Krwi naszych wrogów, krwi naszych braci.

Rodzaj: literatura historyczna
Język: polski
Stron: 422
Wydawca: Wydawnictwo CL Media

Witajcie! Mało walentynkowo będzie w dniu dzisiejszym, ale znacie mnie dobrze i wiecie, że z serduszkami mi nie po drodze ;) Bardzo przepraszam za przerwę, ale choroby i okres poświąteczny za bardzo dał mi w kość i trudno było usiąść do klawiatury. Nic straconego, bowiem przez cały ten czas aktywnie czytałam, poznawałam nowe historie i przepadałam w nich bez pamięci. Czy podobnie stało się w przypadku „Uciekiniera” Łukasza Czeszumskiego? Miłością do literatury i fikcji historycznej zaraził mnie brat [jeśli to czytasz to strzałeczka :)]. Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień jest nauka ruchów wojsk w czasie II wojny światowej przy malutkiej tablicy do ścierania. Miałam może cztery lata, za to nauczyciel jedenaście. I tak jakoś zostało, że okresy starożytności, średniowiecza i II wojny światowej zostały w moim sercu. Teraz wszystko jasne, dlaczego jak magnes przyciągnęła mnie pierwsza część „Krwi wojowników”? ;) Zapraszam na recenzję :) 

Łukasz Czeszumski – ur. 1980. Podróżował i mieszkał w krajach obu Ameryk i Azji. Organizował wyprawy przygodowe i ekspedycje w Ameryce Południowej (Klub Darien www.darien.pl). Pisał reportaże o wojnie z terroryzmem w Afganistanie i walce z narkotykami w Ameryce Południowej. Jego teksty i zdjęcia były publikowane głównie w tygodniku Polityka, Focus i Angora. Obecnie pracuje jako fotograf medyczny.

Początek XVI wieku. Mroczne czasy odchodzącego średniowiecza. Europa szarpana przez wojny religijne, zarazy, okrutnych władców i buntownicze bandy. Młody polski rycerz wpada w konflikt z magnatami. Zostaje skazany na śmierć, lecz tuż przed wykonaniem wyroku ucieka. Staje się bezdomnym wygnańcem. Cały jego majątek to koń, miecz i wojenne doświadczenie. Wędruje od kraju do kraju, nigdzie nie mogąc zagrzać miejsca. Walczy, kocha, zdobywa i traci. Będą go nazywać błędnym rycerzem, kondotierem, a wreszcie konkwistadorem. Straceńcza droga doprowadzi go do Hiszpanii, gdzie będzie odkupywał swe grzechy walką z Maurami, a potem do Nowego Świata. Jego historia to pasmo wielkich przygód, ale przede wszystkim – żywy i kolorowy obraz fascynującej epoki w dziejach świata.

Lekkie pióro, niebanalna historia, nietuzinkowe postaci, chirurgiczny realizm – przepis na idealną powieść? Też, ale stwierdzenia te świetnie oddają „Uciekiniera”. Autor roztacza przed nami krajobraz średniowiecznej Polski aż po horyzont. Czasami trudno wrócić do naszej rzeczywistości, tak realistycznie zostały oddane detale i fabuła. Nie pamiętam dokładnie, jak wyglądała rzeczywistość w tych czasach według przekazów historycznych, ale jeśli miałabym ją sobie wyobrazić, to byłaby identyczna, jak ta przedstawiona przez Łukasza Czeszumskiego. Nie brakuje tutaj mrocznego i magicznego posmaku, jakim charakteryzował się ten okres, ale wszystko pięknie układa się w ramach rozsądku. Nie brakuje w niej skrajnych emocji, jak chciwość, zdrada, zemsta. Świetnie opisano również wojenne podboje, namiętności i nieodwzajemnioną miłość. Akcja dzieje się na tak wielu płaszczyznach i wspomina o tylu autentycznych wydarzeniach i postaciach, że aż trudno uwierzyć, że to fikcja literacka. Całość nie zanudza przez liczne dygresje i wątki poboczne. Tutaj zatrzyma się nad może mało istotnym, ale interesującym detalem, a przy innej okazji opowie o piątoplanowej nietuzinkowej postaci. Momentami można zgubić wątek, ale dla uważnego czytelnika to niezrównany smaczek. Bohaterzy są szalenie wyraziści i odrębni. Muszę też zwrócić uwagę na świetne wydanie – okładka pierwsza klasa. Autor zapowiedział cykl „Krew wojowników” na pięć tomów. Mogę wam z ręką na sercu obiecać, że jeśli pozostałe części utrzymają poziom „Uciekiniera” to szykuje się nam poważna seria powieści historycznych. Na pewno będę wypatrywała kolejnych opowieści o Jarosławie.

