Miasto moje, a w nim…

Rodzaj: literatura młodzieżowa, fantasy
Język: polski [tłumaczenie z języka niemieckiego]
Stron: 336
Wydawca: Wydawnictwo Muza

Witajcie w to wtorkowe popołudnie! Moje nastoletnie lata mam za sobą, ale nadal pamiętam wiele pasjonujących lektur z tego okresu. Nadal wzdycham do Harrego Pottera, Rudolfa z powieści Fabickiej czy przygód Percego Jacksona. Literatura młodzieżowa ma w sobie lekkość i beztroskę, której często ze świecą szukać w tej bardziej dorosłej. Nie mówię, że zawsze, ale z reguły porusza bardziej skomplikowane tematy. Dzisiaj mam dla was coś specjalnego. „Heaven. Miasto elfów” zaskoczyło mnie nie tylko klimatem Londynu, ale też niebanalną historią. Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam :)

 

Czy można się zakochać bez serca bijącego w piersi? „Heaven. Miasto elfów” Christophera Marzi to porywająca powieść z gatunku urban fantasy, osadzona w twardym, mrocznym świecie wielkiej metropolii. Na dachach brytyjskiej stolicy osiemnastoletni David znalazł swój drugi dom. Londyn stał się jego miastem. Tylko tutaj czuje się wolny i może zapomnieć o swojej niechlubnej przeszłości. Pewnej nocy na jednym z dachów spotyka dziwną i piękną dziewczynę. Ma na imię Heaven i błaga o pomoc. Twierdzi, że właśnie wycięto jej serce. Zaskoczony David nie dowierza słowom Heaven, ale postanawia jej pomóc. W ten sposób rozpoczyna się ich wspólna niebezpieczna przygoda. Przeżyją tylko wtedy, gdy uda im się poznać tajemnicę dziewczyny.

Christoph Marzi (1970), pisarz niemiecki, studiował ekonomię na Uniwersytecie w Mainz. Zaczął pisać jako nastolatek. Debiutował w 2004 roku wspaniałą trylogią „Lycidias”, która odniosła duży sukces i od razu zapewniła mu pewne miejsce w gronie autorów fantasy. W roku 2005 został laureatem Deutsche Phantastik-Preis. Mieszka z żoną Tamarą i trzema córkami w Saarbrücken.

Powieść Christopha Marzi to definicyjna lektura dla młodzieży – jest wątek miłosny, intryga i fantasy. Moja nastoletnia część duszy kwiczy z zachwytu. Dorosła ja już trochę mniej, ale nie sposób zaprzeczyć, że się wciągnęłam i czerpałam dużą przyjemność z czytania. Świetna koncepcja fabuły i niesamowity pomysł – coś z pogranicza obyczajówki i fantasy, a to wszystko zgrabnie wplecione w tematy bliskie każdemu nastolatkowi. Strasznie denerwowała mnie jedna rzecz – miłość między Davidem i Heaven. Akcja dzieje się przez około trzy-cztery dni, a bohaterowie zachowują się, jakby znali się co najmniej od kilku lat. Gdyby romans zmienić na przyjaźń to „Heaven” byłaby o wiele wyżej w moim prywatnym rankingu. Śmiało mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że jest idealna. Dobry, prosty język książki bez zbędnych udziwnień czytał się niezwykle szybko i przyjemnie. Na pewno jest to piękna opowieść o szukaniu swojej tożsamości i prawdy o rodzinie. Wiele tu zagadek, zakrętów i zwrotów akcji. Dzięki niej inaczej spojrzałam na elfy i musiałam przedefiniować moje pojmowanie tych istot. W życiu nie postawiłabym na tego człowieka w roli protagonisty, który się nim okazał. Tak nawiasem mówiąc nie zdziwcie się na koniec, bo coś ewidentnie poszło nie tak z zakończeniem. Ogromne brawa za postać panny Trodmood. Szkoda, że nie zgłębiono jej historii i nie poświęcono jej więcej miejsca. Ogólnie – chciałabym więcej się dowiedzieć o postaciach drugoplanowych, bo są genialne.

Polecam przede wszystkim młodzieży. To świetna powieść na lato oraz wieczory pod kocem.

 

 

„–  Ktoś mnie ściga – odparła. – Tu, na dachu.

– Ktoś?

– Dwaj mężczyźni.

– Czego od ciebie chcieli?

– Wyjęli mi serce. Tak mi się przynajmniej zdaje. – Jej oczy wydawały się tak ciemne, że nagle nie widział ich wyraźnie.

– Jak to?

