Nie omijaj szczęścia, bo będzie mu smutno.

Rodzaj: literatura obyczajowa
Język: polski
Stron: 576
Wydawca: Wydawnictwo Muza

Witajcie! Mieliście kiedyś tak, że czegoś kompletnie nie znaliście, a kiedy już to ogarnęliście to nie wyobrażacie sobie, jak mogliście bez tego wcześniej żyć? Ja właśnie czegoś takiego doświadczyłam. Kiedy otrzymałam maila z informację o konkursie towarzyszącym premierze powieści Ewy Podsiadły-Natorskiej, stwierdziłam „czemu nie, będzie fajna zabawa”. Jednak dopiero po skończeniu fabuły uświadomiłam sobie, że to wszystko ma o wiele głębszy sens niż z początku myślałam. Jak wiecie, nie jestem fanką literatury kobiecej i szukałam złotej książki, która stanie się objawieniem w mojej biblioteczce i czytelniczym życiu. Czy „Nie omijaj szczęścia” właśnie tym się dla mnie stało? Zapraszam na recenzję :)

 

O Ewie Podsiadły-Natorskiej próżno szukać typowej biografii, jednak daje się dobrze poznać na swoim facebookowym profilu, na który zapraszam. Nie mogę też nie polecić zajrzenia na tymże portalu społecznościowym na stronę Szczęśliwych Polek – dziewczyny, łączmy się! :)

Jeśli już znasz Błękitne Dziewczyny, to w tej książce spotkasz je ponownie. Jeśli ich nie znasz, to najwyższa pora je poznać! Życie Kai Redo wreszcie zaczyna się układać. Znalazła pracę i miłość, a prowadzony przez nią facebookowy profil „Szczęśliwe Polki” cieszy się rosnącą popularnością. Jednak Kaja nie osiada na laurach – wymyśla kolejną akcję i zachęca kobiety do prowadzenia pamiętnika pozytywów, dzięki któremu mogą docenić to, co osiągnęły i dostały od życia. Nawiązuje również współpracę z dużym czasopismem, gdzie pojawiają się zdjęcia Błękitnych Dziewczyn – szczęśliwych kobiet, pozujących z kartkami, na których piszą o rzeczach, które napawają je dumą. Kaja wciąż może liczyć na wsparcie Mini i Madzi, choć w życiu serdecznych przyjaciółek głównej bohaterki nie brakuje emocji, jedną z nich prześladuje stalker, a drugą czeka nie lada rewolucja związana z pojawieniem się na świecie nowego członka rodziny…

Mieliście kiedyś tak, że czytając czuliście, że fabuła otula was niczym ciepły kocyk i nie chcecie wyjść? [Pomijając fakt, że ktoś rzeczywiście was tym kocykiem nakrywa ;)] Właśnie taka jest najnowsza powieść Ewy Podsiadły-Natorskiej. Najbardziej żałuję, że wydarzenia z powieści nie są prawdziwe. Przez cały czas miałam ochotę wejść na fejsa [który gra ważną rolę w historii] i napisać na fanpagu Szczęśliwych Polek kilka słów. Strona powstała, więc życzę autorce, by miała jeszcze więcej polubień niż ta z książki. Ja już wysłałam swoje zdjęcie, wam również to polecam. Ale jeszcze słów kilka o bohaterkach – są tak niesamowicie żywe i trójwymiarowe, że jestem w szoku, iż nie żyją w realnym świecie. Każda z nich inna, ale wszystkie pokochałam jak przyjaciółki. Już nie mogę się doczekać kolejnych przygód, a teraz pozostaje mi nadrobić pierwszą część. Akcje pędzi jak w rollercoasterze, trudno skończyć czytanie na jednym rozdziale. Jak zaczęłam, łyknęłam ją w dwa dni – tak bardzo chciałam wiedzieć, co będzie dalej. I przygotujcie się na całą masę humoru – płynie szerokim nurtem przez całą fabułę. Trudno zaszufladkować „Nie omijaj szczęścia” , bo z pozoru to typowa literatura kobieca, która momentami bywa naiwna. Z pozoru. Nie sposób się od niej oderwać i łączy tyle wątków, że z ręką na sercu mogę polecić ją każdemu. Dla mnie to najlepsza powieść „dedykowana dla kobiet”, jaką dotychczas przeczytałam w życiu. Niesamowita dawka pozytywnej energii, skarbnica dobrych piosenek, książek i przepisów [!].

