Top 5 bajek 2016 roku!

Witajcie! Tak jak wam obiecywałam, przybywam dzisiaj z zestawieniem najlepszych bajek i animacji, jakie obejrzałam w minionym roku. Chyba nikogo nie zaskoczy wybór. Jednym z największych rozczarowań były Sekrety zwierzaków domowych, które zapowiadały się genialnie, sądząc po trailerze. Przestrzegam was – najlepsze sceny wykorzystano właśnie tam. I chociaż postaci są urocze, to zabrakło historii. Wracamy jednak do perełek i zachowujemy przedział 2014-2016. Zapraszam :)

5: Gdzie jest Dory (2016)

W najnowszej animacji Disney/Pixar „Gdzie jest Dory” tytułowa bohaterka wraz z przyjaciółmi – Nemo i Marlinem – postanowi odkryć tajemnice swojej przeszłości. Co pamięta? Gdzie są jej rodzice? Gdzie nauczyła mówić się językiem wielorybów?

Pamiętacie uroczego Nemo? Powraca, chociaż jako postać drugoplanowa. Fani długo dreptali za filmem, który skupiłby się na charyzmatycznej ,zapominalskiej Dory, która zdominowała przygody błazenków. I doczekaliśmy się. Czy to filmowy geniusz? Nie. Ale oglądało się świetnie. Historia była spójna i pokazywała nam dużo z dzieciństwa Dory [aż jestem ciekawa oryginalnego dubbingu, gdzie głos podkładała Ellen DeGeneres]. Postać Hanka nie przeszła bez echa – marudna ośmiornica to świetny kontrapunkt dla żywiołowej Dory. 

Moja ocena: 8/10 z serduszkiem

4: Zwierzogród (2016)

Zwierzogrodu nie można pomylić z żadnym innym miastem. Jest to jedyna w swoim rodzaju współczesna metropolia zamieszkiwana wyłącznie przez zwierzęta. W Zwierzogrodzie nie jest ważne, jakim stworzeniem jesteś – czy to największym z lwów, czy może malutką ryjówką. Możesz tam zostać kimkolwiek chcesz. Ale nie wszystkie marzenia spełniają się od razu… Gdy do miasta przybywa ambitna policjantka Judy Hops, szybko przekonuje się, że jako pierwszy królik zatrudniony w miejscowej policji, nie będzie wcale miała łatwego życia.

Krytycy piali z zachwytu nad „Zwierzogrodem”. Mi podobał się bardzo. Oglądaliśmy z P. na bluray w łóżku i nie mogliśmy się nadziwić animacji, która jest przepiękna. Historia sama w sobie jest mocno słodko-gorzka. Są momenty, kiedy łzy płyną ze śmiechu, ale i takie, gdzie kapną ze smutku. Ścieżka dźwiękowa trzyma poziom, jednak nie jest wybitna. Warto z uwagi na świetną fabułę i rzadką w bajkach sprawę kryminalną.

Moja ocena: 9/10 

3: Marnie. Przyjaciółka ze snów (2014)

Anna Sasaki nie cieszy się najlepszym zdrowiem, a jej stan wpędza ją w depresję. Rodzina skłania dziewczynkę do spędzenia czasu na wsi, mając nadzieję, że tam odzyska dawny wigor. Zwiedzając okolicę Anna trafia do pięknej, opuszczonej rezydencji. Wracając tam pewnej nocy odkrywa, że zamieszkuje ją blond włosa dziewczyna o imieniu Marnie. Szybko zostają przyjaciółkami, ale z każdym kolejnym spotkaniem Anna ma coraz większą wątpliwość, czy Marnie rzeczywiście istnieje…

Jeśli nie znacie albo nie lubicie japońskich animacji – ta jest najlepszą opcją, żeby zmienić zdanie. Wizualnie przepiękna. Historia porusza do głębi. Ostrzegam – weźcie chusteczki przez oglądaniem. Dużo chusteczek. Ja płakałam jak bóbr na końcu, kiedy wszystko się wyjaśniło. A finałowa piosenka do dzisiaj szkli mi oczy. P. również poleca z całego serca, bo jest sprawcą tego, że ja poznałam. Przyznał bez bicia, że nie spodziewał się takiej perełki. Pozycja obowiązkowa i jedna z moich ulubionych animacji wszechczasów. 

