Top 5 bajek 2016 roku!

Witajcie! Tak jak wam obiecywałam, przybywam dzisiaj z zestawieniem najlepszych bajek i animacji, jakie obejrzałam w minionym roku. Chyba nikogo nie zaskoczy wybór. Jednym z największych rozczarowań były Sekrety zwierzaków domowych, które zapowiadały się genialnie, sądząc po trailerze. Przestrzegam was – najlepsze sceny wykorzystano właśnie tam. I chociaż postaci są urocze, to zabrakło historii. Wracamy jednak do perełek i zachowujemy przedział 2014-2016. Zapraszam :)

5: Gdzie jest Dory (2016)

W najnowszej animacji Disney/Pixar „Gdzie jest Dory” tytułowa bohaterka wraz z przyjaciółmi – Nemo i Marlinem – postanowi odkryć tajemnice swojej przeszłości. Co pamięta? Gdzie są jej rodzice? Gdzie nauczyła mówić się językiem wielorybów?

Pamiętacie uroczego Nemo? Powraca, chociaż jako postać drugoplanowa. Fani długo dreptali za filmem, który skupiłby się na charyzmatycznej ,zapominalskiej Dory, która zdominowała przygody błazenków. I doczekaliśmy się. Czy to filmowy geniusz? Nie. Ale oglądało się świetnie. Historia była spójna i pokazywała nam dużo z dzieciństwa Dory [aż jestem ciekawa oryginalnego dubbingu, gdzie głos podkładała Ellen DeGeneres]. Postać Hanka nie przeszła bez echa – marudna ośmiornica to świetny kontrapunkt dla żywiołowej Dory. 

Moja ocena: 8/10 z serduszkiem

4: Zwierzogród (2016)

Zwierzogrodu nie można pomylić z żadnym innym miastem. Jest to jedyna w swoim rodzaju współczesna metropolia zamieszkiwana wyłącznie przez zwierzęta. W Zwierzogrodzie nie jest ważne, jakim stworzeniem jesteś – czy to największym z lwów, czy może malutką ryjówką. Możesz tam zostać kimkolwiek chcesz. Ale nie wszystkie marzenia spełniają się od razu… Gdy do miasta przybywa ambitna policjantka Judy Hops, szybko przekonuje się, że jako pierwszy królik zatrudniony w miejscowej policji, nie będzie wcale miała łatwego życia.

Krytycy piali z zachwytu nad „Zwierzogrodem”. Mi podobał się bardzo. Oglądaliśmy z P. na bluray w łóżku i nie mogliśmy się nadziwić animacji, która jest przepiękna. Historia sama w sobie jest mocno słodko-gorzka. Są momenty, kiedy łzy płyną ze śmiechu, ale i takie, gdzie kapną ze smutku. Ścieżka dźwiękowa trzyma poziom, jednak nie jest wybitna. Warto z uwagi na świetną fabułę i rzadką w bajkach sprawę kryminalną.

Moja ocena: 9/10 

3: Marnie. Przyjaciółka ze snów (2014)

Anna Sasaki nie cieszy się najlepszym zdrowiem, a jej stan wpędza ją w depresję. Rodzina skłania dziewczynkę do spędzenia czasu na wsi, mając nadzieję, że tam odzyska dawny wigor. Zwiedzając okolicę Anna trafia do pięknej, opuszczonej rezydencji. Wracając tam pewnej nocy odkrywa, że zamieszkuje ją blond włosa dziewczyna o imieniu Marnie. Szybko zostają przyjaciółkami, ale z każdym kolejnym spotkaniem Anna ma coraz większą wątpliwość, czy Marnie rzeczywiście istnieje…

Jeśli nie znacie albo nie lubicie japońskich animacji – ta jest najlepszą opcją, żeby zmienić zdanie. Wizualnie przepiękna. Historia porusza do głębi. Ostrzegam – weźcie chusteczki przez oglądaniem. Dużo chusteczek. Ja płakałam jak bóbr na końcu, kiedy wszystko się wyjaśniło. A finałowa piosenka do dzisiaj szkli mi oczy. P. również poleca z całego serca, bo jest sprawcą tego, że ja poznałam. Przyznał bez bicia, że nie spodziewał się takiej perełki. Pozycja obowiązkowa i jedna z moich ulubionych animacji wszechczasów. 

