Postapokaliptyczna kolekcja dla fanów serii Metro 2033.

Świętując niedawną premierę powieści „Metro 2035” – ostatniego tytułu z trylogii Dmitrija Glukhovsky’ego – wydawnictwo Insignis przygotowało specjalne gadżety, które zachwycą wielbicieli postapokalipsy. Edycja limitowana!

W kolekcji znalazły się: kalendarz ścienny, koszulka oraz kubek, zaprojektowane przez Ilję Jackiewicza, rosyjskiego ilustratora, twórcę okładek m.in. wszystkich tomów serii Uniwersum Metro 2033. Kalendarz na 2016 rok ma wymiary 410×590 mm i tworzy go 12 postapokaliptycznych grafik w formacie A2, które zachwycą nie tylko fanów książek Glukhovsky’ego. Nakład limitowany – tylko 500 egzemplarzy!

Kubek, zaprojektowany specjalnie dla polskich fanów, wykonany jest ze stali nierdzewnej, a także grawerowany laserowo na całym obwodzie.

Z kolei bawełniana koszulka z nadrukami zarówno z przodu, jak i z tyłu dostępna jest dostępna w rozmiarach od S do XXL.

Specjalna kolekcja „Metro 2035” dostępna jest wyłącznie na sklep.insignis.pl – sklepie internetowym wydawnictwa Insignis w cenie 109,00 zł.

źródło: kawerna.pl

Nieistotność w istotność wpisana.

Rodzaj: science fiction, fantastyka
Język: polski
Stron: 376
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

O science fiction wiem trochę. Nie będę udawała, że jestem ekspertką tam, gdzie nie jestem. Bliżej mi do fantasy i kryminału. Jednak potrafię wyczuć, czy książka tego gatunku jest w porządku czy wręcz przeciwnie – trzeba ją wyrzucić do kosza. Nieocenioną pomocą w mojej edukacji w tym kierunku był, i pozostaje nadal ,mój chłopak – ogromny fan wszystkiego, co osadzone w przyszłości. To on podsuwał mi pod nos serię Jacka Campbella o Gwiezdnej Flocie, od której zaczął się mój romans z science fiction. Czy żałuję? Nie. Czy czytam z przyjemnością? O ile nie jest to przesycone technicznym słownictwem, gdzie co drugie słowo muszę sprawdzać w Wikipedii – z ogromną. Rodzima scena tej kategorii książkowej jest jednak nie do końca satysfakcjonująca. Nie mam oczywiście pytań i zastrzeżeń, jeśli chodzi np o Lema, ale mimo wszystko. Czy „Nieistotne” zwiastuje wzejście nowej gwiazdy? Zobaczmy.

 

Miałam okazję na krótką rozmowę z autorem, ponieważ nigdzie nie znalazłam biografii. Niech żyją portale społecznościowe J Co sam mówi o sobie? „Urodziłem się w 1983 roku na Śląsku, niedaleko Piekar Śląskich. Tam też spędziłem dzieciństwo. Dorastałem w Kudowie-Zdrój, a dorosłe życie rozpoczynałem we Wrocławiu. Obecnie mieszkam i pracuje w Warszawie. Od wielu lat pasjonuję się i aktywnie zajmuję astronomią. Jestem miłośnikiem dobrych filmów science fiction i post-apokalipsy. Inspirują mnie ludzie i ludzkie zachowania. Uważam, że nic we Wszechświecie nie jest bez znaczenia. Co do inspiracji czytelniczych: trochę wstyd się przyznać, ale nie jestem jakoś bardzo oczytany . To znaczy lubię czytać i w wolnej chwili (których mam niewiele) chętnie wezmę książkę do ręki, jednak nie mogę się nazwać „pochłaniaczem książek”. Bardzo duży wpływ wywarła na mnie „Droga” McCarthy’ego (film na jej podstawie też zresztą uwielbiam). A najbardziej ukochałem „Kompanię Braci” Stephena Ambrose’a. To ze względu na to, że II Wojna Światowa (głównie front zachodni) też leży w kręgu moich zainteresowań.”

Zbliżała się połowa XXII wieku, kiedy Anna została naczelnikiem więzienia w Nanterre. Tego samego więzienia, którym kiedyś zarządzał jej ojciec i w którego piwnicach jako dziecko spotkała tajemniczego człowieka. Jego jedno jedyne spojrzenie odcisnęło piętno na całym jej życiu. To spojrzenie zmieniło także życie wielu innych osób – tych żyjących na tym świecie, tych umierających wraz z naszą cywilizacją i tych, które przybyły z innych planet. Kim jest ten człowiek, który za swoją niezwykłość płaci wielką cenę? Czy dla niego też miało znaczenie spojrzenie małej dziewczynki? Odpowiedzi na te pytania są więcej niż zaskakujące.

