Międzynarodowy Dzień Matki Ziemi

Tegoroczne obchody są poświęcone problemom związanym z ochroną powietrza i przeciwdziałaniu tak zwanej niskiej emisji, czyli zanieczyszczaniu go przez gospodarstwa indywidualne. Ich hasło brzmi „Palący Temat – Niska Emisja!”. Z okazji święta w niedzielę 24 kwietnia, w godz. 10.00-18.00 w Warszawie na Polu Mokotowskim tradycyjnie odbędzie się festyn. Impreza będzie miała charakter interdyscyplinarny, zaprezentują się na niej instytucje samorządowe i rządowe, zajmujące się ochroną środowiska, a także uczelnie i wiele innych organizacji. Zaplanowano między innymi ekologiczne zajęcia edukacyjne i artystyczne na temat ochrony powietrza i odnawialnych źródeł energii. Odbędą się konkursy, quizy oraz zabawy rodzinne. Ponadto będzie można wziąć udział w „astronomicznej lekcji o klimacie” oraz „warsztatach eksperymentalnych” w plenerowym laboratorium. W organizację Dnia Ziemi 2016 włączyła się także między innymi spółka Tramwaje Warszawskie. Na jej stoisku będzie można dokonać pomiaru hałasu i uczestniczyć w wielu konkursach. Swoją ofertę przygotował także Urząd Miasta Stołecznego Warszawy wspólnie z Lasami Miejskimi Warszawy i Strażą Miejską. Zostanie zademonstrowany między innymi samochód Ekopatrolu Straży Miejskiej do prowadzenia kontroli powietrza. Jak co roku będą również zbierane odpady przeznaczone do przetworzenia, między innymi zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny oraz szkło i opakowania z tworzyw. Każdy, kto tego dnia przyniesie taki przedmiot, w zamian otrzyma roślinę doniczkową lub sadzonkę krzewu. Dodatkowo Lasy Państwowe przygotowały 500 sadzonek drzew, które będzie można otrzymać za darmo. Punkt zbiórki tradycyjnie uruchomiony zostanie obok stadionu RKS Skra.

źródło: polskieradio.pl

Święto obchodzone corocznie 22 kwietnia, ustanowione przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2009 roku rezolucją A/RES/63/278 z inicjatywy Boliwii, ogłoszone światu przez jej prezydenta Evo Moralesa Ayma.

Historia

26 lutego 1971, ówczesny Sekretarz Generalny ONZ, U Thant podpisał proklamację, w której wyznaczył równonoc wiosenną jako moment, w którym Narody Zjednoczone obchodzą Dzień Ziemi. Z inicjatywą obchodów wystąpił w 1969 roku amerykański ekolog John McConnell (ur. 1915) na konferencji UNESCO dotyczącej środowiska naturalnego. Pierwsze obchody ogłoszone zostały 21 marca 1970 przez burmistrza San Francisco, Josepha Alioto. Tego samego roku 22 kwietnia senator Gaylord Nelson na konferencji w Seattle zaproponował ogólnonarodową demonstrację sprzeciwu przeciwko niszczeniu środowiska naturalnego i poparcia dla ruchów ekologicznych. Akcję nazwano również Dniem Ziemi.

Z kolejną inicjatywą międzynarodowych obchodów w ramach ONZ, aby poszerzyć grono uczestników, wystąpił lider Ruchu na rzecz Socjalizmu i prezydent Boliwii Evo Moralesa Ayma.
Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 22 kwietnia 2009 roku uznała, że „Ziemia i jej ekosystemy są naszym domem”, i że ustanowienie Dnia jest „niezbędne w celu promowania harmonii z naturą i Ziemią”. Termin „Matka Ziemia” został użyty, ponieważ „odzwierciedla współzależność, która istnieje między ludźmi a innymi żywymi gatunkami wspólnie zamieszkującymi na planecie”. Uznana została również zbiorowa odpowiedzialność za planetę, do której wezwano narody na Szczycie Ziemi w 1992 (Deklaracja z Rio). Celem Dnia jest promowanie harmonii z naturą i Ziemią w celu osiągnięcia sprawiedliwej równowagi pomiędzy gospodarczymi, społecznymi i środowiskowymi potrzebami obecnych i przyszłych pokoleń ludzkości.

żródło: wikipedia.pl

Światowy Dzień Radia: włączamy radioodbiorniki!

