Top 5 filmów 2016 roku!

Witajcie! Muszę wam się do czegoś przyznać… O ile podsumowanie książkowe zeszłego roku poszło w miarę gładko, o tyle z filmami – armagedon. Obejrzałam tyle, że gdybym chciała wspomnieć o wszystkim, co mi się naprawdę podobało, chyba nie zamknęłabym się w trzydziestce. Tak więc ograniczam się tylko do filmów wydanych w ciągu minionych dwóch lat [2014-2016] i zapraszam was na wspólną podróż :) Top 5 bajek i animacji ukaże się za tydzień :)

5: Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie (2016)

Kryminalistka o imieniu Jyn Erso (Felicity Jones) zostaje uwolniona z więzienia Imperialnego przez żołnierzy Rebelii, którzy chcą upadku Imperium Galaktycznego. Młoda przestępczyni niedługo po przybyciu do bazy Sojuszu Rebeliantów otrzymuje niezwykle trudne zadanie polegające na kradzieży planów nowej broni Imperium. Jyn Erso (Felicity Jones) oraz jej oddział, zanim wykonają główną misję, będą musieli stawić czoła ogromnej przewadze wroga.

Wiedziona dobrymi przeczuciami poszłam i się nie zawiodłam. P. również. Patrząc obiektywnie „Łotr” jest dużo lepszy niż „Przebudzenie mocy”, gdyby tylko zmienić odtwórczynie głównej bohaterki, która ma twarz drewna [ciekawe czy uczyła się od Belli ze "Zmierzchu"?], to byłoby już w ogóle miodzio. Łezka się w oku zakręciła na widok Petera Cushinga „w roli” Tarkina oraz Carrie Fisher jako Lei. Świetny film wojenny i genialna praca kamery. A droidy jak zwykle kradły film :)

Moja ocena: 9/10

4: Spotlight (2015)

„Spotlight” to filmowy zapis wstrząsającej historii, która miała miejsce naprawdę. Nagrodzeni Pulitzerem dziennikarze śledczy gazety „Boston Globe” dotarli do przerażających i szokujących danych na temat konsekwentnie tuszowanej siatki pedofilskiej w Kościele katolickim, składającej się z ponad 70 księży. Historia zbulwersowała świat w 2002 roku. 

Temat jest ciężki. Zabierałam się do obejrzenia tego filmu chyba ze cztery razy. Jak już włączyłam, to nie mogłam wyłączyć, dopóki się nie dowiedziałam zakończenia. Paka aktorska wymiata. Dawno nie widziałam tylu świetnych aktorów w jednym miejscu. Momentami może nużyć, ale warto. Kiedy dostajesz genialnie zrobiony produkt z przesłaniem i to na faktach – nie możesz przejść obojętnie. Polecam zdecydowanie każdemu.

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

3: Colonia (2015)

Młody chłopak podczas pobytu w Chile zostaje porwany. Jego dziewczyna trafia na trop sekty i postanawia odzyskać ukochanego.

Kiedy dowiedziałam się o tym filmie, zastanowiło mnie, czemu przeszedł bez echa. W końcu gra tu Emma Watson i Daniel Brühl czy dwa gorące nazwiska Hollywood. Czy to mogłoby być aż tak złe? P. wypożyczył na wieczór, więc zabraliśmy się do oglądania. Klimat tchnął nieco realiami II wojny, choć akcja dzieje się w latach 70. Aktorsko? Wypada naprawdę nieźle. Historia jest przejmująca i strasznie trzyma w napięciu. Brawa należą się dla scenarzystów i Nicole Fischnaller, która była odpowiedzialna za kostiumy – czapki z głów. Stworzyli prawdziwą wizualną perełkę. I chociaż klimaty Chile nie są mi bliskie, siedziałam wbita w fotel przez prawie dwie godziny.

Moja ocena: 8/10 z serduszkiem

2: Deadpool (2016)

Ekranizacja jednego z najoryginalniejszych komiksów Marvel Comics. Były żołnierz oddziałów specjalnych zostaje poddany niebezpiecznemu eksperymentowi. Niebawem uwalnia swoje alter ego i rozpoczyna polowanie na człowieka, który niemal zniszczył jego życie. 

Czy ktoś w ogóle spodziewał się, że zabraknie Deadpoola w moim zestawieniu? Naiwni :) Jeśli chodzi o produkcje z zeszłego roku, jest moim bezkonkurencyjnym numerem jeden i gwałtem [;)] wbił się na topkę wszechczasów. Humor, przebijanie czwartej ściany, aktorzy i kostiumy – lepiej być nie mogło. W dodatku ścieżka dźwiękowa – no miodzio. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej ekranizacji aktorskiej jednego z moim ulubionych bohaterów. O włos, którym była historia napisana na kolanie, przegrał z „Projektantką”, jednak nadal pozycja obowiązkowa dla fanów Marvela. P. też poleca. 

Moja ocena: 9/10 z serduszkiem

1: Projektantka (2015)

Po latach zdobywania doświadczenia w najlepszych paryskich domach mody Tilly Dunnage (Kate Winslet) powraca do rodzinnego miasteczka w Australii, z którego jako dziecko uciekła oskarżona o morderstwo. Chce pogodzić się ze swoją schorowaną, ekscentryczna matką (Judy Davis) i wyjaśnić wydarzenia z przeszłości. Przy okazji, uzbrojona w maszynę do szycia, wytacza prywatną wojnę złym gustom i brakowi elegancji…

O matko. W ogóle długo nie mogłam nigdzie znaleźć tego filmu. Szukałam wszędzie, ale jak kamień w wodę. Jednak kiedy już się dorwałam… Ludzie… Bezkonkurencyjna Kate Winslet [mam do niej ogromną słabość, podobnie jak do Meryl Streep], która rządziła na ekranie. Świetna słodko-gorzka historia, piękne kostiumy i genialne zakończenie. Film na każdą okazję – zarówno na randkę, spotkanie ze znajomymi czy samotny wieczór przed ekranem. Pozycja obowiązkowa!

Moja ocena: 10/10 z serduszkiem

 A jakie są Wasze ulubione filmy roku 2016? :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.