Moja ocena: 10/10 z serduszkiem

2: Vaiana: Skarb oceanu (2016)

Trzy tysiące lat temu najdzielniejsi żeglarze na świecie przemierzali wody południowego Pacyfiku i odkrywali wyspy Oceanii. Jednak w pewnym momencie ich wyprawy ustały na całe tysiąc lat – i nikt nie wie dlaczego… 

Niesamowicie podoba mi się kierunek, jaki obiera ostatnio Disney. Nie widziałam jeszcze bajki umiejscowionej w takich realiach i dobrze. Historia porywa, jest zabawna, momentami wzruszająca i dramatyczna. Piosenki wymiatają – już wpisały się na moją playlistę i długo na niej pozostaną. Bardzo liczę i trzymam kciuki za to, by powstała kiedyś kontynuacja. Igor Kwiatkowski jako Maui pokazuje nam swoją kolejną twarz, a Maciej Maleńczuk śpiewający „Błyszczeć” – mistrzostwo. Vaiana nie jest klasyczną księżniczką Disneya i za to czapki z głów. Na pewno spodoba się nie tylko najmłodszym. 

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

1: Sekrety morza (2014)

Dziewczynka o imieniu Sirsza obchodzi swoje 6 urodziny. Nic nie wygląda tak, jakby chciała. Starszy brat jej dokucza, tata jest zatopiony w myślach, a mamy nie ma z nimi od dawna. Na domiar złego przyjeżdża zrzędząca babcia, która zamierza zabrać rodzeństwo do dużego miasta, które uważa za bardziej odpowiednie miejsce dla nich do życia. Po nieudanym przyjęciu Sirsza podkrada bratu muszlę, którą dostał kiedyś od mamy, i zaczyna na niej grać. Muzyka prowadzi ją do skrzyni, w której znajduje niezwykły płaszcz. 

Długo wahałam się między Vaianą i Sekretami morza na szczycie. Wygrała jednak nieoczywistość. Wizualnie zapiera dech w piersiach, chociaż nie jest to klasyczna animacja, jak u Disneya. Historia… To trzeba obejrzeć. Jest tu kino drogi, odrobina magii, elementy mrożące krew w żyłach, opowieść o miłości między siostrą i bratem, ale również ojcowską, matczyną i taką do zwierząt. Uniwersalna pod każdym względem. Bardzo mądra i pouczająca w nienachalny sposób.Pozycja bezapelacyjnie obowiązkowa. 

Moja ocena: 10/10 z serduszkiem

  A jakie są Wasze ulubione bajki roku 2016? :)

 

Top 5 filmów 2016 roku!

Witajcie! Muszę wam się do czegoś przyznać… O ile podsumowanie książkowe zeszłego roku poszło w miarę gładko, o tyle z filmami – armagedon. Obejrzałam tyle, że gdybym chciała wspomnieć o wszystkim, co mi się naprawdę podobało, chyba nie zamknęłabym się w trzydziestce. Tak więc ograniczam się tylko do filmów wydanych w ciągu minionych dwóch lat [2014-2016] i zapraszam was na wspólną podróż :) Top 5 bajek i animacji ukaże się za tydzień :)

5: Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie (2016)

Kryminalistka o imieniu Jyn Erso (Felicity Jones) zostaje uwolniona z więzienia Imperialnego przez żołnierzy Rebelii, którzy chcą upadku Imperium Galaktycznego. Młoda przestępczyni niedługo po przybyciu do bazy Sojuszu Rebeliantów otrzymuje niezwykle trudne zadanie polegające na kradzieży planów nowej broni Imperium. Jyn Erso (Felicity Jones) oraz jej oddział, zanim wykonają główną misję, będą musieli stawić czoła ogromnej przewadze wroga.

Wiedziona dobrymi przeczuciami poszłam i się nie zawiodłam. P. również. Patrząc obiektywnie „Łotr” jest dużo lepszy niż „Przebudzenie mocy”, gdyby tylko zmienić odtwórczynie głównej bohaterki, która ma twarz drewna [ciekawe czy uczyła się od Belli ze "Zmierzchu"?], to byłoby już w ogóle miodzio. Łezka się w oku zakręciła na widok Petera Cushinga „w roli” Tarkina oraz Carrie Fisher jako Lei. Świetny film wojenny i genialna praca kamery. A droidy jak zwykle kradły film :)

Moja ocena: 9/10

4: Spotlight (2015)

„Spotlight” to filmowy zapis wstrząsającej historii, która miała miejsce naprawdę. Nagrodzeni Pulitzerem dziennikarze śledczy gazety „Boston Globe” dotarli do przerażających i szokujących danych na temat konsekwentnie tuszowanej siatki pedofilskiej w Kościele katolickim, składającej się z ponad 70 księży. Historia zbulwersowała świat w 2002 roku. 

