Gdzie diabeł nie może tam grom pośle.

Rodzaj: fantasy
Język: polski
Stron: 400
Wydawca: Wydawnictwo SQN

Witajcie! Wiosna wychyliła się zza zakrętu, a wraz z nią moja uśmiechnięta mordka. Nie ma nic lepszego niż pierwszy raz w roku zrzucić z siebie zimowy płaszcz i w końcu przywdziać coś lżejszego. A skoro czas na wiosenne porządki i na blogu przyda się trochę ogarnąć. Na pierwszy ogień pójdzie wygląd, więc bądźcie czujni ;) Ale nie mogę was przecież zostawić tak bez recenzji! A okazja jest nie byle jaka, albowiem doczekałam się wydania kontynuacji „Krwi i stali” Jacka Łukawskiego. Zapraszam! :)

Jacek Łukawski urodził się w Kielcach, z zawodu jest grafikiem komputerowym. Gdy nie miał jeszcze obowiązków, a miał czas, machał mieczem i strzelał z dział czarnoprochowych. Hartował ciało i ducha w organizacji strzeleckiej, brał udział w zawodach sprawnościowych i ćwiczył karate. Próbował też jeździć konno. Zwiedzał Polskę autostopem i na motocyklu. Zaczytywał się w książkach historycznych i fantasy. Jest laureatem wojewódzkiego konkursu Talenty 2000. Po kilkunastu latach przerwy napisał cykl opowiadań, które pojawiły się drukiem w antologii Gawędy motocyklowe. Współtworzył kwartalnik motocyklowy „Swoimi Drogami”. Wraz z żoną mieszka w pobliżu chęcińskiego zamku.

W huku gromów i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi. Arthornowi udaje się uciec z zamku opanowanego przez zdrajców, lecz najgorsze dopiero przed nim. Wkrótce znów wyruszy ku Martwicy, tym razem bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli. Jednocześnie stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel. To zadanie tym trudniejsze, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Impas, jak się wydaje, może przełamać tylko obecność księżniczki Azure, która jednak przepadła bez wieści. Co zrobi Arthorn, gdy ją odnajdzie? Czy zdoła nakłonić ją do powrotu? Ile zdecyduje się poświęcić dla królestwa? Mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu. Wolno podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel.

 

Miesiące wyczekiwania i sprawdzania profili autora i wydawnictwa… W końcu jest! Pachnąca drukiem i piękna. Wiele obiecywałam sobie po „Gromie i szkwale”. Czy jednak oczekiwania nie okazały się za duże? Nie rozczarowałam się ani trochę. Dostajemy mięsiste, porywające fantasy z najlepszym stylu. Warto było tyle czekać. Postacie trzymają poziom, pozostają niezależna i oryginalne. W całej powieści widać inspirację klasykami gatunku, jednak są one na tyle zręczne, że Łukawski niewątpliwie dołożył swoją cegiełkę do mojego osobistego kanonu. Czy zrobił to również do kanonu gatunku – to pokaże czas. Warto też zwrócić uwagę na dobry balans między epickością świata i rozładowywaniem atmosfery m.in. humorem w dialogach – brawo! Epicki jest „Władca pierścieni” i fajnie, tylko czy ktoś jest w stanie tak dźwignąć temat jak Tolkien, idąc tylko w to? Lepiej nie ryzykować ;) Akcja od razu rusza z kopyta, więc warto przeczytać pierwszą część, by nie zgubić ani okruszka fabuły i spójności. Kontynuacja jest jak najbardziej godna mocnego debiutu. Teraz mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością – drodzy państwo, mamy nowego bardzo mocnego zawodnika na polskiej  scenie fantasy! Już nie mogę się doczekać kolejnej części zamykającej trylogię. Chciałabym ją przeczytać już teraz, zaraz, jednak jeśli przyjdzie mi czekać kolejny rok na taką dobrą rzez, jaką jest „Grom i szkwał” – poczekam.

 

Słowiański folklor, klasyka i akcja ledwo wyrabiająca na zakrętach – czego chcieć więcej od dobrego fantasy. Polecam z całego serca!

 

Ocena: 9,5/10

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu SQN :)

Życie jest łatwiejsze, kiedy jest się martwym.

