Wywiad – Anna Niedbał

Witajcie! Niedzielny wywiad z autorem powrócił! Dzisiaj chciałam podrzucić wam do poczytania rozmowę, którą miałam przyjemność przeprowadzić z Anną Niedbał – autorką „Zakazu” [recenzja tutaj]. Zapraszam! :)

.

Anna Niedbał o sobie: „Mam 23 lata, pochodzę z Dąbrowy Górniczej, gdzie obecnie mieszkam i weekendami dokształcam się na kierunku Dietetyki. Na co dzień pracuję. Jestem absolwentką Uniwersytetu Śląskiego, kierunku Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa. Interesuję się Finlandią i wszystkim, co z nią związane. Kocham czytać książki, głównie fantastykę w stylu Cassandry Clare, chociaż mam swoich ulubieńców również z innych gatunków literackich. Jestem uzależniona od spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi, a także zapaloną miłośniczką niektórych seriali. Odkąd pamiętam, zawsze miałam w głowie sto tysięcy pomysłów na historie, które próbowałam w różny sposób przekazać innym. Tak oto metodą prób i błędów zaczęłam pisać i pokochałam to z całego serca. Będąc w gimnazjum założyłam swojego pierwszego bloga, na którym publikowałam fragmenty swojej pierwszej powieści. Następnie zajęłam się prowadzeniem pamiętników i pisaniem „do szuflady”. Tak powstała moja debiutancka powieść „Zakaz”. Zaczęłam ją pisać w sierpniu 2009 roku, skończyłam po roku. Wróciłam do niej trzy lata temu, podczas mojego pobytu w Finlandii.”

.

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pani aktualnie czyta?

Muminki! Mam wersję podzieloną na dwie księgi i obecnie jestem w trakcie czytania drugiej, w połowie książki „Pamiętniki Tatusia Muminka”. Gorąco polecam zarówno dzieciom jak i dorosłym ;)

Jak urodził się pomysł na „Zakaz”? Od razu pojawił się szkic całości, czy historie pojawiały się z czasem w Pani głowie?

Zna Pani to uczucie podczas usypiania, kiedy jest się blisko uśnięcia, ale jeszcze nie do końca można stwierdzić, że się śpi? Parę lat temu cierpiałam na bezsenność, więc najczęściej kładłam się spać słuchając muzyki, ponieważ to mi pomagało usnąć. Byłam właśnie mniej więcej na takim etapie usypiania, kiedy wsłuchiwałam się w słowa piosenki „HIM – Soul on fire”… obraz Angeliki sam pojawił się w mojej głowie. Kiedy wstałam zaczęłam pisać i tak to się zaczęło. W następnych etapach wymyślanie historii było jak układanie puzzli. Podczas słuchania muzyki widziałam obrazy dotyczące „Zakazu” i musiałam połączyć je w całość, żeby stworzyły powieść. 

„Zakaz” to Pani literacki debiut. Proszę opowiedzieć nam o szczegółach powstawania tej powieści. Ile trwały prace, jak udało się Pani wydać książkę?

Zaczęłam ją pisać w wakacje 2009 roku. Miałam wtedy gorszy okres zdrowotny i prawie w ogóle nie wychodziłam z domu. Pisanie już wcześniej było moją ucieczką od rzeczywistości i problemów, jednak pisanie „Zakazu” było czymś więcej. Wtedy tak naprawdę odkryłam, że to moja prawdziwa pasja i miłość.

Całość napisałam w ciągu roku, jednak w dość chaotyczny sposób. W późniejszych latach czasem do niej wracałam, z tym, że poprawki, jakie wprowadzałam były bardzo delikatne i w dalszej części czułam, że brakowało jej tego „czegoś”.

W międzyczasie wysyłałam ją do wydawnictw, tak z ciekawości. Nie dostawałam żadnych odpowiedzi.

W 2013 roku wzięłam urlop dziekański i wyjechałam do Finlandii. To tam zaczęłam pisać „Zakaz” prawie całkowicie od nowa. Podzieliłam ją na tomy, a następnie ułożyłam wydarzenia w sposób chronologiczny. W przeciągu pół roku pierwszy tom był gotowy. Powoli zaczęłam się nią dzielić z innymi osobami, które namawiały mnie na jej wydanie.