Temat jest ciężki. Zabierałam się do obejrzenia tego filmu chyba ze cztery razy. Jak już włączyłam, to nie mogłam wyłączyć, dopóki się nie dowiedziałam zakończenia. Paka aktorska wymiata. Dawno nie widziałam tylu świetnych aktorów w jednym miejscu. Momentami może nużyć, ale warto. Kiedy dostajesz genialnie zrobiony produkt z przesłaniem i to na faktach – nie możesz przejść obojętnie. Polecam zdecydowanie każdemu.

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

3: Colonia (2015)

Młody chłopak podczas pobytu w Chile zostaje porwany. Jego dziewczyna trafia na trop sekty i postanawia odzyskać ukochanego.

Kiedy dowiedziałam się o tym filmie, zastanowiło mnie, czemu przeszedł bez echa. W końcu gra tu Emma Watson i Daniel Brühl czy dwa gorące nazwiska Hollywood. Czy to mogłoby być aż tak złe? P. wypożyczył na wieczór, więc zabraliśmy się do oglądania. Klimat tchnął nieco realiami II wojny, choć akcja dzieje się w latach 70. Aktorsko? Wypada naprawdę nieźle. Historia jest przejmująca i strasznie trzyma w napięciu. Brawa należą się dla scenarzystów i Nicole Fischnaller, która była odpowiedzialna za kostiumy – czapki z głów. Stworzyli prawdziwą wizualną perełkę. I chociaż klimaty Chile nie są mi bliskie, siedziałam wbita w fotel przez prawie dwie godziny.

Moja ocena: 8/10 z serduszkiem

2: Deadpool (2016)

Ekranizacja jednego z najoryginalniejszych komiksów Marvel Comics. Były żołnierz oddziałów specjalnych zostaje poddany niebezpiecznemu eksperymentowi. Niebawem uwalnia swoje alter ego i rozpoczyna polowanie na człowieka, który niemal zniszczył jego życie. 

Czy ktoś w ogóle spodziewał się, że zabraknie Deadpoola w moim zestawieniu? Naiwni :) Jeśli chodzi o produkcje z zeszłego roku, jest moim bezkonkurencyjnym numerem jeden i gwałtem [;)] wbił się na topkę wszechczasów. Humor, przebijanie czwartej ściany, aktorzy i kostiumy – lepiej być nie mogło. W dodatku ścieżka dźwiękowa – no miodzio. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej ekranizacji aktorskiej jednego z moim ulubionych bohaterów. O włos, którym była historia napisana na kolanie, przegrał z „Projektantką”, jednak nadal pozycja obowiązkowa dla fanów Marvela. P. też poleca. 

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

1: Projektantka (2015)

Po latach zdobywania doświadczenia w najlepszych paryskich domach mody Tilly Dunnage (Kate Winslet) powraca do rodzinnego miasteczka w Australii, z którego jako dziecko uciekła oskarżona o morderstwo. Chce pogodzić się ze swoją schorowaną, ekscentryczna matką (Judy Davis) i wyjaśnić wydarzenia z przeszłości. Przy okazji, uzbrojona w maszynę do szycia, wytacza prywatną wojnę złym gustom i brakowi elegancji…

O matko. W ogóle długo nie mogłam nigdzie znaleźć tego filmu. Szukałam wszędzie, ale jak kamień w wodę. Jednak kiedy już się dorwałam… Ludzie… Bezkonkurencyjna Kate Winslet [mam do niej ogromną słabość, podobnie jak do Meryl Streep], która rządziła na ekranie. Świetna słodko-gorzka historia, piękne kostiumy i genialne zakończenie. Film na każdą okazję – zarówno na randkę, spotkanie ze znajomymi czy samotny wieczór przed ekranem. Pozycja obowiązkowa!

Moja ocena: 10/10 z serduszkiem

 A jakie są Wasze ulubione filmy roku 2016? :)

Seryjny serialowiec #2

 Witajcie! Robię już drugie podejście do tematu, bo serial, o którym dzisiaj opowiem, wywołuje ogromne emocje i skrajne oceny. Przez jednych znienawidzony, przez drugich uwielbiany. Ja powiem tak – czekam na nowe odcinki ;) A co mam dzisiaj na warsztacie – Bates Motel. Zapraszam :)

.

twórca: Anthony Cipriano gatunek: Thriller

muzykaChris Bacon zdjęciaJohn S. Bartley, Tom Yatsko na podstawie: Robert Bloch „Psychoza” (książka)

studioA&E Television Networks, American Genre Film Archive, Kerry Ehrin Productions

kraj: USA

Obsada: Max Thieriot, Vera Farmiga, Freddie Highmore, Olivia Cooke, Nestor Carbonell 

.

