Świt żywych dziennikarzy?

Rodzaj: fantasy
Język: polski [przekład z języka angielskiego- Agnieszka Brodzik]
Stron: 496
Wydawca: Wydawnictwo SQN

Witajcie! Słoneczko grzeje, sierpień powoli się rozpędza, a ja przychodzę do was z recenzją. Muszę się wam do czegoś przyznać… Ostatnio sporo czytam, jednak nie mogę zabrać się do pisania recenzji… W kolejce stoi kilkanaście [!] książek, które tupią niecierpliwie, żebym wam o nich opowiedziała, a ja albo nie mam czasu, albo siły. Dni wypełnia mi praca i próby zresetowania umysłu. Mało mnie więc w social mediach, dużo na kanapie. Nie powiem – całkiem przyjemnie, ale w wolne dni, jak dzisiaj, staram się nadrabiać zaległości i zaplanować posty na kilka dni do przodu, żeby w razie gorszego momentu mieć coś dla was w zanadrzu. A propos mojego stanu – czuję się czasami jak zombie, a to właśnie o nich dzisiaj. Czy powieść wielokrotnie nominowanej do nagród literackich Miry Grant mnie zachwyciła? Czy może zniszczyła pozytywne nastawienie do chodzących trupów? Zapraszam :) 

Seanan Lynn McGuire (ur. 5 stycznia 1978 w Martinez (Kalifornia) – amerykańska pisarka i filkerka, tworząca pod pseudonimem Mira Grant. Laureatka Nagrody Campbella dla nowego pisarza w 2010 roku, przede wszystkim za powieść z gatunku urban fantasy Rosemary and Rue. Oprócz tego nominowana do Nagrody im. Philipa K. Dicka oraz wielokrotnie do nagrody Hugo – tylko w 2013 roku była pięciokrotnie nominowana do Hugo w różnych kategoriach, zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem. Współredagowany przez nią podcast SF Squeecastotrzymał dwukrotnie nagrodę Hugo, w 2012 i 2013 roku. Jest także aktywną twórczynią ruchu filk (muzyki fanowskiej), gdzie zdobyła pięć nagród Pegasus, za wykonawstwo, kompozycję oraz za najlepsze piosenki.

„Świt żywych trupów” Romero, „Martwe zło” Raimiego czy „28 dni później” Boyle’a – to co było fikcją, stało się rzeczywistością. Czy wiedza wyniesiona z klasycznych horrorów pomoże ludzkości przetrwać apokalipsę? Rok 2014. Wynaleźliśmy lek na raka. Pokonaliśmy grypę i przeziębienie. Niestety stworzyliśmy też coś nowego, strasznego, coś, czego nikt nie mógł zatrzymać. Infekcja rozprzestrzeniła się szybko, wirus przejmował kontrolę nad ciałami i umysłami, wydając jedno tylko polecenie: jedz! Upłynęło ponad 20 lat. Georgia i Shaun Masonowie stają przed życiową szansą — są na tropie mrocznej konspiracji stojącej za wybuchem infekcji. Prawda musi wyjść na jaw, nawet jeśli jest śmiertelna. Mira Grant, pisarskie objawienie roku 2011, fantastycznie kreuje świat, w którym media tradycyjne niemal zupełnie tracą na znaczeniu, a zastępuje je… Najlepiej przekonajcie się sami! „Feed” jest thrillerem politycznym z horrorem w tle, okraszonym śmiertelną dawką humoru. Ale przede wszystkim jest to historia dwójki rodzeństwa, profesjonalnych reporterów, podążających za prawdą tropem usłanym trupami… niekoniecznie martwymi.

Już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że książkę absolutnie powinno się przeczytać. Nie jest to pozycja jedynie dla fanów klimatów post-apo. Zombie są tutaj tłem wydarzeń, głównym tematem rozmów, a jednak nie rzucają się czytelnikowi w oczy, jak np. w „Dying light”. W tekście czekało na mnie tyle technicznych określeń, że w końcu zaczęłam się zastanawiać, czy opisane wydarzenia mogłyby się dziać w rzeczywistości. Zachęcam was do sięgnięcia właśnie z tego powodu – żebyście sami spróbowali zmierzyć się z tematem. Świat Miry Grant jest nowoczesny, pełen technologii, a jednocześnie przykurzony, przyciemniony i stłumiony. Dwie zupełnie inne strony monety. Dziennikarze są tutaj centrum wszystkiego. Ciekawie ujęto podział na trzy dziedziny, w których specjalizują się blogerzy [tak, Internet wyparł telewizje i gazety]. Czy tak mogłyby się potoczyć losy mediów? Oczywiście, że tak. Bohaterowie są cudownie różni, każde z nich ma inne cechy, które powoli odkrywamy z rozwojem fabuły. Główna bohaterka oraz jej tajemnicza choroba jest dobrze skonstruowana, szkoda, że tak mało jej poświęcono [nie mówię nic więcej, spoilery]. Linia drugo- i trzecioplanowych postaci poprowadzona w mistrzowski sposób. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem, że zostali tak dopracowani. Dzięki nim świat wydaje się żywszy, bardziej ruchliwy. Czytając, miałam świadomość, że to pierwsza część trylogii, więc kompletnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. Totalnie mnie zszokowało. Swoją drogą ciekawe, co w takim razie szykuje się w kolejnych tomach. Na pochwałę zasługuje też zabieg, polegający na dodawaniu fragmentów z blogów. Dzięki temu jeszcze mocniej można odczuć, jaką rolę pełni Internet w tej dystopii. A jeśli już przy dystopii jesteśmy to klimat opowieści i ugryzienie tematu zombie od nowej strony – wow, udany koncept. Nie wiem, ile autorka pracowała nad Przeglądem Końca Świata, ale każda minuta była tego warta. Wciąga niesamowicie – ja osobiście w ciągu jednego dnia łyknęłam ponad 400 stron. Zarezerwujcie sobie więcej czasu, bo na pewno się nie oderwiecie.

Dla fanów The Walking Dead i innych zombie klimatów. To nie jest książka dla młodzieży – próżno tu szukać eksplodujących mózgów, ale napięcie nie spada nawet przy mistrzowsko wprowadzonym wątku politycznym.

 

„Jeśli dobrze ci idzie, nie rezygnujesz z tego, póki nie musisz”

 

Ocena: 8,5/10

 

Za egzemplarz dziękuję z całego serca Wydawnictwu SQN :)

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.