ponieważ to mi pomagało usnąć. Byłam właśnie mniej więcej na takim etapie usypiania, kiedy wsłuchiwałam się w słowa piosenki „HIM – Soul on fire”… obraz Angeliki sam pojawił się w mojej głowie. Kiedy wstałam zaczęłam pisać i tak to się zaczęło. W następnych etapach wymyślanie historii było jak układanie puzzli. Podczas słuchania muzyki widziałam obrazy dotyczące „Zakazu” i musiałam połączyć je w całość, żeby stworzyły powieść. 

„Zakaz” to Pani literacki debiut. Proszę opowiedzieć nam o szczegółach powstawania tej powieści. Ile trwały prace, jak udało się Pani wydać książkę?

Zaczęłam ją pisać w wakacje 2009 roku. Miałam wtedy gorszy okres zdrowotny i prawie w ogóle nie wychodziłam z domu. Pisanie już wcześniej było moją ucieczką od rzeczywistości i problemów, jednak pisanie „Zakazu” było czymś więcej. Wtedy tak naprawdę odkryłam, że to moja prawdziwa pasja i miłość.

Całość napisałam w ciągu roku, jednak w dość chaotyczny sposób. W późniejszych latach czasem do niej wracałam, z tym, że poprawki, jakie wprowadzałam były bardzo delikatne i w dalszej części czułam, że brakowało jej tego „czegoś”.

W międzyczasie wysyłałam ją do wydawnictw, tak z ciekawości. Nie dostawałam żadnych odpowiedzi.

W 2013 roku wzięłam urlop dziekański i wyjechałam do Finlandii. To tam zaczęłam pisać „Zakaz” prawie całkowicie od nowa. Podzieliłam ją na tomy, a następnie ułożyłam wydarzenia w sposób chronologiczny. W przeciągu pół roku pierwszy tom był gotowy. Powoli zaczęłam się nią dzielić z innymi osobami, które namawiały mnie na jej wydanie.

Po powrocie do kraju postanowiłam udostępnić darmową wersję „Zakazu” na stronie www.wydaje.pl (obecnie już nieistniejącej). Z pomocą przyjaciół stworzyłam stronę internetową, fanpage na facebooku oraz próbowałam dotrzeć do różnych czytelników. W dalszym ciągu starałam się o jej wydanie i pisałam do wydawnictw. W międzyczasie pozyskałam numer ISBN i miałam ten zaszczyt, że e-book został umieszczony w czasopiśmie CD-Action. Zgłosiłam się również do konkursu „Literacki Debiut Roku”. Mniej więcej pół roku później dostałam propozycję wydania książki od Wydawnictwa Novae Res.

Czy planuje Pani wydać kolejną powieść?

Oczywiście. Moja przygoda z wydawaniem dopiero się rozpoczęła, ale na pewno na jednej książce nie zaprzestanę. W pierwszej kolejności muszą ukazać się kolejne tomy „Zakazu”, nie ma innego wyjścia ;)

Czy przywiązuje się Pani do bohaterów? Skąd bierze Pani inspirację do ich tworzenia?

Myślę, że w jakiś sposób jestem przywiązana do każdego bohatera książki. Jeśli chodzi o inspirację do ich tworzenia to ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Stworzyłam ich tak jak całą historię, pod wpływem muzyki, otoczenia i uczuć.

Jakie są Pani literackie inspiracje?

Prawdę mówiąc, inspiracje czerpię głównie z muzyki, nie z literatury. Jednak są książki, które faktycznie dużo wniosły do mojego zainteresowania zarówno tematyką fantastyki jak również duchów, między innymi można tutaj zaliczyć sagę „Dary Anioła” oraz książki, które czytałam jeszcze w dzieciństwie, takie jak: „Duch Kapitana Grimstona” M. Arrigan albo „Peggy Sue i duchy” S. Brussolo.

Spotkałam się czasami z postawą, że pisarze polecali swoim czytelnikom utwory, dzięki którym czytanie będzie bardziej intensywne i będą mogli lepiej wczuć się w klimat. Czy sądzi Pani, że słuchanie muzyki ma wpływ na odczucia czytelnika? Jeśli tak, co poleciłaby Pani do czytania swojej książki?

