Bilet w jedną stronę?

Rodzaj: thriller
Język: polski
Stron: 384
Wydawca: Wydawnictwo Videograf

 

Witajcie! Mieliście kiedyś tak, że chcieliście bardzo mocno przeczytać książkę, rzucacie spojrzenie na pękającą w szwach półkę nieprzeczytanych powieści i wasz wewnętrzny czytelnik robi przeciągłe „naaaah…”? Jeśli tak, dobrze znane jest wam uczucie, które dopadło mnie ostatnio. Nie mogę się przemóc. Jednak jest jedna nowość, która złamała złą passę. Chcecie wiedzieć, o którą pozycję chodzi? Zapraszam :)

 

Przemysław Piotrowski – urodzony w 1982 roku w Zielonej Górze, gdzie mieszka z żoną Kasią i synem Jakubem. Były dziennikarz sportowy, a potem śledczy w „Gazecie Lubuskiej”. Absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, studiował również na uczelniach w Hiszpanii i USA. Obecnie pracuje w branży naftowej w Norwegii. Pasjonat sportu, podróży, geografii i historii. Wychowany na Stephenie Kingu, Grahamie Mastertonie i Bernardzie Cornwellu, choć absolutny numer jeden to saga „Imperator” Conna Igguldena. W lipcu 2015 roku zadebiutował thrillerem pt. „Kod Himmlera”, a w czerwcu 2016 r. ukaże się jego kolejny thriller – „Droga do piekła”.

Były amerykański żołnierz John Pilar zostaje skazany na śmierć za zamordowanie swojej rodziny w wyjątkowo bestialski sposób. Kat wstrzykuje mu zabójczą mieszankę, ale to nie koniec jego podróży. Po drugiej stronie budzi go odrażająca woń siarki… Jego młodszy brat Lukas, były nowojorski policjant, a dziś zapijaczony detektyw, nie wierzy w jego winę. Odkrywa, że naczelnik więzienia, w którym zginął brat, nie ma krystalicznie czystego sumienia. Razem z młodą dziennikarką Rose Parker rozpoczynają prywatne śledztwo i wpadają na trop mrocznego spisku. Z każdym dniem coraz bardziej zagłębiają się w matni pierwotnego zła, niewyobrażalnego okrucieństwa i zdziczałej przemocy. Czy oczyszczą Johna z zarzutów, czy może dokopią się do prawdy tak przerażającej, że nawet samo piekło wydaje się jedynie drobną igraszką? Droga do piekła zabierze Cię w otchłań zła, gdzie trupi odór i kwaśna woń śmierci są jedynie finezyjnym zaproszeniem do skrzętnie skrywanej, mrocznej tajemnicy ludzkości. 

Ile ja się nawkurzałam przy tej książce, wie tylko P. Brutalność i jawna bezduszność niektórych bohaterów i zbrodni przyprawiała mnie o szewską pasję. Musiałam to z siebie wyrzucić, a teraz po kolei. Całość prowadzona jest dwutorowo – mamy perspektywę brata Johna, Lukasa, oraz samego Johna, który trafił do piekła. Wizja tego miejsca została przedstawiona bardzo dosadnie, bez owijania w bawełnę. Za nic w świecie nie chcielibyście tam trafić. Paskudne postaci rodem z „Apokalipsy” św. Jana i „Boskiej komedii” Dantego. Nie ma ona nic wspólnego ze współczesnymi obrazami tego miejsca – ugładzonego i mało strasznego. Tutaj Piotrowski trafił w punkt, którego moim zdaniem bardzo brakuje w literaturze. W powieści dzieje się sporo – kryminalne sprawy gonią psychologiczne przepychanki i sceny ukrywania się. Fabuła bardzo dobrze odsłania ciemniejszą stronę ludzkiej natury – przepełnioną nieskończonym złem, bestialstwem i przemocą. Nawet najbardziej ekstremalne zboczenia i perwersje znalazły tutaj swoje miejsce. Dla niektórych ta bezpośredniość scen i języka jest wadą. Dla mnie idealnym uzupełnieniem przekazu, jaki kreuje autor. Zastanawialiście się, jaki wpływ na współczesnego człowieka mają media? Tutaj znajdziecie odpowiedź – nauczyliśmy się bez zastanowienia przyjmować wszystko, co nam pokazują. Nieważne, co by to było. Postaci są dopięte na ostatni guzik, chociaż przyznaję, że trudno je lubić. Nie spotkacie tutaj papierowych bohaterów i za tę trójwymiarowość należą się brawa. Książka nie jest typowym thrillerem. Łączy w sobie także elementy horroru i kryminału, więc trafi w gusta wielu. W skrócie „Droga do piekła” to opowieść o pożądaniu, wartości pieniądza i miłości [nie tylko tej romantycznej], ale również bierze pod lupę ciemną stronę więziennictwa, dziennikarstwa i bogactwa. Czekam na kolejną powieść Przemysława Piotrowskiego. Kto wie, może tym razem umiejscowi ją w rodzinnej Zielonej Górze. Dla mnie byłby to kąsek nie lada ;)