Radio towarzyszy nam na każdym kroku – w podróży samochodem, podczas długich godzin jazdy pociągiem, w galeriach handlowych, w domu przy codziennych pracach. Niektórzy z nas mają ulubione stacje i audycje [ja kocham Radio Złote Przeboje], niektórzy w ogóle nie zwracają na to uwagi. Jednak każdy z nas ma z nim kontakt. Radio. Kiedyś szczyt technologii, dzisiaj w większości zabytek, którego mało kto używa, bo są „jutuby”, spotify i inne platformy do słuchania muzyki. Dla mnie jednak ma duże znaczenie. Pamiętam, że kiedy byłam mała i mieszkałam u babci, codziennie rano włączało się je i grało aż do wieczora. Znałam na pamięć głosy wszystkich prowadzących i rozkład dnia w rozgłośni. Do dzisiaj wolę posłuchać ciekawej audycji w drodze z uczelni do domu niż miałkich mp3. Dzisiaj top 5 najfajniejszych filmów z radiem w tle. I oczywiście nie zapomnijcie włączyć swoje i świętować :)

Choć radio ma już ponad 100 lat, dopiero w 2011 roku UNESCO ustanowiło na wniosek Hiszpanii Światowy Dzień Radia. Święto ma na celu promowanie tej dziedziny mediów i podkreślenie jej znaczenia we współczesnej historii. Pierwszą transmisję radiową głosu ludzkiego zademonstrowano w São Paulo już w 1901 roku, jednak na powszechny dostęp do radioodbiorników trzeba było poczekać do lat 20. ubiegłego wieku. Radio w czasach przed rozpowszechnieniem telewizji było dla wielu jedynym źródłem informacji i rozrywki. Fale radiowe dosięgał tam, gdzie nie dowożono prasy. Co więcej, nie trzeba było już iść do filharmonii, żeby posłuchać muzyki. Za początek polskiej radiofonii uznaje się rok 1926, kiedy nadawanie rozpoczęła oficjalna stacja nadawcza w Warszawie. Radio odegrało również ogromną rolę w czasie wojny, kiedy to wspomagało działania konspiracyjne i wyzwoleńcze. Nie można również zapominać o Radiu Wolna Europa – kochanym przez słuchaczy, zagłuszanym przez władze partyjne PRL. Dziś coraz częściej mówi się o nadchodzącym schyłku radia w tradycyjnej formie. Trudno jednak wyobrazić sobie, żeby w najbliższym czasie kierowcy włączali telewizor w czasie jazdy. Poza tym, nawet jeśli z domów znikną radioodbiorniki, medium to z pewnością przetrwa jako część innego środka przekazu – Internetu. Radio internetowe cieszy się coraz większą popularnością, głównie dzięki możliwości bardzo precyzyjnej kontroli jego treści. Wśród milionów stacji można znaleźć na przykład te, które grają wyłącznie przeboje naszego ulubionego zespołu lub zajmują się konkretną tematyką czy też dziedziną nauki.
.
.
Bonus:
.
Bohaterem filmu jest gospodarz talk show w Dallas. Jego program zyskuje dużą popularność w ogólnokrajowej sieci radiowej. Jednak jego sukcesy w życiu zawodowym nie idą w parze z życiem prywatnym. Ma on, bowiem problemy w sprawach sercowych i boi się, że kierownictwo będzie chciało zmienić treść jego programów. Ma on też problemy z nazistami, którzy nie są zadowoleni z tematami jego dyskusji i otwartym głoszeniem swoich poglądów.
.
.
.
.
.
Miejsce 5:
.
Prezenter Grant Mazzy (Stephen McHattie) jest gwiazdą lokalnej rozgłośni radiowej. Podczas trwania jego porannej audycji, producentka programu, Sydney Briar (Lisa Houle), i realizatorka Laurel-Ann Drummond (Georgina Reilly) odbierają wiadomość o strzelaninie w Pontypool. Z powodu braku oficjalnych informacji na ten temat, na miejsce udaje się wysłannik radia – Ken Loney (Rick Roberts). Jego telefoniczne relacje stają się coraz bardziej niepokojące: w miasteczku szerzą sięzamieszki na masową skalę. Tłum niezidentyfikowanych osób zmierza w kierunku gabinetu doktora Mendeza (Hrant Alianak).
.
.
.
.
Miejsce 4:
.
Dzień 12 października 1969 roku na zawsze zmienił życie Johna Sullivana. Wtedy to jego ojciec-strażak zginął podczas pożaru w Bruxton. Jest rok 1999. W przeddzień 30 rocznicy śmierci Franka Sullivana jego syn znajduje stare radio. Za jego pomocą udaje mu się połączyć ze swoim ojcem sprzed trzydziestu lat. Ma niepowtarzalną szansę aby go ocalić, a tym samym zmienić swoje życie raz na zawsze. Jednak skutki manipulowania przeszłością są nieprzewidywalne. Ojciec i syn, których dzieli 30 lat, a łączy jedynie tajemnicze radio muszą działać wspólnie, aby ocalić ofiary seryjnego mordercy. Jedna z nich była szczególnie bliska obu mężczyznom… 
.
.
.
Miejsce 3:
.
Jest rok 1966 – złota era muzyki pop. Grupka zakręconych, ekscentrycznych didżejów na okrągło gra pop i rock na antenie Radia Rock, kultowej pirackiej rozgłośni radiowej mieszczącej się na statku dryfującym po Morzu Północnym. 
Kiedy na pokładzie rock’n’rollowej łajby pojawia się 18-letni Carl, natychmiast staje się uczestnikiem serii przezabawnych przygód i perypetii, które zupełnie odmienią mu życie. I pomyśleć, że jego matka sądziła, iż pobyt na statku będzie dla syna szkołą dyscypliny – co za pomyłka! 
.
.
.
Miejsce 2:
.
Prowincjonalne miasteczko w Karolinie Południowej. Herold Jones (Ed Harris), trener drużyny futbolowej, zaprzyjaźnia się z upośledzonym czarnoskórym Robertem „Radio” Kennedym (Cuba Gooding Jr.). Tym samym udowadnia mieszkańcom rasistowskiego miasteczka, że taka relacja jest możliwa. Dzięki wsparciu Herolda, dotąd lekceważony Robert, staje się bardzo ważnym członkiem sportowej ekipy. Film inspirowany autentycznymi wydarzeniami.
.
.
.
.
Miejsce 1:
.
Pamiętacie Howarda Sterna? Adrian Cronauer (Robin Williams) to prezenter w tym samym stylu: jest inteligentny, dowcipny i piekielnie wygadany. Prowadzone przez niego audycje radiowe natychmiast zyskują ogromną popularność wśród słuchaczy, bo Cronauer potrafi wyśmiać wszystkich i wszystko, nie wyłączając pogody i krwawej wojny w Wietnamie. Jego działalność coraz mniej podoba się jednak przełożonym, którzy wolą trzymać się sztywnych zasad. Istnieje bowiem uzasadniona obawa, że zbyt atrakcyjna audycja zamiast podnieść morale żołnierzy (a takie było pierwotne założenie) przyczyni się do zbytniego rozluźnienia dyscypliny. 
.
.
.
.
A Wy macie swoje ulubione stacje radiowe? Słuchacie radia na co dzień? 

