Book Combo Tag

 

1. Jacy dwaj autorzy, powinni połączyć swoje siły by stworzyć wspólną książkę?

Jabuk Ćwiek i Andrzej Sapkowski to cross mojego życia. Połączyć epickość rodem z serii o Wiedźminie z genialnymi pomysłami i humorem jak w „Chłopcach” – o taaaak. Mówcie mi tak jeszcze… Czy mogłoby być coś doskonalszego? Szkoda, że to poza wszelkimi ramami rzeczywistości, ale pomarzyć zawsze można :D

2. Ulubiony pisarski duet?

Rzadko kiedy czytuję książki, gdzie współpracują ze sobą dwoje autorów, ale jeśli miałabym wskazać którykolwiek, wybrałabym duet Terry Pratchett i Neil Gaiman. Ich „Dobry omen” był świetną lekturą. Polecam.

3. Jakie dwie historie chciałabyś połączyć?

Hmm… Byłabym ciekawa połączenia „Chłopców” Ćwieka z komiksami spod znaku „Sons of Anarchy”. Kurde, spotkanie magicznych motocyklistów z twardymi przestępcami musiałoby być naprawdę epickie. Czuję, że wiele twarzy mogłyby zaliczyć poważny uszczerbek. Ewentualnie po imprezie znalazło by się kilka trupów w szafie ;)

4.  Jakie dwie postaci z różnych książek, mogłyby stworzyć idealne OTP? 

Ok, zacznijmy od tego, że musiałam wygooglować OTP. Czuję się staro, że nie znam takich skrótów :D Ciężkie pytanie… Wiem! Doktor Hunter z powieści Simona Becketta i doktor Brennan z serii „Kości”. O ja… To byłby dopiero duet! Lubię agenta Bootha, ale jednak bardziej kibicowałabym związkowi dwojga antropologów, który byłby nie do zatrzymania w sprawach kryminalnych.

5. Jakie dwa książkowe światy, chciałabyś połączyć by powstał jeden epicki świat?

„Władca pierścieni” i rzeczywistość wykreowaną przez Sapkowskiego w serii o Wiedźminie. Nie trzeba nic więcej dodawać.

6. Jaką trylogię albo serię, chciałabyś zobaczyć połączone w jedną książkę?
Żadną. Lubię wszystkie serie, które przeczytałam i ani jednej nie skompresowałabym do jednej książki. Za bardzo lubię opasłe tomiska ;)

7 Deadly Sins Book Tag

1. Chciwość – najtańsza i najdroższa książka na Twojej półce?
Hmm… Okrutnie trudne pytanie. Pamiętam, że swego czasu czaiłam się na książki anglojęzyczne po second handach. Tak więc jako najtańszą pozycję, jaką wskażę, będzie piękne wydanie Sherlocka Holmesa w twardej oprawie, stan nienaruszony. Capnęłam ją jak dzika i poleciałam do kasy. Szok, że znalazłam ją w takim miejscu nie ustępuje do dzisiaj. Najdroższa… Kurczę, jestem mistrzynią taniego kupowania, ale chyba najdroższe chyba było kolekcjonerskie wydanie „Listów” Lennona z filmem, koszulką, przypinką i książką.

2. Gniew – autor którego kochasz, ale również i nienawidzisz z całego serca?
Raczej nie chowam urazy do żadnego z autorów. Chyba że chwilową, ale zazwyczaj szybko mi przechodzi i miłość nadal kwitnie. Nienawiść częściej odczuwam do osób, które napisały jakiegoś gniota. O tak, mój P. jest świadkiem wielu moich bezsilnych wybuchów podczas lektury.