 

Jeśli macie słabe nerwy, lepiej nie zabierajcie się za tę książkę. Dla odważnych – polecam z całego serca.

 

Ocena: 9/10

 

„Czasem czuł, jakby żył w jakimś matriksie. Patrzył na ludzi jak na masę bezmózgich zombie, karmionych medialną papką, którymi można kierować jak zaprogramowanymi robotami.”

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu Videograf

Psy szczekają, a karawana jedzie dalej.

Rodzaj: literatura grozy
Język: polski
Stron: 480
Wydawca: Wydawnictwo Sine Qua Non

Ostatnie tygodnie były naprawdę ciężkie. Najpierw przyplątała się choroba, która nie chciała mnie zostawić przez bite piętnaście dni, tak bardzo się do mnie przywiązała. Później problemy z komputerem połączone z sesją i tak zastał mnie dzisiejszy dzień. Stwierdziłam, że dosyć tego dobrego – biorę się w garść i piszę recenzję. A że książka jest wyjątkowa o tyle przyjemniej mi o niej pisać. Kojarzycie może Łukasza Orbitowskiego? Ja znam go z zeszłorocznych rozdań Paszportów Polityki, gdzie zgarną swój za „Inną duszę” [swoją drogą, mam ją w kolejce do przeczytania, jak tylko uporam się ze stosem recenzenckim]. Nie znałam go wcześniej i biję się za to w pierś. Głównie z boleści, bo mój świat już wcześniej mógłby być bogatszy w talent tego faceta.

 

Rocznik 1977. Redaktor, publicysta, przede wszystkim zaś popularny pisarz. Na obszarze fantastyki debiutował w roku 2001, w pierwszym numerze miesięcznika „Science Fiction”. Autor rozlicznych opowiadań w pismach i antologiach, część z nich zebrano w tomie „Wigilijne psy”. Ponadto opublikował powieści „Horror show” i „Tracę ciepło” (nominacja do Nagrody Zajdla), dwa zbiory opowiadań w niewielkim nakładzie, a ostatnio wspólnie z Jarosławem Urbaniukiem rozpoczął cykl politycznych powieści grozy „Pies i klecha”. Dotychczas ukazały się dwa tomy: „Przeciwko wszystkim” oraz „Tancerz”. Inny charakter miała książka „Prezes i Kreska. Jak koty tłumaczą sobie świat”, będąca zbiorem opowiastek i bajek o dwóch kotach autora. W roku 2009 ukazała się powieść „Święty Wrocław”, a w zeszłym zbiór opowiadań „Nadchodzi”. Pisze przede wszystkim współczesne horrory, nierzadko dziejące się na ulicach i osiedlach Krakowa. Opisy szarej codzienności sąsiadują w nich z magicznymi, często przerażającymi przygodami. Dostrzeżony także poza obszarem fantastyki, czego dowodem jest związanie się z Wydawnictwem Literackim.

