Bilet w jedną stronę?

Rodzaj: thriller
Język: polski
Stron: 384
Wydawca: Wydawnictwo Videograf

 

Witajcie! Mieliście kiedyś tak, że chcieliście bardzo mocno przeczytać książkę, rzucacie spojrzenie na pękającą w szwach półkę nieprzeczytanych powieści i wasz wewnętrzny czytelnik robi przeciągłe „naaaah…”? Jeśli tak, dobrze znane jest wam uczucie, które dopadło mnie ostatnio. Nie mogę się przemóc. Jednak jest jedna nowość, która złamała złą passę. Chcecie wiedzieć, o którą pozycję chodzi? Zapraszam :)

 

Przemysław Piotrowski – urodzony w 1982 roku w Zielonej Górze, gdzie mieszka z żoną Kasią i synem Jakubem. Były dziennikarz sportowy, a potem śledczy w „Gazecie Lubuskiej”. Absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, studiował również na uczelniach w Hiszpanii i USA. Obecnie pracuje w branży naftowej w Norwegii. Pasjonat sportu, podróży, geografii i historii. Wychowany na Stephenie Kingu, Grahamie Mastertonie i Bernardzie Cornwellu, choć absolutny numer jeden to saga „Imperator” Conna Igguldena. W lipcu 2015 roku zadebiutował thrillerem pt. „Kod Himmlera”, a w czerwcu 2016 r. ukaże się jego kolejny thriller – „Droga do piekła”.

Były amerykański żołnierz John Pilar zostaje skazany na śmierć za zamordowanie swojej rodziny w wyjątkowo bestialski sposób. Kat wstrzykuje mu zabójczą mieszankę, ale to nie koniec jego podróży. Po drugiej stronie budzi go odrażająca woń siarki… Jego młodszy brat Lukas, były nowojorski policjant, a dziś zapijaczony detektyw, nie wierzy w jego winę. Odkrywa, że naczelnik więzienia, w którym zginął brat, nie ma krystalicznie czystego sumienia. Razem z młodą dziennikarką Rose Parker rozpoczynają prywatne śledztwo i wpadają na trop mrocznego spisku. Z każdym dniem coraz bardziej zagłębiają się w matni pierwotnego zła, niewyobrażalnego okrucieństwa i zdziczałej przemocy. Czy oczyszczą Johna z zarzutów, czy może dokopią się do prawdy tak przerażającej, że nawet samo piekło wydaje się jedynie drobną igraszką? Droga do piekła zabierze Cię w otchłań zła, gdzie trupi odór i kwaśna woń śmierci są jedynie finezyjnym zaproszeniem do skrzętnie skrywanej, mrocznej tajemnicy ludzkości. 

Ile ja się nawkurzałam przy tej książce, wie tylko P. Brutalność i jawna bezduszność niektórych bohaterów i zbrodni przyprawiała mnie o szewską pasję. Musiałam to z siebie wyrzucić, a teraz po kolei. Całość prowadzona jest dwutorowo – mamy perspektywę brata Johna, Lukasa, oraz samego Johna, który trafił do piekła. Wizja tego miejsca została przedstawiona bardzo dosadnie, bez owijania w bawełnę. Za nic w świecie nie chcielibyście tam trafić. Paskudne postaci rodem z „Apokalipsy” św. Jana i „Boskiej komedii” Dantego. Nie ma ona nic wspólnego ze współczesnymi obrazami tego miejsca – ugładzonego i mało strasznego. Tutaj Piotrowski trafił w punkt, którego moim zdaniem bardzo brakuje w literaturze. W powieści dzieje się sporo – kryminalne sprawy gonią psychologiczne przepychanki i sceny ukrywania się. Fabuła bardzo dobrze odsłania ciemniejszą stronę ludzkiej natury – przepełnioną nieskończonym złem, bestialstwem i przemocą. Nawet najbardziej ekstremalne zboczenia i perwersje znalazły tutaj swoje miejsce. Dla niektórych ta bezpośredniość scen i języka jest wadą. Dla mnie idealnym uzupełnieniem przekazu, jaki kreuje autor. Zastanawialiście się, jaki wpływ na współczesnego człowieka mają media? Tutaj znajdziecie odpowiedź – nauczyliśmy się bez zastanowienia przyjmować wszystko, co nam pokazują. Nieważne, co by to było. Postaci są dopięte na ostatni guzik, chociaż przyznaję, że trudno je lubić. Nie spotkacie tutaj papierowych bohaterów i za tę trójwymiarowość należą się brawa. Książka nie jest typowym thrillerem. Łączy w sobie także elementy horroru i kryminału, więc trafi w gusta wielu. W skrócie „Droga do piekła” to opowieść o pożądaniu, wartości pieniądza i miłości [nie tylko tej romantycznej], ale również bierze pod lupę ciemną stronę więziennictwa, dziennikarstwa i bogactwa. Czekam na kolejną powieść Przemysława Piotrowskiego. Kto wie, może tym razem umiejscowi ją w rodzinnej Zielonej Górze. Dla mnie byłby to kąsek nie lada ;)