Trendy czytelnicze na 2016 rok według lubimyczytac.pl

Rok 2016 przywitaliśmy niewiele ponad tydzień temu. Jedni powitali go z ulgą, drudzy odczuwając nostalgię za tym, który minął. Jedni przygotowali postanowienia noworoczne (nowy rok – nowi my), inni nie. Wszyscy jednak chcieliby wiedzieć, co im ten nowy rok przyniesie. O prognozę tego, co będzie się działo w roku 2016 w świecie książek, pokusił się Los Angeles Times.

Oto pięć trendów, które według dziennikarzy tego tytułu mają szansę zawojować rynek książki w nadchodzącym roku.

Po pierwsze: powrót druku.

E-book i książka elektroniczna według dziennikarzy LA Times zdecydowanie tracą publiczność. Powołują się na badania, w ramach których prognozowano, że e-booki stanowić będą nawet ponad 60% sprzedawanych książek w USA. W 2015 roku nie udało im się zdobyć nawet 25% udziału na amerykańskim rynku. Sprzedaż książek klasycznych tymczasem rośnie. Ponadto przykład Idź, postaw wartownika - tytułu, który cieszył się wielką popularnością wśród Amerykanów - pokazuje, że na książki drukowane decydują się nie tylko starsi czytelnicy, ale i młodsi. Podobnie było z wieloma wydanymi w Stanach książkami dla młodzieży (na przykład „Diary of a Whimpy Kid: Oldschool”), te też sprzedały się lepiej w papierowej wersji. Wreszcie, pojawiły się książki - rozkładanki, książki eksperymentalne oraz kolorowanki dla dorosłych (ich sprzedaż wzrosła w tym roku o 95%), które jako wydania elektroniczne nie mają w ogóle racji bytu.