Po powrocie do kraju postanowiłam udostępnić darmową wersję „Zakazu” na stronie www.wydaje.pl (obecnie już nieistniejącej). Z pomocą przyjaciół stworzyłam stronę internetową, fanpage na facebooku oraz próbowałam dotrzeć do różnych czytelników. W dalszym ciągu starałam się o jej wydanie i pisałam do wydawnictw. W międzyczasie pozyskałam numer ISBN i miałam ten zaszczyt, że e-book został umieszczony w czasopiśmie CD-Action. Zgłosiłam się również do konkursu „Literacki Debiut Roku”. Mniej więcej pół roku później dostałam propozycję wydania książki od Wydawnictwa Novae Res.

Czy planuje Pani wydać kolejną powieść?

Oczywiście. Moja przygoda z wydawaniem dopiero się rozpoczęła, ale na pewno na jednej książce nie zaprzestanę. W pierwszej kolejności muszą ukazać się kolejne tomy „Zakazu”, nie ma innego wyjścia ;)

Czy przywiązuje się Pani do bohaterów? Skąd bierze Pani inspirację do ich tworzenia?

Myślę, że w jakiś sposób jestem przywiązana do każdego bohatera książki. Jeśli chodzi o inspirację do ich tworzenia to ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Stworzyłam ich tak jak całą historię, pod wpływem muzyki, otoczenia i uczuć.

Jakie są Pani literackie inspiracje?

Prawdę mówiąc, inspiracje czerpię głównie z muzyki, nie z literatury. Jednak są książki, które faktycznie dużo wniosły do mojego zainteresowania zarówno tematyką fantastyki jak również duchów, między innymi można tutaj zaliczyć sagę „Dary Anioła” oraz książki, które czytałam jeszcze w dzieciństwie, takie jak: „Duch Kapitana Grimstona” M. Arrigan albo „Peggy Sue i duchy” S. Brussolo.

Spotkałam się czasami z postawą, że pisarze polecali swoim czytelnikom utwory, dzięki którym czytanie będzie bardziej intensywne i będą mogli lepiej wczuć się w klimat. Czy sądzi Pani, że słuchanie muzyki ma wpływ na odczucia czytelnika? Jeśli tak, co poleciłaby Pani do czytania swojej książki?

Wszystko jest kwestią indywidualnego podejścia. Ja osobiście słucham muzyki zarówno podczas pisania jak i czytania, jednak znam osoby, którym to przeszkadza i muszą mieć ciszę.

Jeżeli chodzi o zespoły, przy których można czytać „Zakaz” to mogę polecić:

HIM, Marilyn Manson, Linkin Park (również wersje instrumentalne), Apocalyptica, Nightwish, Afi, BarlowGirl, Panic! At The Disco, Poets Of The Fall, Siddharta, Sad Piano, Secret Garden, Two Steps From Hell, Amorphis, Lacuna Coil oraz Blue Foundation.  

Jako piosenkę przewodnią pierwszego tomu wybrałam „HIM – Drunk on shadows” i mogę zdradzić, że w drugim tomie będzie to „Nightwish – Cadence of her last breath”.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Jak pracuje Pani nad tekstem? Ma Pani jakiś określony system pisania?

Tak, to piękny obraz pisarza. Niestety, w moim przypadku maszyna do pisania została zastąpiona laptopem, kawa nie jest dla mnie wystarczająca, zwykle popijam również magnez, a kiedyś dokładałam jeszcze energy drinki. Pisanie po nocach często mi się zdarza, ale zwykle dlatego, ponieważ się w tym zatracam i zapominam o całym Bożym świecie. Jeżeli chodzi o system… cóż, ciężko jest mi usiąść przy tekście jeżeli nie mam żadnej wizji. Wtedy albo idę na spacer albo kładę się na łóżku, oczywiście zawsze w towarzystwie muzyki. Potem pojawia się wena i zaczynam pisać. Można powiedzieć, że to jest właśnie mój system.

