Anioły kontratakują.

Rodzaj: fantastyka, dystopia
Język: polski [tłumaczenie z języka angielskiego]
Stron: 400
Wydawca: Wydawnictwo Filia

Wiosna mam nadzieję już zostanie z nami na dłużej. Moim jedynym problemem z nią jest jednak to, jakim cudem przeczytam to wszystko, kiedy serce mi się wyrywa na zewnątrz. Aż chce się spacerować i wyrwać z bloków. Zaczynam nawet się zastanawiać, czy nie zainwestować w jakieś audiobooki, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym. W międzyczasie, idę za ciosem. Jak już zaczęłam o Penryn to będę lecę dalej. Tym razem chciałam wam opowiedzieć o „Angelfall. Penryn i Świat Po”, czyli drugiego tomu trylogii Susan Ee. Czy była lepsza od pierwszej części? A może okazała się kompletnym fiaskiem? Zapraszam na recenzję.

 

Susan Ee jest amerykańską autorką bestsellerów. Napisała trylogię Angelfall o przygodach Penryn, która szturmem zdobyła serca czytelników. Jej powieści zostały przetłumaczone na dwadzieścia języków, a krótkie filmy wyświetlane na festiwalach. Chciała zostać prawnikiem, jednak uwielbiała pisarstwo, które pozwoliło uwolnić jej wyobraźnię i tworzyć nowe rzeczywistości.

W kontynuacji bestsellerowego thrillera fantasy „Angelfall” niedobitki ocalałe z anielskiej apokalipsy zaczynają organizować się na gruzach cywilizacji. Grupa ludzi porywa Paige, siostrę Penryn, biorąc ją za jednego z potworów; kończy się to masakrą. Paige znika. Ludzie są przerażeni.  Penryn przemierza ulice San Francisco, szukając Paige. Dlaczego miasto zupełnie opustoszało? Gdzie się podziali mieszkańcy? Poszukiwania zaprowadzą Penryn w samo centrum tajnej operacji aniołów, gdzie będzie miała okazję uchylić rąbka ich tajemnicy i zrozumieć, do jak przerażających czynów są gotowe się posunąć.  Tymczasem Raffe próbuje odzyskać swoje skrzydła. Bez nich nie powróci do społeczności aniołów, ani nie zajmie należnej mu pozycji jednego z przywódców. Jakiego dokona wyboru, rozdarty między tęsknotą za skrzydłami, a pragnieniem zapewnienia Penryn ochrony?

To moje drugie spotkanie z bohaterami, więc odnajduję się już w rzeczywistości powieści. Nie polecam sięgania po tę książkę bez znajomości poprzedniej części, bo zbyt wiele tu odniesień do pierwszego tomu. Wątek romansu pogłębia się, jednak masochistyczne zapędy obojga postaci pozostaje na swoim miejscu. Troszkę zalatuje mi tutaj typową nastoletnią miłością, ale możliwe, że to tylko moje subiektywne odczucia. To, co mi się rzuciło w oczy, to przekoksowane umiejętności Penryn – dużo mocniej zaakcentowane niż w „Angelfall”, co negatywnie rzutuje na całość. Myślę, że to był celowy zabieg, jednak totalnie nietrafiony. Druga część mocniej skupia się na ewolucji postaci głównej bohaterki – lepiej ją poznajemy, dowiadujemy się, dlaczego tak a nie inaczej się zachowuje i jakie wydarzenia z przeszłości na to rzutują. Jednak nie tylko o niej dowiadujemy się nowych rzeczy – w końcu przedstawione zostały niektóre powody zachowania aniołów. Poziom okropności wzrasta, więc tym bardziej ostrzegam czytelników o słabych nerwach przed tą powieścią. Wyróżnia się tutaj humor, który pokazuje, jak ludzka psychika czasami radzi sobie w zderzeniu z apokalipsą. Nie wszyscy są sparaliżowani strachem, znajdą się osoby, które spróbują rozładować sytuację. Za to ogromny plus ode mnie. Jeśli już jesteśmy przy różnych modelach zachowania, świetnie ukazane też zostało, jak reagują ludzie na apokalipsę. Mamy tu pełny przekrój, od uległości i chęci przypodobania, przez kompletne wycofanie, aż po bunt. Zabrakło mi w tej części Raffa. Dwutorowość dobrze zrobiłaby fabule. Autorka nieco poszła po bandzie z niektórymi wątkami. Podsumowując, mam wrażenie, że pierwsza część była dużo bardziej chaotyczna, a w drugiej sporo uporządkowano i dodano coś z klimatu Walking Dead.