.

Kilka miesięcy po śmierci męża do małego miasteczka w Kalifornii, sprowadza się Norma Bates (Vera Farmiga) z synem Normanem (Freddie Highmore). Kobieta kupuje położony na przedmieściach stary motel i zmienia jego nazwę na Bates Motel. Ma nadzieję przywrócić mu jego dawną świetność. Nie zraża się plotkami o budowie obwodnicy miasteczka oraz pogróżkami dawnego właściciela motelu, Keitha Summersa (W. Earl Brown). Sama wprowadza się do położonego nieopodal domu. Matka z synem zaczynają zapoznawać się z mieszkańcami miasteczka oraz ich życiem. Większość osób zamieszkujących miasto ma do nich pozytywny stosunek. Wyjątkiem jest szeryf Alex Romero (Nestor Carbonnel), którego dręczy przeczucie, że pojawienie się tej dwójki w jego rewirze oznacza kłopoty. Normę i Normana łączą skomplikowane relacje, matka jest nadopiekuńcza, co wywołuje u syna agresję, a z czasem w chłopcu zaczynają budzić się mordercze skłonności… 

.

Twórcy „Bates Motel” specjalnie nie kryją się z inspiracją „Psychozą”. Ukazano tutaj współczesną, luźną interpretacje filmu Alfreda Hitchcocka z 1960 roku [ekranizacja książki Roberta Blocha o tym samym tytule], który dla bardzo wielu jest kwintesencją klasyki gatunku. Każdy odcinek opowiada o innym incydencie, który miał miejsce wokół rodziny Batesów oraz ich hotelu, jednak jest mocno osadzony w fabule. Kiedy jakiś epizod się przegapiło to można mieć problem, żeby połapać się w wątkach. A jest ich z sezonu na sezon coraz więcej, przy czym nie cierpi na tym jakość, której może serialowi pozazdrościć niejeden obraz. Jeśli już jesteśmy przy obrazie to pozostaje najczęściej w zimnych odcieniach, co tworzy niesamowity klimat i dodatkowo podbija atmosferę. Jest mrocznie, ponuro i bardzo tajemniczo.

„Bates Motel” porusza tak wiele tematów, że według mnie mógłby spokojnie zyskać miano przekroju problemów współczesnego świata, mimo swojego psychodelicznego klimatu. Mamy tutaj do czynienia z nadopiekuńczością rodziców, brakiem dojrzałości u nastolatków, zmaganie się z chorobą [nie tylko psychiczną, ale też czysto fizyczną - jedna z bohaterek choruje na mukowiscydozę], ukrywanie zbrodni, gwałt, morderstwa, okłamywanie i niepewność, kto jest prawdziwym ojcem oraz całą plejadę innych, jak chociażby ucieczka przed problemami. Myślę, że dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie. Zdarzało się, że w niektórych odcinkach czułam lekkie zmęczenie materiału, jednak było to chwilowe i zazwyczaj oglądałam po dwa-trzy odcinki, żeby tylko wiedzieć, co będzie dalej. 

Bohaterowie – to jest istny temat rzeka. Mogłabym o nich rozmawiać przez dobrych kilka godzin.  Największy problem mam z rolą Normana. Aktor [Freddie Highmore znany między innymi genialnych kreacji w „Charlie  fabryka czekolady„, „Marzycielu” czy „Toście. Historii chłopięcego głodu„] idealnie wręcz odzwierciedla trawiącą Normana chorobę psychiczną, by za chwilę grać niczym deska. O co chodzi? Czuje się skonfundowana. Mam wielki sentyment do tego aktora z jego poprzednich ról i jest nieźle dobrany. W sumie nie wyobrażam sobie nikogo innego na tym miejscu. Z kolei Norma – wielkie zaskoczenie. Autentycznie w nią wierzę i momentami szczerze współczuję albo nienawidzę. Nie zdawałam sobie sprawy, że ktokolwiek może tak dobrze zrozumieć tę postać i przelać na ekran w tak prawdziwy sposób przez filtr samej siebie. Świetnie oddała poświęcenie matki, uzależnienie od syna, a jednocześnie totalny strach, do czego może być zdolny. Mówi się, że aktor zagrał dobrze, jeśli wywołuje w oglądającym emocje – za to Vera Farmiga ["Chłopiec w pasiastej piżamie", "Sierota", "Sędzia"] powinna dostać owacje na stojąco, za każde doprowadzenie mnie do białej gorączki i każdą uronioną łzę. Kiedy myślę o tej dwójce, nie wiem, kto ma większy problem z samym sobą – Norman czy uciekająca od przeszłości Norma. Z całej rodziny osobą najmocniej chodzącą po ziemi wydaje się Dylan, pierwszy syn Normy, chociaż jego postać również styka się z wieloma dylematami. Reszta postaci pozostaje drugoplanowa, chociaż zdarza im się wychodzić przed szereg. Chyba dzięki temu całość jest tak bardzo realistyczna i trójwymiarowa. 