Gdyby miała się Pani znaleźć w jednej ze swoich ulubionych książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

Zdecydowanie w Harrym Potterze, ponieważ uwielbiam ten magiczny świat, który przedstawiła J.K. Rowling.

Książki bywają dobre i czyta się je z przyjemnością, albo wręcz przeciwnie – już podczas lektury ma się ochotę wyrzucić je za okno. Pamięta Pani powieści, które zrobiły na Pani największe wrażenie i te, o których chciałaby Pani zapomnieć?

W sumie, tutaj się powtórzę i raczej oryginalna nie będę, jeśli wspomnę, że największe wrażenie zrobiły na mnie książki: „Wiedźmin” A. Sapkowskiego, „Dary Anioła” C. Clare, „Harry Potter” J.K. Rowling, „Muminki” T. Janson, „Nacja” T. Pratchetta, „Chemia Śmierci” S. Becketta, „Ania z Zielonego Wzgórza” L. M. Montgomery, uwielbiam również biografię Marilyna Mansona – „Trudna droga z piekła” napisaną przez N. Straussa.

Jeżeli chodzi o książki, o których chciałabym zapomnieć, to owszem, są takie, ale wolę nie wymieniać ich tytułów.

Pisze Pani fantasy, ale czy jest to również gatunek, który czyta Pani najchętniej? Jeśli tak, skąd wzięło się zamiłowanie do niego? Jeśli nie, po co sięga Pani najczęściej?

Zdarza mi się czytać różne gatunki, jednak fantasy jest moim ulubionym, a zamiłowaniem do niego zaraziłam się od starszego brata.

Czy zamiłowanie do literatury wyniosła Pani z domu czy raczej sama zaczęła z nią przygodę, bez sięgania po pomoc?

Moja mama uwielbia czytać i w dużej mierze to właśnie ona przyczyniła się do tego, że zaczęłam sięgać po książki.

 Pokazuje Pani swoją twórczość znajomym i rodzinie czy raczej chowa do szuflady i zamka na trzy spusty? Jak zareagowali na wiadomość o tym, że stworzyła Pani swoją pierwszą powieść?

Jak byłam młodsza to zwykle chowałam do szuflady albo pokazywałam obcym ludziom podpisując się pseudonimem. Dzisiaj nie mam z tym problemu, ponieważ zanim coś udostępnię innym sprawdzę to tysiąc razy i upewnię się, że nie ma rażących błędów. Reakcja moich bliskich na to, że napisałam książkę mile mnie zaskoczyła. Wszyscy bardzo mnie wspierali od samego początku i wspierają mnie nadal. Życzę wszystkim, aby otaczali się tak wspaniałymi ludźmi, jakimi ja się otaczam.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również bardzo dziękuję.

[PRZEDPREMIEROWO] Zakazy są po to, żeby je łamać.

Rodzaj: fantasy
Język: polski
Stron: 169
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Pom, pom, pom, pom! Witajcie w ten uroczy czwartek. Pewnie u większości z was pogoda powinna być super i czuć już wiosnę. Zgadłam? Pewnie wielu z was nie może się doczekać cieplejszych dni. Ja w sumie też, chociaż bardziej wolałabym, żeby zniknęły te siąpiące deszcze, które ostatnio nawiedzają moje okolice. Przez kilka dni czytałam dosyć osobliwą książkę [bo co innego robić w taką pogodę] „Zakaz” Anny Niedbał. Wywiad z autorką ukaże się na dniach, więc zapraszam do recenzji oraz obserwowania postów na blogu J

 

