Wywiad – Mateusz P. Barczyk

Witajcie! Czy na sali jest ktoś, kto lubi fantasy? No pewnie, przecież jakby mogło być inaczej :) Dzisiaj mam dla was świeżutki wywiad z debiutantem, autorem książki „Kres” [recenzję znajdziecie tutaj]. Drogie Panie, proszę nie mdleć ;) Zapraszam :)

.

Mateusz P. Barczyk – urodzony w 1996 roku w Katowicach. Obecnie mieszka w Warszawie. Opowiadania publikował na portalach takich jak NowaFantastyka.pl czy SpidersWeb.com. Swoje wiersze (i nie tylko) publikuje na autorskim blogu traktującym o twórczości wśród młodych ludzi: www.mlodyswiat.blogspot.com. Przyszłość wiąże z pisarstwem i aktorstwem. W swych dziełach najczęściej porusza zagadnienia takie jak samorealizacja, potęga umysłu i wpływ świata na osobowość jednostki.

.

.

Dzień dobry. Pytanie rozgrzewkowe – co Pan aktualnie czyta?

Aktualnie czytam coś spoza fantastyki. ,,Życie Pi” Yanna Martela. Niby prosta historia, acz o religii, filozofii, zoologii, sile instynktu przetrwania i mocy dziecięcej wyobraźni. Takie opowieści, oparte na faktach, również mnie fascynują. Wiem, że na podstawie tej książki powstał film, ale z obejrzeniem go poczekam, aż skończę czytać.

„Kres” to Pana literacki debiut. Proszę opowiedzieć nam o szczegółach powstawania tej powieści. Ile trwały prace, jak udało się Panu wydać książkę?

Prace nad ,,Kresem” trwały ponad pół roku. Samo pisanie nie zajęło długo. Jednak wymyślenie wszystkiego, stworzenie dziesięciostronicowego planu wydarzeń i obmyślenie wszystkiego tak, by pozostawić sobie swobodę pisania – to było najbardziej czasochłonne. Jeśli chodzi o wydanie, historia jest prosta – rozesłałem gotową powieść do wielu wydawnictw. Nie po raz pierwszy próbowałem wydać jakieś swoje dzieło. Wcześniej odzewu nie było. Dziś bardzo trudno się wydać. Szczególnie nie mając na koncie żadnych papierowych publikacji. Jednak, pewnego pięknego dnia, otrzymałem maila zwrotnego od wydawnictwa Novae Res z propozycją współpracy. I tak, po kilku miesiącach sprawdzania tekstu pod względem stylistycznym, projektowania okładki itp (za co wydawnictwu jestem bardzo wdzięczny) powieść ujrzała światło dzienne.

Jak urodził się pomysł na „Kres”? Od razu pojawił się szkic całości, czy historie pojawiały się z czasem w Pana głowie?

Miałem wiele bardzo różnych pomysłów, które stopniowo zaczęły mi się składać w całość i tak powstała koncepcja powieści. Pisze Pani: ,,historie” – rzeczywiście, akcja dzieje się na wielu płaszczyznach i z początku można wręcz odnieść wrażenie, że  ,,Kres” pozbawiony jest rdzenia fabularnego. Jednak takie właśnie przedstawienie historii głównego bohatera wydawało mi się najwłaściwsze.

Bardzo rzadko zdarza się, że w głowie pojawia mi się szkic całości danego dzieła. Zwykle są pojedyncze, drobne pomysły, które, mozolnie strzępiąc kartki notesu długopisem, układam w całość.

Czy planuje Pan wydać kolejną powieść?

Jak najbardziej. Już jestem w trakcie pisania kolejnej powieści. Od kiedy poznałem moc słowa pisanego i to, jak dzieło literackie jest w stanie wpłynąć na człowieka, pisanie jest moją pasją. Mam nadzieję, że ,,Kres” to dopiero początek.