Polecam „Nie omijaj szczęścia” jako powieść idealną na lato, ale nie tylko. Koniecznie przeczytajcie i wrzućcie swoją fotkę na profil Szczęśliwe Polki.

 

„- Taki masz apetyt? – Zaśmiałam się.

- Kochana. Wpieprzam wszystko, jak leci. W dzień, w nocy…

- W nocy też?

- No… tak. Niestety. No ale zobacz! – Podniosła głos. – Gdyby ludzie mieli nie jeść w nocy, to w lodówce nie byłoby światełka.”

„Miłości nie planujesz jak wizyty u ortodonty. Nie kupujesz jej w sklepie jak białego sera na wagę. Ona zawsze jest o krok przed tobą. To wirus. Dopada cię nagle, rozkłada na łopatki. Infekuje każdą komórkę twojego ciała.”

 

Ocena: 9,5/10

 

Biorę udział w konkursie „Błękitne Dziewczyny” z okazji premiery książki „Nie omijaj szczęścia” Ewy Podsiadły-Natorskiej. Autorka debiutowała powieścią „Błękitne Dziewczyny” – opisała w niej przygody tryskającej energią Kai Redo, która tworzy internetowy projekt zmieniający życie jej oraz tysięcy kobiet z całej Polski. Nazywają się Błękitnymi Dziewczynami – są szczęśliwe i akceptują siebie.

Wywiad – Ewa Zienkiewicz

Walentynki! Ach, co za dzień! Serduszka są wszędzie, pary trzymające się za ręce niemal włażą nam na głowę, a single przeklinają na czym świat stoi. Sama raczej wybiorę się na „Deadpoola” niż jakąś komedię romantyczną. Ale do rzeczy. Jako że dzisiaj niedziela – czas na wywiad. Nie mogłabym chyba wymarzyć sobie bardziej odpowiedniej osoby na tym miejscu. Miałam przyjemność porozmawiać z Ewą Zienkiewicz, autorką serii „Talizman z zaświatów”, gdzie bohaterka zostaje obdarowana pierścieniem, dzięki któremu może dowolnie sprawiać, że ktoś się w niej zakocha lub odkocha. Zapraszam :)

Recenzja pierwszego tomu.

Recenzja drugiego tomu. 

.

Ewa Zienkiewicz – z wykształcenia architekt, z zamiłowania autorka powieści. Ukończyła Wydział Budownictwa i Architektury Politechniki Szczecińskiej. Pracowała m.in. jako nauczycielka, urzędniczka i urbanistka. Od 2000 roku mieszka w Warszawie. Pracuje w Wydziale Planowania. Jej powieść Dzieciaki ze skraju miasta wyróżniona została dyplomem honorowym Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. W wolnych chwilach najchętniej towarzyszy mężowi w wyprawach wędkarskich, ostatnio do krajów Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Powieść „Talizman z zaświatów. Tom I Beata” niektórzy z was mogą kojarzyć pod innym tytułem „Beata, czyli wszystko staje się łatwe, kiedy ludzie cie kochają” wydaną przez Oficyna Wydawnicza ŁOŚGRAF.

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pani aktualnie czyta?

Przypadkiem trafiłam na książkę chińskiej pisarki Hong Ying  pod tytułem „Córka rzeki”.  To powieść autobiograficzna o pierwszych latach jej życia spędzonych w straszliwych chińskich slumsach. Dopiero zaczęłam czytać, ale zajrzałam do Wikipedii i już wiem, że po studiach autorka wyjedzie do Londynu, wróci do Chin i napisze 8 książek. Cieszę się, że pójdzie ku lepszemu, pomimo fatalnych początków.

Jaka była geneza „Talizmanu z zaświatów”?

Z punktu widzenia Natury, wszelkie organizmy na Ziemi istnieją tylko po to, by przedłużać swój gatunek. Dzieje się to za pomocą chemii, która po zainicjowaniu lawinowej reakcji zwanej „stanem zakochania” steruje naszymi zachowaniami pozbawiając nas kontroli nad swoimi zmysłami. Prawdopodobnie w przyszłości poznamy zasady wzbudzania miłości. I oczywiście wykorzystamy w celach militarnych. Natomiast przybysze zza światów już to potrafią. „Talizman” jest tego przykładem.

