Wciągające odmęty Grimm City.

Rodzaj: fantasy
Język: polski 
Stron: 384
Wydawca: Wydawnictwo SQN

Zaczytywaliście się jako dzieci w baśniach? Na sto procent odpowiedź brzmi tak. Jeśli nie Andersena to Grimmów. I właśnie o tych drugich nam dzisiaj po części chodzi. Jak wiecie mam ogromną słabość do bajek. Wszyscy moi znajomi się ze mnie śmieją, że jestem dużym dzieckiem, a ja nie miałabym nic przeciwko, żeby z niektórymi pociechami tych znajomych przejść się na dobrą animację. No co? Można być  i nianią i coś dla siebie uszczknąć z całej tej imprezy ;) Ale Jakub Ćwiek chce nam zaoferować coś zgoła innego. Bajka dla dorosłych to nieodpowiednie porównanie. Raczej gładko nawiązująca do twórczości znanych braci powieść kryminalna. A na takowe ostrzę sobie pazurki. No dobrze, jesteście ciekawi, w którym teamie zasiądę – Wilk czy Czerwony Kapturek? Zapraszam :)

.

Przyznaj, spodziewasz się baśni. Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym? Jakub Ćwiek tym razem funduje nam gorzki, brutalny kryminał noir w niezwykłym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych. W mieście, w którym rządzi strach i… opowieść. W tym mieście nie wybacza się żadnych błędów!

Jakub Ćwiek – jest bestsellerowym pisarzem młodego pokolenia. Znany z zamiłowania do klasycznego rocka oraz popkultury, ponadto jest znawcą i popularyzatorem komiksów na polskim rynku. Żyje w Drodze – spędza w podróży ponad dwie trzecie roku. Wymyślił oraz zrealizował Rock&Read Festival, największą w kraju trasę promującą czytelnictwo. Podczas pracy nad powieścią „Ciemność płonie” przez pół roku mieszkał na katowickim dworcu. Teksty Jakuba Ćwieka doczekały się adaptacji teatralnych, LARP-owych, teledysków, słuchowisk, komiksu, gry karcianej, dwóch filmów krótkometrażowych oraz serii koszulek. Jest autorem siedemnastu książek, licznych opowiadań i artykułów publicystycznych, scenariuszy i słuchowisk. Najbardziej znany ze stworzenia uniwersum Kłamcy, rozwija też światy, w których prym wiodą Chłopcy i Dreszcz, oraz wypuszcza się na zupełnie inne rejony. Dziesięciokrotnie nominowany do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, otrzymał ją w 2012 roku za opowiadanie „Bajka o trybach i powrotach”. W tym samym roku oraz ponownie dwa lata później został nominowany do Śląkfy w kategorii Twórca Roku. Rok 2015 jest dla niego dziesięcioleciem rozpoczęcia pracy twórczej.

No i kurde felek, Ćwiek poszedł po bandzie. Mam ogromną słabość do jego twórczości. Po dobrym „Kłamcy” i genialnych „Chłopcach”, z ekscytacją przyjęłam wiadomość o nowym uniwersum stworzonym przez autora. Czy Grimm City mnie oczarowało? Nie do końca, porównałabym to raczej z efektem podduszenia. Mało tu odniesień jako takich do baśni, oprócz czerwonego kaptura pewnej kobiety i policjanta nazwiskiem Wolf, pozostaje nam szukać małych aluzji jak Bar Trzech Świnek. I naprawdę mocno się zastanawiam, czy to dobry zabieg. Z jednej strony fajnie, że wszystko nie jest takie oczywiste, podane na tacy i musimy doszukiwać się smaczków. Jednak kiedy widzę tytuł powieści „Grimm City”, oczekiwałabym mimo wszystko nieco więcej. Tak nieco zbaczając z tematu samej książki – rozmawiałam z P. o fabule i przebąkiwał mi, że wydaje mu się mocno inspirowana grą Wolf Among Us. Poczytałam, popatrzyłam i rzeczywiście, coś jest na rzeczy. Wydaje mi się, że trudno być oryginalnym, kiedy robi się którąś z kolei wariacje na ten sam temat. Ciężko wycisnąć więcej niż się da. Wracając już do fabuły, rozczarował mnie nie tyle sam klimat, co konstrukcja. Nie jest brutalnie [choć Ćwiek potrafi dołożyć w tej kwestii do pieca], mało w tym noir, jedynie kryminał jest mocno wyczuwalny. Intryga rzeczywiście zakręcona jak słoik po ogórkach. Duże nagromadzenie postaci czasami wywoływało u mnie zawroty głowy. Nie mówię, że jest to zła książka, bo historia ma coś w sobie. Nie jest to jednak to, czego oczekiwałam. To chyba głównie moja wina, ponieważ za bardzo się nastawiałam i za dużo naczytałam makabrycznych historii. Brakowało mi tutaj iście ćwiekowego humoru. Szału nie ma, staniki nie lecą na scenę, jednak to ciekawa propozycja na wieczorne zaczytanie. „Grimm City. Wilk!” na pewno znajdzie wygodne miejsce na mojej półce i będę do niego wracać, żeby znaleźć kolejne subtelne nawiązania do znanych baśni. Plus za świetne ilustracje i projekt okładki, które wyszły spod ręki Piotra Sokołowskiego. 