Kultowe opowieści Łukasza Orbitowskiego. Niewyjaśnione samobójstwa taksówkarzy. Droga widziana tylko przez nielicznych. Spalony blok z lokatorem, którego nie powinno w nim być. Przekręt wystawiający przyjaźń na próbę. Przesyłka na zawsze odmieniająca życie doręczyciela… Łukasz Orbitowski w sposób, w jaki nie zrobił tego nikt przed nim, pokazuje świat, w którym rodzą się współczesne koszmary: świat polskich blokowisk, miejskiego brudu, pierwszych poważnych związków, porannej wódki. Krwisty, podszyty czarnym humorem język tych opowieści, a także niezwykła wyobraźnia autora sprawiają, że Wigilijne psy hipnotyzują i niepokoją od pierwszych stron.

Od razu zacznę prosto z mostu – O.MÓJ.BOŻE, chyba właśnie się zakochałam. Styl Orbitowskiego jest gniewny, buntowniczy, obrazoburczy i nieskrępowany stereotypami. Po prostu genialny. Wszystko to, czego szukam w literaturze, kumuluje się w tym zbiorze opowiadań. Nie obowiązują tu żadne zasady. Czuć świeżość pióra młodego pisarza. Klimat przypomina mi nieco Mastertona oraz Kinga zmiksowanych w jedno, pozbawionego wad i podniesionego do potęgi trzeciej. Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale te wczesne opowiadania Orbitowskiego porządnie zatrzęsły czołówką moich ulubionych książek. Czuje się mocno zaskoczona. Koncepty na opowiadania są świeże i niebanalne. Nie oszukujmy się, krótka forma jest znacznie bardziej wymagająca niż długa. Tutaj na kilkunastu, kilkudziesięciu stronach trzeba stworzyć historię, bohaterów i akcje. Jest to trudne. Kiedyś próbowałam pisać miniatury literackie na maksymalnie jedną stronę i wiem, jak wymagające to jest dla autora. Aż ręka świerzbi, żeby polecieć z rozmachem na jeszcze kilka stron. Najbardziej cieszy mnie to, że w końcu trafiłam na polskiego autora, który świetnie zastępuje w literaturze grozy specyficzny klimat amerykańskich miasteczek, gdzie zazwyczaj dzieje się akcja podobnych historii. Tutaj mamy Polskę pełną gębą i gra to świetnie. Aż można się zdziwić, że to działa. Brawa za odwagę i wielki talent do tworzenia historii. Przepadłam w nich. Na długo pozostaną w mojej pamięci. Ukazuje problemy współczesnego świata na naszym swojskim poletku, jednocześnie tworząc w światowej jakości. Każda z 480 stron sprawiała wielką przyjemność czytania.

Polecam zdecydowanie każdemu. Mnie było wstyd, że wcześniej nie znałam tak dobrego autora – Paszport należał się zdecydowanie i zasłużenie. 

