Top 5 książek 2015 roku!

Cześć wszystkim! Rok 2015 skończył się wraz z sylwestrowym hukiem korka od szampana już kilka dni temu.  I choć nie jestem wielką fanką podsumowań, w przypadku tworów kultury jestem skłonna zrobić wyjątek. Fajnie z dystansem spojrzeć w tył i przekonać się, co się przeczytało przez te ostatnie 365 dni. A czytałam całkiem sporo, więc miałam nielichy problem z wyborem ulubieńców. W końcu po długich rozmyślaniach postanowiłam zasugerować się ocenami, jakie wystawiałam pod recenzjami. Przy tytule zostawię Wam odnośnik przekierowujący do opinii. Więc jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o danej powieści – klikajcie śmiało :)

A teraz do rzeczy. Przedstawiam moją osobistą top listę:

Miejsce 5

Markus Sakey – Lepszy świat

Chociaż nie byłam przekonana do tej książki, zawładnęła moim serem bez reszty. Do dzisiaj wzdycham z rozmarzenia, kiedy widzę ją na półkach księgarni, przypominając sobie przygody byłego agenta Coopera. 

Polecam fanom kryminałów, tych fiction i tych obyczajowych. Żaden z was się nie zawiedzie, warto przyjąć tę lekcje tolerancji.

 

„- Każde pokolenie jest przekonane, że świat schodzi na psy, prawda? – rzucił Ethan, sącząc piwo. – Zimna wojna, Wietnam, rozprzestrzenianie broni jądrowej, co tam jeszcze… Nieuchronnie zbliżająca się zagłada to nasz naturalny stan.

Miejsce 4

Marci Lyn Curtis – Coś mojego

Powieści młodzieżowe rzadko trafiają do mojego serca, jednak w tym przypadku bez mrugnięcia okiem poleciłabym ją zarówno nastolatce, jak i rodzicom, żeby kupili na prezent dla swojej pociechy. Niesamowicie mądra i uwrażliwiająca.

Polecam każdemu bez względu na wiek i upodobania. Wsiąka się w tę powieść całkowicie i porywa nas nurt akcji, która uczy, bawi i rozczula.

 

„Nie przepadam za bukietami. Kwiaty są w porządku, ale jak ktoś je zerwie i ułoży, zaczynają mnie stresować. Stają się wręcz trochę przerażające, jakby mówiły: „Ach, proszę, podziwiaj mą urodę, gdy ja będę powoli konać”. To chyba był jakiś omen; gdy się cofnę pamięcią, to gdy poznałam Benjamina Miltona, akurat stał obok wazonu. Nie widziałam już wtedy od pół roku i przez ten czas ani razu nie natknęłam się na taką sytuację.

Większość widzących zakłada, że niewidomi widzą tylko czerń. Mylą się. Ci całkiem niewidomi nie widzą kompletnie nic. Ani czerni, ani szarości. Kiedy więc siadałam w poczekalni u pana Sturgisa, nie miałam pojęcia, jak wygląda ten bukiet. Wiedziałam tylko, że stoi na biurku, przy którym się meldowałam. I że pachnie dość podejrzanie, jak wyfiokowane staruszki, obstawiałam więc, że są w nim gardenie. [...]

Nigdy nie widziałam pana Sturgisa, mojego kuratora. Wyobrażałam go sobie jako bardzo wysokiego faceta, który włosy spina w cienką kitkę, na nogach nosi znoszone męskie chodaki, a do tego ma trochę wyblakły tatuaż z pacyfką. Niestety, dziadek twierdził, że jest gruby, łysy i nosi spodnie za krótkie o dwa centymetry… paskudne. Jak ktoś jest niewidomy, widzi ludzi takimi, jakimi są naprawdę.”

Miejsce 3

Niklas Payper – Alcesamina

Na taką powieść czekałam w polskim wydaniu – groteskową, śmieszną do łez, inteligentną i jednocześnie nieprzesadzoną. Autora ponaglam – czekam na kolejną książkę!

Polecam każdemu w szczególności poznaniakom. Szczególnie jednak tym, którzy lubią szczyptę absurdu i garści dobrego humoru.

 

„ – Jestem rudy, a rudzielce przyciągają ciekawskich. – Był ponadto z natury malkontentem.

- Rudzielce bywają seksowne – wyjaśnił avatar.

- Nie, to nie to.

- A co?

- Ludzie wierzą, że rudzi są dziwni, że mają serce po przeciwnej stroni, podobnie inne narządy. Podobno lekarze boją się operować rudych, bo tnąc miejsce, gdzie nierudzi mają wątrobę, znajdują jelito. [...]

- Też o tym słyszałem, ale czy to nie jest przypadkiem miejska legenda? Jak krokodyle żyjące w kanałach ściakowych czy morderca z hakiem? Albo Murzyn w barze mlecznym lub czarna wołga?!

Rudzielec nie wiedział i nie chciał wiedzieć, czy za życia został legendą czy nie.

- Więc może faceci spotykają się ze mną – powiedział, przepuściwszy wszystkie dane przez trybiki własnego umysłu – by sprawdzić, czy aby mam po właściwej stronie fiuta?

Avatar zaniósł się śmiechem.

- A gdzie miałbyś go mieć? W dupie?!

Rudzielec też się zaśmiał.

- Wiesz, że takie rzeczy się zdarzają – odpowiedział poważnie.”

 

Miejsce 2

Jakub Ćwiek – Chłopcy. Największa z przygód

Czekałam na kolejną część Chłopców jak na zbawienie, więc kiedy dowiedziałam się, że to już koniec – myślałam, że się rozpłaczę. Jedno trzeba jednak przyznać – Ćwiek zakończył tę historię z pełną klasą.

Polecam fanom fantastyki i zwolennikom łamania konwencji. Czy z bajki o Piotrusiu Panu da zrobić się współczesną opowieść o światku i półświatku motocyklowym, a wszystko spiąć tak zgrabnie, by każda z postaci była nadal rozpoznawalna i wyrazista? Da się! :)

 

„- Wiesz, dlaczego łatwiej mierzyć się ze strachem w dzień niż w nocy? Bo w dzień nigdy nie jesteś sama. Zawsze jest jeszcze Cień.

Roześmiała się.

- Nie jesteś moim cieniem.

- To też się zgadza. Cień tak naprawdę nie należy do nikogo. Tylko Piotruś czasem nie potrafi tego zrozumieć.”

Miejsce 1

Anna Gavalda – Billie

Totalna, mądra, zabawna – mój absolutny numer jeden w zeszłym roku. Zresztą, to jedyna dziesiątka, jaką do tej pory wystawiłam na moim blogu. Sięgajcie czym prędzej!

Polecam wszystkim, którzy mają zły dzień, wątpią w sens tego wszystkiego, a przede wszystkim młodym ludziom. Tak piękną opowieść głównie o przyjaźni można stawiać w jednym rzędzie z „Małym księciem”.

 

„- Zgadzam się z tobą… Problem w tym, że dalej jest jeszcze rzeka tekstu… Długie, bardzo długie monologi… Nauczenie się tego to byłaby męka… Ale fakt, szkoda tak urywać, bo najładniejsze w tej scenie jest zakończenie, zobaczysz, kiedy Oktaw się wkurza i tłumaczy Kamilii, że owszem, wszyscy faceci to złamasy, i owszem, wszystkie kobiety to zdziry, ale nie ma na świecie nic piękniejszego niż to, co może się wydarzyć między takim złamasem a taką zdzirą, kiedy się kochają…”

 

A jaka jest Wasza ulubiona książka roku 2015? :)

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.