Moja ocena: 10/10 z serduszkiem

2: Vaiana: Skarb oceanu (2016)

Trzy tysiące lat temu najdzielniejsi żeglarze na świecie przemierzali wody południowego Pacyfiku i odkrywali wyspy Oceanii. Jednak w pewnym momencie ich wyprawy ustały na całe tysiąc lat – i nikt nie wie dlaczego… 

Niesamowicie podoba mi się kierunek, jaki obiera ostatnio Disney. Nie widziałam jeszcze bajki umiejscowionej w takich realiach i dobrze. Historia porywa, jest zabawna, momentami wzruszająca i dramatyczna. Piosenki wymiatają – już wpisały się na moją playlistę i długo na niej pozostaną. Bardzo liczę i trzymam kciuki za to, by powstała kiedyś kontynuacja. Igor Kwiatkowski jako Maui pokazuje nam swoją kolejną twarz, a Maciej Maleńczuk śpiewający „Błyszczeć” – mistrzostwo. Vaiana nie jest klasyczną księżniczką Disneya i za to czapki z głów. Na pewno spodoba się nie tylko najmłodszym. 

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

1: Sekrety morza (2014)

Dziewczynka o imieniu Sirsza obchodzi swoje 6 urodziny. Nic nie wygląda tak, jakby chciała. Starszy brat jej dokucza, tata jest zatopiony w myślach, a mamy nie ma z nimi od dawna. Na domiar złego przyjeżdża zrzędząca babcia, która zamierza zabrać rodzeństwo do dużego miasta, które uważa za bardziej odpowiednie miejsce dla nich do życia. Po nieudanym przyjęciu Sirsza podkrada bratu muszlę, którą dostał kiedyś od mamy, i zaczyna na niej grać. Muzyka prowadzi ją do skrzyni, w której znajduje niezwykły płaszcz. 

Długo wahałam się między Vaianą i Sekretami morza na szczycie. Wygrała jednak nieoczywistość. Wizualnie zapiera dech w piersiach, chociaż nie jest to klasyczna animacja, jak u Disneya. Historia… To trzeba obejrzeć. Jest tu kino drogi, odrobina magii, elementy mrożące krew w żyłach, opowieść o miłości między siostrą i bratem, ale również ojcowską, matczyną i taką do zwierząt. Uniwersalna pod każdym względem. Bardzo mądra i pouczająca w nienachalny sposób.Pozycja bezapelacyjnie obowiązkowa. 

Moja ocena: 10/10 z serduszkiem

  A jakie są Wasze ulubione bajki roku 2016? :)

 

Top 5 filmów 2016 roku!

Witajcie! Muszę wam się do czegoś przyznać… O ile podsumowanie książkowe zeszłego roku poszło w miarę gładko, o tyle z filmami – armagedon. Obejrzałam tyle, że gdybym chciała wspomnieć o wszystkim, co mi się naprawdę podobało, chyba nie zamknęłabym się w trzydziestce. Tak więc ograniczam się tylko do filmów wydanych w ciągu minionych dwóch lat [2014-2016] i zapraszam was na wspólną podróż :) Top 5 bajek i animacji ukaże się za tydzień :)

5: Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie (2016)

Kryminalistka o imieniu Jyn Erso (Felicity Jones) zostaje uwolniona z więzienia Imperialnego przez żołnierzy Rebelii, którzy chcą upadku Imperium Galaktycznego. Młoda przestępczyni niedługo po przybyciu do bazy Sojuszu Rebeliantów otrzymuje niezwykle trudne zadanie polegające na kradzieży planów nowej broni Imperium. Jyn Erso (Felicity Jones) oraz jej oddział, zanim wykonają główną misję, będą musieli stawić czoła ogromnej przewadze wroga.

Wiedziona dobrymi przeczuciami poszłam i się nie zawiodłam. P. również. Patrząc obiektywnie „Łotr” jest dużo lepszy niż „Przebudzenie mocy”, gdyby tylko zmienić odtwórczynie głównej bohaterki, która ma twarz drewna [ciekawe czy uczyła się od Belli ze "Zmierzchu"?], to byłoby już w ogóle miodzio. Łezka się w oku zakręciła na widok Petera Cushinga „w roli” Tarkina oraz Carrie Fisher jako Lei. Świetny film wojenny i genialna praca kamery. A droidy jak zwykle kradły film :)

Moja ocena: 9/10

4: Spotlight (2015)

„Spotlight” to filmowy zapis wstrząsającej historii, która miała miejsce naprawdę. Nagrodzeni Pulitzerem dziennikarze śledczy gazety „Boston Globe” dotarli do przerażających i szokujących danych na temat konsekwentnie tuszowanej siatki pedofilskiej w Kościele katolickim, składającej się z ponad 70 księży. Historia zbulwersowała świat w 2002 roku. 