Wszystko jest kwestią indywidualnego podejścia. Ja osobiście słucham muzyki zarówno podczas pisania jak i czytania, jednak znam osoby, którym to przeszkadza i muszą mieć ciszę.

Jeżeli chodzi o zespoły, przy których można czytać „Zakaz” to mogę polecić:

HIM, Marilyn Manson, Linkin Park (również wersje instrumentalne), Apocalyptica, Nightwish, Afi, BarlowGirl, Panic! At The Disco, Poets Of The Fall, Siddharta, Sad Piano, Secret Garden, Two Steps From Hell, Amorphis, Lacuna Coil oraz Blue Foundation.  

Jako piosenkę przewodnią pierwszego tomu wybrałam „HIM – Drunk on shadows” i mogę zdradzić, że w drugim tomie będzie to „Nightwish – Cadence of her last breath”.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Jak pracuje Pani nad tekstem? Ma Pani jakiś określony system pisania?

Tak, to piękny obraz pisarza. Niestety, w moim przypadku maszyna do pisania została zastąpiona laptopem, kawa nie jest dla mnie wystarczająca, zwykle popijam również magnez, a kiedyś dokładałam jeszcze energy drinki. Pisanie po nocach często mi się zdarza, ale zwykle dlatego, ponieważ się w tym zatracam i zapominam o całym Bożym świecie. Jeżeli chodzi o system… cóż, ciężko jest mi usiąść przy tekście jeżeli nie mam żadnej wizji. Wtedy albo idę na spacer albo kładę się na łóżku, oczywiście zawsze w towarzystwie muzyki. Potem pojawia się wena i zaczynam pisać. Można powiedzieć, że to jest właśnie mój system.

Gdyby miała się Pani znaleźć w jednej ze swoich ulubionych książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

Zdecydowanie w Harrym Potterze, ponieważ uwielbiam ten magiczny świat, który przedstawiła J.K. Rowling.

Książki bywają dobre i czyta się je z przyjemnością, albo wręcz przeciwnie – już podczas lektury ma się ochotę wyrzucić je za okno. Pamięta Pani powieści, które zrobiły na Pani największe wrażenie i te, o których chciałaby Pani zapomnieć?

W sumie, tutaj się powtórzę i raczej oryginalna nie będę, jeśli wspomnę, że największe wrażenie zrobiły na mnie książki: „Wiedźmin” A. Sapkowskiego, „Dary Anioła” C. Clare, „Harry Potter” J.K. Rowling, „Muminki” T. Janson, „Nacja” T. Pratchetta, „Chemia Śmierci” S. Becketta, „Ania z Zielonego Wzgórza” L. M. Montgomery, uwielbiam również biografię Marilyna Mansona – „Trudna droga z piekła” napisaną przez N. Straussa.

Jeżeli chodzi o książki, o których chciałabym zapomnieć, to owszem, są takie, ale wolę nie wymieniać ich tytułów.

Pisze Pani fantasy, ale czy jest to również gatunek, który czyta Pani najchętniej? Jeśli tak, skąd wzięło się zamiłowanie do niego? Jeśli nie, po co sięga Pani najczęściej?

Zdarza mi się czytać różne gatunki, jednak fantasy jest moim ulubionym, a zamiłowaniem do niego zaraziłam się od starszego brata.

Czy zamiłowanie do literatury wyniosła Pani z domu czy raczej sama zaczęła z nią przygodę, bez sięgania po pomoc?

Moja mama uwielbia czytać i w dużej mierze to właśnie ona przyczyniła się do tego, że zaczęłam sięgać po książki.

 Pokazuje Pani swoją twórczość znajomym i rodzinie czy raczej chowa do szuflady i zamka na trzy spusty? Jak zareagowali na wiadomość o tym, że stworzyła Pani swoją pierwszą powieść?