3. Obżarstwo – jaką książkę możesz pożerać ciągle bez wstydu?

Chyba „Szalone życie Rudolfa”. Czytałam je wielki temu, ale nadal nie miałabym problemu, żeby sięgnąć po nią przy ludziach. Poza tym, wychodzę z założenia, że nie powinno się wstydzić tego, co się czyta. A jeśli się człowiek wstydzi to powinien po prostu zmienić tematykę J

4. Lenistwo – czytanie jakiej książki zaniedbałaś przez swoje lenistwo?
Ojoj, bywam strasznym leniuszkiem, ale pod względem czytania nie zdarza mi się zaniedbywać. Raz na ruski rok mam mały wypadek, że wypożyczę sobie coś z biblioteki i mnie nie wciągnie. Wtedy odkładam nawet po kilkudziesięciu stronach. A tak jestem bardzo aktywna ;)

5. Pycha – o jakiej książce mówisz najwięcej, kiedy chcesz zabrzmieć jak bardzo inteligentny czytelnik?
Nawet nie o książkę chodzi, a o poezję. Jak chcę być taka „ą”, „ę” to rozgaduje się o moim kochanym Wojaczku i Baczyńskim. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że wtedy wiem nieco więcej niż inni. Bo przecież niewielu słyszało o Wojaczku i z reguły są zdziwieni „kto to?”.

6. Nieczystość – jakie cechy uważasz za najbardziej atrakcyjne u bohatera bądź bohaterki?
Inteligencja. Kręci mnie zarówno w książkach jak i w życiu. Nie ma nic przyjemniejszego niż facet lub dziewczyna, którzy są diablo mądrzy. Poczucie humoru też jest ważne, ale właśnie takie trafione w punkt. Żarty o piwie i narządach płciowych raczej mnie nie śmieszą.

7. Zazdrość – jakie książki najbardziej chciałabyś dostać jako prezent?
Marzy mi się kolekcja książek Mastertona, ach… Na razie bardzo powoli sama kupuję, ale do pełnej jeszcze mi sporo brakuje… 

Zombie Apocalypse Book Tag

Zasady: Wybierasz 5 lub 10 książek i na podstawie losowania, wybierasz książkę, którą kartkujesz i otwierasz na przypadkowo otworzonej stronie. Imię, które zobaczysz jako pierwsze, to będzie osoba przypisana do jednego z dziesięciu opisów.

Książki, które wybrałam [starałam się znaleźć takie, które lubię i które wy możecie znać - co to za zabawa, kiedy jedna osoba wie, o co chodzi, a reszta nie ;)]:

  • Jakub Ćwiek – Chłopcy
  • G. R. R. Martin – Gra o tron
  • Stephanie Meyer – Zmierzch
  • Simon Beckett – Wołanie grobu
  • Susan Se – Angelfall
  • Susan Collins – Igrzyska śmierci
  • Laini Taylor – Córka dymu i kości
  • Andrzej Sapkowski – Chrzest ognia
  • Anna Gavalda – Billie
  • Kathy Reichs – Nagie kości 