– Normalnie. – Położyła sobie rękę na piersi. – Nie czuję bicia serca. – Starała się nie płakać, nerwowo bawiła się suwakiem kurtki. – Wyciął je. – Przełknęła ślinę.

– Tylko że nie ma żadnych ran. Już… Już sprawdziłam.

David przyglądał się jej w milczeniu.

– Zobacz! – Nagle chwyciła go za rękę, rozpięła kurtkę i położyła jego dłoń na swojej piersi.

David pokręcił głową. Jezu, w życiu nie przeżył czegoś równie niesamowitego!

– Nie można żyć bez serca – stwierdził i starał się nie myśleć, że przecież nie czuł tętna. Trzymał dłoń na jej piersi; przez cienki materiał bluzki musiałby coś wyczuć. Ale jednak… nie, to niemożliwe.

– Nie można żyć bez serca – powtórzył.

– A co dopiero biegać i uciekać.

– Wiem – odparła załamana”

 

Ocena: 7/10

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu Muza

Bezsenny poniedziałek z Var #17

Witajcie! Kolejny poniedziałek się kończy i jakoś przeżyliśmy! Chwalmy kawę, energetyki i wszelkie inne przejawy kofeiny! Dzisiaj biegałam od samego rana aż do teraz. Więc jestem późnym wieczorem z podsumowaniem minionego tygodnia. Usiądźcie wygodnie i zapraszam na nasz rajd :)

.

Odkrycie internetowe: 

Księgarka

.

Najlepsza recenzja przeczytana w tym tygodniu:

„Koszmar Alicji w Krainie Czarów” – Jonathan Green, Kev CrossleyMagiczny świat książki i nie tylko

.

Recenzje książkowe, do których warto zajrzeć:

„Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha” Jessica SorensenBooks Hunter

„Magonia” Maria Dahvana HeadleyThieving Books

The book of you – Jamie Oliver - Rude recenzuje

„Przeklęta” Iga WiśniewskaKsiążka od kuchni

.

Coś ciekawego-książkowego do posłuchania i obejrzenia:

.

Video tygodnia:

Orianthi & Steven Tyler „SEX E BIZARRE”

.

Bądź na bieżąco – newsy ze świata:

Akwarele Milo Manary przedstawiające Brigitte Bardot sprzedane za blisko 600 tys. euro

Annie Proulx przechodzi na literacką emeryturę?

Zakończono zdjęcia do filmu „Amok” o polskim pisarzu-mordercy Krystianie Bali

Tysiące czytelników na pierwszym Festiwalu Książki w Opolu. Zobacz zdjęcia

Turecki projektant stworzył półki w kształcie symboli superbohaterów

.

Nietypowe święta:

28 czerwiec - Narodowy Dzień Pamięci Poznańskiego Czerwca 1956 

30 czerwiec - Dzień Asteroid 

1 lipiec - Dzień Psa 

2 lipiec - Międzynarodowy Dzień UFO

3 lipiec - Dzień Czerwonej Ostrej Papryczki Chili 

.

Bonus:

Maroon 5 – This Summer’s Gonna Hurt Like A Motherf****r

.

.

Co w tym tygodniu zwróciło waszą uwagę? Koniecznie podzielcie się linkami :)

Mag bez oczu i serca.

Rodzaj: fantasy
Język: polski [tłumaczenie z języka angielskiego]
Stron: 416
Wydawca: Wydawnictwo Insignis

Witajcie! Wiecie, ile książek czeka u mnie w kolejce na przeczytanie? Mase. A wiecie, ile kupiłam na wyprzedaży w Znaku? Dwa razy tyle. I jestem z siebie cholernie dumna, bo biografii Miłosza szukałam już bardzo długo w okazyjnej cenie. Kiedy zobaczyłam ją za dwie dyszki stwierdziłam, że taniej już nie będzie i pięknie się prezentuje w swojej grubaśności na półce. Co chwilę ją dotykam, bo jakość wydania powala. Ale oprócz tego upolowałam też inne ciekawe powieści, jak „Lost and found” czy „W krainie czarów”. Oj, zaczytane to będzie lato. U was zagościło coś nowego w biblioteczkach? :) Tymczasem o czymś innym chciałam wam opowiedzieć, a jak zwykle rozgadałam się o książkowych wyprzedażach. Dzisiaj druga część podróży po Azeroth, czyli recenzja „World of Warcraft. Illidan”. Czy mnie zachwycił? Czy był lepszy od „Warcraft. Durotan”? Zapraszam :)

 

William John King znany także jako Bill King (ur. 7 grudnia 1959 w Stranraer, Szkocja) – brytyjski pisarz fantasy i science fiction, znany z cyklów książek osadzonych w światach Warhammer i Warhammer 40000. Wieloletni współpracownik Games Workshop przy tworzeniu gier fantasy. Przez kilka lat mieszkał w Pradze, gdzie poznał swoją przyszłą żonę, Radkę, z którą wziął ślub 24 września 2005. W lipcu 2006 King wraz z rodziną przeniósł się z powrotem do Szkocji, obecnie mieszka w Glasgow.