Polecam fanom pierwszej części i fantasy. Mimo ryzykownej fabuły, powieść jest świetna i na pewno się nie zawiedziecie.

 

„- Każdy właściciel może ją nazwać tylko raz. Jeżeli nadałaś już jej jakieś imię, to pozostanie ono przy niej, dopóki będziecie razem.

Cholera.

Raffe spogląda na mnie gniewnie, jakby już teraz nienawidził imienia.

- No, słucham.

Mogłabym skłamać, ale co by to dało ? Odchrząkuję.

- Miś Pooky.

Milczy tak długo, że zaczynam wątpić, czy mnie w ogóle usłyszał. W końcu się odzywa.

- Miś. Pooky.

- To miał być taki niewinny żarcik. Nie miałam pojęcia.

- Mówiłem ci przecież, że imiona mają moc, prawda? Zdajesz sobie sprawę, że w czasie bitwy będzie musiała obwieścić swoje imię mieczowi przeciwnika? Zostanie zmuszona do powiedzenia czegoś tak idiotycznego jak: „Jestem Miś Pooky ze starożytnego rodu mieczy archaniołów. Albo: „Ukorz się przede mną Misiem Pooky, który nie ma sobie równych na całym świecie”. – Kręci głową. – Myślisz, że ktokolwiek będzie ją teraz szanował?”

 

Ocena: 7/10

Myśliwy stał się zwierzyną.

Rodzaj: thriller/sensacja/kryminał
Język: polski [przekład z języka angielskiego]
Stron: 416
Wydawca: Wydawnictwo Albatros

Nawet nie wyobrażacie sobie mojej radości, kiedy usłyszałam, a raczej wyniosłam tą wieść z empikowej gazetki, że wychodzi nowa powieść Tess Gerritsen spod znaku Rizzoli/Isles. Mam już za sobą kilka jej powieści i każda z nich jest bardzo dobra, trzymają wysoki poziom. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, mianowicie „Infekcję”, która wywróciła mój ranking topowych twórców thrillerów. Ta niepozorna z wyglądu kobieta potrafi opisywać zbrodnie z najmniejszymi, najbardziej bestialskimi szczegółami. Czy to odpowiedni gatunek dla płci żeńskiej? Oczywiście. Wszak nie tylko mężczyźni muszą mieć skłonności do makabry, a kiedy ktoś ma dobry warsztat i pomysł – nic, tylko pozostaje nam czytać z fascynacją. Dla osób, które jeszcze [nieładnie, oj nieładnie...] nie znają tej autorki, krótka biografia.

Współczesna pisarka amerykańska, z zawodu lekarz internista. Po studiach praktykowała w Honolulu na Hawajach, wraz z mężem, także lekarzem. W 1987 roku opublikowała pierwszą powieść, romans z wątkiem kryminalnym, a potem kolejno osiem książek o podobnej tematyce. Jej kariera pisarska nabrała rozpędu w 1996 roku, kiedy ukazał się jej pierwszy thriller medyczny „Dawca”. Dzięki odniesionemu sukcesowi mogła zrezygnować z praktyki lekarskiej. Stephen King uznał ją za najciekawszą autorkę w swoim gatunku – „lepszą od Cooka, Palmera, a nawet Michaela Crichtona.” Książki Gerritsen ukazały się w przekładzie na 20 języków i regularnie pojawiają się na listach bestsellerów w USA i Europie.