Rodzaj: fantasy
Język: polski [przekład z języka angielskiego - Agnieszka Brodzik]
Stron: 512
Wydawca: Wydawnictwo SQN

Witajcie! Wciągnęłam się niesamowicie w post-apo od przeczytania pierwszej części „Przeglądu Końca Świata”, a dzisiaj [wreszcie!] chciałabym wam opowiedzieć o ostatnim jego tomie. Strasznie szybko to minęło, aż dziwnie przyznać, że to ponad 1500 stron historii. Mnie wydawało się ledwie mgnieniem. Mam nadzieję, że rodzeństwo Masonów jeszcze kiedyś się pojawi w powieściach Miry Grant. W międzyczasie pozostaje mi czekanie na nowy sezon The Walking Dead oraz szukanie innych ciekawych książek o zombie. Ale wracając do naszych dziennikarzy – w trzecim tomie dużo się działo, więc nie przedłużając zapraszam.

Seanan Lynn McGuire (ur. 5 stycznia 1978 w Martinez (Kalifornia) – amerykańska pisarka i filkerka, tworząca pod pseudonimem Mira Grant. Laureatka Nagrody Campbella dla nowego pisarza w 2010 roku, przede wszystkim za powieść z gatunku urban fantasy Rosemary and Rue. Oprócz tego nominowana do Nagrody im. Philipa K. Dicka oraz wielokrotnie do nagrody Hugo – tylko w 2013 roku była pięciokrotnie nominowana do Hugo w różnych kategoriach, zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem. Współredagowany przez nią podcast SF Squeecastotrzymał dwukrotnie nagrodę Hugo, w 2012 i 2013 roku. Jest także aktywną twórczynią ruchu filk (muzyki fanowskiej), gdzie zdobyła pięć nagród Pegasus, za wykonawstwo, kompozycję oraz za najlepsze piosenki.

Tylko jedna rzecz jest pewna: zawsze może być jeszcze gorzej. Kiedy w 2014 roku opracowywano lek na raka i skuteczną szczepionkę przeciwko grypie, nikt się nie spodziewał, że świat stanie na skraju zagłady. Po ćwierćwieczu walki o dawny świat, bez strachu o jutro, ludzkość wyszła na prostą. Wtedy też okazało się, że to nie zombie, a sam człowiek jest największym zagrożeniem. Niespodziewany wybuch epidemii na Florydzie staje się kolejnym kamieniem milowym w spisku stulecia, a ekipa Przeglądu Końca Świata zostaje oskarżona o bioterroryzm. Sytuacja wymaga podziału grupy. Shaun wyrusza zbadać źródło zarazy, natomiast reszta udaje się do legendarnego hakera Małpy po nowe tożsamości. A do tego wszystkiego dochodzi tajemnica Obiektu 7c przetrzymywanego w tajnych laboratoriach CZKC… Pozostało jeszcze tak wiele do zrobienia, a zegary nieubłaganie odmierzają czas do wielkiego finału. Czy młodym dziennikarzom wystarczy odwagi, żeby stawić czoła szalonym naukowcom, wytworom ich eksperymentów oraz pozbawionym sumienia agencjom rządowym? BLACKOUT to wstrząsający finał epickiej trylogii o dziennikarzach przyszłości, poszukujących prawdy w warunkach wybitnie niesprzyjających… podczas zombie-apokalipsy.