 

Jeśli macie słabe nerwy, lepiej nie zabierajcie się za tę książkę. Dla odważnych – polecam z całego serca.

 

Ocena: 9/10

 

„Czasem czuł, jakby żył w jakimś matriksie. Patrzył na ludzi jak na masę bezmózgich zombie, karmionych medialną papką, którymi można kierować jak zaprogramowanymi robotami.”

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu Videograf

Wywiad – Przemysław Karda

Tak! Tak! Tak! Jestem taka szczęśliwa, bo miałam okazję porozmawiać z pewnym niesamowitym debiutantem w polskim science-fiction. I mimo, że wielkimi krokami zbliżają się Walentynki, chciałabym zwrócić waszą uwagę w nieco bardziej brutalne rejony. Już 15 lutego będzie miała miejsce premiera „Interregnum”. Recenzja tutaj. Czuwajcie, albowiem zbliża się coś niezwykłego.

.

Sam o sobie pisze: „Corsup, żołnierz, podróżnik, filozoficzny hałaburda… Mieszkaniec Sochaczewa. Na co dzień pracuję w wojsku, jako żołnierz pododdziałów rozpoznawczych. Jestem absolwentem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego po kierunku filozofia. Liczę sobie 31 wiosen. Od dzieciństwa interesowałem się literaturą fantasty. W wieku 12 lat zapoznałem się z twórczością J.R.R Tolkiena, następnie Sapkowskiego, Kresa, Pratchetta. Nie stroniłem również od dzieł Hugo, Duma, Tołstoja czy Hemingway’a. Jednak dopiero literatura science fiction, od klasyki  gatunku „Diuna” Franka Herberta po dzieła Stanisława Lema, podbiła moje serce. Przez kilka lat biegałem za jajowatą piłką, grając w klubie sportowym MKS Orkan Sochaczew. Jednak, że pokłady adrenaliny były we mnie nieskończone, postanowiłem zostać wojem, napier… uderzając się po głowach osikowym kołkiem lub czymś bardziej przekonywującym np. buławą. Tak, należałem do Draconii Czarnej. W latach 2003 – 2004 współtworzyłem audycję „Fantastyczna warownia” w internetowym radiu TEAM, skupiającą się nie tylko na literaturze fantasty lecz również na świecie gier fabularnych i komputerowych. W 2007 roku zostałem kierownikiem Akademickiego Związku Sportowego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Założyłem stowarzyszenie podróżnicze „Wanderer” odkrywając oblicze takich miejsc jak: góry całej Europy, Gruzja, Rosja (Syberia), Maroko, Algieria, koło podbiegunowe, Kazachstan, Kirgistan czy Chiny. Odkrywałem dzikie miejsca Alaski, zarówno z ziemi jak i z powietrza (jako pilot). Moje bogate doświadczenia przekonały mnie do prowadzenia szkoleń z zakresu taktyki (http://jednostka.com.pl), surwiwalu oraz metod nowoczesnego przywództwa. Jednak dopiero studia doktoranckie skłoniły mnie do napisania pierwszej powieści. Jest to mój literacki debiut.  Aktualnie jestem doktorantem na Akademii Obrony Narodowej, opisującym zmiany cywilizacyjne mające wpływ na przeobrażanie się społeczeństwa informatycznego. Między innymi wyniki moich badań podrzuciły mi pomysł do napisania wielowątkowej powieści, opartej nie tylko o teoretyczne rozważania, lecz również, a może przede wszystkim, o własne życiowe harce.”

