Panny pojawiające się zimą…

Rodzaj: literatura obyczajowa
Język: polski [tłumaczenie z języka hiszpańskiego]
Stron: 320
Wydawca: Wydawnictwo Muza

Mój romans z literaturą hiszpańską należał to tych krótkich, ale intensywnych. Jeszcze w liceum miałam okres, kiedy biegałam do biblioteki i wybierałam po jednej książce z każdej półki językowej – coś hiszpańskiego, coś czeskiego, coś francuskiego. Dzięki tej loterii poznałam Jose Saramago, który podbił moje serce całkowicie. Tak swoją drogą polecam „Miasto ślepców”. Język może być problematyczny, ale koncepcja i fabuła w nim zawarte są godne każdego poświęcenia. Ale do rzeczy. Dzisiaj będzie spokojniej, żadnych dystopii. Opowiem wam kilka słów o „Zimowych pannach” Cristiny Sánchez-Andrade. Zapraszam :)

 

Cristina Sánchez-Andrade – urodzona w 1968 roku w Santiago de Compostela pisarka, krytyczka literacka i tłumaczka. Prowadzi warsztaty pisarskie. Absolwentka prawa. Autorka nagradzanych powieści tłumaczonych na angielski, portugalski, włoski, polski i rosyjski. Określana przez krytyków jako jeden z najwspanialszych głosów dzisiejszej literatury hiszpańskiej.

Galisja, koniec lat pięćdziesiątych. Do małej wsi po latach nieobecności powracają dwie siostry, Saladina i Dolores. Zamieszkują w domu należącym kiedyś do don Reinalda, ich dziadka. Zajmują się gospodarstwem, krawiectwem oraz rozmawiają o swojej wielkiej pasji – kinie i życiu hollywoodzkich gwiazd. Jednak dla lokalnej społeczności ich powrót okazuje się szokiem. Wracają wspomnienia o tajemniczych umowach, które dziadek sióstr spisał z mieszkańcami wsi. Zobowiązali się w nich za opłatą oddać mu po śmierci swoje mózgi do celów naukowych. Z chwilą powrotu sióstr każdy z mieszkańców chce odzyskać swoją umowę: i ksiądz o nieokiełznanym apetycie, i samozwańczy nauczyciel, i technik dentystyczny wstawiający zęby wyrwane zmarłym, i starsza kobieta, która codziennie wzywa księdza, by udzielił jej ostatniego namaszczenia. Dlaczego nikt nie chce rozmawiać z siostrami o dziadku? Co takiego wydarzyło się podczas wojny? Dlaczego nazywają je Zimowymi Pannami? Czy siostrom uda się spełnić marzenia o karierze aktorskiej? A może przytłoczy je ciężar wyrzutów sumienia?

Już na wstępie muszę przyznać, że „Zimowe panny” to lektura bardzo specyficzna i na pewno nie dla każdego. Cała opowieść jest osnuta przez swego rodzaju mgłę tajemnicy, Gatunek leży gdzieś na granicy historyczno-obyczajowej, jednak obie te kategorie nie są wyrażone wprost. Oś fabuły to dwie kobiety, ich siostrzana miłość nadszarpnięta licznymi odpryskami wojny, plamami sekretów i nie do końca wypowiedzianymi wątkami. Główne bohaterki są przecudowne – tak bardzo różne, a jednocześnie posiadające cechy wspólne. Zagadka, jaką jest dziadek Saladiny i Dolores cały czas ukrywa się w tle, mimo to pozostając ważnym punktem historii oraz wydarzeń. Mamy tu do czynienia z plejadą enigmatycznych, trójwymiarowych postaci, każda czymś się wyróżnia. Dzięki temu mieszkańcy i sama wioska wydają się brutalnie realistyczne. Samo zakończenie powieści – mocno intrygujące, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. „Zimowe panny” to opowieść o tajemnicy z przeszłości, próbie dostosowania się i powrotu do miejsc dzieciństwa. O zmianach, które zachodzą nieubłaganie, nawet jeśli nie chcemy ich do siebie dopuścić. W końcu również o miłości siostrzanej, ale i tej romantycznej, do której wszyscy tęsknią oraz o rozczarowaniach, spotykających każdego. To niesamowita, lekko zasnuta mgłą i ciepłem zachodzącego słońca opowieść z dawnych lat. Na pewno jedyna w swoim rodzaju.

Polecam każdemu, kto chciałby przeczytać ciekawą historię z nutką uroku lat pięćdziesiątych. Z przyjemnością zagłębiłam się w tę rzeczywistość.

 

„Starsza była chuda i koścista, twarz miała pociągłą, jastrzębią. Trudne lata, które przeżyła, nie pozostawiły miejsca na łagodność i słodycz, cechujące ją w dzieciństwie, na wiarę w siebie i w innych. Teraz dominowała w niej zwierzęca rutyna i przywiązanie do sztywnego rozkładu zajęć. Zamknięta w swoim własnym świecie magazynów ilustrowanych, powieści radiowych i pochlipywań, miała tylko jednego bzika: rozpaczliwą potrzebę świętego spokoju i tego, by nikt się jej nie czepiał. Dlatego wstawała rano, pracowała i szła spać, nie myśląc o niczym więcej. I tak dzień po dniu, zanurzona w tym, co sama nazywała „dobrą rutyną”. Kiedy skończyła dwadzieścia lat, dawano jej czterdzieści. Gdy skończyła trzydzieści pięć, nie sposób było ocenić, w jakim jest wieku.

Jeśli idzie o tę drugą: uwagę zwracały jej kruczoczarne kręcone włosy, szczupła sylwetka, pełne usta, ale przede wszystkim spojrzenie: zielone oczy ze złotymi refleksami wokół tęczówki. Jej siostra miała w zwyczaju podnosić głos, ona raczej zagryzała wargi, słuchała jej, zgadzała się na jej rozkład dnia, nie dlatego, żeby specjalnie lubiła taki porządek, lecz dlatego, że jedynie on zapewniał jej spokojne życie, bez niespodzianek i nagłych zwrotów akcji. Zawsze wyróżniała ją cierpliwość, i nie wiadomo, czy ta cierpliwość była jej największą zaletą, czy cechą najbardziej niepokojącą.”

 

Ocena: 8/10

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu Muza oraz Business & Culture