Na przestrzeni sezonów [aktualnie jestem po trzecim, ale już biorę się za następny, ponieważ wyszły dotychczas cztery odcinki czwartego sezonu] cudownie rysuje się ewolucja choroby Normana – ostrzejsze załamania, przebłyski wspomnień. Do końca nie wiadomo, co mu dolega i myślę, że jeszcze trochę poczekamy na rozwiązanie tej zagadki. Zazębiają się również relacje Batesów z mieszkańcami pobliskiego miasteczka – poznajemy kolejne warstwy życia społecznego i trawiących go problemów. Nie myślcie, że fabuła ogranicza się do samego tytułowego hotelu – co to, to nie! Z tego, co widziałam oprócz aktualnego, szykuje się kolejny sezon. Już nie mogę się doczekać, co przygotowywali dla nas scenarzyści! 

 Na razie jestem usatysfakcjonowana – niezła proporcja spraw rodem z kartotek kryminalnych, w których wprost tapla się to małe miasteczko, do problemów rodziny Batesów. Szybko poznamy półświatek White Pine Bay i wsiąkniemy w niego bez reszty. Takie przeniesienie akcji bardzo dobrze robi temu serialowi. 

.

.

Polecam niemal wszystkim, bo warto obejrzeć ten tajemniczy i intrygujący serial. Jak już wspomniałam, porusza wiele współczesnych problemów, ukazuje skorumpowanie nawet małych amerykańskich miasteczek oraz rozterki, które mogą spotkać każdą rodzinę. Na pewno znajdziecie w nim coś dla siebie.

Ocena: 7/10

Seryjny serialowiec #1

Witajcie! Jako iż powoli zaczęłam się wkręcać w świat filmowy i stałam się fanką wielu seriali, chciałabym wam nieco opowiedzieć o kilku, które wywołały we mnie największe emocje. Książki nadal pozostaną tematem przewodnim tego miejsca, jednak małe urozmaicenie nie zaszkodzi :) Chcecie stanąć oko w oko z seryjnym serialowcem? Zapraszam na spotkanie w takim razie ;)

.

twórcy: Diane Ruggiero, Rob Thomas
gatunek: Horror, Komedia, Kryminał

muzyka: Josh Kramon
zdjęcia: John S. Bartley, Robert Aschmann
na podstawie: Mike Allred (komiks), Chris Robertson (komiks)

studio: DC Comics, Rob Thomas Productions, Vertigo Productions, Warner Bros. Television
kraj: USA

obsada: Rose McIver, Malcolm Goodwin, Rahul Kohli, David Anders, Robert Buckley

.

Olivia „Liv” Moore (Rose McIver) była niegdyś zdyscyplinowaną studentką medycyny osiągającą sukcesy. Jej życie wywraca się do góry nogami, kiedy w trakcie imprezy przemienia się w zombie i zaczyna karmić się ludźmi. Mimo iż dziewczyna jest martwa, stara się wyglądać i zachowywać jak człowiek. Nie jest to jednak proste, gdyż skóra dziewczyny jest kompletnie blada, a włosy niemal siwe. Przeobrażenie Liv jest kłopotliwe dla jej matki, narzeczonego oraz najlepszego przyjaciela. Aby zaspakajać głód, a przy tym nie zabijać niewinnych, Liv podejmuje pracę w biurze koronera, gdzie ma stały dostęp do pożywienia. Tajemnica dziewczyny wychodzi na jaw, gdy jej szef -  Dr Ravi Chakrabarti (Rahul Kohli) przyłapuje ją na jedzeniu mózgów nieznanych ofiar, znajdujących się w kostnicy. Wkrótce potem Liv odkrywa, że po zjedzeniu mózgu zyskuje wspomnienia danej ofiary, dzięki czemu widzi napastnika i scenę jej śmierci. Od tej chwili Liv pracuje dla detektywów, aby rozwiązywać skomplikowane zagadki kryminalne.