Temat jest ciężki. Zabierałam się do obejrzenia tego filmu chyba ze cztery razy. Jak już włączyłam, to nie mogłam wyłączyć, dopóki się nie dowiedziałam zakończenia. Paka aktorska wymiata. Dawno nie widziałam tylu świetnych aktorów w jednym miejscu. Momentami może nużyć, ale warto. Kiedy dostajesz genialnie zrobiony produkt z przesłaniem i to na faktach – nie możesz przejść obojętnie. Polecam zdecydowanie każdemu.

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

3: Colonia (2015)

Młody chłopak podczas pobytu w Chile zostaje porwany. Jego dziewczyna trafia na trop sekty i postanawia odzyskać ukochanego.

Kiedy dowiedziałam się o tym filmie, zastanowiło mnie, czemu przeszedł bez echa. W końcu gra tu Emma Watson i Daniel Brühl czy dwa gorące nazwiska Hollywood. Czy to mogłoby być aż tak złe? P. wypożyczył na wieczór, więc zabraliśmy się do oglądania. Klimat tchnął nieco realiami II wojny, choć akcja dzieje się w latach 70. Aktorsko? Wypada naprawdę nieźle. Historia jest przejmująca i strasznie trzyma w napięciu. Brawa należą się dla scenarzystów i Nicole Fischnaller, która była odpowiedzialna za kostiumy – czapki z głów. Stworzyli prawdziwą wizualną perełkę. I chociaż klimaty Chile nie są mi bliskie, siedziałam wbita w fotel przez prawie dwie godziny.

Moja ocena: 8/10 z serduszkiem

2: Deadpool (2016)

Ekranizacja jednego z najoryginalniejszych komiksów Marvel Comics. Były żołnierz oddziałów specjalnych zostaje poddany niebezpiecznemu eksperymentowi. Niebawem uwalnia swoje alter ego i rozpoczyna polowanie na człowieka, który niemal zniszczył jego życie. 

Czy ktoś w ogóle spodziewał się, że zabraknie Deadpoola w moim zestawieniu? Naiwni :) Jeśli chodzi o produkcje z zeszłego roku, jest moim bezkonkurencyjnym numerem jeden i gwałtem [;)] wbił się na topkę wszechczasów. Humor, przebijanie czwartej ściany, aktorzy i kostiumy – lepiej być nie mogło. W dodatku ścieżka dźwiękowa – no miodzio. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej ekranizacji aktorskiej jednego z moim ulubionych bohaterów. O włos, którym była historia napisana na kolanie, przegrał z „Projektantką”, jednak nadal pozycja obowiązkowa dla fanów Marvela. P. też poleca. 

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

1: Projektantka (2015)

Po latach zdobywania doświadczenia w najlepszych paryskich domach mody Tilly Dunnage (Kate Winslet) powraca do rodzinnego miasteczka w Australii, z którego jako dziecko uciekła oskarżona o morderstwo. Chce pogodzić się ze swoją schorowaną, ekscentryczna matką (Judy Davis) i wyjaśnić wydarzenia z przeszłości. Przy okazji, uzbrojona w maszynę do szycia, wytacza prywatną wojnę złym gustom i brakowi elegancji…

O matko. W ogóle długo nie mogłam nigdzie znaleźć tego filmu. Szukałam wszędzie, ale jak kamień w wodę. Jednak kiedy już się dorwałam… Ludzie… Bezkonkurencyjna Kate Winslet [mam do niej ogromną słabość, podobnie jak do Meryl Streep], która rządziła na ekranie. Świetna słodko-gorzka historia, piękne kostiumy i genialne zakończenie. Film na każdą okazję – zarówno na randkę, spotkanie ze znajomymi czy samotny wieczór przed ekranem. Pozycja obowiązkowa!

Moja ocena: 10/10 z serduszkiem

 A jakie są Wasze ulubione filmy roku 2016? :)

Top 5 filmów 2015 roku!

