Pamiętajmy o jasnej stronie mocy.

Rodzaj: fantasy
Język: polski [przekład z języka angielskiego - Joanna Szczepańska, Jan Karłowski]
Stron: 1181
Wydawca: Wydawnictwo Zysk i S-ka

Witajcie! Dzisiaj chciałabym wam przedstawić recenzję, do której przygotowywałam się długo. Z czytaniem zajęło mi to mniej więcej dwa miesiące. Dlaczego? Powód jest prosty – to ostatni tom serii. Przekopałam się więc przez streszczenia i recenzję poprzednich [trzynastu!] części, gdzie każdy liczył ok. 1000 stron. Pewnie zastanawiacie się „po co tyle zachodu?” Ano dlatego, że autorem tego zamieszania jest Robert Jordan – legenda literatury fantasy, jeden z kontynuatorów przygód Conana, którego twórczość obiecywałam sobie nadrobić już dawno temu, a teraz nadarzyła się okazja. I jak tu przejść obojętnie obok takiej premiery? Uff, mam nadzieję, że nieco wyjaśniłam i zapraszam do recenzji :)

Robert Jordan, właśc. James Oliver Rigney, Jr., to amerykański pisarz znany głównie jako autor cyklu fantasy Koło Czasu (The Wheel of Time). Ukończył fizykę w Military College of South Carolina, która to uczelnia zobowiązywała swoich absolwentów do odbycia służby wojskowej. Przypadła ona na czas wojny wietnamskiej, w której przyszły pisarz brał czynny udział (był w Wietnamie przez dwie tury). W jej trakcie otrzymał trzy odznaczenia wojenne. Po powrocie do domu zajmował się dziennikarstwem i krytyką teatralną. Dorabiał pisaniem kolejnych książek o przygodach Conana, postaci stworzonej przez Roberta E. Howarda. Aż do śmierci mieszkał ze swoją żoną Harriet w domu zbudowanym w 1797.

Zwieńczenie cyklu fantasy, który na całym świecie pokochało ponad 40 milionów czytelników! Na Polu Merrilora gromadzą się władcy narodów, aby zdecydować o swoim poparciu dla planów Smoka Odrodzonego. Smok zdecydował się zerwać pieczęcie strzegące więzienie Czarnego – w oczach jednych jest to oznaka obłędu, drudzy widzą w tym ostatnią nadzieję dla świata. Egwene, Zasiadająca na Tronie Amyrlin, staje na czele opozycji. Tymczasem… Cień uderza na stolicę Andoru, trolloki zdobywają Caemlyn, miasto płonie. W wilczym śnie Perrin Aybara toczy pojedynek z Zabójcą. W Ebou Dar Mat Cauthon szuka kontaktu ze swą żoną Tuon, która pod imieniem Fortuony panuje nad imperium Seanchan. Ważą się losy całej ludzkości i rozstrzygną wreszcie na jałowych kamieniach Shayol Ghul. Koło Czasu obraca się, nieuchronnie nadciąga koniec Wieku. Ostatnia Bitwa, Tarmon Gai’don, przechyli szalę na jedną lub drugą stronę.

 