1. Osoba, która zginie jako pierwsza

Igrzyska śmierci – Effie

Kurczę, cały czas lubiłam Effie, kiedy czytałam, jednak moje serce zdobyła całkowicie w filmie. Szkoda, że zginie jako pierwsza, ale pewnie to wszystko przez te falbany, pióropusze i wysokie obcasy. Oj, niezbyt dopasowany do sytuacji ubiór…
.
2. Osoba, której podstawię nogę, aby uciec przed zombie
Zmierzch – Edward
Ha! Nie jest mi nawet przykro! Nie cierpię typa – taki pseudo-romantyczny wymoczek z cielęcymi oczami na widok Belli, a wszyscy wiedzą, że chodzi o jej łabędzią szyję. Pewnie nic by mu się nie stało, nawet jeśli by go chapnęli, ale satysfakcja pozostaje.
.
3. Osoba, która jako pierwsza przemieni się w zombie
Angelfall – Paige
Hmm… W książce zmieniła się w coś gorszego, ale jeśli dołożyć do tego efekt zombie… Brr… Aż ciarki przechodzą po plecach. I to żwawą defiladą. Byłoby mi strasznie przykro, że ją to spotkało.
.
4. Osoba, która mi podstawi nogę, aby uciec przed zombie
Gra o tron – Sansa
Zawsze wiedziałam, że rudy rudemu wilkiem, ale żeby aż tak? No w głowie się nie mieści!
.
5. Drużynowy idiota
Córka dymu i kości – Karou
Jakoś średnio mi pasuje na drużynowego idiotę. Może nie jest zbyt zorganizowana i daje się ponieść emocjom, ale żeby trafić na takie miejsce? Nah. 
.
6. Mózg drużyny
Chłopcy – Dzwoneczek
Tak! Jesteśmy uratowani! Dzwoneczek jak mało kto ma łeb na karku – wie, gdzie się schować, w którym momencie atakować i jak przechytrzyć przeciwnika. Z takim mózgiem to można na koniec świata i z powrotem. I to wcale nie pod rękę z zombie.
.
7. Drużynowy medyk
Chrzest ognia – Ciri
Wolałabym, żeby zajmowała się bronią, ale cóż… Jej zdolności do władania mieczem i magiczne czary-mary raczej nie pomogą nam zszywać ran. Czas samemu przejąć apteczkę i liczyć na małe obrażenia.
.
8. Ekspert do spraw broni
Nagie kości – Brennan
Geniusz antropologii i ludzkiego ciała kontra broń. Co może pójść nie tak? Odpowiem wam – wszystko. Trzeba by było zrobić przetasowanie na froncie i zamiast Ciri w roli medyka posadzić na tym „stołku” Brennan. Mimo, że pracowała głównie z martwymi, bardziej jej zaufam, kiedy będzie musiała nastawić mi obojczyk.
.
9. Awanturnik drużyny
Billie – Billie
O tak, nadaje się. Billie jest straszliwie gwałtowna i emocjonalna, więc pasuje jak ulał.
.
10. Kapitan drużyny
Wołanie grobu – Doktor Hunter
Ok, mamy szansę, żeby wyjść z tego w jednym kawałku, dzięki temu gościowi. Ma łeb jak sklep, a na umarlakach zna się jak nikt. Podszkoli się w takich chodzących truchłach i mamy kapitana jak się patrzy.
.
.
.
Uff! Kilka razy było gorąco, ale wierzę, że z taką drużyną moglibyśmy się odnaleźć w tej całej zombi apokalipsie. Robiliście już ten tag? Jeśli tak, koniecznie podeślijcie linki. Jeśli nie – zapraszam do zabawy :)

Autumn Book Tag

Chociaż jeszcze nie kalendarzowa, to zima już daje o sobie znać. Pierwsze zimne podmuchy, śnieg prószący od czasu do czasu i poranne przymrozki. Zapowiada to już regularne ślizganie się po chodnikach w najbliższych dniach. Jednak mimo przedświątecznej atmosfery, która zaczyna się wić wokół nas – wróćmy myślami do złotych liści. Nie zapominajmy o jesieni, która jeszcze resztkami sił stara się trzymać. 

1. Kocyk, herbata i książka, czyli powieść idealna na jesienne wieczory.

Muszę wam wspomnieć o tej książce, bo jeszcze nie pojawiła się na moim blogu, a nie wyobrażam sobie przedłużać taki stan rzeczy.  Po prostu koniecznie zajrzyjcie chociaż do kilku pierwszych stron zanim skreślicie ten tytuł. A mowa tutaj o „Mieście ślepców” Jose Saramago. Kiedy przeczytałam do końca, jeszcze kilka dni nosiłam ją przy sobie, nie mogą otrząsnąć się z wizją, którą wysnuł przede mną autor. Wstrząsająca, poruszająca, traktująca o poświęceniu i przerażeniu w obliczu epidemii. A tytułowi ślepcy są tylko punktem wyjścia do rozważań o naturze ludzkiej i jej zmianach w obliczu ekstremalnych sytuacji. Uwagę trzeba zrócić też na specyficzny styl pisania tej powieści, który nie każdemu podpasuje, jednak warto się trochę „zmęczyć”, żeby się przez niego przegryźć. Warto też zerknąć na film, który powstał na podstawie książki. Z całego serca polecam na zimniejsze, jesienne wieczory i nie tylko.