Illidan Stormrage jest jedną z najpotężniejszych istot, jakie kiedykolwiek przemierzały ziemie Azeroth. Pozostaje też z pewnością najmniej rozumianym z wielkich tego świata. Za jego legendą i tajemniczymi poczynaniami kryje się bowiem błyskotliwy umysł, którego plany i machinacje niewielu potrafi pojąć, a jeszcze mniej – im zaufać. Rozpoczyna się panowanie Illidana, dawno przezeń zasłużone, rozpoczyna się walka o sprawiedliwość. Jego rządy przeniosą na zupełnie nowy poziom intrygującą fabułę, oszałamiającą przygodę i heroizm bohaterów World of Warcraft, najlepiej sprzedającej się gry wideo wszech czasów. Dawno temu Illidan, nocny elf i czarownik, przeniknął w szeregi Płonącego Legionu, by powstrzymać inwazję demonów na Azeroth. Ale pobratymcy zamiast wychwalać go jako bohatera, nazwali Illidana Zdrajcą, kwestionując jego intencje po tym, jak nabrali podejrzeń, że pomaga władcom demonów. Przez dziesięć tysięcy lat gnił w więzieniu, oczerniony i osamotniony, ale nawet na chwilę nie zapomniał o swoim celu. A teraz Legion powrócił i tak naprawdę tylko jeden czempion może stawić czoła demonom. Uwolniony z pęt Illidan szykuje się do ostatecznej konfrontacji w obcym świecie Rubieży, zbierając armię spaczonych orków, wężowych nag, przebiegłych krwawych elfów i przemienionych łowców demonów. Nikt nie zna motywów kierujących jego krokami i tylko on rozumie, jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za pokonanie wrogów wszelkiego stworzenia. Jak przed wiekami zostaje zaatakowany przez tych, którzy w jego planach widzą jedynie cyniczną pogoń za potęgą – w tym przez Maiev Shadowsong, która pilnowała go, gdy tkwił w więzieniu. Strażniczka Shadowsong i jej oddział nocnych elfów wyruszyli za Zdrajcą aż na Rubież, chcąc go ukarać, i nie zatrzymają się, póki Illidan nie trafi do więzienia… albo nie spocznie w grobie.

Po tym długaśnym wstępie, czas przejść do rzeczy. Do Illidana podchodziłam bardzo ostrożnie. Po skończeniu średnio wybitnego Durotana, spodziewałam się wszystkiego. I tutaj spotkało mnie zarówno pozytywne, jak i mało przyjemne rozczarowanie. Przede wszystkim zachwyciły mnie rozbudowane opisy i retrospekcje. Genialnie przebija się przez to klimat rzeczywistości Warcrafta i wielokrotnie łapałam się na tym, że miałam wrażenie, iż czytam jakieś zapiski znalezione w ruinach gdzieś w Outlandzie. Za to wielkie brawa. Jednak mimo że postać Illidana jest dobrze nakreślona, to cała reszta bohaterów leży i kwiczy. Zdumiewa niewykorzystany potencjał. Poczytałam sobie w wolnym czasie o Tyrande i Malfurionie. Kurde, to tak świetne postacie, że to skandal, iż autor nie pociągnął ich wątku. Albo chociaż pogłębił Maiev, a nie ograniczył ją do żądnej zemsty elfki. Największym minusem książki jest jednak zakończenie. Akcja rozwija się powoli, przyspiesza niesamowicie, a potem nagle jest koniec. Żadnej epickiej potyczki na miarę Blizzarda, żadnego bum na koniec. Fabuła kończy się z cichym pierdnięciem. To ubodło mnie najbardziej. Ale cóż, nie można Illidanowi odmówić rozmachu i przyjemności, płynącej z czytania. Stąd moja konsternacja przy wystawieniu oceny. Rozsądek mówi mi 3 na 10, a dzieciak we mnie 6 na 10. Tak więc pojednawczo stanę na piątce. Na pewno historia was wciągnie, ale czy jest idealna? Myślę, że można by było ją jeszcze podrasować.