Polecam tym, którzy chcieliby poczytać Ćwieka w mniej śmieszkowym klimacie, jednak nie oczekują ciężkiego kryminału. 

.

” – No i jednak muszę, cholera. Się nie obejdzie. Myśli sobie człowiek, że ma uprawnienia na całe Królestwo, odpowiednie glejty i wielką instytucję za sobą, ale jak przychodzi co do czego, nadal trzeba starymi kanałami, bo całe to pieprzone NS nic nie może. Nic zupeł… No cześć, Evans. Tu Mc… Poznałeś? Dobrze. Zejdź tu do mnie z łaski swo… Ej, co?! Sam się pierdol! Prowadzisz sprawę Wolfa, a ja jako agent NS domagam się… 

Kolejny raz przerwał i tym razem spojrzał z niedowierzaniem na Alfiego, a następnie cisnął słuchawką. Nie trafił na widełki, ale najwyraźniej miał to gdzieś, bo zamiast poprawić, złapał za gumową główkę lalki i rzucił nią w tablicę. 

- Chodź – powiedział, łapiąc z zawieszoną na krześle marynarkę. – Przejdziemy się do tego kutasa i wyjaśnię mu, co znaczy się rozłączać w rozmowie ze mną!”

.

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania z całego serca dziękuję wydawnictwu SQN

Jakub Ćwiek premierowo z magazynem literackim.

Nietypowy prezent dla swoich czytelników przygotował Jakub Ćwiek. Jest to „BANGARANG Magazine”, czyli periodyk, w którym autor co miesiąc będzie publikował m.in. premierowe opowiadanie i felieton z poradami warsztatowymi. Jednym słowem, całoroczne warsztaty pisarskie online.

Dla zainteresowanych obok rocznej prenumeraty dostępne są też opcje Premium i VIP, zapewniające bardziej spersonalizowaną pomoc… ale o tym wszystkim możecie dokładniej przeczytać w numerze zerowym, który kosztuje całe ZERO złotych, tak więc z okazji świąt każdy z czytelników Ćwieka może zapoznać się z premierowym opowiadaniem za darmo.

We wstępniaku autor obszernie wyjaśnia, na co zostanie przeznaczony dochód z czasopisma: mianowicie na realizację niekomercyjnych projektów, takich jak komiksy, które inaczej zapewne nie miałyby szans na publikację, sesje fotoblagraficzne, filmy krótkometrażowe, a może i kontynuację Rock&Read Festival. 

Tutaj można ściągnąć pierwszy, darmowy numer.

źródło: kawerna.pl

Sto lat, sto lat niech pisze, pisze nam – Jakub Ćwiek!

 

„22 listopada – ta data może wydawać się całkiem niepozorna… a jednocześnie gdzieś na świecie o tej porze mają pełne prawo strzelać korki szampanów.

Kuba, dziękujemy Ci za tych 10 lat i czekamy na kolejne! Dziękujemy też wszystkim, którzy są tu z nami, czy to z doskoku, czy każdego dnia.” 

Taka wiadomość ukazała się na oficjalnym fanpage’u Jakuba Ćwieka Dziś przypada bowiem dziesięciolecie debiutu tego pisarza, czyli premiery zbioru opowiadań „Kłamca”. Przypomnijmy, że w jego dorobku znajduje się 18 książek [seria Chłopcy, Kłamca, Dreszcz, książki Ciemność płonie, Gotuj z papieżem i wiele innych] oraz udział w licznych antologiach [m.in. Herosi, Science fiction po polsku, Księga wojny czy Epidemie i zarazy]. Pisarz nie tracił czasu i zjechał Polskę wzdłuż i wszerz promując swoją twórczość na spotkaniach z fanami i licznych konwentach.