 

2. Kalosze i kałuże, czyli książka, która zapewniła Tobie wiele frajdy.

Książka mało znana i trochę zapomniana, więc czas ją odkurzyć. Pamiętam, kiedy pierwszy raz ją ujrzałam jeszcze w gimnazjalnej bibliotece, gdzie pomagałam po lekcjach. Cztery kolorowe okładki spoglądały na mnie spod literki „F”. „Szalone życie Rudolfa” Joanny Fabickiej. A że wtedy byłam na etapie, że żadnej książce nie przepuściłam to zabrałam je ze sobą. Ujmę to tak – rzadko kiedy, wcześniej lub później, śmiałam się tak głośno przy czytaniu. Główny bohater rozbraja i rozkłada na łopatki całkowicie. I chociaż śmiać nie ma się z czego, bo każdy dorastał, to całość została tak ujęta, że kupuję to w całości. Rodzina tytułowego Rudolfa i sytuacje, jakie je spotykają, włącznie z babcią biegającą w wyliniałym boa i grubym psem Oponą. Jeśli potrzebujecie oddechu od rzeczywistości – sięgajcie po nią bez wahania.

 

3. Hulający wiatr, czyli powieść, która targała Twoimi emocjami.

Tutaj nie będę oryginalna –„Milczenie owiec” Thomasa Harrisa. Film jest jednym z tych, do których wracam wciąż i wciąż bez względu na to, ile razy już go widziałam. Z książką jest podobnie. Genialna psychologiczna układanka z makabrą i kryminałem w tle. Co jednak targało tak moimi emocjami? Dwójka głównych bohaterów. Z jednej strony gardziłam praktykami Hannibala, jednak jego postać stawała mi się bliższa z każdą stroną i nic na to nie mogłam poradzić. W pewnym momencie nawet trochę kibicowałam temu, żeby Lecter spiknął się jakoś bardziej ze Starling, ale wiedziałam, że jest to skazane na niepowodzenie. Na pewno warto przeczytać dla psychologicznego aspektu związku agentki i ludożercy. Jestem strasznie ciekawa, czy was też tak wstrząśnie.

 

4. Deszczowa pogoda, czyli ogromny wyciskacz łez.

W sumie rzadko plącze podczas czytania. Jednak był jeden raz, kiedy rozkleiłam się całkowicie i nie potrafiłam się ogarnąć. Podczas lektury „Marley i ja” Johna Grogana ryczałam jak bóbr. Zawsze wzruszał mnie los zwierząt, a psów w szczególnie, bo od dziecka byłam psiarą i wychowywałam się z tymi bandytami. Kiedy trafiłam więc na historię o labradorze, który wyleciał ze szkoły tresury za brak postępów i zmienił życie pewnego mężczyzny, nie mogłam się oprzeć, żeby jej nie kupić. No i sama się doigrałam, bo mimo, że jakiś happy ending jest to wcale nie jest taki szczęśliwy. Polecam ciepło każdemu, ponieważ lektura mocno uwrażliwia na los czworonogów i ich roli w rodzinie.

 

5. Złota polska jesień, czyli królowa trzeciej pory roku!

Jesień kojarzy mi się nieodparcie z czytaniem biografii – czemu? Nie mam pojęcia. Tak już mam. Ale nie każdy to lubi, więc poszłam trochę na kompromis i jesienną aurę przełamię pozycją podróżniczo-biograficzną. „Bezsenność w Tokio” Marcina Bruczkowskiego. Ukazuje inne oblicze Japonii niż to, które widzimy przez pryzmat memów i ogólnego zdziwaczenia promowanego w mediach. Plus spojrzenie Europejczyka, Polaka na obcy azjatycki świat i jego kulturę. Książka godna uwagi, na którą trafiłam przypadkiem, jednak nie żałuję żadnej przeczytanej strony.