„Talizman z zaświatów” ma już dwa tomy. Zastosowała Pani niezwykle ciekawy zabieg przeniesienia osi fabuły z bohaterki na rzecz – w tym przypadku pierścionek. Czy ma Pani zamiar kontynuować serię?

Brawo za spostrzegawczość Pani Anno, dokładnie tak się stało! Znajomi, którzy przeczytali pierwsze wydanie książki pod tytułem „Beata, czyli wszystko staje się łatwe, kiedy ludzie cię kochają” odczytali fabułę zupełnie inaczej niż chciałam. Strasznie mnie to zirytowało i postanowiłam wyjaśnić całą sprawę w drugiej części o podtytule „Kinga”, tak by nie było wątpliwości. Mam nadzieję, że przygody nieziemskiego talizmanu znajdą swoją kontynuację w kolejnych tomach.

Pisze Pani od wielu lat i jest autorką kilku powieści. Jak zaczęła się Pani przygoda z pisarstwem? Od zawsze skrobała Pani w zeszytach historie, które przychodziły do głowy czy miało to jakiś inny początek?

Pisałam pamiętniki i rysowałam różne historie od dzieciństwa. Ale nie śmiałam nawet wyobrazić sobie, że zostanę pisarką. Pierwszą książkę „Dzieciaki ze skraju miasta” napisałam już jako zupełnie dorosła osoba w zeszytowym kalendarzu szkolnym. W ten sposób wyznaczyłam sobie dyscyplinę codziennego pisania. Na każdy dzień roku przypadała jedna strona i powieść powstała z odręcznych zapisków głównej bohaterki Agnieszki. W tej chwili książka jest dostępna tylko jako e-book w internecie.

Zerknęłam na listę książek, które Pani stworzyła i oprócz literatury obyczajowej znalazłam też powieści dla dzieci. Łatwiej jest napisać coś dla młodszej widowni czy tej starszej?

Prawdę mówiąc nigdy nie starałam się pisać wprost dla dzieci czy młodzieży. Po prostu piszę o ludziach, którzy akurat mają 9, 15, 30 lat lub znacznie więcej. Pierwszymi czytelnikami „Dzieciaków ze skraju miasta” byli wszyscy moi dorośli znajomi, którzy świetnie się bawili odnajdując w powieści świat swojego dzieciństwa. Ale oczywiście od autorów specjalizujących się w literaturze dla dzieci, szczególnie dla najmłodszych wymaga się znajomości psychiki dziecka i zasad dziecięcej percepcji.

Wyczytałam, że pracowała Pani w wielu miejscach, m.in. jako nauczycielka, urzędniczka czy urbanistka oraz podróżuje Pani z mężem po całym świecie. Czy doświadczenia, które zebrała Pani w czasie wypraw i pracy pomaga w pisaniu czy wręcz przeciwnie?

Czy zwróciła Pani uwagę, że w biografiach wielu pisarzy widnieje zdanie: „Imał się wielu zawodów, był: …” i tu długa lista. Coś w tym jest. W książce „Dziewczyny, chłopaki i skarb” opisałam swoje doświadczenia w zawodzie nauczyciela. Niektóre zabawne historie zostały dosłownie przeniesione z mojego nauczycielskiego życia. Beata z „Talizmanu z zaświatów” jest urzędniczką, podobnie jak ja przez parę lat. Akcja drugiego tomu „Talizmanu z zaświatów” dzieje się na Malediwach. Przebywając w egzotycznych zakątkach świata człowiek zastanawia się, co zrobić, by te wrażenia utrwalić, podzielić się nimi, odwdzięczyć się, że miało się okazję zobaczyć niesłychanie niebieski ocean, palmy, ludzi z innych kręgów kulturowych. „Kingę” pisałam otoczona zdjęciami z wakacji, odtwarzając z pamięci dawne wrażenia. Ale w Kolumbii nie byłam. Skorzystałam z opowieści ludzi, którzy tam mieszkają.

Czy przywiązuje się Pani do bohaterów? Skąd bierze Pani inspirację do ich tworzenia?