Już w drugim tomie podejrzewałam, że w finale spadnie bomba fabularna, ale czegoś takiego się nie spodziewałam kompletnie. Jeśli ktoś z was nie czytał poprzednich części to odsyłam na recenzji „PKŚ: Feed” oraz „PKŚ: Deadline”. A skoro mogę już trochę zaspoilerować, to mimo moich obaw o ten zabieg, wróci pewna postać. W tak niesamowity sposób, że jest on chyba jedynym możliwym wyjściem, żeby ją z powrotem wrzucić do fabuły. Strasznie podoba mi się konsekwentnie podejmowanie tematu problemów psychicznych i radzenia sobie ze stratą, chociaż w nieco innym wymiarze. Wypływa również kolejny kontrowersyjny wątek – klonowanie. Warto sobie przy okazji lektury zadać pytania takie, jak zadają bohaterowie. Czy klon jest idealnym odwzorowaniem osoby – fizycznym i psychicznym? Jeśli nie, to co z tą resztą, która może być sprzeczna z osobowością klonowaną. Po prostu mózg wybucha na milion kawałków przy tego typu dyskusjach. Ja przez dłuższą chwilę kłóciłam się z P. na ten temat i wcale nie został on zamknięty. Akcja rwie do przodu i nie zatrzymuję się nawet na chwilę. Rozwiązanie wielkiej intrygi, która zagęszcza się z każdym tomem mnie w pełni usatysfakcjonowało. Jednak zakończenie cyklu jako takiego, już nie bardzo. Moim zdaniem, autorka mogła inaczej to rozstrzygnąć, a wyszło przewidywanie.  Trochę mi przykro, że prawdopodobnie już nie usłyszę o Masonach, a polubiłam ich tak, że nie obraziłabym się o jeszcze kilka powieści. Podsumowując, polecam nie tylko „Blackout”, ale całą historię o tych genialnych dziennikarzach. Znajdziecie w niej wszystko – intrygę, akcje, horror, komedię i dramat. Ponadto warto poczytać dla decyzji moralnych i wielu trudnych wątków jak strata czy eksperymenty mogące zdmuchnąć kilka milionów ludzi z powierzchni ot tak.

 

Polecam fanom poprzednich przygód Georga i Shauna oraz wszystkim zakochanym w powieściach o zombie. Naprawdę bardzo dobra trylogia nie tylko dla młodzieży.

 

„(…) Jeśli otrzymacie kiedyś wysokie stanowisko, a wasze decyzje mogą zaważyć na całym społeczeństwie, konsultujcie się z sześciolatkami. Jeśli patrzą na was z przerażeniem w oczach i mówią, że do końca życia dostawać będziecie rózgi zamiast prezentów, zapewne czas na zmiany.”

 

Ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu SQN :)

Jeśli już masz umrzeć, upewnij się, że to nagrywasz.

Rodzaj: fantasy
Język: polski [przekład z języka angielskiego - Agnieszka Brodzik]
Stron: 504
Wydawca: Wydawnictwo SQN

Witajcie! Sierpień zleciał tak szybko, że nawet tego nie zdążyłam zauważyć. Już niedługo pożegnamy się z bluzkami bez rękawów, długimi spódnicami i słomkowymi kapeluszami. Będę za nimi trochę tęsknić, bo stylizacja na lekko zawianą hipiskę jest moją ulubioną, ale każde pożegnanie jest powitaniem czegoś innego. Ach, botki, skórzane kurtki i opadające z drzew liście! I przede wszystkim długie wieczory pod kocem na balkonie z owocową [najlepiej jabłkową!] herbatką i książką. Już nie mogę się doczekać. Ale wieczory nie wszędzie są takie przyjemne i kuszące puszystością. Weźmy taki Przegląd Końca Świata. Wszystko dookoła może chcieć cię podgryźć, skubnąć albo chapnąć. Do wyboru do koloru. Chcecie wiedzieć, co ja wybieram? Zapraszam :)

Seanan Lynn McGuire (ur. 5 stycznia 1978 w Martinez (Kalifornia) – amerykańska pisarka i filkerka, tworząca pod pseudonimem Mira Grant. Laureatka Nagrody Campbella dla nowego pisarza w 2010 roku, przede wszystkim za powieść z gatunku urban fantasy Rosemary and Rue. Oprócz tego nominowana do Nagrody im. Philipa K. Dicka oraz wielokrotnie do nagrody Hugo – tylko w 2013 roku była pięciokrotnie nominowana do Hugo w różnych kategoriach, zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem. Współredagowany przez nią podcast SF Squeecastotrzymał dwukrotnie nagrodę Hugo, w 2012 i 2013 roku. Jest także aktywną twórczynią ruchu filk (muzyki fanowskiej), gdzie zdobyła pięć nagród Pegasus, za wykonawstwo, kompozycję oraz za najlepsze piosenki.