Z tej okazji Ćwiek napisał parę słów do swoich czytelników i fanów:

„Dziesięć lat. Odmierzane od dziś to nieco fałszywa data, bo przecież dwudziestego drugiego listopada 2005 nic się tak naprawdę nie zaczęło, ale z drugiej strony trudno wskazać inny, lepszy moment do celebrowania. Dziesięć lat temu w księgarniach pojawił się pierwszy „Kłamca”. Liczyłem na to, że odniesie sukces, może nawet większy niż ostatecznie odniósł – bo w końcu kimże jestem, by stawiać granice marzeniom? – ale nie spodziewałem się, jak wiele mnie nauczy, jak wielu ludziom przedstawi, jak wiele snów spełni. On i cała ferajna innych bohaterów, rzecz jasna, ale to Kłamca był pierwszy i póki co jest ze mną najdłużej.

Wtedy, dziesięć lat, temu krygowałem się, gdy ktoś nazywał mnie pisarzem. „Jestem autorem”, mówiłem, na siłę doszukując się różnic, by odpowiednio je podkreślić. Dziś w sumie trudno już przeczyć. Mogę być pisarzem lepszym lub gorszym, ale jestem nim i raczej zostanę, bo wciąż sprawia mi to nieopisaną frajdę. To, że ciągle mam jakieś pomysły, że mój umysł tak się już przestawił, że we wszystkim widzi historie i mnie nimi zabawia, straszy lub wzrusza. Niećwiczone flaczeje, więc staram się nie odpuszczać.

Dziesięć lat, choć przecież wcale nie. Już wcześniej była pasja, już wcześniej były koślawe teksty wklepywane w komputery, najpierw w poczciwe Atari, potem kolejno w PC-ty, laptopy, desktopy, notebooki. Czasem, gdy naprawdę nie było innej opcji, pisałem ręcznie. Ale ten debiut książkowy, pierwsza publikacja tytułu, który do dziś cieszy się powodzeniem na rynku, to taki fajny symbol. Jak urodziny, które celebrujemy, choć mało w tym, że jesteśmy na tym świecie, naszej zasługi…

Dziesięć lat, setki spotkań, konwentów, zjazdów i afterów, tysiące ludzi, którym uścisnąłem dłonie, podpisałem książki. Wielu przyjaciół, jak już wspomniałem, poznanym dzięki temu, że piszę. Wiele szczęścia, radości, uśmiechu.

W cholerę również bólu i frustracji. Niepowtarzalna lekcja o tym, że ktoś może cię nienawidzić, może na ciebie pluć czy rzygać, bo nie spełniłeś jego oczekiwania, a przecież kupił twoją książkę – należysz do niego. Dziwne i dekada doświadczania tego na własnej dupie raz po raz wciąż nie sprawiła, że się przyzwyczaiłem.

Tak jak, i to należy podkreślić, nie przyzwyczaiłem się do wyrazów sympatii jakie wielu z Was mi śle. Wzrusza mnie każda praca maturalna, licencjacka czy magisterska oparta o moje książki. Cieszy mnie niepomiernie każdy współpasażer w pociągu, autobusie, samolocie, który czyta coś mojego i pojęcia nie ma, że siedzę obok. Napawają dumą tatuaże, których inspiracją byli moi bohaterowie. Tak jak hejt nie przestaje wkurzać, ale tylko tyle, jest jak swędząca czasem blizna, tak Wy, Drodzy Czytelnicy, jesteście nieustannym źródłem radości, nieustannym magazynem energii, którą ładowany ruszam dalej, by zdobywać dla siebie, ale i dla Was, nowe szczyty. Tak wielu z Was wyruszyło ze mną w Drogę – czasem na kawałek, czasem na całkiem długo. Tak wielu, choć nie ma jak pognać przed siebie, wita mnie na każdym przystanku. Dziękuję Wam za to dzisiaj i podziękuję, mam nadzieję, nie tylko w kolejną okrągłą rocznicę, ale i przez cały czas, jaki będzie oddzielał ją od dziś. Kolejnymi książkami, kolejnymi opowieściami. Jesteście cudowni!