Nadzwyczaj dobre pytanie. Bardzo lubię swoich bohaterów, chociaż zdarzają się wśród nich straszne paskudy. Jak na przykład zabójcy w drugim tomie „Talizmanu z zaświatów”. Tych lubię szczególnie. Właściwie w pisaniu książek najbardziej wciąga mnie wymyślanie ciekawych osobowości. Miewają cechy moje, członków rodziny, przyjaciół, nieznajomych, czasami zupełnie abstrakcyjne, ale na ogół jednak wzięte z obserwacji. Czasami zagaduję do znajomych: Wymyśl mi jakiegoś człowieka, a ja umieszczę go w książce.

Jakie są Pani literackie inspiracje?

Jestem strasznie ciekawa, jakiemu czytelnikowi podobają się moje książki. Jakimi ludźmi są osoby, które lubią, to co piszę. Jeżeli taki wierny czytelnik zaistniałby kiedykolwiek, to właśnie on mógłby najtrafniej określić, co mnie inspiruje. Ponieważ we wszystkich książkach da się tę wspólną inspirację wychwycić.

Zarówno pierwszy jak i drugi tom „Talizmanu z zaświatów” charakteryzuje się dobrym stylem i wyczuciem pisarskim. Widać, że poświęca Pani dużo czasu na doskonalenie warsztatu. Jakich rad udzieliłaby Pani początkującym pisarzom, którzy zaczynają przygodę z literaturą?

Pani Anno bardzo dziękuję, za pozytywną ocenę mojego stylu pisania. Sądzę, że styl jest niesłychanie ważny. Można z zapartym tchem czytać o obieraniu ziemniaków opisanym dobrym stylem. W szwedzkich kryminałach zanim facet zdejmie płaszcz i przejdzie z korytarza do pokoju, przelecą cztery strony całkiem zajmującej literatury. Niektórzy znani mi ludzie mają wrodzoną lekkość pisania. Nie napisali i nigdy nie napiszą żadnej książki, za to tworzą wspaniałe długie listy, wypracowania, podania do urzędu, czy prace semestralne. Zazdroszczę im. Niestety ja długo szlifuję każde swoje zdanie. Kilka razy przestawiam szyk wyrazów, skracam, dopisuję, dzielę na dwa, łączę w jedno, odczytuję na głos, a i tak rzadko bywam zadowolona.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Jak pracuje Pani nad tekstem? Ma Pani jakiś określony system pisania?

Stara recepta na napisanie książki mówi: Aby napisać książkę, trzeba usiąść i pisać. Mniej więcej tak to wygląda. Na ogół późnym wieczorem siadam przy komputerze i piszę, zwykle do drugiej. Zamiast kawy, mam pod ręką jakiś konspekt całości, rysunki bohaterów, szkice miejsc, zdjęcia, schematy sytuacji itd. No i niezbędnik – Internet.

Gdyby miała się Pani znaleźć w jednej ze swoich ulubionych książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

Uwaga będzie długi wstęp do odpowiedzi. Bohaterką mojej książki „Pomyśl tylko życzenie” jest Anka Rawicka, przeciętna dziewczyna mieszkająca z rodzicami w osiedlowym bloku. Ma bardzo empatyczne usposobienie, co być może jest przyczyną jej mentalnych wędrówek, podczas których kolejno staje się innymi dziewczynami mieszkającymi w ekstremalnie różnych warunkach i rodzinach. Po napisaniu tej książki, dowiedziałam się, że identyfikowanie się z innymi ludźmi jest rzadkością i przydarza się tylko niewielu osobom. A ja myślała, że wszystkim. Dlatego, tak jak w przypadku „Talizmanu z zaświatów” w celu wyjaśnienia napisałam drugi tom serii „Pomyśl tylko życzenie”. Mam nadzieje, że zostanie niedługo wydany. Akcja dzieje się w tym samym miejscu co „Kinga” na Malediwach oraz w Meksyku i w Kenii. Nawiązując do przeżyć Anki Rawickiej, chcę powiedzieć, że czytając książki zawsze w nich się znajduję, czy mam na to ochotę, czy nie.

Książki bywają dobre i czyta się je z przyjemnością, albo wręcz przeciwnie – już podczas lektury ma się ochotę wyrzucić je za okno. Pamięta Pani powieści, które zrobiły na Pani największe wrażenie i te, o których chciałaby Pani zapomnieć?

