Seryjny serialowiec #1

Witajcie! Jako iż powoli zaczęłam się wkręcać w świat filmowy i stałam się fanką wielu seriali, chciałabym wam nieco opowiedzieć o kilku, które wywołały we mnie największe emocje. Książki nadal pozostaną tematem przewodnim tego miejsca, jednak małe urozmaicenie nie zaszkodzi :) Chcecie stanąć oko w oko z seryjnym serialowcem? Zapraszam na spotkanie w takim razie ;)

.

twórcy: Diane Ruggiero, Rob Thomas
gatunek: Horror, Komedia, Kryminał

muzyka: Josh Kramon
zdjęcia: John S. Bartley, Robert Aschmann
na podstawie: Mike Allred (komiks), Chris Robertson (komiks)

studio: DC Comics, Rob Thomas Productions, Vertigo Productions, Warner Bros. Television
kraj: USA

obsada: Rose McIver, Malcolm Goodwin, Rahul Kohli, David Anders, Robert Buckley

.

Olivia „Liv” Moore (Rose McIver) była niegdyś zdyscyplinowaną studentką medycyny osiągającą sukcesy. Jej życie wywraca się do góry nogami, kiedy w trakcie imprezy przemienia się w zombie i zaczyna karmić się ludźmi. Mimo iż dziewczyna jest martwa, stara się wyglądać i zachowywać jak człowiek. Nie jest to jednak proste, gdyż skóra dziewczyny jest kompletnie blada, a włosy niemal siwe. Przeobrażenie Liv jest kłopotliwe dla jej matki, narzeczonego oraz najlepszego przyjaciela. Aby zaspakajać głód, a przy tym nie zabijać niewinnych, Liv podejmuje pracę w biurze koronera, gdzie ma stały dostęp do pożywienia. Tajemnica dziewczyny wychodzi na jaw, gdy jej szef -  Dr Ravi Chakrabarti (Rahul Kohli) przyłapuje ją na jedzeniu mózgów nieznanych ofiar, znajdujących się w kostnicy. Wkrótce potem Liv odkrywa, że po zjedzeniu mózgu zyskuje wspomnienia danej ofiary, dzięki czemu widzi napastnika i scenę jej śmierci. Od tej chwili Liv pracuje dla detektywów, aby rozwiązywać skomplikowane zagadki kryminalne.

Zauważyliście ostatnio, że pojawia się coraz więcej seriali i filmów, które mają nieco złagodzić wizerunek potworów w popkulturze i serwują nam powstrzymujące się od mordu i okropieństw istoty rozumne zamiast bestii? „Zmierzch” i jego wampiry-wegetarianie? „Teen Wolf: Nastoletni wilkołak” z cudnym wilczkiem? Coś jest na rzeczy, prawda? A co z umarlakami? Przecież było już głośne Walking Dead i Z Nation, ale tam się z nimi nie cackali. W końcu, w 2014 roku Diane Ruggiero i  Rob Thomas postanowili nieco odczarować złą sławę chodzących trupów i tchnąć w nie nieco więcej ludzkich odruchów. Jak im się to udało? Całkiem zgrabnie. 

Ale kiedy jesteśmy jeszcze przy początku historii – ogromny, ogromny plus za wplecenie estetyki komiksu w serial [intro, początki ujęć, itd]. Nadaje to efektownego klimatu, który nie znajduje w większości seriali na podstawie komiksów. Samo intro jest jednym z najlepszych, jakie widziałam w życiu. W pełni komiksowe, świetna kreska, po prostu owacje na stojąco! Co do samej koncepcji zombie, jaka została tutaj zastosowana, mam pewne wątpliwości. Głównie rzucają się w oczy białe włosy i cera niż mięsożerność, którą głównie powinny się odznaczać. Nie są też tak przerażający i obrzydliwi wizualnie jak w swoich odpowiednikach. Jakoś trudno mi przyjąć do wiadomości, że kiedy się nie „zdziczało” to tak naprawdę można funkcjonować jak zwyczajny człowiek z tą różnicą, iż ma się wzbogaconą o mózgi ludzkie dietę. Proste? Proste, ale czy przekonujące? Hmm, to już pozostawiam waszej ocenie. Przez tematykę serialu przewija się szukanie leku na wyleczenie się z trybu zombie. Nie macie wrażenia, że już to gdzieś słyszeliście? Nie da się uniknąć jednak powtarzalności. 