Jak byłam młodsza to zwykle chowałam do szuflady albo pokazywałam obcym ludziom podpisując się pseudonimem. Dzisiaj nie mam z tym problemu, ponieważ zanim coś udostępnię innym sprawdzę to tysiąc razy i upewnię się, że nie ma rażących błędów. Reakcja moich bliskich na to, że napisałam książkę mile mnie zaskoczyła. Wszyscy bardzo mnie wspierali od samego początku i wspierają mnie nadal. Życzę wszystkim, aby otaczali się tak wspaniałymi ludźmi, jakimi ja się otaczam.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również bardzo dziękuję.

Wywiad – Mateusz P. Barczyk

Witajcie! Czy na sali jest ktoś, kto lubi fantasy? No pewnie, przecież jakby mogło być inaczej :) Dzisiaj mam dla was świeżutki wywiad z debiutantem, autorem książki „Kres” [recenzję znajdziecie tutaj]. Drogie Panie, proszę nie mdleć ;) Zapraszam :)

.

Mateusz P. Barczyk – urodzony w 1996 roku w Katowicach. Obecnie mieszka w Warszawie. Opowiadania publikował na portalach takich jak NowaFantastyka.pl czy SpidersWeb.com. Swoje wiersze (i nie tylko) publikuje na autorskim blogu traktującym o twórczości wśród młodych ludzi: www.mlodyswiat.blogspot.com. Przyszłość wiąże z pisarstwem i aktorstwem. W swych dziełach najczęściej porusza zagadnienia takie jak samorealizacja, potęga umysłu i wpływ świata na osobowość jednostki.

.

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pan aktualnie czyta?

Aktualnie czytam coś spoza fantastyki. ,,Życie Pi” Yanna Martela. Niby prosta historia, acz o religii, filozofii, zoologii, sile instynktu przetrwania i mocy dziecięcej wyobraźni. Takie opowieści, oparte na faktach, również mnie fascynują. Wiem, że na podstawie tej książki powstał film, ale z obejrzeniem go poczekam, aż skończę czytać.

„Kres” to Pana literacki debiut. Proszę opowiedzieć nam o szczegółach powstawania tej powieści. Ile trwały prace, jak udało się Panu wydać książkę?

Prace nad ,,Kresem” trwały ponad pół roku. Samo pisanie nie zajęło długo. Jednak wymyślenie wszystkiego, stworzenie dziesięciostronicowego planu wydarzeń i obmyślenie wszystkiego tak, by pozostawić sobie swobodę pisania – to było najbardziej czasochłonne. Jeśli chodzi o wydanie, historia jest prosta – rozesłałem gotową powieść do wielu wydawnictw. Nie po raz pierwszy próbowałem wydać jakieś swoje dzieło. Wcześniej odzewu nie było. Dziś bardzo trudno się wydać. Szczególnie nie mając na koncie żadnych papierowych publikacji. Jednak, pewnego pięknego dnia, otrzymałem maila zwrotnego od wydawnictwa Novae Res z propozycją współpracy. I tak, po kilku miesiącach sprawdzania tekstu pod względem stylistycznym, projektowania okładki itp (za co wydawnictwu jestem bardzo wdzięczny) powieść ujrzała światło dzienne.

Jak urodził się pomysł na „Kres”? Od razu pojawił się szkic całości, czy historie pojawiały się z czasem w Pana głowie?

Miałem wiele bardzo różnych pomysłów, które stopniowo zaczęły mi się składać w całość i tak powstała koncepcja powieści. Pisze Pani: ,,historie” – rzeczywiście, akcja dzieje się na wielu płaszczyznach i z początku można wręcz odnieść wrażenie, że  ,,Kres” pozbawiony jest rdzenia fabularnego. Jednak takie właśnie przedstawienie historii głównego bohatera wydawało mi się najwłaściwsze.

Bardzo rzadko zdarza się, że w głowie pojawia mi się szkic całości danego dzieła. Zwykle są pojedyncze, drobne pomysły, które, mozolnie strzępiąc kartki notesu długopisem, układam w całość.

Czy planuje Pan wydać kolejną powieść?