Sama o sobie mówi: „Mam 23 lata, pochodzę z Dąbrowy Górniczej, gdzie obecnie mieszkam i weekendami dokształcam się na kierunku Dietetyki. Na co dzień pracuję. Jestem absolwentką Uniwersytetu Śląskiego, kierunku Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa. Interesuję się Finlandią i wszystkim, co z nią związane. Kocham czytać książki, głównie fantastykę w stylu Cassandry Clare, chociaż mam swoich ulubieńców również z innych gatunków literackich. Jestem uzależniona od spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi, a także zapaloną miłośniczką niektórych seriali. Odkąd pamiętam, zawsze miałam w głowie sto tysięcy pomysłów na historie, które próbowałam w różny sposób przekazać innym. Tak oto metodą prób i błędów zaczęłam pisać i pokochałam to z całego serca. Będąc w gimnazjum założyłam swojego pierwszego bloga, na którym publikowałam fragmenty swojej pierwszej powieści. Następnie zajęłam się prowadzeniem pamiętników i pisaniem „do szuflady”. Tak powstała moja debiutancka powieść „Zakaz”. Zaczęłam ją pisać w sierpniu 2009 roku, skończyłam po roku. Wróciłam do niej trzy lata temu, podczas mojego pobytu w Finlandii.”

Angelika Langer, przez przyjaciół nazywana Angel, jest nastolatką posiadającą wyjątkowy dar widzenia dusz zmarłych ludzi. Nikt z jej otoczenia nie wie, kim naprawdę jest i co potrafi. W momencie, kiedy na jej drodze pojawia się duch małej dziewczynki, wszystko się zmienia. Życie jej i jej bliskich przestaje być bezpieczne. Na dodatek pewnego dnia poznaje Oscara i dowiaduje się, że nie jest zwykłym medium, lecz Kapłanką i ma do wykonania niezwykle ważne zadanie. Musi zebrać dary pozostawione w trzech różnych światach przez Wyrocznie, a następnie wyprawić ceremonię mającą na celu zniszczenie Księgi Przejścia, by na zawsze uwięzić Antychrysta w innym wymiarze. Dziewczyna zostaje zmuszona porzucić dotychczasowe życie i wyruszyć w niebezpieczną podróż z chłodnym i nieprzystępnym Oscarem.

Już od samego początku mamy do czynienia z zawiłą fabułą. Sam prolog mocno daje do myślenia. Główna bohaterka jest wrażliwą, widzącą duchy nastolatką nieco wycofaną w stosunku do świata. Postacie drugoplanowe są jednak potraktowane po łebkach, co w zderzeniu z mocno zgłębioną Angeliką, daje poczucie niedosytu.  Opisy są ciekawe, chociaż czasami wolałabym, żeby były bardziej rozbudowane i barwne. Czyta się bardzo szybko i przyjemnie, wszystko dzięki prostemu językowi powieści. Miałabym jednak obiekcje, co do straszności wydarzeń. Jak na temat , który podejmuje – krwiożercze duchy i oddech szatana na karku – jak dla mnie zbyt łagodnie potraktowane. Zdarza się, że zdania są kanciate, lekko niedopracowane albo użyte w niepasujący sposób, nieoddający tego, co chciała przekazać autorka. W fabule jest spory chaos, pędzi naprzód i momentami trzeba się nieźle skupić, by nadążyć. Sama historia – świetna [marudząc, gdyby nie było tak silnie zarysowanego szkicu wątku romantycznego, wręcz genialna] – ale są małe luki, które mam nadzieję wypełni kolejny tom. Tak, to pierwsza część czegoś większego, więc jeśli moja recenzja was zaciekawiła, bądźcie w gotowości. Największą wadą tej powieści jest to, że jest za krótka. Gdyby poświęcić nieco więcej uwagi opisom i legendom świata przedstawionego raz, że czytelnik miałby pełniejszy obraz sytuacji, a dwa lepiej poznałby rzeczywistość, w której obraca się Angelika. Tego mi głównie brakowało – nieco ucierpiałoby na tym tempo akcji, ale myślę, że wyszłoby to całości na dobre. „Zakaz” to opowieść o inności, znajdowaniu przeznaczenia, poświęceniu i niepewności, która czasem dopada każdego z nas.

Polecam fanom fantastyki młodzieżowej i osobom, które chciałyby zgłębić całkowicie inny od tych, które już znamy, rzeczywistości. Warto poznać losy Angeliki – dziewczyny, która widzi więcej.

 

„W każdym zakątku można było dostrzec masywnych mężczyzn, wykonujących najrozmaitsze czynności, począwszy od spania, poprzez granie w karty, a skończywszy na gwałcie dziewczyny.