Skoro porozmawialiśmy już o książkach, czas na filmy – moje drugie uzależnienie. Z tym zestawieniem miałam pewien problem, bo obejrzałam w tym roku niewiele nowości kinowych, bardziej skupiłam się na tworach nieco starszych. Ale skoro podsumowanie roku, to podsumowanie roku. Wysupłałam z 149 filmów obejrzanych w 2015 roku, te pięć perełek. Na większości byłam w kinie, a później oglądałam na DVD i z ręką na sercu polecam wybranie się do kina, jeśli macie takową możliwość. O wiele mocniejsze wrażenia. Poza tym, właśnie uświadomiłam sobie, że to podsumowanie jest doskonałym przekrojem moich upodobań – jest horror, jest animacja i jest coś nie z tego świata. Ale przestaje już krążyć wokół tematu i lecimy z tym koksem :)

5: Tajemnica Instytutu Atticus 

Instytut Atticus założony przez doktora Henry’ego Westa zajmuje się badaniem zjawisk paranormalnych. Wkrótce trafia do niego tajemnicza Judith Winstead.

Zazwyczaj na horrorach moja reakcja jest dwojaka – albo śmieję się jak opętana, albo chowam się pod kocem w trakcie oglądania i mam później koszmary przez bity tydzień. Dlatego też, kiedy oglądamy coś wspólnie z moim P. [chłopakiem, będę się posługiwała skrótem, bo niezręcznie tak cały czas pisać "facet", "facet", "facet"] wybieramy raczej komedie lub fantasy, bo nie może znieść tego mojego dualizmu. W zeszłym roku zobaczyłam niewiele udanych filmów z dreszczykiem, poza „Rogami” z 2013 i „Drakula Historia nieznana” z 2014 nie było na czym oka zawiesić. A i te przerażały bardziej momentami niż całościowo. Tak więc „Tajemnica Instytutu Atticus” wybija się na tle pozostałych. Bałam się jak jasne diabli i była to tendencja zwyżkowa – od lekkiego zaniepokojenia, do oglądania ekranu przez palce.

Polecam fanom wszelkich paranormalnych zagadek.

Moja ocena: 9/10.

4: Pitch Perfect 2

Beca, Otyła Amy i pozostałe dziewczęta z Barden wracają, by stawić czoło całemu światu! Po skandalu, który postawił pod znakiem zapytania ich studia, trzykrotne mistrzynie obawiają się, że stracą swoje brzmienie na dobre. Jedyną szansą jest udział w najtrudniejszym konkursie chórów na świecie: muszą pokonać niemiecką grupę Das Sound Machine i walczyć o mistrzostwo świata w śpiewie a capella. 

Ok, ok – przyznaje się – pierwszą część obejrzałam dopiero po drugiej. Nie wiedziałam o istnieniu Bellas do momentu, kiedy zobaczyłam teledysk Jessie J do „Flashlight” [swoją drogą, polecam jej twórczość] i stwierdziłam „niezła, może zerknę na film, do którego została stworzona”. I wsiąknęłam. Obejrzałam „Pitch perfect 2″ chyba cztery razy.Według mnie jeden z najlepszych filmów muzycznych ostatnich lat. Na jednej z ostatnich scen całkowicie mnie rozłożyło i rozkleiłam się doszczętnie. 

Polecam fanom dobrej muzyki i musicali.

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

3: Mad Max: Na drodze gniewu

Mad Max uważa, że najlepszym sposobem na przeżycie jest samotna wędrówka po świecie. Zostaje jednak wciągnięty do grupy uciekinierów przemierzających tereny spustoszone przez wojnę nuklearną (Wasteland) w pojeździe zwanym War Rig, prowadzonym przez Imperatorkę Furiosę. Uciekają z Cytadeli sterroryzowanej przez Immortana Joe’ego, któremu odebrano coś wyjątkowego. Rozwścieczony watażka zwołuje wszystkie swoje bandy i wytrwale ściga buntowników, podczas gdy na drogach toczy się wysokooktanowa wojna.

Ten film był dla mnie małym zaskoczeniem. Gdzieś z tyłu głowy miałam Mela Gibsona z psem z Mad Maxa z 1979 roku, który oglądałam jako dzieciak ledwo odrosły od ziemi. Szłam więc z mieszanymi uczuciami do kina, kiedy patrzyłam na plakaty. Jednak wszystkie wątpliwości prysnęły jak bańka po pierwszych scenach. Niesamowity klimat, genialne zdjęcia i totalne główne role. Kupiłam ten świat w całości i trzymam kciuki o kolejne części w podobnej stylistyce.