Żywa czy martwa, prawda nie odpoczywa. Powstańcie, póki możecie. Po dramatycznych wydarzeniach ostatnich miesięcy Shaun Mason stał się wrakiem, zaledwie cieniem człowieka, jakim był kiedyś. Igranie ze śmiercią przestało być już tak zabawne, a życie straciło swój słodki, lekko zgniły smak. Kiedy w drzwiach mieszkania Shauna pojawia się pewien naukowiec, który według ostatnich doniesień powinien być martwy, wszystko staje na głowie. Zwłaszcza że chwilę później wybucha kolejna epidemia. Przypadek? Wiedza nieoczekiwanego gościa jest ekstremalnie niebezpieczna. Co więcej, to jedyna nadzieja na pokonanie potworności, która zagraża całemu życiu na Ziemi. Tym razem nie będzie to jednak powłóczący nogami umarlak, ale wciąż żywy spisek. Shaun musi wyruszyć w drogę, by sprawdzić, jaka prawda objawi mu się na końcu jego shotguna. DEADLINE to znakomita kontynuacja hitowego FEED, gdzie horror miesza się z humorem, a wszystko to opakowane jest w zgrabny thriller polityczny. 

Uwaga! Jeśli nie czytaliście jeszcze pierwszej części, odsyłam was do recenzji. Kiedy wam się spodoba, przeczytajcie, a później bierzcie się za tą, bo na pewno pojawią się spoilery, których chciałabym oszczędzić niezaznajomionym z serią :)

Także tego – skoro zostali już ze mną tylko Ci, którzy wiedzą, co się stało w jedynce, powiedzcie mi pewną rzecz. JAK AUTORKA MOGŁA TO ZROBIĆ GEORGE!? Ja się pytam, bo to przekracza moje granice pojmowania… Przeczytałam gdzieś, że Mira Grant to taki George R.R. Martin w spódnicy. Z początku nie rozumiałam, o co chodzi, ale później przyznałam rację. Nie oszczędza bohaterów, oj nie. Po skończeniu „Feeda” byłam totalnie rozbita i bardzo martwiłam się, jak zostanie poprowadzona fabuła w kolejnych częściach. Mój strach okazał się nieuzasadniony – z czystym sumieniem uznaję „Deadline” za jeden z najlepszych sequeli, jakie przyszło mi do tej pory czytać. Wciągający, pełen akcji  i jej zwrotów. Dodatkowo w punkt opisuje przeżycia i stan wewnętrzny człowieka, który stracił kogoś bliskiego. Lepszej analizy dotąd nie czytałam w literaturze tej kategorii. Intryga nakreślona i zakręcona ge-nial-nie! To już nie jest tylko powieść post-apo. To dramat, sci-fi, kryminał i komedia w jednym. W dwójce bardzo mocnym punktem są postacie drugoplanowe, które zostały wyciągnięte na środek sceny. Nie jest to już trójka dzieciaków kontra reszta świata. Przegląd Końca Świata zmienił się w światową firmę, bardzo dobrze prosperującą w krwiożerczym biznesie, jakim jest dziennikarstwo i show-biznes ogólnie pojęty. Myślę, że autorka popełniła tutaj bardzo udaną metaforę do naszego dzisiejszego świata. Powoli zaczynamy zapominać, że to, co pokazują na szklanym ekranie, ma być tylko rozrywką. Granice przesuwają się niebezpiecznie szybko w stronę skrajności. Wracając do historii – myślicie, że spisek zakończył się tylko na polityce? Oj, w takim razie mocno zaskoczy was kontynuacja. Skoro bohaterowie powiedzieli „a”, oni nie pozwolą im się już wycofać i będą zmuszeni wyśpiewać cały alfabet. Żywi albo martwi. Kim są oni? Na trop naprowadzi was „Deadline”, ale czuję, że rozwiązanie poznamy dopiero w „Blackoutcie”. Już nie mogę się doczekać!

 

Polecam fanom post-apokalips, thrillerów oraz opowieści o zombie. Na pewno dla czytelników o mocnych nerwach i kilku wolnych godzinach – połknięcie ją na raz!

 

„Każdy kolejny wtajemniczony w tę sprawę to kolejna szansa, że wszystko się wyda, zanim będziemy na to gotowi, a wtedy mamy przesrane.”

 

Ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu SQN :)

 

Świt żywych dziennikarzy?