Zauważyliście ostatnio, że pojawia się coraz więcej seriali i filmów, które mają nieco złagodzić wizerunek potworów w popkulturze i serwują nam powstrzymujące się od mordu i okropieństw istoty rozumne zamiast bestii? „Zmierzch” i jego wampiry-wegetarianie? „Teen Wolf: Nastoletni wilkołak” z cudnym wilczkiem? Coś jest na rzeczy, prawda? A co z umarlakami? Przecież było już głośne Walking Dead i Z Nation, ale tam się z nimi nie cackali. W końcu, w 2014 roku Diane Ruggiero i  Rob Thomas postanowili nieco odczarować złą sławę chodzących trupów i tchnąć w nie nieco więcej ludzkich odruchów. Jak im się to udało? Całkiem zgrabnie. 

Ale kiedy jesteśmy jeszcze przy początku historii – ogromny, ogromny plus za wplecenie estetyki komiksu w serial [intro, początki ujęć, itd]. Nadaje to efektownego klimatu, który nie znajduje w większości seriali na podstawie komiksów. Samo intro jest jednym z najlepszych, jakie widziałam w życiu. W pełni komiksowe, świetna kreska, po prostu owacje na stojąco! Co do samej koncepcji zombie, jaka została tutaj zastosowana, mam pewne wątpliwości. Głównie rzucają się w oczy białe włosy i cera niż mięsożerność, którą głównie powinny się odznaczać. Nie są też tak przerażający i obrzydliwi wizualnie jak w swoich odpowiednikach. Jakoś trudno mi przyjąć do wiadomości, że kiedy się nie „zdziczało” to tak naprawdę można funkcjonować jak zwyczajny człowiek z tą różnicą, iż ma się wzbogaconą o mózgi ludzkie dietę. Proste? Proste, ale czy przekonujące? Hmm, to już pozostawiam waszej ocenie. Przez tematykę serialu przewija się szukanie leku na wyleczenie się z trybu zombie. Nie macie wrażenia, że już to gdzieś słyszeliście? Nie da się uniknąć jednak powtarzalności. 

Postać Liv, energicznej studentki medycyny, która była w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie i tak oto stała się zombie. Nie przeszkadzało mi zupełnie bardzo krótkie wprowadzenie do historii, chociaż zazwyczaj mam z tym problem. Tak naprawdę przedstawienie, jak wyglądało życie Liv, kiedy była człowiekiem zostało tylko w pierwszym odcinku, gdzie poznajemy całą rzeczywistość serialu. W ogóle Liv jest niesamowicie fajną postacią – trójwymiarową i nieprzewidywalną przez to, że przejmuje cechy ludzi, których mózgi pożera. Przy tym twórcy zadbali o to, by wszystkie jej emocje i zachowanie pozostawały rzeczywiste. nie da się wyczuć w nich krzty przesady czy niedociągnięć. Sami prawdopodobnie zachowywalibyśmy się w ten sposób,gdyby przytrafiło nam się coś podobnego.Warto też zwrócić uwagę na postać Raviego, który moim zdaniem jest cudowny. Typowy, nieco nieporadny nerd z nieprzeciętną inteligencją. Major natomiast, mimo bycia ideałem faceta – wrażliwy, umięśniony i przepełniony empatią – jakoś mnie irytował. Chyba troszkę przesadzono z jego kreacją i był „za bardzo”. W postaciach denerwuje mnie jedno – wszyscy są tacy ładni. Nie ma tu brzydkich osób, a przecież to serial o krwiożerczych istotach jedzących ludzkie mózgi. Nawet sceny morderstw i jedzenia tegoż organu są mocno wygładzone. 

Nie zabraknie w iZombie na pewno nawiązań do popkultury. Czasami są one subtelne, jak te z gifa, a czasami leją się szeroką falą, jak chociażby w odcinku o tytule „Fifty Shades of Grey Matter”. Oglądam na bieżąco nowe epizody i do teraz jestem pełna podziwu dla scenarzystów,  którzy sypią tak dobrymi gagami. Nieco upuszcza to pary, dzięki czemu można oglądać z przyjemnością. Humor jest tutaj zrównoważony wieloma wątkami dramatycznymi – jak [mogę powiedzieć, to pierwszy odcinek] rozpad związku Liv z Majorem, sprawa morderstw, które przewijają się przez wszystkie sezony oraz inne liczne sytuacje, z którymi musi się zmierzyć główna bohaterka. Niezwykle cenię to wyczucie, kiedy można sobie pozwolić na dowcip, a kiedy należy być poważnym.