Postać Kresa jest bardzo ciekawie naszkicowana. Jak narodził się pomysł na głównego bohatera? Czy przywiązał się Pan do niego?  Skąd bierze Pan inspirację do tworzenia postaci?

W odpowiedzi na to pytanie zawrzeć muszę pewne osobiste wyznanie. Otóż Kres jest moim ideałem. Człowiekiem, którym chciałbym być. Tak narodził się pomysł na tą postać. Do tego chciałem pokazać zmianę. Główny bohater bardzo zmienia się w trakcie powieści, inspirowany innymi stopniowo staje się lepszym człowiekiem. Oczywiście zatem, że przywiązałem się do niego.

Jeśli zaś chodzi o tworzenie postaci w ogóle – najbardziej inspirują mnie po prostu ludzie dookoła. Ich odruchy, styl bycia, zachowanie. I nie mówię tylko o bliskich znajomych, ludziach, których dobrze znam. Nieraz do stworzenia postaci inspiruje mnie zobaczone przypadkiem zachowanie obcej osoby na ulicy, jeśli jest nietypowe, bądź w jakiś sposób charakterystyczne.

Wyczytałam, że zajmuje się Pan również poezją – niektóre z Pana utworów pojawiły się w powieści. Skąd pomysł na połączenie wierszy i prozy? Jak zaczęła się Pana przygoda z poezją? Do czego Pana bardziej ciągnie – liryki czy epiki?

Obie formy są mi równie bliskie. Wplatanie poezji w utwór pisany prozą to zabieg, który w literaturze widziałem już nieraz. Sam zastosowałem go, bo zależało mi, by Kres (jak już wspomniałem – lepsza wersja mnie) także był poetą. Do tego wydaje mi się, że cytowanie wierszy w konkretnych miejscach nadaje głębi uczuciom, o których piszę. Wiersz pisany przez zakochanego chłopaka dla dziewczyny ma ogromną moc, choćby jako sam gest. Podobnie poemat tworzony na cześć zmarłego. Po prostu poezja nie raz… pogłębia uczucia.

Pisze Pan obyczajówkę z elementami fantasy, ale czy jest to również gatunek, który czyta Pan najchętniej? Jeśli tak, skąd wzięło się zamiłowanie do niego? Jeśli nie, po co sięga Pan najczęściej?

Klasyfikacja gatunkowa dzieła to mój odwieczny problem. Sam nigdy nie powiedziałbym, że piszę obyczajówkę z elementami fantasy. Ale z drugiej strony, nie wiem, jak inaczej to nazwać. Oniryczny realizm magiczny? Serio, nie mam pojęcia. Podobnie mam z klasyfikacją innych dzieł. Nie posiadam ulubionego gatunku. Powiem więcej – najchętniej sięgam właśnie po powieści, które trudno gdziekolwiek zakwalifikować, które są na tyle oryginalne, że trudno nadać nazwę ich gatunkowi.

Gdyby miał się Pan znaleźć w jednej ze swoich ulubionych książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

Najbardziej chciałbym znaleźć się w uniwersum trylogii ,,Przedksiężycowi” Anny Kańtoch, którą to wszystkim polecam. Jest to właśnie jedna z tych książek, które wymykają się klasyfikacji. Jednak autorka stworzyła od podstaw świat, działający na swoich prawach, w którym wysoki rozwój technologiczny nie równa się temu, co dziś przez te słowa rozumiemy. Jest to świat dużo bardziej rozwinięty od naszego, a z drugiej strony – nie ma w nim komputerów czy jakiejkolwiek tego typu elektroniki. Co uwielbiam w tym świecie – ponad wszystko ceni się tam naukę i sztukę, wyznając je niemal niczym religie.

Książki bywają dobre i czyta się je z przyjemnością, albo wręcz przeciwnie – już podczas lektury ma się ochotę wyrzucić je za okno. Pamięta Pan powieści, które zrobiły na Panu największe wrażenie i te, o których chciałby Pan zapomnieć?