Rodzaj: fantasy
Język: polski [przekład z języka angielskiego- Agnieszka Brodzik]
Stron: 496
Wydawca: Wydawnictwo SQN

Witajcie! Słoneczko grzeje, sierpień powoli się rozpędza, a ja przychodzę do was z recenzją. Muszę się wam do czegoś przyznać… Ostatnio sporo czytam, jednak nie mogę zabrać się do pisania recenzji… W kolejce stoi kilkanaście [!] książek, które tupią niecierpliwie, żebym wam o nich opowiedziała, a ja albo nie mam czasu, albo siły. Dni wypełnia mi praca i próby zresetowania umysłu. Mało mnie więc w social mediach, dużo na kanapie. Nie powiem – całkiem przyjemnie, ale w wolne dni, jak dzisiaj, staram się nadrabiać zaległości i zaplanować posty na kilka dni do przodu, żeby w razie gorszego momentu mieć coś dla was w zanadrzu. A propos mojego stanu – czuję się czasami jak zombie, a to właśnie o nich dzisiaj. Czy powieść wielokrotnie nominowanej do nagród literackich Miry Grant mnie zachwyciła? Czy może zniszczyła pozytywne nastawienie do chodzących trupów? Zapraszam :) 

Seanan Lynn McGuire (ur. 5 stycznia 1978 w Martinez (Kalifornia) – amerykańska pisarka i filkerka, tworząca pod pseudonimem Mira Grant. Laureatka Nagrody Campbella dla nowego pisarza w 2010 roku, przede wszystkim za powieść z gatunku urban fantasy Rosemary and Rue. Oprócz tego nominowana do Nagrody im. Philipa K. Dicka oraz wielokrotnie do nagrody Hugo – tylko w 2013 roku była pięciokrotnie nominowana do Hugo w różnych kategoriach, zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem. Współredagowany przez nią podcast SF Squeecastotrzymał dwukrotnie nagrodę Hugo, w 2012 i 2013 roku. Jest także aktywną twórczynią ruchu filk (muzyki fanowskiej), gdzie zdobyła pięć nagród Pegasus, za wykonawstwo, kompozycję oraz za najlepsze piosenki.

„Świt żywych trupów” Romero, „Martwe zło” Raimiego czy „28 dni później” Boyle’a – to co było fikcją, stało się rzeczywistością. Czy wiedza wyniesiona z klasycznych horrorów pomoże ludzkości przetrwać apokalipsę? Rok 2014. Wynaleźliśmy lek na raka. Pokonaliśmy grypę i przeziębienie. Niestety stworzyliśmy też coś nowego, strasznego, coś, czego nikt nie mógł zatrzymać. Infekcja rozprzestrzeniła się szybko, wirus przejmował kontrolę nad ciałami i umysłami, wydając jedno tylko polecenie: jedz! Upłynęło ponad 20 lat. Georgia i Shaun Masonowie stają przed życiową szansą — są na tropie mrocznej konspiracji stojącej za wybuchem infekcji. Prawda musi wyjść na jaw, nawet jeśli jest śmiertelna. Mira Grant, pisarskie objawienie roku 2011, fantastycznie kreuje świat, w którym media tradycyjne niemal zupełnie tracą na znaczeniu, a zastępuje je… Najlepiej przekonajcie się sami! „Feed” jest thrillerem politycznym z horrorem w tle, okraszonym śmiertelną dawką humoru. Ale przede wszystkim jest to historia dwójki rodzeństwa, profesjonalnych reporterów, podążających za prawdą tropem usłanym trupami… niekoniecznie martwymi.