 To, jak wyglądają poszczególne odcinki, to strzał w dziesiątkę. Przynajmniej jeśli chodzi o mój gust. Kojarzycie taki serial jak „Kości” albo „Mentalista”? Z resztą, większość kryminalnych, amerykańskich seriali bazuje na tym wzorcu. A chodzi głównie o jeden odcinek = jedna sprawa, a główny wątek fabularny dzieje się w tle. Główna bohaterka przeniosła się do kostnicy i pracuje jako koroner. Jej zombie wizje pomagają jej z rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, z jakimi mierzy się detektyw Clive Babinaux, który zaczyna współpracować ze specyficzną „medium z kostnicy”.  

Chociaż iZombie nie jest typowym serialem o chodzących trupach, a raczej nawiązaniem do jej konwencji i puszczeniem wodzów fantazji, to oglądanie go sprawia mi niewytłumaczalną przyjemność. Nie znajdziecie tu bezmyślnych, człapiących ludzi w różnym stadium rozkładu. Jest bardziej elegancko i czyściutko. Podejrzewam, że moja słabość do tego obrazu jest wywołana głównie wątkiem kryminalnym, do którego mam ogromną słabość. Z dodatkiem fantasy jest niemal idealnie. W tydzień nadrobiłam wszystkie dostępne odcinki, czyli niepełne dwa sezony, ponieważ jeszcze kilka epizodów czeka na swoją premierę. Czekam z niecierpliwością. Nie jest to na pewno serial wybitny, ale warty obejrzenia w ramach relaksu.

Polecam bardziej dziewczynom, jednak też facetom, którym znudziły się tradycyjne obrazy zombie. A nuż spodobają się wam te bardziej cywilizowane egzemplarze.

Ocena: 8/10

Dzień kota: weź kota na kolana i obejrzyj z nim film.

Rozbójnicy, krwawe bestie, słodkie kulki – różnie bywają nazywane. Niektórzy je kochają, inni nie cierpią i wolą psy. Nazywane idealnymi towarzyszami silnych i niezależnych kobiet. A jak jest naprawdę? Kim są te tajemnicze zwierzęta? Na pewno samotnikami, którzy robią, co chcą i kiedy chcą. Ja nigdy nie miałam kota, bo byłam psiarą na całego, a teraz opiekuję się, już nie tak małą, puchatą kulką ogólnie klasyfikowaną jako szynszyla. Więc na pewno jeszcze jakiś czas ten stan rzeczy się nie zmieni, ale może kiedyś przygarnę jakiegoś kociaka? Kto wie ;) Dzisiaj kilka filmów, które warto zobaczyć ze swoim kocim pupilem. I nie zapomnijcie wsunąć mu do miski jakiegoś ekstra smakołyka – niech ma coś z życia ;)

.

Mimo że koty zwykle chadzają własnymi ścieżkami, nad wyraz często spotykają na nich na ssaki z gatunku homo sapiens. Człowiek rozumny udomowił wąsatego czworonoga prawie 10 tysięcy lat temu, ale dopiero w 1990 roku we Włoszech koty doczekały się swojego międzynarodowego święta. W Polsce pierwsze obchody miały miejsce w 2006 roku. Dzień Kota to jednak nie tylko oddanie hołdu najpopularniejszemu zwierzęciu domowemu na świecie, ale również inicjatywa mająca na celu uwrażliwienie społeczeństwa na problem bezdomnych i głodujących kotów, które nieraz wiodą iście pieskie życie. W Polsce jest około 17 tysięcy bezdomnych kotów. Akcje charytatywne prowadzą schroniska oraz rozmaite organizacje na rzecz zwierząt. W 2010 roku do obchodów dołączyły również publiczne media (TVP Warszawa). Warto wspomnieć, że nie wszystkie koty na świecie świętują 17 lutego, w Wielkiej Brytanii mają swój dzień 8 sierpnia, w Stanach Zjednoczonych natomiast 29 października. Niestety, w niektórych miejscach te urocze czworonogi wcale nie mogą liczyć na sympatię, czy choćby współczucie. Co roku w Azji, głównie w Chinach, na stole ląduje kilka milionów kotów. Niezwykle trudno pojąć to w naszej rodzimej kulturze, gdzie całe pokolenia pamiętają „Pana kotka”, co leżał w łóżeczku, czy też ciekawskiego Filemona i zasadniczego Bonifacego.

.

.

Dziewczynka z kotem (2014)

.

Aria jest dziewięcioletnią dziewczynką, która wbrew swojej woli znajduje się w trudnej sytuacji brutalnego rozwodu rodziców, oddzielana od swoich sióstr przyrodnich w rodzinie wielopokoleniowej. Rodzice nie kochają jej tak, jakby chciała. Aria jest przerzucana przez strony konfliktu rodziców, odrzucona i odepchnięta, przemierza miasto wyposażona w pasiastą torbę i w towarzystwie czarnego kota, dotykając otchłani i tragedii, zwyczajnie próbując ocalić swoją niewinność. 