„ – Rodzice mojego kumpla, mniejsza o imię, byli najuczciwszymi ludźmi pod słońcem. Nie dawali i nie brali łapówek, nie pisali donosów, płacili podatki w głębokim przekonaniu, że tak trzeba. Żyli skromnie, nie biednie, skromnie po prostu. Skromnie, ale uczciwie. Ładnie to brzmi, prawda? Ten ich chłopak podrósł na tyle, że chciał zacząć żyć normalnie, na własny rachunek. Nagle okazało się, że nie ma jak go wypchnąć w tę dorosłość, po prostu brak środków na mieszkanie, choćby na pierwszą ratę. Na dobrą pracę też nie miał szans, takie rzeczy załatwia się tutaj za kopertę, a rodzice na koperty mieli alergię. Więc chłopina zaczął kombinować, zrobił jeden przekręt, drugi, wyruchał paru kumpli i ma wszystko, co chce. A rodzice pozostali uczciwymi ludźmi. – Gwałtownie wciągnął powietrze, jakby właśnie wynurzył się z wody. – Kolejny przykład: mój inny kumpel, też prawy człowiek. Ma jedną dziewczynę od szkoły średniej, pracuje na uczelni, niedawno obronił doktorat. Nigdy nie wziął łapówki ani nie chwycił studentki za tyłek. Jest wzorem uczciwości. Jego stary natomiast to oszust grubego kalibru. Przekręcał ludzi na lewych biurach turystycznych, obligacjach, akcjach, komputerach, gdzie tylko mógł, nawet nie chcę myśleć, na czym jeszcze. Ale syna ochronił przed podobnym losem. Zapewnił warunki do nauki. Kupił mieszkanie. Dopłacał, gdy ten tyrał za grosze na uczelni. Stworzył akwarium uczciwości. – Zgasił papierosa na ścianie. Renia wciąż obmywała czoło Deodora, ale co chwilę zerkała na Farmazona. – Mówię to tylko po to, żebyś zrozumiała, że na każdego uczciwego człowieka pracuje sztab kutasów bez sumień. Ich kurestwo pozwala niektórym na bycie uczciwym, choćby uczciwi nie mieli o tym pojęcia i tego nie chcieli. Pamiętaj o tym, Renatko.” 

Ocena: 9,5/10

 

Za możliwość przeczytania z całego serca dziękuję wydawnictwu SQN

Piątek trzynastego: top 10 filmów z dreszczykiem.

Piątek trzynastego – wielu osobom na dźwięk tego sformułowania cierpnie skóra. Ja sama przez długi czas wierzyłam, że na pewno coś złego stanie się właśnie tego dnia. Jednak kiedy, w miarę moich możliwości gapy i niezdary, przeżyłam ich kilka bez szwanku, moje obawy nieco zelżały. Czarny kot przebiegający przez ulicę? Byle tylko nie przejechał go jakiś samochód. Drabina? Lepiej ominąć, bo jeszcze ktoś spadnie prosto na nas. Parasola też nie otwieram w pomieszczeniu, bo i po co? Suszę na balkonie. Jedyne, czego unikam, to tłuczenie lusterek. Z czystej oszczędności. Czasami odpukam w niemalowane. Bo akurat jeśli tego nie zrobię, mi przynosi pecha. I namiętnie zbieram czterolistne koniczyny. Mam nieodparty sentyment do mutantów ;)

Dzisiaj jednak chciałabym podzielić się z wami moją osobistą listą top 10 horrorów. Przecież kiedy jak nie dzisiaj jest idealna pora na zrobienie sobie sensu :)

  10: Smętarz dla zwierząt [1989]

Louis i Rachel wspólnie z dwójką swoich małych dzieci – Ellie i Gage – przeprowadzają się do małej wioski w stanie Maine. Pewnego dnia ginie pod kołami rozpędzonego samochodu ukochany kot Ellie. Louis postanawia pochować go na pobliskim cmentarzu dla zwierząt, na którym wiele lat temu grzebali swoich zmarłych Indianie z plemienia Micmaców. Po pewnym czasie ukochany kot dziewczynki wraca do domu i zaczyna dziwnie się zachowywać.

Mam ogromny sentyment do tego filmu. Przede wszystkim z uwagi na genialną książkę Kinga. Przyznam szczerze, że pomysł był trafiony w dziesiątkę. W powieści było to ujęte jeszcze straszniej, jednak ekranizacja daje radę pod każdym  względem. Świetni aktorzy, idealnie dobrani do roli. Akcja zwalnia i przyspiesza w odpowiednich momentach. I oczywiście dom po drugiej stronie ulicy – przy końcówce może zmrozić krew w żyłach niejednego oglądającego. 

.