Już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że książkę absolutnie powinno się przeczytać. Nie jest to pozycja jedynie dla fanów klimatów post-apo. Zombie są tutaj tłem wydarzeń, głównym tematem rozmów, a jednak nie rzucają się czytelnikowi w oczy, jak np. w „Dying light”. W tekście czekało na mnie tyle technicznych określeń, że w końcu zaczęłam się zastanawiać, czy opisane wydarzenia mogłyby się dziać w rzeczywistości. Zachęcam was do sięgnięcia właśnie z tego powodu – żebyście sami spróbowali zmierzyć się z tematem. Świat Miry Grant jest nowoczesny, pełen technologii, a jednocześnie przykurzony, przyciemniony i stłumiony. Dwie zupełnie inne strony monety. Dziennikarze są tutaj centrum wszystkiego. Ciekawie ujęto podział na trzy dziedziny, w których specjalizują się blogerzy [tak, Internet wyparł telewizje i gazety]. Czy tak mogłyby się potoczyć losy mediów? Oczywiście, że tak. Bohaterowie są cudownie różni, każde z nich ma inne cechy, które powoli odkrywamy z rozwojem fabuły. Główna bohaterka oraz jej tajemnicza choroba jest dobrze skonstruowana, szkoda, że tak mało jej poświęcono [nie mówię nic więcej, spoilery]. Linia drugo- i trzecioplanowych postaci poprowadzona w mistrzowski sposób. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem, że zostali tak dopracowani. Dzięki nim świat wydaje się żywszy, bardziej ruchliwy. Czytając, miałam świadomość, że to pierwsza część trylogii, więc kompletnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. Totalnie mnie zszokowało. Swoją drogą ciekawe, co w takim razie szykuje się w kolejnych tomach. Na pochwałę zasługuje też zabieg, polegający na dodawaniu fragmentów z blogów. Dzięki temu jeszcze mocniej można odczuć, jaką rolę pełni Internet w tej dystopii. A jeśli już przy dystopii jesteśmy to klimat opowieści i ugryzienie tematu zombie od nowej strony – wow, udany koncept. Nie wiem, ile autorka pracowała nad Przeglądem Końca Świata, ale każda minuta była tego warta. Wciąga niesamowicie – ja osobiście w ciągu jednego dnia łyknęłam ponad 400 stron. Zarezerwujcie sobie więcej czasu, bo na pewno się nie oderwiecie.

Dla fanów The Walking Dead i innych zombie klimatów. To nie jest książka dla młodzieży – próżno tu szukać eksplodujących mózgów, ale napięcie nie spada nawet przy mistrzowsko wprowadzonym wątku politycznym.

 

„Jeśli dobrze ci idzie, nie rezygnujesz z tego, póki nie musisz”

 

Ocena: 8,5/10

 

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu SQN :)

 

 

 

 

 

Wciągające odmęty Grimm City.

Rodzaj: fantasy
Język: polski 
Stron: 384
Wydawca: Wydawnictwo SQN

Zaczytywaliście się jako dzieci w baśniach? Na sto procent odpowiedź brzmi tak. Jeśli nie Andersena to Grimmów. I właśnie o tych drugich nam dzisiaj po części chodzi. Jak wiecie mam ogromną słabość do bajek. Wszyscy moi znajomi się ze mnie śmieją, że jestem dużym dzieckiem, a ja nie miałabym nic przeciwko, żeby z niektórymi pociechami tych znajomych przejść się na dobrą animację. No co? Można być  i nianią i coś dla siebie uszczknąć z całej tej imprezy ;) Ale Jakub Ćwiek chce nam zaoferować coś zgoła innego. Bajka dla dorosłych to nieodpowiednie porównanie. Raczej gładko nawiązująca do twórczości znanych braci powieść kryminalna. A na takowe ostrzę sobie pazurki. No dobrze, jesteście ciekawi, w którym teamie zasiądę – Wilk czy Czerwony Kapturek? Zapraszam :)

.

Przyznaj, spodziewasz się baśni. Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym? Jakub Ćwiek tym razem funduje nam gorzki, brutalny kryminał noir w niezwykłym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych. W mieście, w którym rządzi strach i… opowieść. W tym mieście nie wybacza się żadnych błędów!

Jakub Ćwiek – jest bestsellerowym pisarzem młodego pokolenia. Znany z zamiłowania do klasycznego rocka oraz popkultury, ponadto jest znawcą i popularyzatorem komiksów na polskim rynku. Żyje w Drodze – spędza w podróży ponad dwie trzecie roku. Wymyślił oraz zrealizował Rock&Read Festival, największą w kraju trasę promującą czytelnictwo. Podczas pracy nad powieścią „Ciemność płonie” przez pół roku mieszkał na katowickim dworcu. Teksty Jakuba Ćwieka doczekały się adaptacji teatralnych, LARP-owych, teledysków, słuchowisk, komiksu, gry karcianej, dwóch filmów krótkometrażowych oraz serii koszulek. Jest autorem siedemnastu książek, licznych opowiadań i artykułów publicystycznych, scenariuszy i słuchowisk. Najbardziej znany ze stworzenia uniwersum Kłamcy, rozwija też światy, w których prym wiodą Chłopcy i Dreszcz, oraz wypuszcza się na zupełnie inne rejony. Dziesięciokrotnie nominowany do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, otrzymał ją w 2012 roku za opowiadanie „Bajka o trybach i powrotach”. W tym samym roku oraz ponownie dwa lata później został nominowany do Śląkfy w kategorii Twórca Roku. Rok 2015 jest dla niego dziesięcioleciem rozpoczęcia pracy twórczej.