Przepraszam za niezrealizowane projekty, za obietnice, które wciąż czekają na realizację. O większości pamiętam i usilnie staram się spełnić, choć to, co się dzieje wokół mnie, to pieprzona kolejka górska z potrójną pętlą co sto metrów. Ale to nie narzekanie. Uwielbiam tu być. Stąd, gdzie teraz jestem, jest fantastyczny widok na Was wszystkich. Ale i na to, co czai się w oddali.

Dziesięć lat, kochani. Dziesięć fantastycznych lat. A ja wciąż złakniony jestem horyzontu. I DROGI.”

Jakubowi Ćwiekowi życzę kolejnych nie dziesięciu, a stu dziesięciu lat tak owocnej pracy jak przez minioną dekadę. Dużo inspiracji i czasu na realizowanie projektów :)

zdjęcia pochodzą z oficjalnego fanpage autora na facebooku

BANGARANG po raz ostatni.

Rodzaj: fantasy
Język
polski
Stron
400
Wydawca
Wydawnictwo SQN

Przychodzę dzisiaj do was z czymś genialnym. Nie naczekaliśmy się na czwarty tom przygód Chłopców. Jakub Ćwiek systematycznie co roku wydawał nowe przygody swojej bandy z Nibylandii. Tym bardziej smuci mnie fakt, że będzie to ostatnia część serii. Jak mogłeś nam to zrobić, Jakubie Ćwieku? Ja mam złamane serce. Moja przygoda z nimi była przypadkowa. Gdyby nie to, że któregoś dnia spacerowałam bez celu między empikowymi półkami i mój wzrok przykuła okładka, podejrzewam, że jeszcze długo nie poznałabym Dzwoneczka i spółki, a byłaby to niewypowiedziana strata. Dzięki niej wsiąkłam też totalnie w „Kłamcę”. Już niedługo pojawi się na blogu seria „Powroty”, gdzie będę wracała do przeczytanych już powieści i moim pierwszym strzałem będą poprzednie części „Chłopców”. Ale o tym opowiem w osobnym poście. Wracając do „Największej z przygód” – jest ogień. Skoczycie w niego ze mną? :)

 

Epicki finał bestsellerowej serii Chłopcy! Po traumatycznych wydarzeniach z części trzeciej Cień i Piotruś wreszcie stawiają na swoim – oto w realnym świecie trwa wielka, nieprzerwana zabawa. Sporą rolę w ich planie mają odegrać Chłopcy, wciąż pozbawieni pamięci i tkwiący w zwyczajnym, nudnym życiu. Czy Dzwoneczek jest w stanie jeszcze coś zmienić, czy tylko mimowolnie realizuje kolejne założenia Cienia?  Droga wzywa, a największa z przygód – ta, z której nie da się wyjść cało, ale i której nie sposób uniknąć, czeka! Dzwoneczek i Chłopcy jeszcze nigdy nie byli tak blisko niej… Kiedy trzeba, bawi wyszukanymi żartami i ciętymi bon motami. Innym razem wyciska łzy i zmusza do refleksji. Wspaniałe zakończenie wspaniałej serii.

Jakub Ćwiek – jest bestsellerowym pisarzem młodego pokolenia. Znany z zamiłowania do klasycznego rocka oraz popkultury, ponadto jest znawcą i popularyzatorem komiksów na polskim rynku. Żyje w Drodze – spędza w podróży ponad dwie trzecie roku. Wymyślił oraz zrealizował Rock&Read Festival, największą w kraju trasę promującą czytelnictwo. Podczas pracy nad powieścią „Ciemność płonie” przez pół roku mieszkał na katowickim dworcu. Teksty Jakuba Ćwieka doczekały się adaptacji teatralnych, LARP-owych, teledysków, słuchowisk, komiksu, gry karcianej, dwóch filmów krótkometrażowych oraz serii koszulek. Jest autorem siedemnastu książek, licznych opowiadań i artykułów publicystycznych, scenariuszy i słuchowisk. Najbardziej znany ze stworzenia uniwersum Kłamcy, rozwija też światy, w których prym wiodą Chłopcy i Dreszcz, oraz wypuszcza się na zupełnie inne rejony. Dziesięciokrotnie nominowany do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, otrzymał ją w 2012 roku za opowiadanie „Bajka o trybach i powrotach”. W tym samym roku oraz ponownie dwa lata później został nominowany do Śląkfy w kategorii Twórca Roku. Rok 2015 jest dla niego dziesięcioleciem rozpoczęcia pracy twórczej.

