Jak zaczęło się Star Warsowe szaleństwo?

Rodzaj: biografia
Język: polski [tłumaczenie z języka angielskiego - Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik, Katarzyna Rosłan, Małgorzata Miłosz]
Stron: 648
Wydawca: Wydawnictwo Wielka Litera

Witajcie! Stos książek do recenzji niebezpiecznie zaczął chylić się ku upadkowi, więc trzeba temu zaradzić. Czy wracam do dwóch recenzji tygodniowo? Najprawdopodobniej tak. Czekam na kilka naprawdę gorących premier i chciałabym do tego czasu rozprawić się z tym, co już mam, żeby nikogo nie zaniedbywać. A o czym dzisiaj? Biografia nie byle kogo, bo samego Georga Lucasa. Chcielibyście poczytać o mojej przygodzie z Gwiezdnymi Wojnami i emocjach, które mi towarzyszyły przy czytaniu? Zapraszam :)

 

Brian Jay Jones (rocznik 1967) to amerykański biograf, głównie amerykańskich ikon popkultury. Urodził się w Kansas City. Jest żonaty, ma jedną córkę i mieszka aktualnie w Wirginii. Przez prawie dziesięć lat Jones pracował jako Legislative Assistant i pisał przemówienia, pracując dla amerykańskich senatorów Pete V. Domenici i Jamesa M. Jeffordsa. Specjalizował się w sprawach politycznych odnoszących się do edukacji, prawa cywilnego i reformy opieki społecznej.

W 1977 roku Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja weszły na ekrany zaledwie trzydziestu dwóch amerykańskich kin, jako niezależny film science-fiction. Czterdzieści lat później „The Telegraph” ocenił, że marka Star Wars jest warta więcej niż Harry Potter i James Bond razem wzięci. A pomyśleć że niewiele brakowało, by zamiast za gwiezdną sagę Lucas wziął się za kręcenie Czasu Apokalipsy. Brian Jay Jones znalazł klucz do portretowania swojego bohatera w sposób ciekawy zarówno dla fanów, jak i tych, którzy lubią czytać dobre biografie. Lucas Jonesa to postać totalna – idol, ikona, przyjaciel Francisa Forda Coppoli i Stevena Spielberga – uchwycony w chwilach powszednich i zwyczajnych; chuderlawy chłopak z odstającymi uszami, mający trudności z pisaniem i ortografią, który odważył się podążyć za swoją pasją. Towarzyszymy mu w tej drodze ze stutysięcznego kalifornijskiego miasta na tunezyjską pustynię, gdzie zmagając się z ograniczonym budżetem i szwankującymi prototypami robotów, kręci sceny, które fani sagi zapamiętają jako krajobrazy planety Tatooine. Wraz z nim docieramy aż na szczyty box office’ów i na pierwsze strony gazet. George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia to biografia reżysera wypełniona anegdotami z planów filmowych, odsłaniająca arkana pracy w przemyśle filmowym, męki pisania scenariuszy, morderczych walk o budżet, ale przede wszystkim pierwsze tak otwarte zaproszenie za kulisy Gwiezdnych Wojen. Jak wyglądała praca z zaawansowaną techniką w latach 80.? Czym inspirował się Lucas, tworząc kultowe postaci: Luke’a Skywalkera, Hana Solo, mistrza Yody? Jakie kłopoty sprawiał niedopasowany kostium C3PO? Prawdziwa gratka dla kinomaniaków.

Czy istnieje na świecie ktoś, kto nie wie o Gwiezdnych Wojnach? Pomijając małe wioski na końcu świata – wątpię. Wszyscy kojarzą kultową historię pełną świstających mieczy świetlnych i przerywaną charakterystycznym oddechem miłościwie nam panującego Lorda na usługach. Moja historia z tą serią była burzliwa. Od ciekawości, przez całkowity bunt, po cichy zachwyt. Jako dziecko obejrzałam na moim starym odtwarzaczu VHS „Mroczne widmo” [tak, wiem, największy możliwy błąd] i totalnie nie rozumiałam, jak można się zachwycać czymś takim. Rzuciłam to w kąt i nie wracałam. Do momentu, kiedy poznałam P. Ten na wieść o mojej niechęci, postanowił spróbować naprawić mój błąd z dzieciństwa. Tak oto wylądowałam na maratonie starej trylogii. I zostałam oczarowana. Lucas to nazwisko wielkie. Zmienił pojmowanie kina. Zmienił reżysera w twórcę na równi z pisarzami. Brian Jay Jones zgromadził tony informacji, by zgłębić osobę, która stoi za jednymi z najbardziej kasowych filmów wszechczasów. Poznajemy reżysera przez dialogi, notatki prasowe, anegdoty i cytaty. Dostajemy analizę z każdej możliwej strony. Czy dało się to zrobić lepiej? Wydaje mi się, że nie. Kim więc jest słynny George Lucas? Romantykiem, który potrafi walczyć jak lew o swoje wizje. Zabrakło nieco więcej zdjęć, ale tekst nie nudzi i chce się czytać więcej.  Jako pasjonatka biografii, jestem w pełni usatysfakcjonowana.

