Anioły! Anioły wszędzie!

Rodzaj: fantastyka, dystopia
Język: polski [tłumaczenie z języka angielskiego]
Stron: 316
Wydawca: Wydawnictwo Filia

Z recenzją tej książki nosiłam się już długi czas. Przeczytałam całą serię dawno temu, jednak nie miałam okazji podzielić się z wami moimi odczuciami, bo zawsze coś innego skradało moją uwagę. Nie ukrywam, że uwielbiam czytać fantasy, a jeśli w grę wchodzi dystopia – jestem oczarowana. Szukałam ostatnio czegoś spoza mojego kręgu zainteresowań czytelniczych, jednak cały czas wracałam do tej kategorii. Gatunek nie należy do najłatwiejszych i wiele razy nacięłam się na jakość historii. Czy Susan Ee podołała zadaniu? Zapraszam na resztę recenzji, gdzie zdradzę, co się udało, a co poszło nie tak.

 

Susan Ee jest amerykańską autorką bestsellerów. Napisała trylogię Angelfall o przygodach Penryn, która szturmem zdobyła serca czytelników. Jej powieści zostały przetłumaczone na dwadzieścia języków, a krótkie filmy wyświetlane na festiwalach. Chciała zostać prawnikiem, jednak uwielbiała pisarstwo, które pozwoliło uwolnić jej wyobraźnię i tworzyć nowe rzeczywistości.

„Aniele, stróżu mój… szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem.” Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Za dnia na ulicach rządzą brutalne gangi, ale kiedy zapada mrok wszyscy wracają do kryjówek, kryjąc się przed grozą Najeźdźców. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić? Siedemnastoletnia Penryn wyrusza w desperacki pościg, żeby uratować życie młodszej siostry. Żeby zwiększyć swoje szanse musi zjednoczyć siły ze swoim wrogiem. Oboje przemierzają Kalifornię, niegdyś piękną i słoneczną, dziś kompletnie zniszczoną i wyludnioną, a wszechobecna śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Na końcu podróży, w San Francisco, każde z nich stanie przed dramatycznym wyborem. Czy postąpią właściwie? „Angelfall” to trzymająca w napięciu, momentami brutalna i krwawa opowieść o końcu świata. Mroczną atmosferę książki równoważą pełne humoru dialogi, a postapokaliptyczny mrok rozjaśniają promyki nieoczekiwanie rodzącego się uczucia.

Od początku historia wciąga. Rzeczywistość, w której osadzona została akcja, nie jest można najbardziej oryginalna, ale ciekawa. Autorka przeprowadziła zgrabny zabieg zamienienia tego dobrego [aniołów] na skrajnego antagonistę i wroga rodzaju ludzkiego. Główna bohaterka została stworzona fajnie i świetnie ukazano jej dualizm: z jednej strony silna nastolatka, opiekująca się rodziną i walcząca o przetrwanie, a z drugiej wrażliwa dziewczyna, mająca chwile zwątpienia we wszystko naokoło i stojąca u progu dorosłości. Wątek romansowy jest w fazie płodowej [w kontekście fabuły to dosyć kiepskie dobranie słów, ale musicie przeczytać, żeby dowiedzieć się, o co mi chodzi], a jednak wyczuwa się, że zostanie rozwinięty w następnych tomach. Czyta się ekspresowo – mi zajęło to zaledwie trzy godziny – głównie przez pędzącą naprzód akcję i jej zwroty, a podbite dodatkowo ciekawością „co będzie dalej?!”. Absolutnie polecam tylko czytelnikom o mocnych nerwach i żołądkach, ponieważ niektóre okropności nawet mi zmroziły krew w żyłach, a wiele już przeczytałam i obejrzałam w życiu. Na pewno nie jest to literatura młodzieżowa, choć nieco na takową kreowana. Minusów tutaj niewiele. Momentami miałam uczucie takiej nieprawdopodobności i fantastyczności wydarzeń, że trudno mi było w nie uwierzyć, mimo że to fantasy. Zdecydowanie podpięłabym „Angelfall” pod literaturę young adult. Dla nastolatków? Nie bardzo. Nieco odbiegając od tematu – zauważyliście, że przez ostatnie kilka, kilkanaście lat literatura młodzieżowa mocno przyzwala na wykorzystanie różnych okropieństw w powieściach? „Angelfall” to piękna, ale również brutalna opowieść o dorastaniu w czasach nie do końca temu sprzyjających, o szukaniu samodzielności i siebie samej, kiedy nie ma na to czasu.

Polecam fanom fantasy, którzy nie boją się sięgnąć po powieść o ryzykownej fabule.

 

„-To by dopiero była ironia losu, prawda?(…)

-Dlaczego by to była ironia losu?

-Ponieważ, panno Ciekawska, jestem agnostykiem (…)

-Jesteś… agnostykiem?(…) Nie jesteś pewny, czy Bóg istnieje?Jak to możliwe? Jesteś aniołem, na litość boską!

- No i co?

-No i to, że jesteś istotą bożą. On cię stworzył.

- Was też podobno stworzył, a czy niektórzy ludzie nie wątpią w jego istnienie?”

 

Ocena: 7/10