W 2016 roku rządzić więc będzie druk.

Po drugie: ruszamy w kosmos.

No dobrze, nie dosłownie, jedynie w naszych lekturach. Statystyki sprzedaży to jedno, drugie – to przeczucia, jak zachowają się czytelnicy, którzy nie żyją przecież zawieszeni w próżni. Film „Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” – przez jednych ukochany, przez innych znienawidzony – nie przejdzie bez echa na rynku, również tym wydawniczym. Większego zapotrzebowania na książki fantastyczne i science fiction spodziewają się największe wydawnictwa, jak na przykład Hachette, które nakładem należącego do grupy domu Orbit wyda w 2016 roku aż 90 nowych tytułów.

Jeśli ktoś jeszcze nie przekonał się do fantastyki, najprawdopodobniej będzie to dobry moment, by zmienić zdanie, bo będzie z czego wybierać. Mamy nadzieję, że polskie wydawnictwa podchwycą ten trend.

Po trzecie: efekt George’a R.R. Martina.

.

„Miałem już dość głupich dywagacji na temat tego, czy hobbity mogą być czarnoskóre, więc postanowiłem zaczerpnąć z afrykańskiego folkloru i stworzyć afrykańskie fantasy na miarę Tolkiena. A jest czym się inspirować. W naszym folklorze mamy duchy, demony, magię, czarownice, gobliny, a nawet szalonych królów.”

.

.

Jak już wiemy, „Wichry zimy” nie ukażą się na wiosnę. Może ukażą się zimą, może jesienią, a może dopiero w 2017 roku. Cytując słowa Martina: książka będzie gotowa, gdy ją skończę.
Nie można jednak zaprzeczyć, że serial „Gra o Tron” przywrócił świetność, a przynajmniej popularność, gatunkowi epickiej fantasy i autorzy coraz częściej po niego sięgają. Pamiętacie na przykład Marlona Jamesa, zdobywcę Man Booker Prize za 2015 rok?
Ten młody Jamajczyk już zapowiedział, że pisze afrykański odpowiednik „Pieśni lodu i ognia” i rzecz na miarę dzieł J. R. R. Tolkiena. Nieznana jest jeszcze data premiery książki, znamy już jednak tytuł roboczy – „Black Leopard Red Wolf” („Czarny lampart, czerwony wilk”).

Przykład Jamesa to znak, że dla gatunku fantasy może to być dobry rok.

Po czwarte: fakty.

Z jednej strony będziemy czytać więcej fantastyki i science fiction. Z drugiej – coraz bardziej popularne będą historie oparte na faktach. Może i fabularyzowane, ale jednak opierające się na autentycznych wydarzeniach.

Trend ten widać obecnie przede wszystkim w filmach i serialach. „Making a Murder”, wyprodukowane przez Netflix, i „Narcos” z tej samej stajni, pokazują, że mamy dużą ochotę dla odmiany zagłębić się w historie prawdziwe, które w jakiś sposób interpretują historię czy naszą współczesną rzeczywistość.

Na razie modę tę podchwycili producenci telewizyjni, ale jest w tym trendzie spore, niewykorzystane jeszcze pole do popisu dla literatury, więc trzymajmy kciuki.

Po piąte: różnorodność.

 

Bardzo pozytywny efekt, przynajmniej na literaturę amerykańską, miał Nobel Swietłany Aleksijewicz. Ponieważ żaden Amerykanin nie został uhonorowany tą nagrodą od 1993 roku, w środowisku literackim w USA pojawiły się głosy, że literatura amerykańska potrzebuje ożywienia. Może nie tyle zamiera, co jest w swego rodzaju stagnacji. Potrzebni są nowy autorzy, promocja ich książek, nowych postaci książkowych, zwłaszcza w książkach dla młodzieży. Powstała w 2014 roku inicjatywa We Need Diverse Books (Potrzebujemy Różnorodnych Książek) zaczęła prężniej działać i od 2016 roku fundować będzie stypendia oraz granty dla młodych pisarzy i rysowników. W przygotowaniu jest też program sponsorujący wydania nowych książek i promujący młodych twórców.