Polecam fanom fantasy i Blizzarda – będziecie się bawić przednie. Ja nie mogłam się oderwać przez dwa wieczory.

 

„Spowijała go licząca wieki ciemność, ale to nie przeszkadzało mu widzieć wszystkiego dokoła, tak jak nie przeszkadzał mu brak oczu. Był kiedyś czarownikiem, i to potężnym. Jego spektralny wzrok pozwolił mu dostrzec każdy fragment celi wyraźniej nawet, niż byłoby to możliwe, gdyby korzystał z pary oczu.

Nie potrzebował widzieć, by poruszać się po celi. Znał każdy kamień posadzki, każde zaklęcie, które go tu więziło. Poznał je zarówno spektralnym wzrokiem, jak i dotykiem. Wiedział, jakim echem odbije się dźwięk każdego z dziewięciu kroków, jakich trzeba mu było, by pokonać odległość od jednej ściany do drugiej. Czuł przepływ magii – zaklęcie za zaklęciem, czar za czarem. Ich miażdżącą potęgę, która miała jeden tylko cel – utrzymać go pogrzebanego tutaj, zapomnianego, pozbawionego szansy na wybaczenie.”

 

Ocena: 5/10

 

Kraina śniegiem i szamańską magią płynąca.

Rodzaj: fantasy
Język: polski [tłumaczenie z języka angielskiego]
Stron: 320
Wydawca: Wydawnictwo Insignis

Witajcie! Kilku rzeczy o mnie jeszcze nie wiecie. O pewnych lepiej nie mówić, o niektórych wam opowiem i właśnie dzisiaj nastał jeden z takowych wieczorów. Jestem ogromną fanką Warcrafta. Przez długi czas zagrywałam się w WoWa, do samej strategii jeszcze się przekonuję. Jednak świat w nim zawarty, jego legendy i mechanizmy fascynują mnie do dzisiaj. Stąd ogromna radość, kiedy P. przytargał mi do domu dwie książki: „Warcraft. Durotan” i „World of Warcraft. Illidan”. Oczywiście rzuciłam wszystko, co czytałam, i zabrałam się do lektury tychże pozycji. Na pierwszy ogień poszedł wódz orków. A jakie są moje wrażenia po lekturze? Zapraszam :)

 

Christie Golden urodzona 21 listopada 1963 roku to amerykańska autorka prawie pięćdziesięciu powieści i wielu opowiadań w klimatach fantasy, horror i science fiction. Wśród jej wielu projektów znajduje się kilkanaście poświęconych Star Trek, kilkanaście do gier giganta Blizzard: World of Warcraft oraz StarCraft  i trzech książek opisujących los Jedi [Gwiezdne Wojny].

Oficjalny prequel filmu „Warcraft: Początek”. W świecie Draenoru silny i niezależny Klan Mroźnego Wilka musi mierzyć się z coraz surowszymi zimami i malejącą populacją raciczników. Kiedy na Grani Mroźnego Ognia pojawia się tajemniczy Gul’dan i roztacza przed Wilkami wizję nowych, wspaniałych terenów łowieckich, wódz klanu, Durotan, staje przed niezwykle trudną decyzją – porzucić terytorium, dumę i tradycje klanu czy poprowadzić swój lud w nieznane?  Oryginalna opowieść o przetrwaniu, konflikcie i magii, poprzedzająca wydarzenia przedstawione w filmie „Warcraft: Początek”.

Zacznę od tego, że czuję, iż pisze kobieta. Nie umiem tego zdefiniować, ale mam wrażenie, że mężczyzna inaczej podszedłby do tematu głównie dlatego, że mocniej poczułby klimat Warcrafta. Nie jestem szowinistką, ale jednak coś mi zgrzyta. O tyle to dziwne, że przecież Christie Golden doskonale zna świat gier Blizzarda. No cóż, widocznie taki styl. Historia jest niesamowicie wciągająca i dobrze napisana, chociaż zrobiona prostym i przejrzystym językiem. Trochę zabrakło mi gęstszego tła, ale nie przeszkadza mi to na tyle, żebym zaliczała to jako rażący problem. Osobom, które nie grały w WoWa lub strategię trochę trudno będzie wyobrazić sobie krajobrazy krain zamieszkanych przez bohaterów oraz ogarnięcie mapy tej rzeczywistości. Głównie jest to spowodowane opisami, które są krótkie i rzeczowe. Przy tak bogatej faunie i florze – oczekiwałabym czegoś więcej. Czy ta powieść została wydana tylko i wyłącznie dla pasjonatów? Nie.  Jeśli nie jest się fanem to jest to dobry początek, żeby wgryźć się w temat. Nie przytłacza, zgrabnie opisuje wydarzenia i pozostawia ciekawość na dalsze czytanie o przygodach Durotana. Mnie osobiście pozostawiła niedosyt, ale zwalam to na karb dużych oczekiwań. Kolejnym mocnym punktem jest fabuła. Oczywiście, że Blizzard musiał ją przyklepać, ale świetnie uzupełnia braki obyczajowe i pokazuje nam codzienność klanu Lodowego Wilka. W końcu Golden przedstawia fascynujący świat, do którego mam ogromną słabość. Sądzę, że jeszcze nie raz i nie dwa sięgnę po książki lub gry z tego uniwersum. Marzy mi się komiks, który opisywałby historię tej pasjonującej krainy. Podsumowując, nie jest to lektura pozbawiona wad, ale na pewno warto po nią sięgnąć.