Odpowiedź na to pytanie jest kontynuacją odpowiedzi na poprzednie. Czytając książki wcielam się we wszystkie postacie w nich występujące, więc nie lubię czytać o celowym okrucieństwie i działaniu obrzydzającym ludziom życie. Irytują mnie również książki, w których bez dystansu literackiego premiowane są ideały dla mnie paskudne. Ale trudno wymagać, żeby pisarze mieli struktury osobowościowe takie same jak moja. Zdarza się, że ulubiony autor napisze książkę, która mnie odrzuca. Na przykład nie lubię pierwszego tomu „Millenium”, a dwa następne bardzo. Bardzo lubię sposób pisania Camilli Lackberg, ale nie wróciłabym do „Kaznodziei” i „Pogromcy lwów”. Polubiłam książkę Iaina Banksa „Ulica czarnych ptaków”, a pozostałe niekoniecznie. I tak dalej.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję. Podobały mi się Pani pytania.

 

 

[PRZEDPREMIEROWO] Złoty pierścionek, złoty pierścionek na… miłość?

Rodzaj: fantasy, obyczajowa, humorystyczna
Język: polski
Stron: 294
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Co ja robię ze swoim życiem… Nie mogę się po prostu ogarnąć. Z jednej strony sesja, z drugiej rosnący stos książek, a gdzieś jeszcze z tyłu masa innych obowiązków. Nie mam czasu na nic, a pogoda nie pomaga w mobilizacji sił. Do tej recenzji na przykład zasiadałam od niedzieli. Ale jak trzeba to trzeba. Jeśli nie zrobię tego dzisiaj to już chyba nigdy. Także biorę się w garść i zagłębiam w romantyczne klimaty. Chciałam wam przedstawić drugi tom serii „Talizman z zaświatów” Ewy Zienkiewicz. Ja się mocno zdziwiłam czytając.

 

Ewa Zienkiewicz – z wykształcenia architekt, z zamiłowania autorka powieści. Ukończyła Wydział Budownictwa i Architektury Politechniki Szczecińskiej. Pracowała m.in. jako nauczycielka, urzędniczka i urbanistka. Od 2000 roku mieszka w Warszawie. Pracuje w Wydziale Planowania. Jej powieść Dzieciaki ze skraju miasta wyróżniona została dyplomem honorowym Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. W wolnych chwilach najchętniej towarzyszy mężowi w wyprawach wędkarskich, ostatnio do krajów Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Powieść „Talizman z zaświatów. Tom I Beata” niektórzy z was mogą kojarzyć pod innym tytułem „Beata, czyli wszystko staje się łatwe, kiedy ludzie cie kochają” wydaną przez Oficyna Wydawnicza ŁOŚGRAF.

Beata znudzona sukcesami zapewnionymi przez magiczny talizman wywołujący zakochanie pozostawia go w zwiedzanym kościele na wycieczce w Kolumbii. Talizman trafia w ręce młodego żołnierza mafii narkotykowej.

Podobnie jak w poprzedniej części, akcja kręci się wokół pierścionka miłości. Niekonwencjonalny zabieg przeniesienia środka ciężkości z bohatera na przedmiot jest niezwykle ciekawy. Mamy więc nowe, ciekawe postacie, a znana nam z tomu pierwszego Beata pojawia się tylko na początku. Już na wstępie muszę przyznać, że warsztat pisarski wyewoluował niesamowicie. Opisy stały się bogatsze, więcej się dzieje i czyta się genialnie. Zmieniła się także fabuła – wątek kryminalny [intryga pierwsza klasa] został tutaj dużo mocniej zarysowany, a my przenosimy się z szarej Polski w nieco bardziej egzotyczne rejony. Kiedy skończyłam już czytać, nasunęło mi się skojarzenie ze starymi, polskimi książkami, które kiedyś były sprzedawane w kioskach – moja babcia ma ich tony i czytałam je przez pół dzieciństwa. Pewnie zadajecie sobie pytanie – czy dobrze, że „Talizman” czyta się jak powieść z kiosku? Zdecydowanie tak. Odpręża, odrywa nieco od rzeczywistości i jest idealna na podróż. Jeśli ktoś lubi obyczajówkę, ale taką gdzie całkowicie można puścić wodze wyobraźni – to jest to absolutnie pozycja dla niego. Zakończenie cudnie otwarte, co daje mi nadzieję, że jeszcze usłyszę o pierścionku sprawiającym, że ludzie się zakochują i odkochują. Mi czytało się niezwykle przyjemnie i szybko.