Łukasz Czeszumski to niesamowity gawędziarz. Jeśli jesteś fanem literatury historycznej lub masz ochotę na powieść w tym klimacie – z całego serca polecam.

 

Ocena: 8,5/10

 

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu CL Media i autorowi Łukaszowi Czeszumskiemu

 

Słowiczy śpiew ginący w dymie.

Rodzaj: fikcja historyczna
Język: polski [przekład z języka angielskiego - Barbara Górecka]
Stron: 560
Wydawca: Wydawnictwo Świat Książki

 

Witajcie! Znacie mnie nie od dziś i doskonale wiecie, że gustuję w fantasy, kryminałach i wszelkiej maści biografiach. A co się stanie, kiedy dacie mi do ręki fikcję historyczną? Hmm… Z początku byłam mało przekonana, ale gdy Maciek podesłał mi opis „Słowika” Kristin Hannah, miałam mocne postanowienie, że dam jej szansę. Wszak II wojna światowa to jeden z najciekawszych, zarówno dla mnie jak i mojego brata, okresów historycznych. Pękająca w szwach od podręczników biblioteczka w domu mojej mamy mówi sama za siebie. Ale do rzeczy – czy byłam rozczarowana, a może oczarowana? Zapraszam :)

Kristin Hannah urodziła się w 1960r. w południowej Kalifornii w USA. Jest wielokrotnie nagradzaną i bestsellerową amerykańską pisarką, która zdobyła wiele nagród, m.in. Złotego Serca, Maggie, i nagroda 1996 National Reader’s Choice. Hannah ukończyła wydział prawa w Waszyngtonie i prawo praktykowała w Seattle, zanim stała się pełnym pisarzem. Mieszka z mężem i synem w Pacific Northwest.

Miłość pokazuje nam, kim chcemy być. Wojna pokazuje, kim jesteśmy. Światowy bestseller już w Polsce! Dwie siostry, Isabelle i Vianne, dzieli wszystko: wiek, okoliczności, w jakich przyszło im dorastać, i doświadczenia. Kiedy w 1940 roku do Francji wkracza armia niemiecka, każda z nich rozpoczyna własną niebezpieczną drogę do przetrwania, miłości i wolności. Zbuntowana Isabelle dołącza do ruchu oporu, nie zważając na śmiertelne niebezpieczeństwo, jakie ściąga na całą rodzinę. Opuszczona przez zmobilizowanego męża Vianne musi przyjąć do swego domu wroga. Cena za uratowanie własnego życia i dzieci z czasem staje się dramatycznie wysoka… Inspirowana życiorysem bohaterki ruchu oporu Andrée de Jongh opowieść o sile, odwadze i determinacji kobiet zachwyciła miliony czytelniczek na całym świecie.

Ok. Postawmy sprawę jasno już na początku. „Słowik” to najlepsza powieść w swojej kategorii, jaką przeczytałam w tym roku. W ogólnej klasyfikacji najlepszych książek 2016 roku… Coś czuję, że nieźle zamiesza na podium. Całość jest iście filmowa, mam wrażenie, że niemal napisana pod scenariusz. Czy niedługo czeka nas ekranizacja? Z jeden strony czekam, z drugiej boje się, czy nie zatrze dobrego wrażenia, jakie zostawiła autorka. Zauważyłam ostatnio, że II Wojna Światowa jest coraz częściej na językach współczesnej kultury. Często wykorzystuje się ją jako temat filmów – czy to główny, czy przemykający w tle. O grach komputerowych nie wspominając. Autorzy książek szukają świadectw ludzi żyjących w tych czasach i inspirują się nimi. Wydaje mi się, że przez to, że niewiele zostało takich osób, ludzie zaczęli odczuwać presję tykającego zegara. Jeśli nie spiszą tych doświadczeń – przeminą. Nie inaczej zrobiła Kristin Hannah, opierając fikcję o historię Andrée de Jongh, dziewiętnastoletniej belgijskiej bojowniczki ruchu oporu, która pomagała przy organizowaniu trasy przerzutowej dla uciekinierów z obozów jenieckich. Co do samej treści – nie wyobrażam sobie, żeby można było zrobić coś lepiej. Dwie siostry Vianne i Isabelle dzieli niemal wszystko – wiek, styl życia, motywacja i marzenia. Jedna to stateczna matka i żona, druga – wiecznie wędrująca zbuntowana nastolatka. Zderzenie ich światów może przynieść niezły huragan. Przedstawiona w powieści Francja w czasach II wojny światowej zachwyca realizmem. Brutalnie realistyczna i cudownie piękna. Niesie ze sobą zarówno dramatyczne wydarzenia, jak i bardzo dużo wzruszenia. Myślę, że hasło „Miłość pokazuje nam, kim chcemy być. Wojna pokazuje, kim jesteśmy.” idealnie opisuje, czego możemy się spodziewać w trakcie lektury.