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pan aktualnie czyta?

Z literatury kończę FUTU.RE Glukhovsky’iego.

Już na wstępie przyznaję się bez bicia, że jestem zachwycona powieścią i chylę czoła. Jak urodził się pomysł na „Interregnum”? Od razu pojawił się szkic całości, czy historie pojawiały się z czasem w Pana głowie?

(Śmiech) Cieszę, że się podobało. Pomysł na książkę powstawał przynajmniej na dwóch płaszczyznach. Pierwsza inspiracja dotyczyła przełożenia moich artykułów naukowych oraz pracy doktorskiej o zmianach cywilizacyjnych na język powieści przygodowej. Nawiązałem do pojęcia „zderzenia cywilizacji” zaczerpniętego z publikacji Samuela Huntingtona oraz fal cywilizacyjnych Alvina Tofflera. On jako pierwszy opisał ideę interregnum. Przerobiłem jego poglądy, z walki pomiędzy kulturą arabską a społeczeństwem zachodu, na konflikt starej cywilizacji z ponadczasowym cyklem galaktyki. Druga inspiracja dotyczyła książki Hiperfizyka: między chaosem a świadomością, która w interesujący sposób przedstawia alternatywny do zastałej nauki model budowy Wszechświata. Połączyłem te wątki i od razu wykrystalizował się obraz całości.

„Interregnum” to Pana literacki debiut. Proszę opowiedzieć nam o szczegółach powstawania tej powieści. Ile trwały prace, jak udało się Panu wydać książkę?

Prace trwały około 2,5 roku. Jednak nie miałem czasu na codzienne tworzenie. Pisałem w przeróżnych warunkach, łącznie z poligonami oraz na wyprawach ekstremalnych. Ostatni rozdział został ułożony w 2014 na Alasce, w górach Świętego Eliasza, niedaleko granicy z Kanadą. Czyli w totalnej dziczy, gdzie oprócz wilków i niedźwiedzi nikogo nie spotkałem. Całodzienne marsze pomagały w skupieniu, a wieczorami przy czołówce układałem sieć powiązań i dalszą fabułę. Tak powoli powstawało „Interregnum”. Postanowiłem oprzeć wydarzenia powieści o miejsca, w których już byłem.

Książką były zainteresowane dwa wydawnictwa, ale ich plan wydawniczy zakładał publikację dopiero w roku 2017-2018. Ponadto warunki były nieatrakcyjne, dlatego uruchomiliśmy kampanię na wspieram.to, dzięki czemu pozyskano prawie 14 tys. złotych na wydanie powieści w systemie współfinansowania.

Czy według Pana pisanie jest wrodzonym talentem czy umiejętnością, którą można nabyć? Jak to było w Pana przypadku – od zawsze ciągnęło Pana do pisania czy był to żmudny proces uczenia się?

Przede wszystkim ciężka praca i doświadczenie życiowe. Talent bardzo pomaga, ale nie załatwi roboty. Niestety, jest wielu pisarzy, którzy warsztatowo są jeszcze lepsi ode mnie, ale fabularnie nie zaskakują. Takie powieści widnieją na półkach np. w Empiku. Uważam, że trzeba to jakość wyrównać, bo wiele książek o nazwie „science-fiction” nie mogłem dokończyć, po prostu nie dało się. To nie tylko moja opinia, ale również środowiska naukowego, w którym się po części obracam. Jednak to kwestia gustu. Starałem się uważać, aby słowo „science” nie było pustym sloganem. Jednak wolałbym nagrywać filmy niż pisać, ale jeszcze (śmiech) nie mam takiej możliwości.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Nie ukrywam, że kiedy dowiedziałam się, że jest Pan żołnierzem, nie mogłam sobie wyobrazić, kiedy znajduje Pan czas na tworzenie. Jak pracuje Pan nad tekstem? Ma Pan jakiś określony system pisania?