Polecam na chwile relaksu i odprężenia. Przy tej książce można zapaść się w fotelu i zapomnieć o bożym świecie.

 

„- Chyba zatem – powiedziała z lekkim wahaniem Beata – jeśli nie oddalimy się zbytnio od głównych obszarów turystycznych i będziemy przestrzegać zaleceń bezpieczeństwa, możemy zaryzykować wyjazd do tego przedziwnego kraju. [...]

Prawdę mówiąc, Beata była trochę znużona trwającym od kilku lat nieustannym macierzyństwem. Pragnęła odmiany od spokojnego i uporządkowanego życia wyznaczanego rytmem dziecinnych potrzeb. Kupki, karmienie, zabawki edukacyjne, jednemu rosną zęby, innemu wypadają mleczaki, trzeci ma problemy adaptacyjne w przedszkolu, czwarty przeżywa traumę po stracie misia. „

 

Ocena: 8/10

.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res

[PRZEDPREMIEROWO] Talizmany zawsze przynoszą szczęście?

Rodzaj: fantasy, obyczajowa, humorystyczna
Język: polski
Stron: 178
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Cóż to, cóż to się stało! Koniec świata jest bliski! W przeciągu miesiąca przeczytałam drugą książkę z działu literatury kobiecej. I co więcej – nie było źle. Muszę chyba znaleźć termometr i sprawdzić, czy wszystko ze mną w porządku… Żartuję, oczywiście. Pogoda nie zachęca przez większość czasu do spacerów, więc czas wolny od nauki do sesji spędzam zaczytana w fotelu. W tym roku przeczytałam już prawie dwadzieścia pozycji i jestem z siebie niesamowicie dumna. Tak zaczynać rok to ja mogę codziennie! Ale do rzeczy. Przychodzę dzisiaj do was z książką „Talizman z zaświatów. Tom I Beata” Ewy Zienkiewicz. Od razu zapowiadam, że jestem w posiadaniu drugiego tomu i nie zawaham się go użyć ;) Tymczasem trochę o pierwszej części.

 

Ewa Zienkiewicz – z wykształcenia architekt, z zamiłowania autorka powieści. Ukończyła Wydział Budownictwa i Architektury Politechniki Szczecińskiej. Pracowała m.in. jako nauczycielka, urzędniczka i urbanistka. Od 2000 roku mieszka w Warszawie. Pracuje w Wydziale Planowania. Jej powieść Dzieciaki ze skraju miasta wyróżniona została dyplomem honorowym Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. W wolnych chwilach najchętniej towarzyszy mężowi w wyprawach wędkarskich, ostatnio do krajów Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Powieść „Talizman z zaświatów. Tom I Beata” niektórzy z was mogą kojarzyć pod innym tytułem „Beata, czyli wszystko staje się łatwe, kiedy ludzie cie kochają” wydaną przez Oficyna Wydawnicza ŁOŚGRAF.

Beata, nieatrakcyjna singielka, czuje się zastraszona. Szef chce ją wyrzucić z pracy, przyjaciele zdradzają, sąsiedzi napastują, w dodatku policja oskarża o zamordowanie starego kolekcjonera sztuki. Kiedy przypadkowo w ręce Beaty trafia magiczne kółeczko wywołujące stan zakochania, nienawiść jej wrogów w komiczny sposób przeradza się w szalone uwielbienie. Wartka akcja, pełna nieoczekiwanych zwrotów i niesamowitych sytuacji, chwilami zaskakuje czytelnika, chwilami pobudza do śmiechu. Każdy z nas miewa w życiu takie problemy jak Beata i każdy z nas marzy czasami, by móc je rozwiązać w równie niekonwencjonalny sposób jak ona… To lektura, dzięki której można znaleźć chwilę wytchnienia od trosk.