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie powieść ,,Łowca Androidów” Philipa K. Dicka oraz cała twórczość tego autora, który stanowi dla mnie największy pisarski autorytet. Na pewno wspomnieć muszę tutaj o ,,Ślepowidzeniu” Petera Wattsa, który w mistrzowski sposób opisał pierwszy kontakt z obcą cywilizacją. Uważam jednak, że polscy autorzy są nie mniej utalentowani. Wrócę tutaj do wspomnianych już ,,Przedksiężycowych” Anny Kańtoch, jednym z lepszych fantastycznych światów, jakie poznałem. Do tego trylogia husycka Andrzeja Sapkowskiego, którego nikomu nie trzeba chyba przedstawiać, czy ,,Król Bólu” Jacka Dukaja, który jak nikt potrafi analizować ludzkie osobowości.

Jeśli zaś chodzi o powieści, o których chciałbym zapomnieć… W sumie teraz, gdy książka przez pierwsze kilkadziesiąt stron mnie odrzuca, nie kontynuuje czytania. Jedyne, co przychodzi mi na myśl, to ,,Syzyfowe Prace” Stefana Żeromskiego, które to były lekturą w szkole. Nie polecam.

W mojej wyobraźni często widzę pisarza jako osobę nad maszyną do pisania, ze stertami kubków po kawie i tworzącego przy lampce po nocach. Jak pracuje Pan nad tekstem? Ma Pan jakiś określony system pisania?

Samo w sobie pisanie gotowego tekstu przebiega w miarę dobrze. Muszę mieć tylko spokój, najlepiej jakąś muzykę w tle, plan wydarzeń pod ręką, no i kawa oczywiście też mile widziana. Zazwyczaj piszę większe fragmenty na raz, siedząc po kilka godzin. Jednak wymyślanie i tworzenie tych planów wydarzeń to prawdziwa zmora. Powinienem na dowód dołączyć jakąś kartkę z notatnika, acz mógłbym przez to zostać zamknięty w domu bez klamek. Nieraz pomysły przychodzą, zmieniają się, napotykam problemy i tak kartki w mym notatniku są pokreślone, pomięte, pełne obelg pod mym własnym adresem; że tak literacko powiem: splamione łzami, potem i krwią. Jednak przez to nie ma piękniejszego uczucia niż gotowy pomysł. No, może jest – trzymanie w rękach mojej własnej powieści.

Czy zamiłowanie do literatury wyniósł Pan z domu czy raczej sam zaczął z nią przygodę, bez sięgania po pomoc?

Zamiłowania do tworzenia literatury nie wyniosłem z domu. Mam tu na myśli tylko, że żadne z rodziców ani nikt z bliskich mi krewnych nie pisze (poza bratem, ale to ja zaraziłem jego tym zainteresowaniem). Jednak zdecydowanie nie nazwałbym się samoukiem. Prawda, zacząłem pisać sam i długo tworzyłem do szuflady, jednak uważam, że moje dzieła nabrały sensu dopiero, gdy zacząłem się nimi dzielić. Publikacje w Internecie oraz pytanie ludzi o opinie bardzo mi pomogły. Wielce pomocny był dla mnie także okres, gdy przez ponad rok przynależałem do Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki.

Jakie są Pana literackie inspiracje?

Przez długi czas za największą inspirację uważałem Andrzeja Sapkowskiego i późno zrozumiałem, że tak naprawdę przez długi czas pisałem nieudaną podróbką jego stylu, parodię wręcz. Wciąż uważam Sapkowskiego za genialnego pisarza, jednak najbardziej inspirujący jest dla mnie Philip K. Dick. Jego styl jest prosty, ale to o czym pisał… Dick nie bał się przelewać na papier tego, co leżało mu na duszy, ubierając to w fantastyczne historie, nieraz na granicy absurdu. Po przeczytaniu jego biografii wciąż nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy był szalony, czy genialny. Wierzę, że jedno i drugie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.