Całość została podzielona na trzy części, które mają odmiennych, chociaż nie do końca, bohaterów. Już na pierwszych stronach autor pokazuje nam wykreowany w brutalny sposób świat, gdzie dziesięcioletnie dzieci odbywają „praktyki” w różnych miejscach, a także mogą trafić do szpitala psychiatrycznego na usuwanie wspomnień. Dzięki czemu zatrzymujemy się, by rozważyć, do czego zmierza nasz świat – czy czasem nie do podobnej rzeczywistości? Nie przekonało mnie spoufalanie się naczelniczki więzienia z podwładnymi. Miałam wrażenie, że narusza to jakiś wewnętrzny regulamin, ale nikt nie ma nic przeciwko temu. Skoro mowa już o Annie – przytłacza jej ciągłe poczucie, iż jest obserwowana, jednak wielki plus za plastyczne oddanie obsesji. Znajdziecie na pewno mało treści o docieraniu do informacji przez bohaterkę, za to sporo przeskoków czasowych. Szkoda, bo tutaj można by jeszcze pełniej zaznaczyć manię prześladowczą. Nie mogę nie wspomnieć o pewnej podstawowej prawdzie. Mężczyznom trudno kreować kobiece postaci. Podobnie działa to w drugą stronę. Nie jest to wytyk, bo niemal niemożliwym jest stworzenie idealnie oddanego przedstawiciela płci przeciwnej – różnice w charakterach są zbyt duże i niezgłębione. Niemniej, wyczuwałam w powieści lekką  niepewność w kreacji kobiecych postaci. Jeśli podobnie jak mnie, przez dwie części będzie wam towarzyszyło poczucie, że wątek futurystyczny był całkowicie zbędny – spokojnie. Wszystko nabierze kształtu w ostatniej. Jest ona niemal idealną klamrą dla całej historii i sprawia, że cała historia nabiera zupełnie innego wymiaru i sensu. Ogromne brawa. Ja czytałam z przyjemnością i ciągłym poczuciem, że chce się dowiedzieć więcej. Gratuluje pomysłu pamiętników – strzał w dziesiątkę. Kończąc już, myślę, że „Nieistotne” jest świetną książką, która trochę przestrzega, a trochę grozi ukrytymi w przyszłości niebezpieczeństwami, które sami możemy sobie zgotować. Pięknie pokazuje rozpad i zmiany zachodzące w ludzkiej psychice, które musiała przystosować się do nowych warunków.

Polecam komuś, kto chciałby poczytać science fiction, ale także odpocząć od klasycznej space opery. Na pewno będę śledzić poczynania pana Cieśli i z utęsknieniem czekam na więcej.

 

  „Strażnikowi przy drzwiach do bloku H podała krótki powód swojej wizyty: niezapowiedziana inspekcja. Był uprzejmy, gdy otwierał przed nią drzwi, ale była pewna, że spojrzenie skryte za wizjerem emanowało uczuciami dokładnie przeciwnymi.

Korytarz wydawał się nie mieć końca, akurat dziś. Na szczęście była w nim całkowicie sama, a najbliższe osoby, które mogłyby jej przeszkodzić, znajdowały się w dyżurce strażników na końcu korytarza. W duchu modliła się o to, aby nikogo nie spotkać, aby nikt nie zakłócił jej planów. Teraz nie miała zamiaru cofnąć się ani o krok i nie zatrzymywać się nawet na sekundę.”

 

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res

Wiedźmin 3: Dziki Gon – grą roku 2015!

Mimo iż nie jest to blog poświęcony grom, są mi one bardzo bliskie, a szczególnie cieszy serce i oko polska produkcja spod znaku CD Projekt RED – Wiedźmin 3: Dziki Gon. Jeśli nie wiecie o jej istnieniu, nie wiem, gdzie spędziliście ostatni rok, ale na pewno nie na planecie Ziemia ;) Niemalże wszystkie głosy świata związanego z grami mówiły jedno: mamy hit, arcydzieło. Co potwierdziło tegoroczne rozdanie nagród.

Kolejny wielki sukces znalazł się na koncie Polaków! CD Projekt RED i ich „Wiedźmin 3: Dziki Gon” pokonał mocną konkurencję i został najlepszą grą roku 2015. Dodatkowo, deweloperami roku zostali twórcy gry.