Przeszedł mnie dreszcz, a moje ciało wypełnił ogień.

Nie odczuwałam ani odrobiny strachu, a jedynie ogromny gniew. Miałam nieopisaną chęć pozbycia się każdego, kto krzywdził tę biedną, młodą kobietę.”

 

Ocena: 6,5/10

 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res

 

[PRZEDPREMIEROWO] Czerwony kapelusz w białe kropki ma…

Rodzaj: kryminał
Język: polski
Stron: 210
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Kilka dni temu dostałam od wydawnictwa Novae Res paczuszkę książek, wśród nich znalazła się zrecenzowana już „Czarownica” Sylwii Chołoty. Kolejną pozycją, którą chciałam wam przedstawić jest „Muchomor” Anny Marii Śnieżko. Polski kryminał. Mamy już na rynku wydawniczym kilku poważnych graczy w tej kategorii, m. in. Katarzynę Bondę, Marka Krajewskiego, Zygmunta Miłoszewskiego. Nie wspominając już o plejadzie zagranicznych twórców. Czy kolejne nazwisko trafi na moje top czy raczej spadnie na dno listy? Cóż, powiem już na wstępie, że mam mieszane uczucia. I nie chodzi tutaj wcale o to, że podchodzę do świeżych autorów z dystansem, bo uwielbiam poznawać i chłonąć nowe style, historie. Nacięłam się, po prostu.

 

O ile udało mi się dotrzeć do Sylwii Chołoty w poszukiwaniu informacji o niej, o tyle nie mogłam odszukać żadnego kontaktu z Anną Śnieżko. Szkoda, że nigdzie nie można natrafić na chociaż krótką biografię czy informację.

Tuż po bankiecie w Instytucie Morskim w Gdańsku umiera w męczarniach dr hab. Robert Kaniecki – specjalista od połowów morskich. Lekarz orzeka zatrucie grzybami, więc do akcji wkraczają śledczy: doświadczony, choć mrukliwy sierżant Pucio i początkująca w wydziale kryminalnym aspirant Drozd. Pomaga im pełna energii prokurator Filipiak. Rozpętuje się wielka afera. Tropów jest kilka, podobnie jak podejrzanych, ale potrzeba dowodów, a te niełatwo znaleźć w hermetycznym światku uniwersyteckim. Czy tej trójce, współpracującej od niedawna ze sobą, uda się dotrzeć do sedna sprawy i złapać mordercę?

Na początku myślałam, że „gołe” dialogi z nielicznymi opisami to tylko stan przejściowy. Łudziłam się, że autorka chciała zastosować zabieg rozpędzenia akcji, żeby wciągnąć czytelnika jak najmocniej w historię. Niestety, ciągnęło się to przez całą powieść. Niezmiernie mnie to rozczarowało. Jeśli jesteśmy już przy temacie dialogów to im dalej w las, tym bardziej drętwe się stawały. Epicentrum nastąpiło już w połowie długości „Muchomora”:

„- Czy ty już masz portret psychologiczny mordercy?

- Nie, Karolino, to tylko próby. Tak pomyślałam z sierżantem, że to jednak nie ekolodzy. Przejrzałam stronę internetową partii Zieloni. Przejrzałam strony WWF i Greenpeace. To bardzo często weganie i pacyfiści. Oni z założenia unikają cierpienia i zabijania.

- Nie, Katarzyno, zawężasz krąg podejrzanych. To są także ludzie zdolni do wykroczeń.

- Wykroczeń tak, ale nie morderstwa.

- Zgadzam się z Katarzyną. Wykroczenie to nie morderstwo. Karolino, przysięgałaś, że nigdy nie pomylisz tych kodeksów.

- Ewo, ja chcę oskarżyć winnego!”