TRAILER

.

.

Oko kota (1985)

Film przedstawia trzy historie, które wiąże postać kota przybłędy. Pierwsza to zabawna, czarna komedia o facecie który chce rzucić palenie. Udaje się w tym celu do dziwacznej kliniki zwanej Quitters, Inc. To trochę makabryczna, acz ciekawa kreacja J. Anthony Woodsa. Drugi epizod opowiada o pewnym hazardziście, który nakrywa swoją żonę ze znanym tenisistą. Trzecia historia opowiada o małej dziewczynce, która przygarnia kota, który nagle wbiega do jej domu. Wszystkie opowiadania są autorstwa mistrza horroru - Stephena Kinga.

TRAILER

.

.

.

Kobieta-Kot (2004)

Patience Philips jest cichą, nieśmiałą, przepraszającą, że żyje kobietą. Pracuje jako projektantka w słynnej firmie kosmetycznej, która zamierza wprowadzić na rynek rewolucyjny krem przeciwko starzeniu. Patience przypadkiem odkrywa mroczny sekret swojej szefowej i od tego momentu już nic nie będzie takie same. Dziewczyna odkrywa w sobie drugą postać, Kobietę-Kota, będącą jej zupełnym przeciwieństwem. Kocia dzikość i niezależność sprawiają, że balansuje ona na cienkiej linii między dobrem a złem. Sprawy dodatkowo komplikuje policjant Tom Lone, który zakochany w Patience, jednocześnie nie potrafi się oprzeć fascynacji Kobietą-Kotem, która wydaje się być winna większości przestępstw, jakie ostatnio wydarzyły się w mieście.

TRAILER

.

.

Kot w butach (2011)

Zanim Kot w butach (głos Antonio Banderas) poznał Shreka i wraz z nim uczestniczył w zwariowanych przygodach, wydarzyło się naprawdę wiele. Film przedstawia jak zdobył niesamowite umiejętności szermierskie, po raz pierwszy się zauroczył, a przede wszystkim jak rozpoczął mroczną karierę. Mistrz fechtunku udaje się w heroiczną podróż. Jednoczy siły z inteligentnym przyjacielem Humpty Dumptym (głos Zach Galifianakis) oraz z piękną uliczną kotką Kitty Softpaws (głos Salma Hayek), by ukraść słynną gęś znoszącą złote jaja. Ta przygoda warta jest dziewięciu żyć! 

TRAILER

.

.

.

Garfield i przyjaciele (1988-1995) 

„Garfield i przyjaciele” to serial animowany, który powstał na podstawie komiksów Jima Davisa. Główny bohater tej kreskówki to pomarańczowy kot Garfield. Jego ulubioną potrawą jest lazania. Nie znosi poniedziałków i diet. Jego właścicielem jest naiwny Jon Arbuckle, który posiada również mało inteligentnego psiaka, Odiego. W każdym odcinku przedstawiane są dwie odrębne filmy z Garfieldem. Między nimi można obejrzeć przygody bohaterów na farmie Orsona. Oprócz wspomnianego Orsona, bardzo inteligentnego prosiaka, występują owce Bo i Lanolina, strachliwy kaczor Wade, kogut Roy, a także kurczak Booker i jego brat Sheldon, który w obawie przed światem nadal chodzi w skorupce. „Garfield i przyjaciele” podbił serca milionów fanów na całym świecie. Jest jedną z najbardziej znanych i lubianych kreskówek, jakie powstały.

.

.

Aryskotraci (1970)

Aryskotraci” to niezapomniana mieszanka szalonej przygody, barwnych postaci i dynamicznej muzyki skomponowanej przez słynnych braci Sherman.  
Adelajda postanawia cały majątek zostawić w spadku swoim najbliższym… uroczej rodzince rasowych kotów. Na wieść o zamiarach pracodawczyni, chciwy lokaj Edgar porywa elegancką i łagodną kotkę Markizę oraz trójkę jej psotnych kociąt i porzuca zwierzęta na wsi. Kocia rodzina rusza w drogę powrotną do domu, a jej eskorty podejmuje się czarujący dachowiec, Thomas O’Malley. W trakcie pełnej przygód podróży, kocur prowadzi nowych podopiecznych do swojej kryjówki, gdzie Scatcat i jego swingujący zespół kotów grają słynne „Każdy chciałby bluesa czuć”. 

.

.

.