Polecam fanom post apokaliptycznych klimatów.

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

2: W głowie się nie mieści

Dorastanie bywa trudne, także dla Riley. Jak każdym z nas, bohaterką kierują uczucia: Radość, Strach, Gniew, Odraza i Smutek. Kiedy dziewczyna jest zmuszona porzucić swoje dotychczasowe życie na środkowym zachodzie USA, ponieważ jej ojciec dostał pracę w San Francisco, usiłuje dostosować się do nowej sytuacji. Chociaż Radość, najważniejsze uczucie, robi wszystko, by utrzymać pozytywną atmosferę, Riley nie jest łatwo odnaleźć się w nowym mieście, domu i szkole…

Mądry, zabawny i pouczający w sposób, który nie razi. W erze głupawych kreskówek i powolnemu zatracaniu się Cartoon Network, ten film jest jak jaśniejąca latarnia. Ja z moim P. uśmiałam się do łez oglądając go, chociaż po napisach końcowych przyszła refleksja – kurczę, naprawdę coś w tym jest. Myślę, że recenzja „Sfilmowanych” jest najlepsza pod względem podsumowania tematu. 

Polecam wszystkim bez wyjątku.

Moja ocena: 10/10 z serduszkiem

1: Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Siódma część sagi „Gwiezdnych wojen” rozgrywająca się 30 lat po wydarzeniach z „Powrotu Jedi”. 

Zdziwieni? Ja sama jestem w szoku, że nowe Gwiezdne wojny zawojowały moje serce. Na początku, kiedy dowiedziałam się o premierze, zrobiłam tylko „nah”. I przeszłam do porządku dziennego do momentu, kiedy rozegrał się dialog między mną a P.:

P: Chodź, pójdziemy.

A: Daj spokój, wiesz, że nie oglądałam starej trylogii, pójdź z jakimś kumplem.

P: No właśnie próbuję. Z najlepszym.

No powiedzcie sami, nie zmiękłoby wam serce? Oczywiście warunkiem było, że nadrobimy razem te części, których nie widziałam [ciula nadrobiliśmy i P. musiał mi niektóre rzeczy tłumaczyć po sensie]. Poszłam i przez cały film siedziałam, jak zaczarowana. Akcja zawrotna, a postacie świetnie wyważone w stosunku do tych legendarnych, znanych przez wszystkich. Majstersztyk. Chyba zostałam fanką Gwiezdnych wojen – ups…

Polecam fanom Gwiezdnych wojen i całej reszcie świata. Pierwsi się nie zawiodą, a drudzy na pewno będą zaskoczeni.

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

A jakie są Wasze ulubione filmy roku 2015? :)

Top 5 książek 2015 roku!

Cześć wszystkim! Rok 2015 skończył się wraz z sylwestrowym hukiem korka od szampana już kilka dni temu.  I choć nie jestem wielką fanką podsumowań, w przypadku tworów kultury jestem skłonna zrobić wyjątek. Fajnie z dystansem spojrzeć w tył i przekonać się, co się przeczytało przez te ostatnie 365 dni. A czytałam całkiem sporo, więc miałam nielichy problem z wyborem ulubieńców. W końcu po długich rozmyślaniach postanowiłam zasugerować się ocenami, jakie wystawiałam pod recenzjami. Przy tytule zostawię Wam odnośnik przekierowujący do opinii. Więc jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o danej powieści – klikajcie śmiało :)

A teraz do rzeczy. Przedstawiam moją osobistą top listę:

Miejsce 5

Markus Sakey – Lepszy świat

Chociaż nie byłam przekonana do tej książki, zawładnęła moim serem bez reszty. Do dzisiaj wzdycham z rozmarzenia, kiedy widzę ją na półkach księgarni, przypominając sobie przygody byłego agenta Coopera. 

Polecam fanom kryminałów, tych fiction i tych obyczajowych. Żaden z was się nie zawiedzie, warto przyjąć tę lekcje tolerancji.