Tak, to autentyczny cytat. Na Boga, kto mówi wciąż powtarzając imiona? Jeszcze lepszy był dialog między matką i córką, ale oszczędzę wam przytaczania go. Oprócz sztywnych kwestii przewijają się też sztuczne reakcje na wydarzenia jak na przykład ogólna obojętność na śmierć doktora Kanieckiego. Zupełnie jakby nikogo oprócz rodziny to nie przejęło. Zabrakło mi również typowo „policyjnej” atmosfery, która jest niemal namacalna w większości kryminałów, gdzie głównymi bohaterami są funkcjonariusze. Gdzie rubaszne żarty i typowo męskie zachowanie nawet wśród kobiet? Wszystko wyszło zbyt gładko. Przez cały czas pojawiały się nowe wątki, większość z nich nieistotnych dla  sprawy oraz nie wypływających później. Wywoływało to spory chaos. Irytujące stawało się też stałe zainteresowanie głównych bohaterów kawą. Parzyli ją, pili, rozmawiali o niej. Przez chwilę podejrzewałam ją o morderstwo, skoro tak mocno została zaznaczona na kartach. Przy okazji czytania „Drota”, który poważnie kandyduje do tytułu najgorszej książki roku, stworzyłam top3 największych absurdów znalezionych na łamach powieści. Tutaj muszę pokusić się o podobny ranking. Na pozycji trzeciej znajduje się mieszanie nazwisk. Jeden z bohaterów raz nazywał się Kowal, a za chwilę Kowalski. Możliwe, że miał taką ksywkę, jednak czytając miałam non stop wrażenie, że są to dwie kompletnie inne osoby. Numer dwa – nasza policjantka, Kasia, musi biec do kolegów z drogówki, by zapytać o drogę dojazdu na pewną ulicę. Zaznaczę, że akcja dzieje się we współczesności, istnieją już takie cuda jak GPS i papierowe mapy. Absolutnym hitem jednak okazał się zapis monitoringu na dyskietkach. Nawet tego nie skomentuję. Żal mi strasznie, bo historia sama w sobie była bardzo ciekawa, jednak brak opisów i hermetyczne dialogi całkowicie uniemożliwiają mi polecenie wam tego kryminału. Szkoda.

 

Polecam… Chyba tylko tym, którzy nie mają niczego innego pod ręką i chcą błyskawicznie przejść przez fabułę bez dłuższego zatrzymania  się przy dialogach i opisach.

 

„Na parterze budynku stał nieskazitelnie ubrany portier.

Zatrzymał ich i sprawdził, czego szukają. Po krótkich negocjacjach zdecydowali się zacząć od pokojów, w których mieściła się katedra rozrodu ryb. Sierżant już chciał iść wskazaną mu przez portiera drogą, jednak Katarzyna wyjęła zdjęcie Roberta Kanieckiego i spytała portiera, czy go widział feralnego dnia po południu. Stróż potwierdził, że widział go tego dnia rano, ale o piątej po południu już nie. Aspirant Drozd zapytała o monitoring. Uzyskała potwierdzenie, że takowy jest. Poprosiła o dostęp. Okazało się, że muszą się kierować do pokoju informatyków. Sierżant zdecydował, że najpierw tam właśnie pójdą. Zabrali dyskietki i ruszyli na drugie piętro.”

 

Ocena: 2/10 

.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res

Billie is not my lover…?

Rodzaj: literatura współczesna, obyczajowa
Język: 
polski [przekład z języka francuskiego]
Stron: 
224
Wydawca: 
Wydawnictwo Literackie

 

Kiedy otrzymałam tę książkę, cieszyłam się jak dziecko. Chciałam w końcu sięgnąć do tematyki przyjaźni, jednak nie celowałam w literaturę dla młodzieży, gdzie zazwyczaj takowa się znajduję. Gdy zobaczyłam tytuł w nowościach, stwierdziłam „raz kozie śmierć”. Tytuły poprzednich publikacji autorki przekonały mnie na tyle, że byłam już całkowicie kupiona. Jednak rzeczywistość nie była na tyle łaskawa, żebym mogła przejść do lektury od razu. O nie. Przeleżała trochę czasu na parapecie, zerkając na mnie co ranek swoim czerwonym grzbietem. Jakże dzisiaj żałuję, że nie znalazłam czasu na szybsze jej poznanie.