9: Ksiądz [2011]

Historia osadzona jest w świecie spustoszonym przed wiekami w wyniku wojny między człowiekiem, a wampirem. Waleczny kapłan (Paul Bettany) odwraca się od Kościoła, by wytropić morderczą grupę wampirów, którzy porwali jego bratanicę.  Film oparty na motywach popularnego koreańskiego komiksu o tym samym tytule.

Będzie dzisiaj trochę ekranizacji :) Komiksu, na bazie którego, powstał film, nie miałam okazji czytać. Jednak jeśli jest on tak dobry jak ten obraz, połknę go w całości. Klimatem przypomina nieco najnowszego Mad Maxa, co ujęło mnie niesamowicie. Scenografia i krajobrazy – nie można od nich wprost oderwać oczu. I oczywiście główny bohater. Ach, gdyby tylko nie był przedstawicielem kapłaństwa… Nogi miękną i tak ;) Wersji 3D nie widziałam i raczej się to nie zmieni. Przez moją wadę wzroku unikam podobnych rozrywek jak ognia. 

.

8: Pozwól mi wejść [2010]

Bohaterem filmu jest nastolatek o imieniu Owen (Kodi Smit-McPhee). Jego rodzice rozwiedli się i od tej chwili chłopak zupełnie się załamuje. Wyalienowany ze swojego środowiska, staje się w szkole pośmiewiskiem. Zamknięty w sobie Owen spędza swój czas w samotności rozmyślając o zemście na dokuczających mu kolegach. W chwili, gdy bardzo potrzebuje bratniej duszy, pojawia się w miasteczku tajemnicza dziewczyna – Abby (Chloe Moretz). Owen zaprzyjaźnia się z Abby, ale jest zupełnie nieświadomy tego, że dziewczyna jest wampirzycą. Zdaje sobie z tego sprawę dopiero wówczas, gdy w miasteczku dochodzi do serii brutalnych morderstw, a główną podejrzaną staje się Abby.

Oglądałam go bardzo dawno temu. Swego czasu miałam ogromną fazę na horrory – potrafiłam zrobić sobie maraton kilkugodzinny. Potem oczywiście bałam się własnego cienia, co doprowadzało mojego chłopaka do białej gorączki, bo „po co ty to oglądasz, jak później spać nie możesz?” Ten film na pewno był jednym z tych, po których nie mogłam zmrużyć oka przez tydzień. Nie oglądajcie sami.

7: Rytuał [2011]

Zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami film „Rytuał” opowiada o losach sceptycznego ucznia seminarium duchownego, Michaela Kovaka (Colin O’Donoghue), który z niechęcią uczęszcza do szkoły dla egzorcystów w Watykanie. W Rzymie spotyka nieortodoksyjnego księdza, ojca Lucasa (Anthony Hopkins), który zapoznaje go z mroczną stroną wiary.

Kocham Anthonyego Hopkinsa. Całym moim sercem. Jego role, szczególnie w horrorach, zapierają dech i są tak przekonujące, że zapominam, iż jest aktorem. Wrażenie, że mam do czynienia z prawdziwą postacią jest wręcz namacalne. W dodatku genialna rola Colina O’Donoghue jako partnera. Moim zachwytom nie ma końca. Podzielę się z wami jednym faktem. Jest niewiele rzeczy, które potrafią mnie przerazić. Co się do nich zalicza? Zjawiska paranormalne, których nie można wyjaśnić logicznie, psychiatryki, dzieci [te creepy w starych domach, brr...] oraz opuszczone budynki. Wołami nie zaciągniecie do niezamieszkanych już miejsc. A jak jeszcze istnieje podejrzenie, że są nawiedzone… Będziecie widzieli tylko kurz, który się uniesie się w miejscu, gdzie powinnam stać. 