Jak wiadomo, Amerykanie bardzo często zapoczątkowują trendy – nie tylko literackie – które szybko rozprzestrzeniają się na cały świat, więc kto wie: może podobne inicjatywy zobaczymy też u nas?

 

źródło: lubimyczytac.pl

Pięćdziesiąt twarzy książki, czyli refleksje towarzyszące premierze nowej książki o Greyu.

Dzisiaj ma premierę książka „Grey. Pięćdziesiąt twarzy Greya oczami Christiana”. Wśród niej narastają emocje, niecierpliwość, wymagania i akty nienawiści. Sama raczej nie sięgnę po tę pozycję, zniechęcona poprzednimi trzema powieściami. Jedno trzeba przyznać na pierwszy rzut oka – graficy polskiej okładki się nie popisali. Co do reszty, nie będę się wypowiadać. Wbrew zasadzie „nie znam się, ale się wypowiem”.

Z ciekawości przeczytałam słynną trylogię James E L. Zachwycona nie byłam. Bohaterowie byli tak mdli, że nie mogłam znieść ani na przemian użalającego się nad sobą i pewnego siebie Greya, ani niezdecydowanej i wiecznie boginiującej Anastaci. Innych uczestników historii nie zarejestrowałam. Byli oni albo tak niewidoczni, albo znikali co chwila. Jakby świat ograniczył się do pary głównych postaci. Opisy rozpływały się, przez co miałam wrażenie, że wciąż są o tym samym. Gdyby chociaż zakończenie było ciekawe. Ale było do bólu przewidywalne. Jestem rozczarowana może dlatego, że nie lubię happy endów. 

Obawiam się linczu za słowa, które teraz powiem, ale dla mnie to trochę jak porno dla kobiet nie potrafiących szukać porno w Internecie. Oczekiwałam dużo więcej pikanterii i perwersji. Dostałam mdły romans z bladymi elementami sado-maso.

Ale wracając do tego, co chciałam powiedzieć. Ostatnio rozgorzała między mną i moją koleżanką dyskusja, czy to dobrze, że ludzie czytają dzięki takim książkom, bo po inne by nie sięgnęli. Z drugiej strony – takie gnioty? Mamy tutaj wybór między złym i gorszym – czytać, ale niekoniecznie dobre pozycje czy nie czytać wcale. Marzę, żeby panowała większa kultura czytelnicza nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Jednak większość ludzi zapatrzonych teraz w komputery i smartfony uważa książki za zbyteczny balast w swoim życiu. Nie szufladkuję, bo oczywiście wśród rzeszy fanek tejże serii są także takie, które czytają dużo i chętnie. Mam jednak wrażenie, że większość przeczytała ją obok innych harlequinów. 

Mimo wszystko, dobrze, że czytają. Wszak czytanie rozwija. Może dzięki temu kiedyś dotrą do Tolkiena czy Dostojewskiego. 

Witajcie.

Cześć.

Miło mi, że zajrzeliście. Na wstępie chciałabym powiedzieć, kim jestem i dlaczego ten blog powstał. Mam na imię Ania, w tym roku obchodziłam 20. urodziny. Od bardzo długiego czasu pasjonuje mnie sztuka – od książek, przez rysowanie, aż po muzykę.  Od kilku lat aktywnie piszę, odnośnik do wydanej przeze mnie książki oraz do portalu literackiego, gdzie publikuję, znajdziecie z boku. Z kolei moim ulubionym stylem w świecie sztuki pozostaje ołówek.  Postaram się także podrzucać tu co ciekawsze utwory, które znajdę. Pierwszy z nich poniżej.

Blog powstał z prostego powodu – zaczęłam recenzować książki i chciałabym mieć swój kącik w Internecie, gdzie będę mogła się tym podzielić, a wy poczytać. Pojawią się tutaj zarówno nowości książkowe, jak i pozycje z poprzednich lat, które wyszperam w bibliotece.

Mam nadzieję, że wyruszycie ze mną w moją książkową przygodę. 

Do zobaczenia :)

Anna