Mam ochotę tupać i marudzić! No nie! To się nie może tak skończyć! Zgłaszam swój stanowczy sprzeciw! A teraz poza moim oburzeniem godnym groupie – książka jest cudowna. Zacznę więc od moich zarzutów. Jest ich niewiele i są również niewielkiego kalibru. Akcja była poszatkowana i bardzo szybka. Przez co, jeśli ktoś nie czytał poprzednich części [co ty tutaj robisz, co?] lepiej niech odłoży tom na półkę i nadrobi zaległości. Da się mocno pogubić. Nawet ja, która trzecią część czytałam ledwie dwa miesiące temu, czasami czułam się skonfundowana. To nie jest powieść, którą można czytać w oderwaniu od innych. Fabuła „Największej z przygód” została tak mocno związana z poprzednikami, że stały się nierozerwalne. Zdarzały się również małe błędy – stylistyczne, powtórzenia i interpunkcyjne. Podejrzewam, że to przeoczenie redaktora, które szybko zostanie naprawione w następnych wydaniach, więc wybaczam. Teraz o tych przyjemnych rzeczach. Pomijając fakt, że mam ochotę udusić Ćwieka za zamknięcie serii, chociaż w posłowie czai się ostatnia nadzieja, widać gołym okiem, iż wspiął się na wyżyny swojego talentu. Pamiętam jak dzisiaj warsztaty na zeszłorocznych bachanaliach fantastycznych z użycia wulgaryzmów w literaturze. Były niezwykle inspirujące i kreatywne. Nauczyłam się sporo, a prowadzący korzysta nieustannie ze swoich rad, przez co przekleństwa w książce są nietuzinkowe, niejednokrotnie wywołują uśmiech na mojej twarzy. Brawa na stojąco za otwarte, niedopowiedziane zakończenie. Na nim uwiesiła się moja wiara we wznowienie. I to właśnie na ostatnich kartkach pojawiły się moje łzy. Wiele scen wywoływało wzruszenie, m.in. relacja łącząca Dzwoneczka z pozostałymi członkami klubu czy też ich poświęcenia dla sprawy. Zaopatrzcie się koniecznie w chusteczki. Pan Proper. Dopiero tutaj wyjaśni się jego prawdziwa rola i istota. Dla wielu, w tym dla mnie, było to zaskoczenie. Chciałam jednak wspomnieć na koniec o małym bohaterze tej książki, a mianowicie wydawnictwie SQN. To, co zrobili z wydaniem tej powieści, to prawdziwy majstersztyk. Cudowne ilustracje goszczące na kartach autorstwa Rafała Szłapa [momentami rozmijające się z fabułą, ale to nic!] oraz przewrotna okładka Iwo Strzeleckiego. Wstążkowa zakładka i niełamiący się grzbiet – marzenie każdego czytelnika. Całemu zespołowi tworzącemu należą się wielkie brawa za powieść, która nie tylko świetnie się czyta, ale również pięknie wygląda. Jednym słowem – warto zapoznać się z serią „Chłopcy”, której zwieńczeniem jest „Największa z przygód”. Wzruszenie, śmiech i szybka jazda gwarantowane! Byle tylko nie zboczyć na Skrócie, bo wtedy nawet Dzwoneczek i banda nie będą w stanie pomóc.

Polecam fanom fantastyki i zwolennikom łamania konwencji. Czy z bajki o Piotrusiu Panu da zrobić się współczesną opowieść o światku i półświatku motocyklowym, a wszystko spiąć tak zgrabnie, by każda z postaci była nadal rozpoznawalna i wyrazista? Da się! :)

 

„- Wiesz, dlaczego łatwiej mierzyć się ze strachem w dzień niż w nocy? Bo w dzień nigdy nie jesteś sama. Zawsze jest jeszcze Cień.

Roześmiała się.

- Nie jesteś moim cieniem.

- To też się zgadza. Cień tak naprawdę nie należy do nikogo. Tylko Piotruś czasem nie potrafi tego zrozumieć.”

 

Ocena: 9,5/10

 

Za możliwość przeczytania z całego serca dziękuję wydawnictwu SQN