Jeśli macie ochotę odpowiedzieć na te pytania – nie krępujcie się! I koniecznie podeślijcie mi linki :)

A Tea Book Tag

Od dzisiaj piątek będzie chyba dniem tagów, co wy na to? Znalazłam ich tak dużo, że z chęcią przedstawię wam odpowiedzi na kilkanaście z nich. Mam nadzieję, że się spodoba. Tymczasem dzisiaj A Tea Book Tag – herbatopijcą jestem ogromnym. W sumie kawę piję bardzo rzadko, a jeśli już to smakową z dużą ilością mleka. Za to herbat mogłabym wypić kilka dziennie i mieć nadal ochotę ;)

CZARNA HERBATA – Twój ulubiony klasyk

Czytałam i nadal czytam dosyć sporo klasycznych książek. Ciepło wspominam szczególnie moje licealne lektury. Z ciekawości sprawdziłam spis, co obowiązuje na tegorocznej maturze, i mocno się zdziwiłam. Kilka pozycji, na które ja się łapałam, teraz zostało wymazane gumeczką. A szkoda, bo młodych ominą ciekawe kąski. Wracając do tematu – byłam mocno rozdarta między „Folwarkiem zwierzęcym”, „Jądrem ciemności”, „Granicą” i „Innym światem”. Zastanawiałam się dobre kilkanaście minut, ale decyduje się na „Inny świat” Gustawa Herling-Grudzińskiego. Pamiętam, że lektura zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że kupiłam swój egzemplarz i stoi do dzisiaj na półce, jeszcze z moimi notatkami. Nawet nie wyobrażacie sobie, jakie modły wznosiłam, żeby wybrali to na maturę – mogłabym się popisać jakąś wiedzą, ale guzik. Trafiłam na „Przedwiośnie”, za którym nie przepadam i pisałam o wierszu „Mazowsze” Baczyńskiego oraz „Glorii Victis” Orzeszkowej.

 

ZIELONA HERBATA – książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiałaś

O kurczę, sporo ich było. Zazwyczaj podsypiam po ciężkim dniu na cegłach fantasy, bo działają na mnie kojąco. Ale czy pamiętam aż tak nudną? Z reguły jestem twardą sztuką i niewiele może mnie zmóc. Wiem! Posypiałam na książkach Coelho – co poniektórzy będą chcieli mnie spalić na stosie, ale nic na to nie poradzę, że te obyczajowo-filozoficzne [według mnie nieco pseudo...] rozkminy mnie nie ruszają. Jednak jeśli miałabym wskazać jedną pozycję byłaby to „Kara dla Śpiącej Królewny” Anne Rice. O ile samą autorkę szanuję i lubię, o tyle ta pozycja całkowicie nie wyszła. Mało apetyczny i nierozpalający erotyk. Zdecydowanie odradzam.

Anna Rice – Kara dla Śpiącej Królewny

 

CZERWONA HERBATA PU-EHR – książka, w której bohaterowie cięgle się przemieszczają

Już miałam rękę na naprawdę fajnej książce drogi, ale stwierdziłam nie. Nie może być tak łatwo. I tak oto polecę wam literaturę podróżniczą ;) Wahałam się między Cejrowskim i Wojciechowską, ale wybór padł na tę drugą. W związku z licznymi kontrowersjami, które ostatnio pojawiły się wokół jej osoby, sporo ludzi zaczęło interesować się jej podróżami. A zobaczyła niemało. Zdecydowanie chciałabym polecić serię „Kobieta na krańcu świata”. Wojciechowska zwraca uwagę nie tylko na codzienność i kulturę odległych oraz bliższych ludów, ale przede wszystkim na pozycję, którą zajmują w nich kobiety. Często historię są niezwykle przejmujące i wzruszające, dlatego zachęcam do przeczytania.

 

HERBATA OOLONG – książka, której poświęca się zbyt mało uwagi

Tutaj chciałam zwrócić uwagę na kontynuację „Niebezpiecznego daru”, a mianowicie „Lepszy świat” Marcusa Sakeya . Kurczę, kiedy dostałam tę powieść w moje łapczywe na thrillery łapki, aż nie mogłam wyjść z podziwu, że trafiło mi się coś tak fajnego. Bardzo dobrze wykreowany bohater, akcja pędząca z prędkością pendolino [he he he] oraz świetnie wykreowany świat. No cóż, z tego, co zauważyłam, przeszła ona niestety niezauważona przez większą liczę osób. A szkoda.