 

„- Każde pokolenie jest przekonane, że świat schodzi na psy, prawda? – rzucił Ethan, sącząc piwo. – Zimna wojna, Wietnam, rozprzestrzenianie broni jądrowej, co tam jeszcze… Nieuchronnie zbliżająca się zagłada to nasz naturalny stan.

Miejsce 4

Marci Lyn Curtis – Coś mojego

Powieści młodzieżowe rzadko trafiają do mojego serca, jednak w tym przypadku bez mrugnięcia okiem poleciłabym ją zarówno nastolatce, jak i rodzicom, żeby kupili na prezent dla swojej pociechy. Niesamowicie mądra i uwrażliwiająca.

Polecam każdemu bez względu na wiek i upodobania. Wsiąka się w tę powieść całkowicie i porywa nas nurt akcji, która uczy, bawi i rozczula.

 

„Nie przepadam za bukietami. Kwiaty są w porządku, ale jak ktoś je zerwie i ułoży, zaczynają mnie stresować. Stają się wręcz trochę przerażające, jakby mówiły: „Ach, proszę, podziwiaj mą urodę, gdy ja będę powoli konać”. To chyba był jakiś omen; gdy się cofnę pamięcią, to gdy poznałam Benjamina Miltona, akurat stał obok wazonu. Nie widziałam już wtedy od pół roku i przez ten czas ani razu nie natknęłam się na taką sytuację.

Większość widzących zakłada, że niewidomi widzą tylko czerń. Mylą się. Ci całkiem niewidomi nie widzą kompletnie nic. Ani czerni, ani szarości. Kiedy więc siadałam w poczekalni u pana Sturgisa, nie miałam pojęcia, jak wygląda ten bukiet. Wiedziałam tylko, że stoi na biurku, przy którym się meldowałam. I że pachnie dość podejrzanie, jak wyfiokowane staruszki, obstawiałam więc, że są w nim gardenie. [...]

Nigdy nie widziałam pana Sturgisa, mojego kuratora. Wyobrażałam go sobie jako bardzo wysokiego faceta, który włosy spina w cienką kitkę, na nogach nosi znoszone męskie chodaki, a do tego ma trochę wyblakły tatuaż z pacyfką. Niestety, dziadek twierdził, że jest gruby, łysy i nosi spodnie za krótkie o dwa centymetry… paskudne. Jak ktoś jest niewidomy, widzi ludzi takimi, jakimi są naprawdę.”

Miejsce 3

Niklas Payper – Alcesamina

Na taką powieść czekałam w polskim wydaniu – groteskową, śmieszną do łez, inteligentną i jednocześnie nieprzesadzoną. Autora ponaglam – czekam na kolejną książkę!

Polecam każdemu w szczególności poznaniakom. Szczególnie jednak tym, którzy lubią szczyptę absurdu i garści dobrego humoru.

 

„ – Jestem rudy, a rudzielce przyciągają ciekawskich. – Był ponadto z natury malkontentem.

- Rudzielce bywają seksowne – wyjaśnił avatar.

- Nie, to nie to.

- A co?

- Ludzie wierzą, że rudzi są dziwni, że mają serce po przeciwnej stroni, podobnie inne narządy. Podobno lekarze boją się operować rudych, bo tnąc miejsce, gdzie nierudzi mają wątrobę, znajdują jelito. [...]

- Też o tym słyszałem, ale czy to nie jest przypadkiem miejska legenda? Jak krokodyle żyjące w kanałach ściakowych czy morderca z hakiem? Albo Murzyn w barze mlecznym lub czarna wołga?!

Rudzielec nie wiedział i nie chciał wiedzieć, czy za życia został legendą czy nie.

- Więc może faceci spotykają się ze mną – powiedział, przepuściwszy wszystkie dane przez trybiki własnego umysłu – by sprawdzić, czy aby mam po właściwej stronie fiuta?

Avatar zaniósł się śmiechem.

- A gdzie miałbyś go mieć? W dupie?!

Rudzielec też się zaśmiał.

- Wiesz, że takie rzeczy się zdarzają – odpowiedział poważnie.”

 

Miejsce 2

Jakub Ćwiek – Chłopcy. Największa z przygód

Czekałam na kolejną część Chłopców jak na zbawienie, więc kiedy dowiedziałam się, że to już koniec – myślałam, że się rozpłaczę. Jedno trzeba jednak przyznać – Ćwiek zakończył tę historię z pełną klasą.