Gdy detektyw bostońskiego wydziału zabójstw Jane Rizzoli i Maura Isles, lekarz sądowa, zostają wezwane na miejsce zbrodni, odkrywają morderstwo godne okrutnej bestii, o czym świadczą nie tylko ślady pazurów na ciele ofiary. Tylko najbardziej wyrafinowany zbrodniarz mógłby pozostawić ciało doświadczonego myśliwego i wykwalifikowanego preparatora zwierzęcych zwłok, oprawione tak, jak trofea zdobiące ściany jego domu. Czyżby Gott nieświadomie obudził drapieżnika bardziej niebezpiecznego niż te, na które kiedykolwiek polował? Maura obawia się, że nie jest to pierwsza zbrodnia tego sprawcy, i na pewno nie ostatnia. Ostatnie zabójstwo wydaje się łączyć z serią niewyjaśnionych śmierci na obszarach dzikiej przyrody w całym kraju, a trop prowadzi poszukiwania do odległego zakątka Afryki. Sześć lat temu, grupa turystów na safari padła ofiarą zabójcy, który okazał się być jednym z nich. Uwięzieni w buszu rozpaczliwie liczyli na nadejście pomocy, zanim rozszarpią ich dzikie zwierzęta bądź zwyciężą ukryte w nich zwierzęce instynkty. Teraz morderca wybrał Boston na miejsce swoich łowów. Rizzoli i Maura muszą wywabić go z cienia i schwytać.

Nawet najwięksi autorzy mają gorszy czas i tworzą powieści, które nie do końca przypadają do gustu czytelnikom. Nie jest tak w przypadku Tess Gerritsen. Przynajmniej ja jeszcze się z tym nie spotkałam. Nie przeczytałam jeszcze jej wszystkich książek, nawet tych z serii Rizzoli/Isles [tu biję się w pierś]. Jednak to nie przeszkadzało w odbiorze najnowszej jej odsłony. Oczywiście byłam zaskoczona tym, że SPOILER. Oraz SPOILER. Jednak mimo wszystko nawet dla nieznających wcześniejszych dokonań autorki czytelników, lektura będzie przyjemnością. Wracamy do dobrze znanych bohaterów – tutaj więc nie ma zaskoczenia. Atmosfera jest ciężka i mroczna, mimo słonecznych krajobrazów safari. Rozwiązanie zagadki było zaskakujące. Sama autorka stwierdziła, że bardzo często ma problem z tym, by zdziwić czytelników rozwiązaniem fabuły, ponieważ są oni coraz bardziej sprytni. Mam wrażenie, że większość z nich będzie nielicho zdumionymi tym, w jakim kierunku powędrowała akcja. A pędziła na łeb na szyję. Warto tutaj też zaznaczyć, że to nie tylko główny wątek. Książka porusza także wiele pobocznych tematów. Prym tutaj wiedzie kłusownictwo oraz myśliwi. O tyle o ile kłusownictwo jest nielegalne i surowo karane [o ile się kogoś złapie], o tyle myśliwi mogą spokojnie polować, zazwyczaj w okresach łowieckich. Sama nie jestem zwolenniczką zabijania zwierząt po to, by powiesić je sobie na ścianie i podbudować ego. Ani robić futra. Rozumiem osoby, które mieszkają na obszarach, gdzie dostęp do żywności jest znikomy, a zwierzęta są jednymi z nielicznych źródeł pożywienia i ubrań. Tu nie mam wątpliwości, chociaż coraz mniej takowych miejsc. Kolejną kwestią jest samotność. Ta, którą sami wybraliśmy i ta, do której doprowadziliśmy. Dochodzę do jednego wniosku – jest niewiele osób, które potrafią wytrwać samotnie przez dłuższy czas. Jednak człowiek jest istotą stadną i potrzebuje towarzystwa, czy to częstszego, czy też rzadszego. Naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję, bo jedynymi słabszymi momentami były te, które jak się później okazało, miały niewielki wkład w rozwiązanie zagadki kryminalnej.

Polecam każdemu, kto chce poczuć dreszczyk emocji i pogłowić się nad sprawami kryminalnymi. Jeśli chcesz czasami pobawić się w detektywa albo podobają ci się klimaty sawanny – sięgnij po „Umrzeć po raz drugi”.

 .

„- Detektyw Rizzoli, tak? Interesuje się pani bronią?

- Kiedy jest mi potrzebna.

- Poluje pani?

- Nie, proszę pana.

- A polowała pani kiedykolwiek?