Jak najbardziej. Już jestem w trakcie pisania kolejnej powieści. Od kiedy poznałem moc słowa pisanego i to, jak dzieło literackie jest w stanie wpłynąć na człowieka, pisanie jest moją pasją. Mam nadzieję, że ,,Kres” to dopiero początek.

Postać Kresa jest bardzo ciekawie naszkicowana. Jak narodził się pomysł na głównego bohatera? Czy przywiązał się Pan do niego?  Skąd bierze Pan inspirację do tworzenia postaci?

W odpowiedzi na to pytanie zawrzeć muszę pewne osobiste wyznanie. Otóż Kres jest moim ideałem. Człowiekiem, którym chciałbym być. Tak narodził się pomysł na tą postać. Do tego chciałem pokazać zmianę. Główny bohater bardzo zmienia się w trakcie powieści, inspirowany innymi stopniowo staje się lepszym człowiekiem. Oczywiście zatem, że przywiązałem się do niego.

Jeśli zaś chodzi o tworzenie postaci w ogóle – najbardziej inspirują mnie po prostu ludzie dookoła. Ich odruchy, styl bycia, zachowanie. I nie mówię tylko o bliskich znajomych, ludziach, których dobrze znam. Nieraz do stworzenia postaci inspiruje mnie zobaczone przypadkiem zachowanie obcej osoby na ulicy, jeśli jest nietypowe, bądź w jakiś sposób charakterystyczne.

Wyczytałam, że zajmuje się Pan również poezją – niektóre z Pana utworów pojawiły się w powieści. Skąd pomysł na połączenie wierszy i prozy? Jak zaczęła się Pana przygoda z poezją? Do czego Pana bardziej ciągnie – liryki czy epiki?

Obie formy są mi równie bliskie. Wplatanie poezji w utwór pisany prozą to zabieg, który w literaturze widziałem już nieraz. Sam zastosowałem go, bo zależało mi, by Kres (jak już wspomniałem – lepsza wersja mnie) także był poetą. Do tego wydaje mi się, że cytowanie wierszy w konkretnych miejscach nadaje głębi uczuciom, o których piszę. Wiersz pisany przez zakochanego chłopaka dla dziewczyny ma ogromną moc, choćby jako sam gest. Podobnie poemat tworzony na cześć zmarłego. Po prostu poezja nie raz… pogłębia uczucia.

Pisze Pan obyczajówkę z elementami fantasy, ale czy jest to również gatunek, który czyta Pan najchętniej? Jeśli tak, skąd wzięło się zamiłowanie do niego? Jeśli nie, po co sięga Pan najczęściej?

Klasyfikacja gatunkowa dzieła to mój odwieczny problem. Sam nigdy nie powiedziałbym, że piszę obyczajówkę z elementami fantasy. Ale z drugiej strony, nie wiem, jak inaczej to nazwać. Oniryczny realizm magiczny? Serio, nie mam pojęcia. Podobnie mam z klasyfikacją innych dzieł. Nie posiadam ulubionego gatunku. Powiem więcej – najchętniej sięgam właśnie po powieści, które trudno gdziekolwiek zakwalifikować, które są na tyle oryginalne, że trudno nadać nazwę ich gatunkowi.

Gdyby miał się Pan znaleźć w jednej ze swoich ulubionych książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

Najbardziej chciałbym znaleźć się w uniwersum trylogii ,,Przedksiężycowi” Anny Kańtoch, którą to wszystkim polecam. Jest to właśnie jedna z tych książek, które wymykają się klasyfikacji. Jednak autorka stworzyła od podstaw świat, działający na swoich prawach, w którym wysoki rozwój technologiczny nie równa się temu, co dziś przez te słowa rozumiemy. Jest to świat dużo bardziej rozwinięty od naszego, a z drugiej strony – nie ma w nim komputerów czy jakiejkolwiek tego typu elektroniki. Co uwielbiam w tym świecie – ponad wszystko ceni się tam naukę i sztukę, wyznając je niemal niczym religie.