Polecam fanom fantastyki i zwolennikom łamania konwencji. Czy z bajki o Piotrusiu Panu da zrobić się współczesną opowieść o światku i półświatku motocyklowym, a wszystko spiąć tak zgrabnie, by każda z postaci była nadal rozpoznawalna i wyrazista? Da się! :)

 

„- Wiesz, dlaczego łatwiej mierzyć się ze strachem w dzień niż w nocy? Bo w dzień nigdy nie jesteś sama. Zawsze jest jeszcze Cień.

Roześmiała się.

- Nie jesteś moim cieniem.

- To też się zgadza. Cień tak naprawdę nie należy do nikogo. Tylko Piotruś czasem nie potrafi tego zrozumieć.”

Miejsce 1

Anna Gavalda – Billie

Totalna, mądra, zabawna – mój absolutny numer jeden w zeszłym roku. Zresztą, to jedyna dziesiątka, jaką do tej pory wystawiłam na moim blogu. Sięgajcie czym prędzej!

Polecam wszystkim, którzy mają zły dzień, wątpią w sens tego wszystkiego, a przede wszystkim młodym ludziom. Tak piękną opowieść głównie o przyjaźni można stawiać w jednym rzędzie z „Małym księciem”.

 

„- Zgadzam się z tobą… Problem w tym, że dalej jest jeszcze rzeka tekstu… Długie, bardzo długie monologi… Nauczenie się tego to byłaby męka… Ale fakt, szkoda tak urywać, bo najładniejsze w tej scenie jest zakończenie, zobaczysz, kiedy Oktaw się wkurza i tłumaczy Kamilii, że owszem, wszyscy faceci to złamasy, i owszem, wszystkie kobiety to zdziry, ale nie ma na świecie nic piękniejszego niż to, co może się wydarzyć między takim złamasem a taką zdzirą, kiedy się kochają…”

 

A jaka jest Wasza ulubiona książka roku 2015? :)

We’re all mad here…

Rodzaj: literatura obyczajowa
Język: polski
Stron: 266
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Moje pierwsze spotkanie z „Unplugged, czyli 50 twarzy świra” było bardzo pozytywne. Sądząc po opisie zapowiadała się niezwykle ciekawa powieść. Niewątpliwe nawiązanie do „50 twarzy Greya” było mocno przewrotne. Widać, że autor ma bardzo duży dystans do siebie i swojej twórczości. Problem zaburzeń psychicznych jest mi znany. Zarówno przez niektórych moich znajomych, ale też z literatury zajmującej się tym tematem. Każdego może to spotkać. Nie oszukujmy się, żyjemy dzisiaj w świecie, który wymusza na nas szybkie tempo pracy i życia. Nie wszyscy są w stanie to wytrzymać na dłuższą metę. Niektórzy uciekają w nałogi, inni zmieniają pracę albo podejście, jeszcze inni właśnie chorują psychicznie. Absolutnie nie dyskryminuję takich osób. Są równie inteligentni co reszta społeczeństwa, czasami po prostu zachowują się inaczej. A poruszam ten temat bezpośrednio w związku z fabułą, bowiem bohater… Przeszedł załamanie nerwowe.

Jarosław Bloch (ur. 1975 w Katowicach). Z wykształcenia geograf, absolwent Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego. Obecnie nauczyciel i wychowawca w VI Liceum Ogólnokształcącym w Katowicach. Z zamiłowania pisarz i fotograf. Miłośnik górskich wędrówek. Społecznik. Prowadzi bloga o tematyce edukacyjnej pt. „Co z tą edukacją?”. Futurysta. W swojej twórczości podejmuje temat roli człowieka w zmieniającym się świecie. Co mówi sam o sobie? „Działalność literacką prowadzę od początku lat 90-tych. Zaczynałem od pisania poezji i tekstów piosenek. Z tego okresu pochodzą tomiki wierszy: „Na skraju nocy” i „Opowieść prawdziwa”. W kolejnych latach fascynowałem się literaturą s-f, a szczególnie miejscem człowieka na tle historii naszej planety. Pozostałością tego okresu są opowiadania, z których trzy ukazały się w czasopiśmie Uwaga Debiut. Na podstawie tychże opowiadań w 2008 roku powstała sztuka teatralna pt. „Dwa opowiadania o życiu i śmierci” (Teatr Gry i Ludzie, reż. M. Tramer). W poszerzonej wersji moje opowiadania s-f zostały wydane w 2014 roku w e-booku pt. „My ludzie z planety Ziemia” (wyd. WITANET 2014). Obecnie piszę głównie prozę obyczajową osadzoną we współczesnych realiach, czego efektem jest rozgrywająca się w szkolnych klimatach powieść „Ściema” (wyd. WFW 2014), oraz przygotowywana aktualnie do druku powieść „Unplugged – czyli 50 twarzy świra”. Od 2012 roku prowadzę blog „Co z tą edukacją?”. Tematyka tam poruszana dotyka szeroko rozumianych problemów oświaty, obserwowanych z perspektywy rodzica i pedagoga. Komentowanie bieżących wydarzeń z tej dziedziny jest związane z moją działalnością zawodową i społeczną. Problematykę tę znam od strony praktycznej gdyż na co dzień pracuję z młodzieżą jako nauczyciel. Lubię podróżować, fotografować i czytać. W życiu cenię prostotę i umiar, nie godzę się z zalewającą nas falą konsumpcjonizmu i umysłowego lenistwa.”