Powieść to jeden wielki rollercoaster. Już na samym wstępie mamy przewrotny prolog w formie epilogu – wiemy od razu, jak mniej więcej skończy się historia, chociaż nie znamy szczegółów, jak do tego doszło, co jeszcze mocniej pogłębia ciekawość. Idealne rozwiązanie dla niecierpliwców. Bogate opisy są genialnie skonstruowane. W prosty i nienarzucający sposób pokazują nam świat przedstawiony. Główna bohaterka jest dobrze nakreślona i łatwo jest się z nią identyfikować. Trochę przypomina to historię z cyklu „od zera do bohatera”. Bohaterowie drugoplanowi są trójwymiarowi i żywi. Akcja toczy się w tempie błyskawicy i jest raczej jednoliniowa – cała fabuła wiruje wokół Beaty i nie rozgałęzia się na boki. Nie jest to filozoficzna powieść o szukaniu miłości i szczęścia w życiu. Zaliczyłabym ją raczej do kategorii radosnej wizji tego, jak mógłby wyglądać świat, gdyby uchyliły się drzwi do innych rzeczywistości, ale bez przesadnego pójścia w fantasy. Połączenie literatury kobiecej z lekkim kryminałem i elementami fantasy, a to wszystko osadzone w swojskim krajobrazie polskich urzędów i blokowisk. Znalazłam w końcu autorkę literatury kobiecej, którą mogę czytać z przyjemności i polecać z czystym sumieniem.

Zachęcam gorąco do lektury wszystkie kobiety, które chciałyby odetchnąć nieco od rzeczywistości. Czyta się niesamowicie szybko i przyjemnie, dlatego szczególnie polecam na podróż – w dwie strony chapnie się na raz całość bez problemów.

 

„Płacz przyniósłby ulgę, tymczasem cierpiała katusze. „Teraz naprawdę oszaleję – pomyślała skrajnie przerażona. – Autoagresja występuje zawsze, kiedy nienawiść do ludzi, żal za doznane krzywdy i inne agresywne myśli zwracają się przeciwko człowiekowi, który je odczuwa. W skrajnych przypadkach mogą być przyczyną wylewu lub ataku serca. A ja po prostu zaraz zwariuję. Znajdą mnie zidiociałą, niepoczytalną, zwiniętą w kłębek. A potem zamkną na zawsze w jakimś domu opieki dla bezdomnych. Boże, pomóż… Woda mnie uratuje. Mięśnie zwiotczeją, napięcie opadnie, agresja rozpłynie się w wodzie! Trzeba wejść do wanny”.

 

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res

Istny meksyk w tym Meksyku.

Rodzaj: literatura podróżnicza
Język: polski
Stron: 128
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Zakochałam się ostatnio w książkach podróżniczych. Pozwalają mi one chociaż na chwilę zawitać do miejsc, które chciałabym zobaczyć poprzez żywe i kolorowe opisy oraz przepiękne zdjęcia. Oczarowana „Pod niebem Patagonii” szukałam czegoś podobnego o innych miejscach w Ameryce Południowej. Troszkę mi się omsknęło i wylądowałam w Północnej, jednak klimatycznie wciąż zostałam w krajach hiszpańskojęzycznych. Autorka z pomocą dobrych osób zebrała pieniądze na wydanie książki przez portal polakpotrafi.pl. Nic dziwnego, że rzuciłam się na „Istny Meksyk”, bo zapowiadał naprawdę dobrą zabawę. Okładka aż ociekała ostrością chilli i pustynnym krajobrazem. Więc jak tu nie skorzystać z takiego biletu? Ja poszłam jak w dym.

Ewa Filip – specjalista bezpieczeństwa i higieny pracy, doradca psychospołeczny, dziecko PRL-u, ułożona, cierpliwa, rozsądna. Gdańszczanka od zawsze. Szczęśliwa mama Julka i Klaudii. Miłośniczka słowa i słodyczy. Zakochana w świecie i ludziach. Optymistka, romantyczka, do bólu wytrwała. Posmakowała kuchni czterech kontynentów, ma apetyt na więcej. Pragnie podróżować, pisać i kochać. Pozytywna dusza, wulkan energii i emocji w drobnym ciele. Podróżniczka, marzycielka, idealistka. Ma lat tyle, na ile nie wygląda, piękne pasje i marzenia. Pracowała z przerwami od 1992 roku m. in. katechetka w przedszkolu, sekretarka, księgowa. Prowadziła audycje muzyczne w internetowym radio ” Hades”.