Po przeczytaniu historii z poprzednich tomów, miałam niezły mętlik w głowie. Tyle wątków, tyle postaci – jak autor chce to zamknąć w jednym tomie? Ewentualne nieudane zakończenie byłoby katastrofą dla całego dorobku poprzednich części. Wszak po przedwczesnej śmierci Jordana kolosalnym zadaniem dokończenia cyklu zajął się Brandon Sanderson – dzisiaj doskonale znany wszystkim sympatykom fantasy pisarz. Usiadłam więc i zaczęłam chłonąć. Czy było to kiepskie zwieńczenie serii? Nie, Sanderson oddał hołd swemu mistrzowi. To widać i czuć.  Akcja była tak bardzo wartka, że momentami miałam uczucie przytłoczenia – wszystkiego było dużo. Jednak epickie powieści mają to do siebie, że wiele się im wybacza. Ciekawie ewoluowały postaci. Jedne bardziej, drugie mnie zaskakująco.Tym, co mnie zauroczyło, to nafaszerowanie fabuły zagadkami, tajemnicami i niejasnymi proroctwami oraz że świat „Kół czasu” posiada swą własną mitologię, historię, geografię, etnografię, a to wszystko w wersji maxi. Nie ukrywam, że pojawiło się kilka zgrzytów, jak np to, że Ostatnia Bitwa skończyła się zaledwie kilka stron przed końcem powieści i w zakończeniu brakowało otwartości. Sanderson nie przedstawił żadnych wizji, co będzie później i jak potoczyły się losy bohaterów. Z tym wiąże się również kolejna kwestia, która mi się nie do końca podobała. A mianowicie, że wielu pobocznych bohaterów zginęło i autor nie poświęcił ich śmierci zbyt wiele czasu, chociaż towarzyszyli nam przez wiele tomów. Nawet po wielkiej bitwie nie dowiedzieliśmy się, czy zostali pochowani, jak reszta bohaterów na to reagowała. Nic. Kompletnie. Co nie zmienia faktu, że każdemu fanowi fantasy polecam cykl „Koła czasu”, a tym, którzy już go znają – ostatni tom. Na pewno się nie zawiedziecie.

Nie można przejść obojętnie obok zakończenia tego monumentalnego cyklu – epickiego fantasy opowiadającym o odwiecznej walce dobra ze złem

Ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu Zysk i S-kaPortalowi Księgarskiemu :)

Zginąć to dopiero połowa drogi…

Rodzaj: kryminał
Język: polski 
Stron: 368
Wydawca: Wydawnictwo Muza

Witajcie w to piękne wtorkowe popołudnie! Kiedy czytacie ten wpis, siedzę pewnie w pracy, ale myślami jestem z wami :) Niezmiennie pozostaję tak zakręcona, że ledwo znajduję czas na sen, a jeszcze przyplątała się infekcja. Ale dość narzekania i do rzeczy. Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o pewnym kryminale. Dobrze wiecie, że mam ogromną słabość do tego gatunku i kiedy tylko mogę, łapię za niego. Dzięki Wydawnictwu MUZA miałam przyjemność przeczytać „Zginę bez ciebie” Roberta Ostaszewskiego. Nic wam nie mówi to nazwisko? Nie martwcie się – mi też nie mówiło, ale postaram się nadrobić zaległości, bo najnowsza jego powieść wciągnęła mnie bez reszty i już czekam na kolejne przygody podkomisarza Konrada Rowickiego. Zapraszam na recenzję :)

Robert Ostaszewski – urodzony w 1972 r. polski prozaik, felietonista, krytyk literacki; doktorant w IFP UJ. Redaktor FA-artu i Dekady Literackiej, redaktor naczelny Portalu Kryminalnego, współredaguje także FA-art i Dekadę Literacką. Twórca określenia Proza Północy. Autor kilkuset tekstów publikowanych m.in. w Gazecie Wyborczej, Tygodniku Powszechnym, Res Publice Nowej, Nowych Książkach, Odrze, Polityce, Twórczości, Tekstach Drugich. Wydał zbiór felietonów „Odwieczna, acz nieoficjalna” (2002), prozę „Troję pomścimy” (2002), zbiór opowiadań „Dola idola i inne bajki z raju konsumenta” (2005) oraz zbiór szkiców „Etapy. Rozmowy z pisarzami i nie tylko” (2008). Współautor dwóch powieści kryminalnych „Kogo kocham, kogo lubię” (2010, z Martą Mizuro), „Sierpniowe kumaki” (2012, z Violettą Sajkiewicz). Prowadzi bloga poświęconego literaturze „Mania literatury”. Prowadzi również warsztaty z kreatywnego pisania w Studium Literacko-Artystycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mieszka w Krakowie.