Jak żyć w tym szalonym świecie i nie zwariować? Jak pozostać przy zdrowych zmysłach, jeśli wszyscy wokół za czymś gonią… nie myśląc, do czego to wszystko zmierza? A może lepiej zwariować? Tak jak bohater Unplugged, który nie wytrzymuje, przechodzi załamanie nerwowe i… dobrze się z tym czuje. Jan Nowak jest byłym nauczycielem akademickim i znawcą literatury angielskiej. A co robi dziś? Dziś sprząta biura pewnej korporacji. Czy Jan Nowak jest z tego niezadowolony? Czy ma poczucie, że poniósł życiową klęskę? Ależ wręcz przeciwnie! On dopiero teraz czuje się człowiekiem wolnym, dopiero teraz osiągnął wyższy stan umysłu, który pozwala mu widzieć rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę. Jednak otaczający go świat pędzi nadal, wywierając na nim presję, aby z powrotem stał się tym, kim był kiedyś.

Na samym wstępie zastanowił mnie system przyjmowania osób z tzw „żółtymi papierami”. Uważam to określenie za krzywdzące, więc użyję go tylko raz. Czy rzeczywiście tak łatwo i bez przeciwwskazań można przyjąć osobę z zaburzeniami psychicznymi do pracy? Bohater, mimo dostania etatu po znajomości, nie przykłada się do obowiązków i myślę, że już dawno powinien być bezrobotny. Sięgnęłam więc po kilka źródeł. Włączył mi się tryb researchera. Czego się dowiedziałam? Osoby z zaburzeniami psychicznymi są przyjmowani jak osoby niepełnosprawne. Jedynym warunkiem jest odbywanie leczenia. Przyznam się szczerze, że o tym nie wiedziałam, ale człowiek uczy się codziennie czegoś nowego. W kontekście fabuły widać, że koneksje czynią cuda. Momentami język był mocno wulgarny, jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Moim zdaniem, jest to idealny opis dzisiejszego społeczeństwa zawarty w monologach wewnętrznych poszczególnych postaci jako przedstawicieli różnych grup społecznych. Wszystko oczami i ustami bohatera. Są świadomi swojego uwikłania w różne sytuacje, jednak nadal żyją swoim życiem, bo „tak trzeba”. Zachowują pozory rzeczywistości. Powiem wam tylko, że tytuł okaże się wyjątkowo trafny przy końcu powieści. Był to nieoczekiwany zwrot akcji, jednak dla mnie stał się strzałem w dziesiątkę.

To pozycja na pewno dla ludzi lubiących bezpardonowe, szczere i brutalne powieści o rzeczywistości. Z odrobiną groteski i całą masą humoru.

 

„Bo tacy dobrzy dla siebie jesteśmy tylko wtedy, gdy nic się nie dzieje, a jak świat się chwieje w posadach, to wydrapujemy oczy bliźniemu. Humaniści zasrani, wielce cywilizowani przedstawiciele dominującego, inteligentnego gatunku, którzy nie potrafią dojść do ładu sami ze sobą. Parę dni bez prądu, a już zachowujemy się tak, jakbyśmy nigdy nie wyszli z jaskiń. Pozujemy na światłych i okrzesanych, a w chwili próby jak zwykle dajemy dupy.”

 

Ocena: 8/10

 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res