Polecam przede wszystkim zapaleńcom. Innych odsyłam najpierw do zobaczenia filmików z gry albo pogrania – na pewno dużo łatwiej będzie wam wchłonąć świat „Warcraft. Durotan”.

 

„Rozczarowanie i wstyd oblały gorącem twarz młodego orka.

- Ja… żałuję, że cię zawiodłem, ojcze = oświadczył, prostując się, jak mógł najbardziej na grzbiecie swego wilka, Kła.

Z pomocą kolan i dłoni zanurzonych w gęstej kryzie swego wierzchowca Garad pokierował bestię tak, by stanęła u boku Kła.

- Zawiodłeś, bowiem nie zabiłeś go jednym ciosem, Durotanie – zwrócił się do syna. – Nie znaczy to, że mnie zawiodłeś.

Durotan spojrzał na ojca z niepewnością.

- Moim zadaniem jest cię uczyć, synu – mówił dalej Garad. – Jeśli Duchy tak orzekną, kiedyś zostaniesz wodzem, i nie mogę dopuścić, byś niepotrzebnie je obrażał.”

 

Ocena: 6/10

 

Bezsenny poniedziałek z Var #16

Witajcie! W ten poniedziałkowy wieczór przybywam do was z rozbiegu. Strasznie zabiegany to był tydzień – praca, wizyta u mamy, studia i tak oto jestem tutaj z powrotem. Musze zmajstrować dla was recenzje na najbliższy tydzień i już czuję, że też zrobię to z rozbiegu. Chcecie pobiegać ze mną? To zapraszam na bezsenny poniedziałek! :)

.

 

Odkrycie internetowe:

 Karolina Żebrowska

.

Najlepsza recenzja przeczytana w tym tygodniu:

„Tytany” Victoria Scott – Książka od kuchni

.

Recenzje książkowe, do których warto zajrzeć:

Uwikłani. Pokusa – Laurelin PaigeRude recenzuje

Przedpremierowo: „Tajemniczy brat” Virginia C. Andrews Thieving Books

„Łaskun” Katarzyna PuzyńskaBooks Hunter

„Apollo i boskie próby. Ukryta wyrocznia” – Rick Riordan - Magiczny świat książki i nie tylko

.

Coś ciekawego-książkowego do posłuchania i obejrzenia:

Recenzja | Ostatnia noc w Tremore Beach – Mikel SantiagoKarolina Żebrowska

„Dziewczyna w walizce” – Raphael Montes – Recenzja PREMIEROWAKto czyta, żyje podwójnie

BOOKATHON – Ktoś mnie pokocha. Koniec miłości + konkursAbigail Jailette

RICK RIORDAN – Big Red Tequila | ROZDANIE!Maja K.

.

Video tygodnia:

Regina Spektor – „How” 

.

Bądź na bieżąco – newsy ze świata:

Chuck Palahniuk wydaje książkę do kolorowania

Annie Proulx powraca z pierwszą od 14 lat powieścią

Brytyjscy studenci fizyki ustalili, który komiksowy superbohater jest najlepszy

Stephen King pisze powieść z synem Owenem. Premiera w 2017 roku

Od dzisiaj po Poznaniu jeździ biblioteka na rowerze

.

Nietypowe święta:

21 czerwca - Święto Muzyki 

24 czerwca - Dzień Przytulania 

25 czerwca - Światowy Dzień Smerfa 

.

Bonus:

Artur Rojek – Czas który pozostał (Live)

.

.

Co w tym tygodniu zwróciło waszą uwagę? Koniecznie podzielcie się linkami :)