No i kurde felek, Ćwiek poszedł po bandzie. Mam ogromną słabość do jego twórczości. Po dobrym „Kłamcy” i genialnych „Chłopcach”, z ekscytacją przyjęłam wiadomość o nowym uniwersum stworzonym przez autora. Czy Grimm City mnie oczarowało? Nie do końca, porównałabym to raczej z efektem podduszenia. Mało tu odniesień jako takich do baśni, oprócz czerwonego kaptura pewnej kobiety i policjanta nazwiskiem Wolf, pozostaje nam szukać małych aluzji jak Bar Trzech Świnek. I naprawdę mocno się zastanawiam, czy to dobry zabieg. Z jednej strony fajnie, że wszystko nie jest takie oczywiste, podane na tacy i musimy doszukiwać się smaczków. Jednak kiedy widzę tytuł powieści „Grimm City”, oczekiwałabym mimo wszystko nieco więcej. Tak nieco zbaczając z tematu samej książki – rozmawiałam z P. o fabule i przebąkiwał mi, że wydaje mu się mocno inspirowana grą Wolf Among Us. Poczytałam, popatrzyłam i rzeczywiście, coś jest na rzeczy. Wydaje mi się, że trudno być oryginalnym, kiedy robi się którąś z kolei wariacje na ten sam temat. Ciężko wycisnąć więcej niż się da. Wracając już do fabuły, rozczarował mnie nie tyle sam klimat, co konstrukcja. Nie jest brutalnie [choć Ćwiek potrafi dołożyć w tej kwestii do pieca], mało w tym noir, jedynie kryminał jest mocno wyczuwalny. Intryga rzeczywiście zakręcona jak słoik po ogórkach. Duże nagromadzenie postaci czasami wywoływało u mnie zawroty głowy. Nie mówię, że jest to zła książka, bo historia ma coś w sobie. Nie jest to jednak to, czego oczekiwałam. To chyba głównie moja wina, ponieważ za bardzo się nastawiałam i za dużo naczytałam makabrycznych historii. Brakowało mi tutaj iście ćwiekowego humoru. Szału nie ma, staniki nie lecą na scenę, jednak to ciekawa propozycja na wieczorne zaczytanie. „Grimm City. Wilk!” na pewno znajdzie wygodne miejsce na mojej półce i będę do niego wracać, żeby znaleźć kolejne subtelne nawiązania do znanych baśni. Plus za świetne ilustracje i projekt okładki, które wyszły spod ręki Piotra Sokołowskiego. 

Polecam tym, którzy chcieliby poczytać Ćwieka w mniej śmieszkowym klimacie, jednak nie oczekują ciężkiego kryminału. 

.

” – No i jednak muszę, cholera. Się nie obejdzie. Myśli sobie człowiek, że ma uprawnienia na całe Królestwo, odpowiednie glejty i wielką instytucję za sobą, ale jak przychodzi co do czego, nadal trzeba starymi kanałami, bo całe to pieprzone NS nic nie może. Nic zupeł… No cześć, Evans. Tu Mc… Poznałeś? Dobrze. Zejdź tu do mnie z łaski swo… Ej, co?! Sam się pierdol! Prowadzisz sprawę Wolfa, a ja jako agent NS domagam się… 

Kolejny raz przerwał i tym razem spojrzał z niedowierzaniem na Alfiego, a następnie cisnął słuchawką. Nie trafił na widełki, ale najwyraźniej miał to gdzieś, bo zamiast poprawić, złapał za gumową główkę lalki i rzucił nią w tablicę. 

- Chodź – powiedział, łapiąc z zawieszoną na krześle marynarkę. – Przejdziemy się do tego kutasa i wyjaśnię mu, co znaczy się rozłączać w rozmowie ze mną!”

.

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania z całego serca dziękuję wydawnictwu SQN