Książki bywają dobre i czyta się je z przyjemnością, albo wręcz przeciwnie – już podczas lektury ma się ochotę wyrzucić je za okno. Pamięta Pan powieści, które zrobiły na Panu największe wrażenie i te, o których chciałby Pan zapomnieć?

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie powieść ,,Łowca Androidów” Philipa K. Dicka oraz cała twórczość tego autora, który stanowi dla mnie największy pisarski autorytet. Na pewno wspomnieć muszę tutaj o ,,Ślepowidzeniu” Petera Wattsa, który w mistrzowski sposób opisał pierwszy kontakt z obcą cywilizacją. Uważam jednak, że polscy autorzy są nie mniej utalentowani. Wrócę tutaj do wspomnianych już ,,Przedksiężycowych” Anny Kańtoch, jednym z lepszych fantastycznych światów, jakie poznałem. Do tego trylogia husycka Andrzeja Sapkowskiego, którego nikomu nie trzeba chyba przedstawiać, czy ,,Król Bólu” Jacka Dukaja, który jak nikt potrafi analizować ludzkie osobowości.

Jeśli zaś chodzi o powieści, o których chciałbym zapomnieć… W sumie teraz, gdy książka przez pierwsze kilkadziesiąt stron mnie odrzuca, nie kontynuuje czytania. Jedyne, co przychodzi mi na myśl, to ,,Syzyfowe Prace” Stefana Żeromskiego, które to były lekturą w szkole. Nie polecam.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Jak pracuje Pan nad tekstem? Ma Pan jakiś określony system pisania?

Samo w sobie pisanie gotowego tekstu przebiega w miarę dobrze. Muszę mieć tylko spokój, najlepiej jakąś muzykę w tle, plan wydarzeń pod ręką, no i kawa oczywiście też mile widziana. Zazwyczaj piszę większe fragmenty na raz, siedząc po kilka godzin. Jednak wymyślanie i tworzenie tych planów wydarzeń to prawdziwa zmora. Powinienem na dowód dołączyć jakąś kartkę z notatnika, acz mógłbym przez to zostać zamknięty w domu bez klamek. Nieraz pomysły przychodzą, zmieniają się, napotykam problemy i tak kartki w mym notatniku są pokreślone, pomięte, pełne obelg pod mym własnym adresem; że tak literacko powiem: splamione łzami, potem i krwią. Jednak przez to nie ma piękniejszego uczucia niż gotowy pomysł. No, może jest – trzymanie w rękach mojej własnej powieści.

Czy zamiłowanie do literatury wyniósł Pan z domu czy raczej sam zaczął z nią przygodę, bez sięgania po pomoc?

Zamiłowania do tworzenia literatury nie wyniosłem z domu. Mam tu na myśli tylko, że żadne z rodziców ani nikt z bliskich mi krewnych nie pisze (poza bratem, ale to ja zaraziłem jego tym zainteresowaniem). Jednak zdecydowanie nie nazwałbym się samoukiem. Prawda, zacząłem pisać sam i długo tworzyłem do szuflady, jednak uważam, że moje dzieła nabrały sensu dopiero, gdy zacząłem się nimi dzielić. Publikacje w Internecie oraz pytanie ludzi o opinie bardzo mi pomogły. Wielce pomocny był dla mnie także okres, gdy przez ponad rok przynależałem do Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki.

Jakie są Pana literackie inspiracje?

Przez długi czas za największą inspirację uważałem Andrzeja Sapkowskiego i późno zrozumiałem, że tak naprawdę przez długi czas pisałem nieudaną podróbką jego stylu, parodię wręcz. Wciąż uważam Sapkowskiego za genialnego pisarza, jednak najbardziej inspirujący jest dla mnie Philip K. Dick. Jego styl jest prosty, ale to o czym pisał… Dick nie bał się przelewać na papier tego, co leżało mu na duszy, ubierając to w fantastyczne historie, nieraz na granicy absurdu. Po przeczytaniu jego biografii wciąż nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy był szalony, czy genialny. Wierzę, że jedno i drugie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Wywiad – Ewa Zienkiewicz