„Istny Meksyk” to relacja autorki z turystycznej podróży do jednego z najpiękniejszych zakątków świata. Książka zawiera opisy najbardziej znanych i najpopularniejszych miejsc w Meksyku i odczuć z nimi związanych. Tekst przybliża obraz kraju wraz z jego historią, zabytkami i dziką, tajemniczą przyrodą. Będzie ciekawy dla tych, którzy w Meksyku nie byli, a dla tych, którzy się tam wybierają, stanowić może źródło cennych wskazówek.

Przeczytałam dużo literatury podróżniczej. Przewodników jeszcze więcej. Przy okazji licznych rodzinnych wycieczek zgarniałam ze stoisk co ciekawsze pozycje i zaczytywałam się w opisach przy konkretnych zabytkach. „Istny Meksyk” zawiera dużo pourywanych relacji z poszczególnych dni podróży. Występują długie przerwy między jedną a drugą historią czy miejscami, które autorka odwiedziła. Kilkugodzinne podróże autobusem są idealne do przytoczenia opisu miejsca i „wdrożenia” czytelnika. Zabrakło tego. Niestety nie broni się też ilością zdjęć, jest ich zaledwie dwadzieścia, jednak nie sposób odmówić im uroku i klimatu. Autorka niewątpliwie ma oko. Na uwagę zasługują również ciekawostki – choć w ilości niewielkiej, skutecznie intrygują. Co mnie najbardziej rozpraszało? Dwie rzeczy. Osobiście są dla mnie małym minusikiem, jednak to moja subiektywna ocena. Pierwszym punktem jest notoryczne powtarzanie, że nie do końca autorka wie, jak zapisać jakąś nazwę. Rozumiem, że niektórych z miejsc nie ma na mapie, ale w XXI w. można sięgnąć do sieci i zasięgnąć opinii Wikipedii przynajmniej w niektórych przypadkach. Nieładnie pani autorko ;) Drugą sprawą była zbytnia prywata. Odwoływanie się do osób, które były współtowarzyszami i współtowarzyszkami podróży. Miałam wrażenie, że jestem pominięta. Takie „O co chodzi? Nie wiem, nie było mnie tam”. Jednym słowem oczka puszczane do nielicznych czytelników. Rozumiem, że to fajna pamiątka również dla twórczymi, ale proszę nie zapominać też o nas, szaraczkach, które nie miały przyjemności tam być. Na pewno warto sięgnąć po tę książkę. To Meksyk w pigułce na zaledwie 122 stronach z ciekawymi zdjęciami i konkretnymi miejscami. Nie leci się tutaj po całości, ale niedokładnie. Wielkie brawa dla pani Ewy Filip za spełnianie marzeń i zbieranie pieniędzy na swoją pierwszą książkę.

Polecam wszystkim pasjonatom książek podróżniczych, którzy nie mają zbyt dużo czasu między jedną a drugą wycieczką. Oraz oczywiście fanom samego Meksyku.

„Przeszłam przez bramki bez atrakcji, choć emocje były. Przypomniałam sobie, że w plecaku mam pilniczki i jakiegoś energetycznego zapuszkowanego „powera”. Że też takie rzeczy zawsze nam się przypominają w najmniej odpowiedniej chwili i sprawiają, że nasza twarz przybiera wyraz z gatunku tych nieodgadnionych. Może ze zmęczenia moja mina była cokolwiek mniej czytelna. Albowiem przeszłam, chociaż przede mną i za byli tzw. „macani” i „macanci”. Następny etap przed podróżą – woda do samolotu – o raju!, od piątaka w górę za 250ml, co za zdzierstwo?! I gdzie tu „Warszawa da się lubić”, ja się pytam? A pić się chce. To idziemy na herbatę za „jedyne” 20 zł. Jeszcze nigdy herbata nie była dla mnie tak drogocenna. Do ostatniej kropelki… i postanowiłam, zaparłam się, że przewiozę ją aż do Meksyku i tam dopiero się nią podzielę.”

 

Ocena: 6/10

 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res

Ta książka bierze udział w wyzwaniu