Nie mam systemu, jedynie układam puzzle na mapie łącząc wątki. Piszę jak mam ochotę. W „Interregnum” postawiłem na dialogi i starałem się tym nabudowywać klimat. Zresztą większość postaci, które stworzyłem, to przeróbka realnie istniejących osób. Miałem odgórny założony plan, ale nie trzymałem się systemu „jak napisać bestseller?”. Ponad to (śmiech) nie piję kawy.

Pracował Pan jako żołnierz, a duża część fabuły Pana powieści dotyczy projektów wojskowych. Czy Pana doświadczenie pomaga w pisaniu powieści?

Zdecydowanie jeśli chodzi o wątki militarne. Pisanie o tym jest dla mnie naturalne, a szczególnie psychologia postępowania w przypadku stresu wojennego. Nie muszę „udziwniać”, wymyślać czegoś, o czym nie mam pojęcia. Dlatego „Interregnum” od strony militarnej prezentuje się solidnie, nawet gdy wchodzimy w tematy wojny przyszłości. Wiele pomysłów zostało opartych o wiedzę żołnierzy z TRADOC, o najbardziej prawdopodobne scenariusze. Pisząc „Interregnum” doszedłem do momentu: jak opisać nieprzyjazne spotkanie z obcą formą życia. Czy pójść w całkowity Hollywood albo w coś niespotykanego.  Postawiłem na wojnę opartą na systemach psychotronicznych. Wojskowo jest bez zarzutów.

Czy planuje Pan wydać kolejną powieść?

Tak. Już piszę drugą część „Interregnum”.

Pisze Pan science fiction, ale czy jest to również gatunek, który czyta Pan najchętniej? Jeśli tak, skąd wzięło się zamiłowanie do niego? Jeśli nie, po co sięga Pan najczęściej?

Miłuję się w filozofii oraz biografiach. Jednak mój ulubiony gatunek to science-fiction. Może jestem wcielonym kosmitą i ciągnie mnie do domu (śmiech)? Dobre science-ficton to najlepsze, co może się przytrafić człowiekowi.

Jakie są Pana literackie inspiracje?

Frank Herbert, Stanisław Lem, Wiktor Hugo, Lew Tołstoj.

Czy utożsamia się Pan z którymś z bohaterów Pańskich powieści?

Niektóre cechy Gaela oraz Moniki (determinacja).

Kiedy napisałam do Pana z linkiem do recenzji „Interregnum” przyznał Pan, że jest zdziwiony, że powieść została tak pozytywnie odebrana przez kobietę, ponieważ ma w sobie dużo brutalności. Do kogo w takim razie chciałby Pan skierować książkę? Jak opisałby Pan swoich domyślnych czytelników?

„Interregnum” kieruję do ludzi, którzy są zainteresowani rozwojem, czyli do ludzi świadomych. Z racji tego, że książka jest brutalna to raczej do mężczyzn, ale wątek Moniki może przypaść do gustu również paniom. Książka jest tak bogata w wątki i wydarzenia, że może się spodobać wielu osobom, ale jedno jest pewne, nie jest to łatwa lektura. To solidna powieść z mocno rozbudowanym czynnikiem naukowym.

Zajmuje się Pan w życiu bardzo wieloma rzeczami – jest Pan żołnierzem, skończył Pan filozofię, współtworzył Pan audycję „Fantastyczna warownia”. Wygląda na to, że ma Pan pozytywne ADHD życiowe :) Stąd moje pytanie – jak wygląda Pana zwykły dzień?

Zaczynam od szklanki krwi (śmiech). Na poważnie, to rano piszę, około godziny. Czasami coś zjem, ale głównie piję. Wodę oczywiście (śmiech). Zacząłem prowadzić własny biznes, to dużo czasu zajmuje mi opanowanie klientów i inne firmowe duperele.  Wieczorem jakiś trening. Jestem pracoholikiem. Jak za coś się zabieram, to chcę, aby było na bardzo dobrym poziomie. Generalnie śpię 6 godzin, 2 godziny na moją córkę Nikolę, potem około 16 godzin pracy.

