[PRZEDPREMIEROWO] Rewolucja trochę… inna niż wszystkie.

Rodzaj: fantasy, sensacja
Język: polski
Stron: 326
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Wygrałam! Wygrałam z tą książką! Nareszcie skończyłam ją czytać. Co za radość! Ale od początku. Lutowe poranki nigdy nie zachęcały do zbyt wielu aktywności. Co dopiero do wyjścia na zewnątrz. Ale musiałam się wygrzebać, żeby kupić najpotrzebniejsze rzeczy. I tak oto moim oczom, na dnie torby na zakupy, ukazał się zapomniany klocek z zaznaczeniem na dwudziestej którejś stronie. No jasne. Zapomniałam o tym na śmierć. I tak ostatnie trzy dni siłowałam się ze słowem pisanym, aż odniosłam zamierzony rezultat. O czym mówię? O „Rewolucji opłotkowej”Sylwestra Gigonia.

 

O autorze wam niestety dzisiaj nie opowiem. To tak tajemnicza i anonimowa osoba, że nijak nie mogłam znaleźć ani kontaktu, ani informacji o nim.

Gorr, sympatyczny siłacz obdarzony nadprzyrodzonymi zdolnościami, zostaje wezwany do Chłystkowa, by stawić czoła tajemniczej Wielkiej Trójce – władzy, która najpierw pięknymi słowami, a potem brutalnością opanowała okoliczne wioski i zamki, siejąc wszechogarniający terror. Liczne zabawne perypetie z udziałem bohaterów bawią, a jednocześnie w zadziwiający sposób odtwarzają znaną nam rzeczywistość. „Rewolucja opłotkowa” to barwna antyutopia, wciągająca Czytelnika od pierwszej strony i utrzymująca go w napięciu aż do samego końca.

Przez pierwsze kilkadziesiąt stron było ciężko. Dopiero potem wgryzłam się w słownicwo i klimat. A to bardzo pomogło z tempem czytania. Nie zrażajcie się, jeśli na początku trudno będzie się wam wczuć. A jeśli jesteśmy już przy klimacie to ten mocno przypomina „Wiedźmina”. Brak tu oczywiście Białego Wilka, czarodziejek z rodzaju Jennefer, ale bestie pod postacią komsomuli i źli czarownicy znaleźli swoje miejsce w opisywanej krainie. Już sama postać Gorra jest na tyle niebanalna, że z miejsca kochamy tego nieco naiwnego olbrzyma o dobrym sercu. Do drugiego głównego bohatera musiałam się przekonywać dłużej, ale w gruncie rzeczy mały chłop to nie gorszy od normalnego. A korupcja to rzecz powszechna w tej antyutopii, więc ma wybaczone. Jednego nie można odmówić powieści – humor wylewa się litrami. I nie mówię tutaj tylko o dowcipach traktujących o genitaliach, ale też humorze sytuacyjnym. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Jedyne, co mi się bardzo nie podobało, to to, że właściwa historia jest w formie retrospekcji, bajki? Trudno to stwierdzić. Ale na końcu przyłapałam się na tym, że zrobiłam wielkie „co?!”, kiedy wróciliśmy do właświcego czasu. Szkoda, bo miałam nadzieję na kontynuację. Chociaż kto wie? Może się doczekam. Klimat świetny, język nieco szczękający między zębami jak żwir, ale do przełknięcia. Na pewno ciekawa pozycja dla wszystkich fanów fantasy. Jest niebanalnie, z humorem i przekornie. Nie jest to klasyczna antyutopia. Aaa! Zapomniałabym – genialna okładka. Wielkie brawa dla autora, oby więcej takich komiksowych frontów :)

Polecam każdemu fanowi sił nadprzyrodzonych i historii nieco nieprawdopodobnych. Warto.

 

„- Szaleją cholery za orzechami laskowymi. Dlatego udało ci się mnie porwać. Myślałem, że wiedziałeś. Komsomule podczas twojego ataku nie uciekały przed orzechami, ale je chwytały. Żrą ci one orzechy jak dzikie świnie żołędzie.

- Sugerujesz, by zwabić jedną z tych bestii w pułapkę, dając orzechy na przynętę? Brzmi jakoś głupio, mości Koszale, ale skoro wy to mówicie… – Gorr zaśmiał się i klepnął Opałkę w plecy.”

 

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.