 

Dla fanów uniwersum Gwiezdnych Wojen i Indiany Jonesa – pozycja obowiązkowa. Idealnie oddaje osobę, w której umyśle powstały pomysły na oba światy. Dla całej reszty – ciekawa pozycja, która opisuje jednego z najważniejszych twórców filmowych naszych czasów.

Ocena: 8,5/10

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu Wielka Litera

Gdzie diabeł nie może tam grom pośle.

Rodzaj: fantasy
Język: polski
Stron: 400
Wydawca: Wydawnictwo SQN

Witajcie! Wiosna wychyliła się zza zakrętu, a wraz z nią moja uśmiechnięta mordka. Nie ma nic lepszego niż pierwszy raz w roku zrzucić z siebie zimowy płaszcz i w końcu przywdziać coś lżejszego. A skoro czas na wiosenne porządki i na blogu przyda się trochę ogarnąć. Na pierwszy ogień pójdzie wygląd, więc bądźcie czujni ;) Ale nie mogę was przecież zostawić tak bez recenzji! A okazja jest nie byle jaka, albowiem doczekałam się wydania kontynuacji „Krwi i stali” Jacka Łukawskiego. Zapraszam! :)

Jacek Łukawski urodził się w Kielcach, z zawodu jest grafikiem komputerowym. Gdy nie miał jeszcze obowiązków, a miał czas, machał mieczem i strzelał z dział czarnoprochowych. Hartował ciało i ducha w organizacji strzeleckiej, brał udział w zawodach sprawnościowych i ćwiczył karate. Próbował też jeździć konno. Zwiedzał Polskę autostopem i na motocyklu. Zaczytywał się w książkach historycznych i fantasy. Jest laureatem wojewódzkiego konkursu Talenty 2000. Po kilkunastu latach przerwy napisał cykl opowiadań, które pojawiły się drukiem w antologii Gawędy motocyklowe. Współtworzył kwartalnik motocyklowy „Swoimi Drogami”. Wraz z żoną mieszka w pobliżu chęcińskiego zamku.

W huku gromów i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi. Arthornowi udaje się uciec z zamku opanowanego przez zdrajców, lecz najgorsze dopiero przed nim. Wkrótce znów wyruszy ku Martwicy, tym razem bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli. Jednocześnie stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel. To zadanie tym trudniejsze, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Impas, jak się wydaje, może przełamać tylko obecność księżniczki Azure, która jednak przepadła bez wieści. Co zrobi Arthorn, gdy ją odnajdzie? Czy zdoła nakłonić ją do powrotu? Ile zdecyduje się poświęcić dla królestwa? Mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu. Wolno podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel.

 

Miesiące wyczekiwania i sprawdzania profili autora i wydawnictwa… W końcu jest! Pachnąca drukiem i piękna. Wiele obiecywałam sobie po „Gromie i szkwale”. Czy jednak oczekiwania nie okazały się za duże? Nie rozczarowałam się ani trochę. Dostajemy mięsiste, porywające fantasy z najlepszym stylu. Warto było tyle czekać. Postacie trzymają poziom, pozostają niezależna i oryginalne. W całej powieści widać inspirację klasykami gatunku, jednak są one na tyle zręczne, że Łukawski niewątpliwie dołożył swoją cegiełkę do mojego osobistego kanonu. Czy zrobił to również do kanonu gatunku – to pokaże czas. Warto też zwrócić uwagę na dobry balans między epickością świata i rozładowywaniem atmosfery m.in. humorem w dialogach – brawo! Epicki jest „Władca pierścieni” i fajnie, tylko czy ktoś jest w stanie tak dźwignąć temat jak Tolkien, idąc tylko w to? Lepiej nie ryzykować ;) Akcja od razu rusza z kopyta, więc warto przeczytać pierwszą część, by nie zgubić ani okruszka fabuły i spójności. Kontynuacja jest jak najbardziej godna mocnego debiutu. Teraz mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością – drodzy państwo, mamy nowego bardzo mocnego zawodnika na polskiej  scenie fantasy! Już nie mogę się doczekać kolejnej części zamykającej trylogię. Chciałabym ją przeczytać już teraz, zaraz, jednak jeśli przyjdzie mi czekać kolejny rok na taką dobrą rzez, jaką jest „Grom i szkwał” – poczekam.

 

Słowiański folklor, klasyka i akcja ledwo wyrabiająca na zakrętach – czego chcieć więcej od dobrego fantasy. Polecam z całego serca!

 

Ocena: 9,5/10

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu SQN :)