- Tylko na ludzi. To bardziej ekscytujące, bo strzelają w odpowiedzi.”

.

Ocena: 8/10

  

Małe sprzątanie? Czemu nie…

Rodzaj: literatura faktu
Język: 
polski [przekład z języka niemieckiego]
Stron: 
208
Wydawca:
Świat Książki

Książkę Justyny Polańskiej poleciła mi bibliotekarka. Swoją drogą, zawsze, kiedy bywam w nowych bibliotekach, już po kilku moich wizytach tam, gdy wychodzę i wracam obładowana książkami, wszyscy pracownicy mnie znają. Nie wiem, czemu to zawdzięczam – bujającej się radośnie rudej kicie czy fenomenowi, że młodzi jednak sporo czytają wbrew powszechnemu przekonaniu, że jest inaczej. Jednak ta kwestia to temat na zupełnie inną porę i okoliczność. Ostatnio zapałałam miłością do biografii [tak, bije się w pierś, znowu] i znalazłam kilka ciekawych grzbietów, o czym przekonacie się niebawem. Ta jednak jest nieco inna – powiedziałabym, że biograficzno-zawodowa, ponieważ autorka niewiele mówi o swoim życiu przed i po pracy.

Justyna Polanska nie jest prawdziwym nazwiskiem autorki. To pseudonim artystyczny, który pozwala jej pozostać anonimową. Nie jestem zdziwiona takim posunięciem, ponieważ zarówno treści, momentami szokująca, mogłaby przynieść jej więcej kłopotu niż sławy, jeśli postanowiła pozostać w swoim zawodzie. Niewiele o niej wiemy, jedynie że jest trzydziestodwuletnią Polką, która sprzątaniem w Niemczech zarabia na życie. Zagłębiając się w tekst można zauważyć, że jej dystans i poczucie humoru związane z wykonywaną pracą, są rezultatem długich lat uodparniania się.

Całość opowiada o początkach, kiedy jako młoda kobieta zdecydowała się na przyjazd do Niemiec w poszukiwaniu pracy. Nie boi się przyznać, że było ciężko i musiała pracować na czarno. Ukazuje to smutną prawdę imigranckiej stronie uporządkowanych i zdyscyplinowanych Niemiec. Przybliża całe spektrum zachowań tamtejszych mieszkańców: od zabawnych anegdot po przyprawiające o dreszcz historie. Pewnie zadajecie sobie pytanie: ale co jest pod tymi niemieckimi łóżkami? Spieszę z odpowiedzią: pikantne sekrety, skrywane emocje, zużyte kondomy, rozkładający się chomik, zmumifikowany zaskroniec i wiele innych. Nadal uważacie Niemców za chronicznych czyściochów? Pełno tu stereotypów, które czasami są obalane z wielkim hukiem.

Co mogę powiedzieć o moich odczuciach? Były mieszane. Chciałam poczytać ciekawą biografię i na takową trafiłam. Chociaż bardziej pasowałaby tutaj kategoria biografia zawodowa. Na marginesie ciekawe, czy ktokolwiek taki przedział stworzył. Wracając do książki – poprzez pomoc ghostwritera pozycja straciła nieco na autentyczności, nadal pozostawała kwadratowata w swojej formie i ciężko było momentami przełknąć tekst. Mimo wszystko szybko czytało się krótkie rozdziały w postaci mini-historii albo anegdot. Znalazł się nawet rozdział z radami bohaterki dotyczącymi sprzątania, przetestowanych w dziesiątkach domów. Przyznaje się bez bicia, że kilka z nich spisałam i mam w planach wykorzystać w kryzysowej sytuacji. Podobało mi się również obalanie stereotypów i pokazanie, że każdy jest człowiekiem i ma swoje wady i zalety. Chętnie przeczytałabym kolejną książkę, ale bardziej za względu na treść niż formę.

Polecam głównie kobietom, które chcą się zrelaksować przy kawie, chociaż czasami nie mają czasu – mini-rozdziały sprawdzają się doskonale w nawale obowiązków, które wciąż domagają się uwagi. Dawka zarówno humoru jak i refleksji zapewniona.

Ocena: 5/10