Anna Gavalda – dziennikarka, pisarka, Francuzka. Dlaczego akurat tak to ujęłam? Zauważyłam, że ludzie pochodzący lub mieszkający we Francji, a szczególnie w Paryżu, mają coś w sobie. Specyficzny rodzaj energii, który przebija przez ich twórczość, jakkolwiek by ją przejawiali. Włączam film i po kilku ujęciach już wiem, że wyszedł spod palców mieszkańca kraju win i winorośli. Ale wracając do autorki, chociaż słyszałam o takich tytułach jak „Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał” lub „Kochałem ją” to nigdy nie miałam okazji bliżej ich poznać. Swój debiut rozpoczęła stosunkowo dawno, bo w 1999 roku, i do tej pory powstało osiem jej utworów. Niektórzy mogą kojarzyć jej twórczość z filmem „Po prostu razem” z Audrey Tautou w roli głównej.

O czym jest „Billie”? Żeby streścić chociaż część fabuły trzeba by mieć jeden z monologowych napadów głównej bohaterki. Akcja ma miejsce w zapomnianym przez Boga i cywilizację miasteczku. Osią fabuły staje się z pozoru błahe przedstawienie teatralne w szkole. Bohaterowie są idealnym przykładem dwóch typów outsiderów -  dobrze ułożonego i biednego tak bardzo, że ma ochotę podarować mu się kanapkę w przerwie. Tytułowa Billie to główna bohaterka, do której myśli będziemy zaglądać i głosu słuchać. Niemal cała historia to retrospekcja, która przedstawiana jest właśnie z jej perspektywy. Jak dużo może zmienić jedno przedstawienie? Postacie pokazują, że bardzo dużo. Billie i Franck ucząc się swoich kwestii, poznają o wiele więcej – siebie nawzajem. Jak ta krucha przyjaźń przetrwa gwałtowną rozłąkę i późniejsze spotkanie po latach? To zostawiam już do odkrycia wam.

Powiem z ręką na sercu, że dawno nie czytałam tak… No właśnie, trudno mi nawet opisać, jakie wrażenie wywarła na mnie ta powieść. Mądra, zabawna, ciepła, brutalna, smutna i dodająca otuchy. Zabójczy miks. Bohaterowie są jakby żywcem wycięci z realnego świata, każdy ma swoje demony, z którymi się mierzy i strachy, które go paraliżują. Każdy ubiera swoją maskę i wznosi gardę. Myślę, że ta książka to wbrew dosadności języka i słodko-gorzkim wydarzeniom jest piękną opowieścią o dorastaniu, wyborach i radzeniu sobie w świecie. Dawno, bardzo dawno nie czytałam niczego podobnego, co przyniosłoby mi taką ulgę i ciepło w sercu. Łyknęłam całość w niecałe trzy godziny, tak bardzo chciałam poznać więcej i więcej. Billie kupiła mnie całkowicie swoją bezkompromisowością i próbami otworzenia się na świat. I chociaż w pewnym momencie zastanowiło mnie, dlaczego życie Billie i Franckiego zrobiło się mini american dream, to zakończenie… Było idealną klamrą całości. Powaliło mnie.

Polecam wszystkim, którzy mają zły dzień, wątpią w sens tego wszystkiego, a przede wszystkim młodym ludziom. Tak piękną opowieść głównie o przyjaźni można stawiać w jednym rzędzie z „Małym księciem”.

 

„- Zgadzam się z tobą… Problem w tym, że dalej jest jeszcze rzeka tekstu… Długie, bardzo długie monologi… Nauczenie się tego to byłaby męka… Ale fakt, szkoda tak urywać, bo najładniejsze w tej scenie jest zakończenie, zobaczysz, kiedy Oktaw się wkurza i tłumaczy Kamilii, że owszem, wszyscy faceci to złamasy, i owszem, wszystkie kobiety to zdziry, ale nie ma na świecie nic piękniejszego niż to, co może się wydarzyć między takim złamasem a taką zdzirą, kiedy się kochają…”

 

Ocena: 10/10

 

Za udostępnienie bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.