To był szczęśliwy rok dla CD Projekt RED. „Wiedźmin 3: Dziki Gon” okazał się światowym sukcesem, który sprawił, że o polskim studiu usłyszał cały świat. Zwieńczeniem sukcesów była gala The Game Awards 2015, podczas której nagrodzono najlepsze produkcje ubiegłego roku. „Wiedźmin 3: Dziki Gon” zdeklasował konkurentów i został wybrany grą roku.

Nie jest to zbytnim zaskoczeniem, biorąc pod uwagę strategię marketingową CD Projekt RED. Ciągłe udoskonalenie gry patchami, a także znakomity dodatek „Serca z Kamienia” i zapowiedź kolejnego – Krew i Wino” czy polityka 16 darmowych DLC – takie postępowanie nie mogło zostać niedocenione.

Poniżej prezentujemy pełną listę zwycięzców ze wszystkich kategorii z tegorocznej edycji The Game Awards:

Gra roku: Wiedźmin 3: Dziki Gon.
Studio roku: CD Projekt Red.
Najlepsza gra niezależna: Rocket League.
Najlepsza gra na urządzenia przenośne: Lara Croft Go.
Najlepsza narracja: Her Story.
Najlepsza ścieżka dźwiękowa: Metal Gear Solid V: The Phantom Pain.
Najlepszy występ: Viva Seifert (Her Story).
Gra z przesłaniem: Life is Strange.
Najlepsza strzelanka: Splatoon.
Najlepsza gra akcji: Metal Gear Solid V: The Phantom Pain.
Najlepsza gra RPG: Wiedźmin 3: Dziki Gon.
Najlepsza bijatyka: Mortal Kombat X.
Najlepsza gra familijna: Super Mario Maker.
Najlepsza gra sportowa/rajdowa: Rocket League.
Najlepsza gra multiplayer: Splatoon.
Najlepsza oprawa artystyczna: Ori and the Blind Forest.

Ogłoszono również zestawienie, w którym głosy oddawali sami użytkownicy. Prezentuje się ono następująco:

Esportowa gra roku: Counter Strike: Global Offensive.
Najlepszy materiał stworzony przez fanów: Portal Stories: Mel.
Osobowość roku: Greg Miller.
Drużyna esportowa roku: Optic Gaming.
Najlepszy esportowy gracz roku: Kenny „Kennys” Schrub.
Najbardziej oczekiwana gra: No Man’s Sky.

źródło: kawerna.pl

Hulk być smutny, Hulk być zły.

Już niebawem ukaże się na polskim rynku wydawniczym komiks „Hulk: Szary”. 3. grudnia ukazała się zapowiedź publikacji oraz kilka plansz z komiksu.

 

 

Za tydzień, czyli 14 grudnia, fani będą mogli kupić komiks „Hulk: Szary”, którego scenariusz napisał Jeph Loeb, a ilustracje przygotował Tim Sale.

Album ukaże się w twardej oprawie nakładem wydawnictwa Mucha Comics w cenie 65 zł za 160 stron w formacie 170×260 mm. Będzie zawierał również materiały opublikowane pierwotnie w miniserii „Hulk: Gray” numery 1-6.

Poniżej prezentujemy oficjalny opis „Hulk: Szary” oraz okładkę i kilka plansz z komiksu:

„Nie wszystko jest czarne albo białe.

Życie Bruce’a Bannera zmieniło się podczas eksplozji bomby emitującej promieniowanie gamma. W tamtej chwili przemienił się w najsilniejszą istotę na świecie – niesamowitego Hulka. Lecz mimo swej ogromnej siły szary olbrzym nie potrafi obronić się przed miłością do Betty Ross, córki jego najgroźniejszego przeciwnika, generała „Thunderbolta” Rossa. W albumie Hulk: Szary scenarzysta Jeph Loeb oraz rysownik Tim Sale, przedstawiają wydarzenia, do jakich doszło kilkanaście godzin po przemianie Bannera w szarą bestię.”

Premiera już 14 grudnia 2015 roku.

źródło: kawerna.pl

Autumn Book Tag

Chociaż jeszcze nie kalendarzowa, to zima już daje o sobie znać. Pierwsze zimne podmuchy, śnieg prószący od czasu do czasu i poranne przymrozki. Zapowiada to już regularne ślizganie się po chodnikach w najbliższych dniach. Jednak mimo przedświątecznej atmosfery, która zaczyna się wić wokół nas – wróćmy myślami do złotych liści. Nie zapominajmy o jesieni, która jeszcze resztkami sił stara się trzymać. 