Akcja powieści rozgrywa się w Ciechanowie w dniach 7-16 czerwca 2012, czyli na początku trwania piłkarskiego Euro. Popełnia samobójstwo nastoletnia córka wiceprezydenta Ciechanowa, Jowita Dudek. Sprawa trafia do podkomisarza Konrada Rowickiego. Jego przełożeni, naciskani przez miejscowych notabli, chcą jak najszybciej zamknąć śledztwo. Ale podkomisarz, dręczony traumatycznymi wspomnieniami depresji swojej żony, postanawia mimo wszystko bliżej przyjrzeć się sprawie, nawet gdy zostaje ona oficjalnie zamknięta. Odkrywa, że w ostatnich latach w Ciechanowie i okolicach odebrało sobie życie podejrzanie wiele nastolatek.

Bez ogródek już na wstępie muszę przyznać, że to świetny polski kryminał. Może nie jest to coś dla fanów Krajewskiego, ale poziom trzyma dobry. Na pewno przeczytam jeszcze niejedną książkę tego autora, jak już wspomniałam na początku. Świetnie nakreślony został portret głównego bohatera – zawiła psychologia i nieznane na początku pobudki sprawiają, że sprawa jest jeszcze ciekawsza i wciąga bez reszty. Stopniowo poznajemy jego historię i to, co ukształtowało go do dnia dzisiejszego. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo popsuję wam całą frajdę płynącą z lektury. Dlatego koniecznie musicie zajrzeć do „Zginę bez ciebie”. Świetny wątek ukochanej Konrada, który wiele nam wyjaśnia, jeśli chodzi o zachowanie podkomisarza. Wielkie brawa należą się za postacie drugoplanowe, a w szczególności mam na myśli babcię policjanta. Dawno nie spotkałam się z tak dobrze poprowadzoną postacią starszej kobiety w polskiej literaturze. Jest trochę puszczenia oka do czytelnika i humoru, który wprowadza. Chylę czoła i na długo ją zapamiętam. Mam nadzieję, że w kontynuacji przygód głównego bohatera również się pojawi. Cała intryga jest zakręcona, a zakończenie zaskakuje. Niewątpliwie kolejny mocny punkt powieści to klimat Ciechanowa. Świetnie uchwycony i opisany. Czuć, że to miasto żyje swoim życiem, a my jedynie możemy obserwować z boku. Wydanie – cudne. Klimatyczna okładka i świetny rozmiar, który zmieści się do każdego plecaka i torebki.  Jednym zdaniem – jeśli jesteś fanem historii z dreszczykiem to lektura dla ciebie. Porusza nie tylko kryminalne zagadki, ale to wielowarstwowa lektura, którą obiera się z kolejnych powłok powoli. Mamy skrywane cierpienie, walkę z największym wrogiem – samym sobą oraz dopadającą znienacka depresją, a to wszystko zanurzone w morzu sprzeczności i tajemnic.

Polecam wszystkim fanom kryminałów, nie tylko tych polskich. Z czystym sumieniem mogę zarekomendować tego autora, a osobiście będę śledzić jego karierę i kolejne książki.

 

„Do domu Dudków nie było trudno trafić, stał przed nim radiowóz, van techników i samochód żuków gnojarzy. Szybcy są, pomyślałem. Zanim wysiadłem, przyjrzałem się rezydencji. Chałupa kiepsko udawała szlachecki dworek, otaczały ją solidne ogrodzenie z kamieni i drewnianych dech oraz wypielęgnowany ogród. Niby prostota, trochę na pokaz, ale bez przesady. Widywałem w okolicy zdecydowanie większe kurioza architektoniczne.

Posterunkowy Tadeusz Nowak stał przy otwartej na oścież furtce i rzygał wprost na niedawno skoszony, świetnie utrzymany trawnik. Miał taki feler, że mimo kilku lat służby nie potrafił zaimpregnować się na koszmary, z którymi przychodziło mu się stykać. Wysyłali go raz po raz do psychologa, ale nieodmiennie okazywało się, że psychika posterunkowego Nowaka jest stabilna jak wartość złota w niespokojnych czasach kryzysu. Tyle tylko że nad odruchem trzewi nijak nie umiał zapanować. Wszyscy się już do tego przyzwyczaili, docinki spowszedniały, pozostała tylko niezbyt wyszukana ksywka – Żyguli.”

 

Ocena: 8/10

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu Muza