Walentynki! Ach, co za dzień! Serduszka są wszędzie, pary trzymające się za ręce niemal włażą nam na głowę, a single przeklinają na czym świat stoi. Sama raczej wybiorę się na „Deadpoola” niż jakąś komedię romantyczną. Ale do rzeczy. Jako że dzisiaj niedziela – czas na wywiad. Nie mogłabym chyba wymarzyć sobie bardziej odpowiedniej osoby na tym miejscu. Miałam przyjemność porozmawiać z Ewą Zienkiewicz, autorką serii „Talizman z zaświatów”, gdzie bohaterka zostaje obdarowana pierścieniem, dzięki któremu może dowolnie sprawiać, że ktoś się w niej zakocha lub odkocha. Zapraszam :)

Recenzja pierwszego tomu.

Recenzja drugiego tomu. 

.

Ewa Zienkiewicz – z wykształcenia architekt, z zamiłowania autorka powieści. Ukończyła Wydział Budownictwa i Architektury Politechniki Szczecińskiej. Pracowała m.in. jako nauczycielka, urzędniczka i urbanistka. Od 2000 roku mieszka w Warszawie. Pracuje w Wydziale Planowania. Jej powieść Dzieciaki ze skraju miasta wyróżniona została dyplomem honorowym Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. W wolnych chwilach najchętniej towarzyszy mężowi w wyprawach wędkarskich, ostatnio do krajów Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Powieść „Talizman z zaświatów. Tom I Beata” niektórzy z was mogą kojarzyć pod innym tytułem „Beata, czyli wszystko staje się łatwe, kiedy ludzie cie kochają” wydaną przez Oficyna Wydawnicza ŁOŚGRAF.

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pani aktualnie czyta?

Przypadkiem trafiłam na książkę chińskiej pisarki Hong Ying  pod tytułem „Córka rzeki”.  To powieść autobiograficzna o pierwszych latach jej życia spędzonych w straszliwych chińskich slumsach. Dopiero zaczęłam czytać, ale zajrzałam do Wikipedii i już wiem, że po studiach autorka wyjedzie do Londynu, wróci do Chin i napisze 8 książek. Cieszę się, że pójdzie ku lepszemu, pomimo fatalnych początków.

Jaka była geneza „Talizmanu z zaświatów”?

Z punktu widzenia Natury, wszelkie organizmy na Ziemi istnieją tylko po to, by przedłużać swój gatunek. Dzieje się to za pomocą chemii, która po zainicjowaniu lawinowej reakcji zwanej „stanem zakochania” steruje naszymi zachowaniami pozbawiając nas kontroli nad swoimi zmysłami. Prawdopodobnie w przyszłości poznamy zasady wzbudzania miłości. I oczywiście wykorzystamy w celach militarnych. Natomiast przybysze zza światów już to potrafią. „Talizman” jest tego przykładem.

„Talizman z zaświatów” ma już dwa tomy. Zastosowała Pani niezwykle ciekawy zabieg przeniesienia osi fabuły z bohaterki na rzecz – w tym przypadku pierścionek. Czy ma Pani zamiar kontynuować serię?

Brawo za spostrzegawczość Pani Anno, dokładnie tak się stało! Znajomi, którzy przeczytali pierwsze wydanie książki pod tytułem „Beata, czyli wszystko staje się łatwe, kiedy ludzie cię kochają” odczytali fabułę zupełnie inaczej niż chciałam. Strasznie mnie to zirytowało i postanowiłam wyjaśnić całą sprawę w drugiej części o podtytule „Kinga”, tak by nie było wątpliwości. Mam nadzieję, że przygody nieziemskiego talizmanu znajdą swoją kontynuację w kolejnych tomach.

Pisze Pani od wielu lat i jest autorką kilku powieści. Jak zaczęła się Pani przygoda z pisarstwem? Od zawsze skrobała Pani w zeszytach historie, które przychodziły do głowy czy miało to jakiś inny początek?