Przepiękna i wzruszająca powieść o bohaterstwie kobiet w czasie II wojny światowej. Jeśli można powiedzieć, że książka wojenna jest piękna, to właśnie taką książką jest właśnie „Słowik” Kristin Hannah.

Ocena: 10/10

„Na ścianie wisiało przekrzywione, pęknięte lustro. Odbicie jej twarzy było przez to zniekształcone, jedna połowa znajdowała się niżej niż druga.

– Jak możesz się bać? – zapytała swoje odbicie. Sforsowała w zamieci przełęcz w Pirenejach, przekroczyła wartkie wody rzeki Bidasoa pod nosem hiszpańskich strażników, pewnego razu poprosiła gestapowca, żeby pomógł jej przenieść przez granicę walizkę pełną fałszywych papierów, ponieważ „pan jest taki silny, a ja taka zmęczona podróżą”, ale nigdy nie czuła się tak zdenerwowana jak teraz. Nagle się dowiedziała, że kobieta może jednym wyborem zmienić całe swe życie i wyrwać z korzeniami dotychczasową egzystencję.

Westchnęła ciężko, owinęła się wystrzępionym ręcznikiem i wyszła z łazienki. Przystanęła na moment przed drzwiami, żeby uspokoić bicie serca – nadaremnie – po czym je otworzyła.”

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu Świat Książki i Portalowi Księgarskiemu :)

 

Historia Polski krętymi ścieżkami biegnie.

Rodzaj: literatura historyczna
Język: polski
Stron: 400
Wydawca: Wydawnictwo Iskry

Przyznam się szczerze, że mam już dosyć zimy. Nie tak dosyć, że mnie irytuje, ale dosyć dosyć. Do pogranicza wkurzenia. Apogeum spotkało mnie dzisiaj rano, kiedy to wykręciłam pięknego pirueta pod samą klatką. Dzielnie parłam przed siebie przez calutką drogę z przystanku i jeps. Oczywiście, jakby mogło być inaczej. Na pocieszenie – wielka paczucha z nagrodą za mikołajkową recenzję od matras.pl. Na otarcie łez kilkanaście książek. W sumie nie tak źle. Dzisiaj jednak mam dla was coś innego. Od Wydawnictwa Iskry otrzymałam piękne wydanie w twardej oprawie „Polskich złudzeń narodowych” Ludwika Stommy. Co to jest i z czym to się je? Już tłumaczę.

 

Ludwik Stomma urodził się 22 marca 1950 w Krakowie. Polski antropolog kultury, etnolog, doktor habilitowany nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, publicysta tygodników „Polityka” i „Przegląd”. Wykładał na Uniwersytecie Warszawskim, KUL-u, Uniwersytecie Jagiellońskim, pracował w Instytucie Sztuki PAN i na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 1981 wyjechał do Francji. Pracował na Sorbonie (IV) w ramach École pratique des hautes études, a od 2008 na stanowisku profesora nadzwyczajnego UMK. Wydał 14 książek, w tym 4 naukowe, 2 książki dla dzieci, a także książki historyczne i biograficzne. Od 1990 stały felietonista tygodnika „Polityka”. Publikuje także w „Kuchni”, „Motomagazynie”, „Elle”, „Hustlerze”, „Cosmopolitan” i „Nie” (pod pseudonimem Gall Anonim). Jest autorem zbioru felietonów pt. „Nalewka na czereśniach” oraz „Słownik polskich wyzwisk, inwektyw i określeń pejoratywnych”. Członek Collegium Invisibile. W 2000 odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w pracy dziennikarskiej i publicystycznej”.

Z typowym dla siebie dystansem, Stomma demaskuje mity i niedorzeczności z historii Polski. Nie boi się tematów uważanych za niemal święte, jak choćby reduta Ordona, wiktoria wiedeńska, Konstytucja 3 maja, Monte Cassino, Powstanie Warszawskie. Porusza sprawy drażliwe – problem polskiego ogólnonarodowego pijaństwa, państwa bez stosów czy kultu jednostki, ale też Marca ‘68.