6: Drakula Historia nieznana [2014]

Film łączy w sobie dwie opowieści. Jedna z nich bazuje na autentycznej postaci – walczącego z Turkami Vlada Palownika, druga odnosi się do legendy dotyczącej pojawienia się pierwszego na Ziemi wampira. Vlad Tepes (Luke Evans) to młody książę, który chcąc uwolnić i zarazem ocalić życie rodziny z rąk okrutnego sułtana, a także mając na uwadze dobro swojego kraju, postanawia sprzedać duszę diabłu. W ten sposób staje się pierwszym wampirem na świecie – znanym jako Hrabia Dracula.

Wielu filmowców próbowało już podjąć temat wampirów w swoich dziełach. Oprócz genialnego „Nosferatu – symfonia grozy” z 1922 roku, powstały jednak takie kwiatki jak „Zmierzch” czy „Ostatnia sekta”. Cóż, czekałam na film, który okaże się po prostu doby i niebanalny. I taki oto mamy przed sobą. Historia Drakuli ujęta nieco inaczej – bardziej po ludzku i emocjonalnie. Pod koniec miałam łzy w oczach, bo skala cierpienia i fatalności postaci była przytłaczająca. Jeśli szukacie czegoś poruszającego, krwawego, ale nawiązującego do klasyki gatunku – polecam z całego serca. Dla kobiet – jest na co popatrzeć – Luke Evans ;)

.

5: Gothika [2003]

Oddana i odnosząca duże sukcesy psycholog Dr Miranda Grey budzi się z amnezją jako pacjentka własnego szpitala psychiatrycznego. Nie pamięta morderstwa swojego męża, o które jest oskarżona. Wkrótce dowiaduje się, że jej mąż został brutalnie zamordowany trzy dni wcześniej, a ślady krwi prowadzą bezpośrednio do niej. Nie pamięta z nocy morderstwa nic poza zagadkowym spotkaniem z tajemniczą młodą kobietą. Jej zachowanie staje się coraz trudniejsze do zrozumienia. Jej przyjaciele, współpracownicy, a nawet sami pacjenci uważają, że jest to początek obłędu. Miranda walcząc o odzyskanie pamięci i przekonanie współpracowników o swojej niewinności wkrótce zda sobie sprawę, że stała się pionkiem w grze sił nieczystych mocy. To jednak tylko utwierdzi wszystkich w przekonaniu o jej winie i popadaniu w obłęd.

Bardzo długo nie mogłam przekonać się do obejrzenia. Jednak kiedy już to zrobiłam, byłam zachwycona rolą Halle Berry. Myślę, że doskonale pokazuje, jak cienka linia oddziela bycie zdrowym psychicznie od popadnięcia w obłęd oraz że dosłownie każdego może to spotkać.

.

4: Sierociniec [2007]

Laura spędziła dzieciństwo dorastając w sierocińcu. Teraz jako trzydziestoletnia kobieta powraca w rodzinne strony wraz z mężem Carlosem i siedmioletnim synkiem, Simonem. W starym i zaniedbanym sierocińcu postanawia stworzyć ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych. Nowy dom i tajemnicza okolica, oraz ciężka choroba pobudzają wyobraźnię jej syna. Chłopiec wymyślać nieprawdopodobne opowieści o wyimaginowanych przyjaciołach których tylko on widzi. Sytuacja ta zaczyna bardzo niepokoić Laurę, tym bardziej, że przywołuje echa dawno zapomnianych, dręczących wspomnień z jej własnego dzieciństwa. Jest przekonana, że coś przerażającego kryje się w murach starego domu. Coś, co tylko czeka, by się ujawnić i wyrządzić ogromną krzywdę jej bliskim, za wszelka cenę pragnie chronić rodzinę i odkryć co tak naprawdę czai się w zakątkach mrocznego sierocińca…

Bałam się jak jasny szlag. Pamiętam do dzisiaj, jak chowałam się pod kołdrą, żeby następne sceny obejrzeć tylko kątem oka. To pozycja zdecydowanie dla osób o mocnych nerwach i śnie.

.