Postać Liv, energicznej studentki medycyny, która była w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie i tak oto stała się zombie. Nie przeszkadzało mi zupełnie bardzo krótkie wprowadzenie do historii, chociaż zazwyczaj mam z tym problem. Tak naprawdę przedstawienie, jak wyglądało życie Liv, kiedy była człowiekiem zostało tylko w pierwszym odcinku, gdzie poznajemy całą rzeczywistość serialu. W ogóle Liv jest niesamowicie fajną postacią – trójwymiarową i nieprzewidywalną przez to, że przejmuje cechy ludzi, których mózgi pożera. Przy tym twórcy zadbali o to, by wszystkie jej emocje i zachowanie pozostawały rzeczywiste. nie da się wyczuć w nich krzty przesady czy niedociągnięć. Sami prawdopodobnie zachowywalibyśmy się w ten sposób,gdyby przytrafiło nam się coś podobnego.Warto też zwrócić uwagę na postać Raviego, który moim zdaniem jest cudowny. Typowy, nieco nieporadny nerd z nieprzeciętną inteligencją. Major natomiast, mimo bycia ideałem faceta – wrażliwy, umięśniony i przepełniony empatią – jakoś mnie irytował. Chyba troszkę przesadzono z jego kreacją i był „za bardzo”. W postaciach denerwuje mnie jedno – wszyscy są tacy ładni. Nie ma tu brzydkich osób, a przecież to serial o krwiożerczych istotach jedzących ludzkie mózgi. Nawet sceny morderstw i jedzenia tegoż organu są mocno wygładzone. 

Nie zabraknie w iZombie na pewno nawiązań do popkultury. Czasami są one subtelne, jak te z gifa, a czasami leją się szeroką falą, jak chociażby w odcinku o tytule „Fifty Shades of Grey Matter”. Oglądam na bieżąco nowe epizody i do teraz jestem pełna podziwu dla scenarzystów,  którzy sypią tak dobrymi gagami. Nieco upuszcza to pary, dzięki czemu można oglądać z przyjemnością. Humor jest tutaj zrównoważony wieloma wątkami dramatycznymi – jak [mogę powiedzieć, to pierwszy odcinek] rozpad związku Liv z Majorem, sprawa morderstw, które przewijają się przez wszystkie sezony oraz inne liczne sytuacje, z którymi musi się zmierzyć główna bohaterka. Niezwykle cenię to wyczucie, kiedy można sobie pozwolić na dowcip, a kiedy należy być poważnym.

 To, jak wyglądają poszczególne odcinki, to strzał w dziesiątkę. Przynajmniej jeśli chodzi o mój gust. Kojarzycie taki serial jak „Kości” albo „Mentalista”? Z resztą, większość kryminalnych, amerykańskich seriali bazuje na tym wzorcu. A chodzi głównie o jeden odcinek = jedna sprawa, a główny wątek fabularny dzieje się w tle. Główna bohaterka przeniosła się do kostnicy i pracuje jako koroner. Jej zombie wizje pomagają jej z rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, z jakimi mierzy się detektyw Clive Babinaux, który zaczyna współpracować ze specyficzną „medium z kostnicy”.  

Chociaż iZombie nie jest typowym serialem o chodzących trupach, a raczej nawiązaniem do jej konwencji i puszczeniem wodzów fantazji, to oglądanie go sprawia mi niewytłumaczalną przyjemność. Nie znajdziecie tu bezmyślnych, człapiących ludzi w różnym stadium rozkładu. Jest bardziej elegancko i czyściutko. Podejrzewam, że moja słabość do tego obrazu jest wywołana głównie wątkiem kryminalnym, do którego mam ogromną słabość. Z dodatkiem fantasy jest niemal idealnie. W tydzień nadrobiłam wszystkie dostępne odcinki, czyli niepełne dwa sezony, ponieważ jeszcze kilka epizodów czeka na swoją premierę. Czekam z niecierpliwością. Nie jest to na pewno serial wybitny, ale warty obejrzenia w ramach relaksu.

Polecam bardziej dziewczynom, jednak też facetom, którym znudziły się tradycyjne obrazy zombie. A nuż spodobają się wam te bardziej cywilizowane egzemplarze.

Ocena: 8/10

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.