Pisałam pamiętniki i rysowałam różne historie od dzieciństwa. Ale nie śmiałam nawet wyobrazić sobie, że zostanę pisarką. Pierwszą książkę „Dzieciaki ze skraju miasta” napisałam już jako zupełnie dorosła osoba w zeszytowym kalendarzu szkolnym. W ten sposób wyznaczyłam sobie dyscyplinę codziennego pisania. Na każdy dzień roku przypadała jedna strona i powieść powstała z odręcznych zapisków głównej bohaterki Agnieszki. W tej chwili książka jest dostępna tylko jako e-book w internecie.

Zerknęłam na listę książek, które Pani stworzyła i oprócz literatury obyczajowej znalazłam też powieści dla dzieci. Łatwiej jest napisać coś dla młodszej widowni czy tej starszej?

Prawdę mówiąc nigdy nie starałam się pisać wprost dla dzieci czy młodzieży. Po prostu piszę o ludziach, którzy akurat mają 9, 15, 30 lat lub znacznie więcej. Pierwszymi czytelnikami „Dzieciaków ze skraju miasta” byli wszyscy moi dorośli znajomi, którzy świetnie się bawili odnajdując w powieści świat swojego dzieciństwa. Ale oczywiście od autorów specjalizujących się w literaturze dla dzieci, szczególnie dla najmłodszych wymaga się znajomości psychiki dziecka i zasad dziecięcej percepcji.

Wyczytałam, że pracowała Pani w wielu miejscach, m.in. jako nauczycielka, urzędniczka czy urbanistka oraz podróżuje Pani z mężem po całym świecie. Czy doświadczenia, które zebrała Pani w czasie wypraw i pracy pomaga w pisaniu czy wręcz przeciwnie?

Czy zwróciła Pani uwagę, że w biografiach wielu pisarzy widnieje zdanie: „Imał się wielu zawodów, był: …” i tu długa lista. Coś w tym jest. W książce „Dziewczyny, chłopaki i skarb” opisałam swoje doświadczenia w zawodzie nauczyciela. Niektóre zabawne historie zostały dosłownie przeniesione z mojego nauczycielskiego życia. Beata z „Talizmanu z zaświatów” jest urzędniczką, podobnie jak ja przez parę lat. Akcja drugiego tomu „Talizmanu z zaświatów” dzieje się na Malediwach. Przebywając w egzotycznych zakątkach świata człowiek zastanawia się, co zrobić, by te wrażenia utrwalić, podzielić się nimi, odwdzięczyć się, że miało się okazję zobaczyć niesłychanie niebieski ocean, palmy, ludzi z innych kręgów kulturowych. „Kingę” pisałam otoczona zdjęciami z wakacji, odtwarzając z pamięci dawne wrażenia. Ale w Kolumbii nie byłam. Skorzystałam z opowieści ludzi, którzy tam mieszkają.

Czy przywiązuje się Pani do bohaterów? Skąd bierze Pani inspirację do ich tworzenia?

Nadzwyczaj dobre pytanie. Bardzo lubię swoich bohaterów, chociaż zdarzają się wśród nich straszne paskudy. Jak na przykład zabójcy w drugim tomie „Talizmanu z zaświatów”. Tych lubię szczególnie. Właściwie w pisaniu książek najbardziej wciąga mnie wymyślanie ciekawych osobowości. Miewają cechy moje, członków rodziny, przyjaciół, nieznajomych, czasami zupełnie abstrakcyjne, ale na ogół jednak wzięte z obserwacji. Czasami zagaduję do znajomych: Wymyśl mi jakiegoś człowieka, a ja umieszczę go w książce.

Jakie są Pani literackie inspiracje?

Jestem strasznie ciekawa, jakiemu czytelnikowi podobają się moje książki. Jakimi ludźmi są osoby, które lubią, to co piszę. Jeżeli taki wierny czytelnik zaistniałby kiedykolwiek, to właśnie on mógłby najtrafniej określić, co mnie inspiruje. Ponieważ we wszystkich książkach da się tę wspólną inspirację wychwycić.

Zarówno pierwszy jak i drugi tom „Talizmanu z zaświatów” charakteryzuje się dobrym stylem i wyczuciem pisarskim. Widać, że poświęca Pani dużo czasu na doskonalenie warsztatu. Jakich rad udzieliłaby Pani początkującym pisarzom, którzy zaczynają przygodę z literaturą?