Czy chciałaby Pana, aby powstał film na podstawie Pana książki?

Tak. Jestem pewien, że powstanie. Tylko nie wiem za ile lat i czy za mojego życia (śmiech).

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Tutaj możecie już zamówić przedpremierowo swój egzemplarz, żeby mieć go w łapkach w dniu premiery.

[PRZEDPREMIEROWO] Interregnum jest bliżej niż myślisz.

Rodzaj: science fiction
Język: polski 
Stron: 390
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Brr… Pogoda nie rozpieszcza, co? Oby do wiosny. Ach, wiosna, wiosna. Tęsknię do tego, żeby móc wyjść na dwór w samej bluzie, a nie opatulać się pięcioma warstwami odzieży. Ale nie o warunkach atmosferycznych chciałam dzisiaj napisać. Do moich rąk trafiło bowiem dzieło Przemysława Kardy – „Interregnum” i wprost nie mogę się napatrzeć na okładkę. Ideał w każdym calu. Pewnie się zdziwicie, że sięgnęłam po tak męską literaturę, jaką jest typowe science fiction. Zaskoczę was jeszcze bardziej – jednym z moich ukochanych autorów jest Philip K. Dick. Ha! Dziewczyna też może czytać takie rzeczy. Zanim jednak przejdę do opinii – trochę o autorze i samej fabule. Zapraszam.

 

Sam o sobie pisze: „Corsup, żołnierz, podróżnik, filozoficzny hałaburda… Mieszkaniec Sochaczewa. Na co dzień pracuję w wojsku, jako żołnierz pododdziałów rozpoznawczych. Jestem absolwentem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego po kierunku filozofia. Liczę sobie 31 wiosen. Od dzieciństwa interesowałem się literaturą fantasty. W wieku 12 lat zapoznałem się z twórczością J.R.R Tolkiena, następnie Sapkowskiego, Kresa, Pratchetta. Nie stroniłem również od dzieł Hugo, Duma, Tołstoja czy Hemingway’a. Jednak dopiero literatura science fiction, od klasyki  gatunku „Diuna” Franka Herberta po dzieła Stanisława Lema, podbiła moje serce. Przez kilka lat biegałem za jajowatą piłką, grając w klubie sportowym MKS Orkan Sochaczew. Jednak, że pokłady adrenaliny były we mnie nieskończone, postanowiłem zostać wojem, napier… uderzając się po głowach osikowym kołkiem lub czymś bardziej przekonywującym np. buławą. Tak, należałem do Draconii Czarnej. W latach 2003 – 2004 współtworzyłem audycję „Fantastyczna warownia” w internetowym radiu TEAM, skupiającą się nie tylko na literaturze fantasty lecz również na świecie gier fabularnych i komputerowych. W 2007 roku zostałem kierownikiem Akademickiego Związku Sportowego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Założyłem stowarzyszenie podróżnicze „Wanderer” odkrywając oblicze takich miejsc jak: góry całej Europy, Gruzja, Rosja (Syberia), Maroko, Algieria, koło podbiegunowe, Kazachstan, Kirgistan czy Chiny. Odkrywałem dzikie miejsca Alaski, zarówno z ziemi jak i z powietrza (jako pilot). Moje bogate doświadczenia przekonały mnie do prowadzenia szkoleń z zakresu taktyki (http://jednostka.com.pl), surwiwalu oraz metod nowoczesnego przywództwa. Jednak dopiero studia doktoranckie skłoniły mnie do napisania pierwszej powieści. Jest to mój literacki debiut.  Aktualnie jestem doktorantem na Akademii Obrony Narodowej, opisującym zmiany cywilizacyjne mające wpływ na przeobrażanie się społeczeństwa informatycznego. Między innymi wyniki moich badań podrzuciły mi pomysł do napisania wielowątkowej powieści, opartej nie tylko o teoretyczne rozważania, lecz również, a może przede wszystkim, o własne życiowe harce.”