 

BIAŁA HERBATA – książka niezasłużenie popularna

Oj, no to bym się mogła rozpisać… Duża ilość książek dla młodzieży jest dla mnie niezrozumiale, wręcz chorobliwie popularnych. Weźmy chociaż pod lupę „Zmierzch”. [Ostrzegam, że poleci hejt, więc fanów serii o Belli poproszę o przejście do kolejnej kategorii...] Idealny przykład. Hit, który przeczytały miliony osób, powstały ekranizacje oraz pierdyliard gadżetów. I co? I nico. Główna bohaterka jest ciepłą kluchą z wiecznie otwartymi ustami, która zakochuje się w wampirze, który nawet nie zasługuje na to miano, albowiem nie mało, że nie pije ludzkiej krwi, to jeszcze świeci się w słońcu jak psu jajca. Uff… Na dokładkę mamy wilkołaka zakochującego się w naszej dziewczynie i creepy dziecko na koniec serii. Czego nas to wszystko uczy? Że rodzice nie interesują się dziećmi i nawet nie zauważają, że spotyka się z jakimś dziwnym gościem, a na wieść, że jest wampirem, wzrusza ramionami? Że trzeba się uzależnić od osoby, którą się kocha? Że głównym naszym zainteresowaniem powinien być facet? No kochani, z czym do ludzi!

 

HERBATA YERBA MATE – książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła

Akurat jestem przy takiej książce, a mianowicie „Wilku” Marka Hłaski. Początek był trochę trudny, bo musiałam przestawić się na nieco archaiczny styl pisarza. Ale kiedy już przetrawiłam pierwsze kilkadziesiąt stron, to z wielką przyjemnością zagłębiałam się dalej.

 Marek Hłasko – Wilk

.

HERBATA ZIOŁOWA – książka, którą czytano Ci na dobranoc, kiedy byłaś mała

Byłam przykładną książkoholiczką już od małego, więc miałam sporo bajek, których czytania kategorycznie żądałam od rodziców i babci. Całkiem szybko nauczyłam się czytać, więc często sama dla siebie czytałam na dobranoc. Na pewno baśnie braci Grimm i książeczki z przygodami Kaczora Donalda. Pamiętam, że miałam też całe stosy bajek tzw no name, bo nie opowiadały o żadnych znanych postaci z filmów, ale postaci tworzonych przez zwykłych grafików i mniej znanych artystów. Odnalazłam je ostatnio i byłam wzruszona przeglądając, co kryje się na kartach. Niektóre historie pamiętam do dzisiaj.

 

HERBATA OWOCOWA – Twoja ulubiona lekka książka

Zdecydowanie „Dziewczyna, której jedno w głowie” Abby Lee. Lekka, przyjemna, dowcipna. Dobry przykład jak przekornie zrobić literaturę kobiecą z jajem. Rzadko na takowe trafiam, a tutaj otrzymałam szczerość, bezkompromisowość i pozytywny ekshibicjonizm. Polecam, jeśli chcecie oderwać się od ciężkich tematów.

 .

.

ICED TEA – książka, która zmroziła Ci krew w żyłach

„Ciało i krew” Grahama Mastertona. Od wielu lat pozycja na pudle moich ulubionych powieści ever. Od niej zaczęła się moja przygoda z brytyjskim pisarzem i fascynacja thrillerami oraz horrorami. Do dzisiaj pamiętam, że byłam nie na żarty przerażona podczas lektury i jeszcze na długo potem. Tak realistycznie napisanej i świetnie skonstruowanej, trzymającej w napięciu powieści ze świecą szukać. 

.

.

.

Jeśli macie ochotę odpowiedzieć na te pytania – nie krępujcie się! I koniecznie podeślijcie mi linki :)