Pani Anno bardzo dziękuję, za pozytywną ocenę mojego stylu pisania. Sądzę, że styl jest niesłychanie ważny. Można z zapartym tchem czytać o obieraniu ziemniaków opisanym dobrym stylem. W szwedzkich kryminałach zanim facet zdejmie płaszcz i przejdzie z korytarza do pokoju, przelecą cztery strony całkiem zajmującej literatury. Niektórzy znani mi ludzie mają wrodzoną lekkość pisania. Nie napisali i nigdy nie napiszą żadnej książki, za to tworzą wspaniałe długie listy, wypracowania, podania do urzędu, czy prace semestralne. Zazdroszczę im. Niestety ja długo szlifuję każde swoje zdanie. Kilka razy przestawiam szyk wyrazów, skracam, dopisuję, dzielę na dwa, łączę w jedno, odczytuję na głos, a i tak rzadko bywam zadowolona.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Jak pracuje Pani nad tekstem? Ma Pani jakiś określony system pisania?

Stara recepta na napisanie książki mówi: Aby napisać książkę, trzeba usiąść i pisać. Mniej więcej tak to wygląda. Na ogół późnym wieczorem siadam przy komputerze i piszę, zwykle do drugiej. Zamiast kawy, mam pod ręką jakiś konspekt całości, rysunki bohaterów, szkice miejsc, zdjęcia, schematy sytuacji itd. No i niezbędnik – Internet.

Gdyby miała się Pani znaleźć w jednej ze swoich ulubionych książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

Uwaga będzie długi wstęp do odpowiedzi. Bohaterką mojej książki „Pomyśl tylko życzenie” jest Anka Rawicka, przeciętna dziewczyna mieszkająca z rodzicami w osiedlowym bloku. Ma bardzo empatyczne usposobienie, co być może jest przyczyną jej mentalnych wędrówek, podczas których kolejno staje się innymi dziewczynami mieszkającymi w ekstremalnie różnych warunkach i rodzinach. Po napisaniu tej książki, dowiedziałam się, że identyfikowanie się z innymi ludźmi jest rzadkością i przydarza się tylko niewielu osobom. A ja myślała, że wszystkim. Dlatego, tak jak w przypadku „Talizmanu z zaświatów” w celu wyjaśnienia napisałam drugi tom serii „Pomyśl tylko życzenie”. Mam nadzieje, że zostanie niedługo wydany. Akcja dzieje się w tym samym miejscu co „Kinga” na Malediwach oraz w Meksyku i w Kenii. Nawiązując do przeżyć Anki Rawickiej, chcę powiedzieć, że czytając książki zawsze w nich się znajduję, czy mam na to ochotę, czy nie.

Książki bywają dobre i czyta się je z przyjemnością, albo wręcz przeciwnie – już podczas lektury ma się ochotę wyrzucić je za okno. Pamięta Pani powieści, które zrobiły na Pani największe wrażenie i te, o których chciałaby Pani zapomnieć?

Odpowiedź na to pytanie jest kontynuacją odpowiedzi na poprzednie. Czytając książki wcielam się we wszystkie postacie w nich występujące, więc nie lubię czytać o celowym okrucieństwie i działaniu obrzydzającym ludziom życie. Irytują mnie również książki, w których bez dystansu literackiego premiowane są ideały dla mnie paskudne. Ale trudno wymagać, żeby pisarze mieli struktury osobowościowe takie same jak moja. Zdarza się, że ulubiony autor napisze książkę, która mnie odrzuca. Na przykład nie lubię pierwszego tomu „Millenium”, a dwa następne bardzo. Bardzo lubię sposób pisania Camilli Lackberg, ale nie wróciłabym do „Kaznodziei” i „Pogromcy lwów”. Polubiłam książkę Iaina Banksa „Ulica czarnych ptaków”, a pozostałe niekoniecznie. I tak dalej.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję. Podobały mi się Pani pytania.