3: Sinister [2012]

Najnowszy horror producenta serii Paranormal Activity oraz scenarzysty i reżysera „Egzorcyzmów Emily Rose”. Dom na przedmieściach. Ellison (Ethan Hawke), autor powieści sensacyjnych, wprowadza się tu z rodziną. Na strychu znajduje taśmy, kroniki filmowe poprzednich mieszkańców. Zapis ich życia i śmierci. Morderstwa powtarzają się tu od lat. Wszystkie zbrodnie coś łączy. Ellison chce rozwiązać zagadkę. Ciekawość jest silniejsza niż strach, aż do momentu kiedy zło zapisane na taśmach, staje się rzeczywistością i zagraża już nie tylko jemu, ale także jego rodzinie.

Połączenie dzieci, zjawisk paranormalnych i strasznych, ciemnych scenografii – no bardziej trafić w moje lęki nie można. Kiedy pojawią się fragmenty z taśm filmowych poprzednich mieszkańców pamiętajcie, żeby oddychać. Mi przez długi czas nie mogły zniknąć sprzed oczu. I końcówka. Bardziej mistrzowskiego zakończenia nie mogłam sobie wyobrazić. Chociaż gdybym miała obejrzeć jeszcze raz, na pewno nie zrobiłabym tego, będąc sama w domu. 

.

2: Lśnienie [1980]

Jack Torrance (Jack Nicholson) pracuje jako dozorca hotelu Panorama w górach stanu Colorado. Pensjonat jest zamknięty na zimę więc Jack z rodziną są jedynymi mieszkańcami budynku. Kiedy burze śnieżne blokują familię Torrance’ów w hotelu, Danny, syn Jacka, który ma nadprzyrodzone, telepatyczne zdolności odkrywa, że pensjonat jest nawiedzony i duchy powoli doprowadzają jego ojca do obłędu. Kiedy Jack spotyka zjawę pana Grady’ego, poprzedniego dozorcę hotelu, sytuacja staje się coraz groźniejsza.

Klasyk nad klasyki. Rola Jacka Nicholsona powinna być stawiana za wzór dla innych aktorów, próbujących swoich sił w horrorach. Odpowiednie wyważenie podanej na tacy grozy i brutalności z subtelną nutą niedopowiedzenia. Majstersztyk. Nie można też zapomnieć o świetnej książce, na podstawie której powstał film. Na pewno warto do niej zajrzeć przed seansem. Mimo tego, iż obraz powstał ponad trzydzieści lat temu, nadal potrafi przerazić nie na żarty. Myślę, że to stanowi o genialności „Lśnienia”. Niewiele starszych horrorów może się tym poszczycić. 

.

1: The Blackwater Gospel [2011]

Od niepamiętnych czasów przybycie Grabarza równoznaczne było z nadejściem czyjejś śmierci. Pewnego dnia jego złowróżbny cień padł także na uliczki bogobojnego miasteczka Backwater. Mieszkańcom pozostało czekanie i modlitwa o to, aby klientem Grabarza okazał się być kto inny.

Przyznajcie – nie spodziewaliście się, co? ;) Z czystym sercem przyznaje jednak, że ta krótkometrażowa animacja zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, że jeszcze długo potem zbierałam szczękę z ziemi. Klimat, jaki stworzył Bo Mathorne, po prostu zapiera dech. Kiedyś oglądałam krótkometrażówki hurtowo po doskonałej „Katedrze” Tomasza Bagińskiego. Kto nie widział, powinien się wstydzić i jak najszybciej nadrabiać zaległości. Wszak nominacja do Oscara zobowiązuje. [Btw. wiecie, że Bagiński będzie reżyserem filmowego "Wiedźmina", który ma się ukazać w 2017 r? Ja się cieszę jak jasne diabli :D ]. 

.

.

wszystkie opisy i plakaty zaczerpnięte z filmweb.pl

A wy jakie macie filmowe plany na dzisiejszy wieczór? Podzielcie się koniecznie, jeśli macie inne typy niż ja :)