Źródło: Wydawnictwo Iskry

Już na samym wstępie zaintrygowała mnie okładka, która przedstawia nakrycie głowy stańczyka z przyczepionym odznaczeniem Orła Wojsk Lądowych. Sama postać słynęła z ciętego dowcipu i nie oszczędzania władców, jeśli chodzi o ocenę ich poczynań. Alegorycznie przedstawiany [np w „Weselu” Wyspiańskiego] jako osoba głęboko zatroskana o swój kraj. Autor od początku daje nam więc do zrozumienia, że będzie się poniekąd wcielał w jego rolę. O Polakach można powiedzieć wiele – dobrego i złego. Niektóre stereotypy nakładają się na siebie i przeczą sobie. Jak jednak jest naprawdę? Czy łatwo zamknąć przywary całego naszego narodu w jednym opisie? Moim zdaniem jest to niemożliwe. Ludwik Stomma myśli chyba podobnie, ponieważ stara się skonfrontować rzeczywistość z podkolorowanym wizerunkiem Polski. Nowe, połączone wydanie dwóch zbiorów esejów, które ukazały się w latach 2006-2007 przybliża nam wydarzenia z historii naszego kraju – od średniowiecza po współczesność. Pod lupę bierze w szczególności te najważniejsze, legendarne i znane większości. Nie wystawia jednak laurki, patrzy z uwagą na drugą stronę zdarzeń i wywraca do góry nogami, by zajrzeć tam, gdzie nikt nie spojrzał. Ukazuje, że Polacy wcale tacy święci i nieskazitelni nie są. Mają swoje za uszami, chociaż historia o tym milczy, jak na przykład w przypadku  powstania styczniowego, które nie było wielkim zrywem narodowym, a walką podjętą przez nielicznych, których śmiało można nazwać niespełna zmysłów, by rzucać się z siekierą na słońce. Zahacza o świętokradztwo? Nie do końca. Nam Polakom trudno przełknąć tę gorzką pigułkę, którą serwuje Stomma w swojej książce. Zmusza do refleksji, samodzielnego myślenia i dedukowania, kiedy uczymy się historii. Warto czasami spojrzeć z dystansem i chłodną analizą. Wyniki mogą zaskoczyć. Chciałam zaznaczyć, że moim zdaniem treść zawarta w niej na pewno nie ma na celu obrażenia kogokolwiek. Nie mamy czuć się źle z tym, że jesteśmy Polakami. Jedynie zaznacza, że naszych dobrych momentów nie trzeba podnosić do rangi legendy, a gorszych – wciskać do szafy i wyrzucać klucz. „Polskie złudzenia narodowe” jest pozycją wyjątkową i na pewno wartą poznania. Chociażby po to, by łyknąć trochę świeżego powietrza wyściubiając nos spomiędzy zatęchłych kart historii. Na lekcjach w szkole na pewno nie usłyszycie tego, co napisał Stomma.

Polecam wszystkim miłośnikom historii i tym, którym z historią nie po drodze. Dla jednych i drugich znajdą się smakowite kąski.

 

„Co drażniło zawsze w Polsce przybyszów z zewnątrz? Mnogość spraw: brak tolerancji, klerykalizm, megalomania, kastowość, pijaństwo… Nade wszystko to jednak, i w tej mierze nic się  nie zmieniło, że od razu mamy nad Wisłą na wszystko nie tylko samo usprawiedliwiającą, ale przy okazji obwiniającą innych odpowiedź. Koty odwrócone ogonem, które na domiar złego jeszcze drapią.”

 

„Mitem jest także podawanie pewnej specyficznej wykładni dziejów, czy układów społecznych, opartej najczęściej na chwytliwej formule, za oczywistą i jedyną prawdziwą. Do użytku szkolnego. W tym sensie mit określa świadomość społeczną we wszystkich bodaj wspólnotach narodowych i państwowych. Polacy nie są w tym względzie wyjątkiem (…). Dlatego też warto, tak mi się wydaje, z mitami owymi polemizować (…). Nie ma w tym żadnego masochizmu ani tym bardziej antypolonizmu. Gdy przywracamy proporcje, okazuje się bowiem tyle tylko, że Polska jest krajem normalnym tak w jasnych, jak i ciemnych stronach swojej przeszłości. Nie ma czego się wstydzić, ale nie ma też powodów do samouwielbienia (…).”

 

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Iskry