Rok 2013, Genewa, ośrodek badań jądrowych CERN. Dwójka naukowców, dr Monika Eden oraz dr Robert Jarecki, rozpędzają neutrina mionowe powyżej prędkości światła, podważając tym samym trafność teorii względności Einsteina. Ich odkrycie burzy stare paradygmaty naukowe, a wzmagający się sprzeciw środowiska naukowego jest silniejszy niż się spodziewali. Wkrótce okazuje się, że to zaledwie początek ich problemów. Tymczasem daleko w Afryce, na pustyni Sahara sekcja żołnierzy pod dowództwem porucznika Legii Cudzoziemskiej Gael Lescout’a otrzymuje zadanie: sprawdzić podziemne tunele ciągnące się pod wymarłą wioską Taoudenni. Misja okazuje się daleka od tego, o czym zapewniali ich przełożeni, a odkrycie, jakiego dokonują, przyćmiewa wszystko, co do tej pory robili. Fala zmian przelewa się przez świat, który nieuchronnie pogrąża się w Interregnum.

Jestem totalnie zakochana w stylu. Dziwię się, jakim cudem tak długo mógł ukrywać się taki talent. Ach, panie Karda – nieładnie… Już od pierwszych stron zdumiewa nakład pracy autora – fabuła stanowi owoc dużych badań i reaserchu. Ogromnej wiedzy potrzeba, by opisać wydarzenia, mające miejsce w stworzonej przez pisarza rzeczywistości. Szczególnie z takimi detalami, jakimi rzuca jak z rękawa. Brawa. Nie należy się zniechęcać fachowym językiem, którym posługują się bohaterowie i który przewija się przez opisy. Nawet taki laik, jak ja, potrafił zrozumieć, o co chodzi, czytając dokładnie, co opisał Karda. Jednak zdaję sobie sprawę język może nużyć przy dłuższym czytaniu. Cały tekst zachęca do prywatnych poszukiwań i pogłębiania wiedzy, której zalążek został wspomniany na kartach powieści. Niesamowicie zręcznie połączono też losy poszczególnych postaci. Mamy tutaj bowiem podział na trzy linie – Moniki, Roberta i Gaela. Grafiki, które pojawiają się co jakiś czas, należą do jednych z ciekawszych, które widziałam. Alina Vial – ich autorka – zrobiła niesamowitą robotę, która pomaga wczuć się w klimat. Wisienką na torcie są przytaczane na początku każdego rozdziału Kroniki Gauda. Ale w każdej beczce miodu musi się znaleźć łyżka dziegciu. Wydaje mi się, że od pewnego momentu fabuła robi się tak nieprawdopodobna i rozdmuchana, że aż śmieszna i niemożliwa. Otwarte, przyjemne zakończenie daje nadzieje na kontynuacje. Szczerze jej kibicuję, ponieważ jestem ciekawa, co wydarzy się dalej. „Interregnum” to naprawdę wciągająca książka o tym, jak naprawdę skonstruowany jest nasz świat, gdzie zaczyna i kończy się nasza rola w nim oraz opowiada o tym, co by było gdyby.

Polecam wszystkim fanom science fiction. Jest to jedna z lepszych polskich książek science fiction, jaką było mi czytać.

 

„Zastanawiała się, jak bardzo człowiek się zmienia podczas wspólnego życia:

„Czy środowisko, praca, znajomi są faktycznym bodźcem do zaistnienia nieodwracalnych, krzywdzących zmian w osobowości człowieka? Kiedy jesteśmy jeszcze sobą, a w którym momencie stajemy się kimś innym? Co to w ogóle oznacza być sobą?”

Monika, gubiąc się w krętych korytarzach własnego umysłu, poszukiwała odpowiedzi. [...]

Być może moc wielkich ludzi tego świata leży w tym, że przed innymi przywdziewają maskę przywódców, żelaznych mężów stanu. Swoje niepowodzenia, troski i lęki zostawiają w domu, wśród rodziny – rodziny, której ona nie miała. Rozpłakała się.”

 

Ocena: 9/10

 

 

Fanpage na facebooku.

Strona główna poświęcona „Interregnum”.

Książkę przedpremierowo można zamówić na stronie Empiku. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res