1. Kocyk, herbata i książka, czyli powieść idealna na jesienne wieczory.

Muszę wam wspomnieć o tej książce, bo jeszcze nie pojawiła się na moim blogu, a nie wyobrażam sobie przedłużać taki stan rzeczy.  Po prostu koniecznie zajrzyjcie chociaż do kilku pierwszych stron zanim skreślicie ten tytuł. A mowa tutaj o „Mieście ślepców” Jose Saramago. Kiedy przeczytałam do końca, jeszcze kilka dni nosiłam ją przy sobie, nie mogą otrząsnąć się z wizją, którą wysnuł przede mną autor. Wstrząsająca, poruszająca, traktująca o poświęceniu i przerażeniu w obliczu epidemii. A tytułowi ślepcy są tylko punktem wyjścia do rozważań o naturze ludzkiej i jej zmianach w obliczu ekstremalnych sytuacji. Uwagę trzeba zrócić też na specyficzny styl pisania tej powieści, który nie każdemu podpasuje, jednak warto się trochę „zmęczyć”, żeby się przez niego przegryźć. Warto też zerknąć na film, który powstał na podstawie książki. Z całego serca polecam na zimniejsze, jesienne wieczory i nie tylko.

 

2. Kalosze i kałuże, czyli książka, która zapewniła Tobie wiele frajdy.

Książka mało znana i trochę zapomniana, więc czas ją odkurzyć. Pamiętam, kiedy pierwszy raz ją ujrzałam jeszcze w gimnazjalnej bibliotece, gdzie pomagałam po lekcjach. Cztery kolorowe okładki spoglądały na mnie spod literki „F”. „Szalone życie Rudolfa” Joanny Fabickiej. A że wtedy byłam na etapie, że żadnej książce nie przepuściłam to zabrałam je ze sobą. Ujmę to tak – rzadko kiedy, wcześniej lub później, śmiałam się tak głośno przy czytaniu. Główny bohater rozbraja i rozkłada na łopatki całkowicie. I chociaż śmiać nie ma się z czego, bo każdy dorastał, to całość została tak ujęta, że kupuję to w całości. Rodzina tytułowego Rudolfa i sytuacje, jakie je spotykają, włącznie z babcią biegającą w wyliniałym boa i grubym psem Oponą. Jeśli potrzebujecie oddechu od rzeczywistości – sięgajcie po nią bez wahania.

 

3. Hulający wiatr, czyli powieść, która targała Twoimi emocjami.

Tutaj nie będę oryginalna –„Milczenie owiec” Thomasa Harrisa. Film jest jednym z tych, do których wracam wciąż i wciąż bez względu na to, ile razy już go widziałam. Z książką jest podobnie. Genialna psychologiczna układanka z makabrą i kryminałem w tle. Co jednak targało tak moimi emocjami? Dwójka głównych bohaterów. Z jednej strony gardziłam praktykami Hannibala, jednak jego postać stawała mi się bliższa z każdą stroną i nic na to nie mogłam poradzić. W pewnym momencie nawet trochę kibicowałam temu, żeby Lecter spiknął się jakoś bardziej ze Starling, ale wiedziałam, że jest to skazane na niepowodzenie. Na pewno warto przeczytać dla psychologicznego aspektu związku agentki i ludożercy. Jestem strasznie ciekawa, czy was też tak wstrząśnie.

 

4. Deszczowa pogoda, czyli ogromny wyciskacz łez.

W sumie rzadko plącze podczas czytania. Jednak był jeden raz, kiedy rozkleiłam się całkowicie i nie potrafiłam się ogarnąć. Podczas lektury „Marley i ja” Johna Grogana ryczałam jak bóbr. Zawsze wzruszał mnie los zwierząt, a psów w szczególnie, bo od dziecka byłam psiarą i wychowywałam się z tymi bandytami. Kiedy trafiłam więc na historię o labradorze, który wyleciał ze szkoły tresury za brak postępów i zmienił życie pewnego mężczyzny, nie mogłam się oprzeć, żeby jej nie kupić. No i sama się doigrałam, bo mimo, że jakiś happy ending jest to wcale nie jest taki szczęśliwy. Polecam ciepło każdemu, ponieważ lektura mocno uwrażliwia na los czworonogów i ich roli w rodzinie.

 

5. Złota polska jesień, czyli królowa trzeciej pory roku!

Jesień kojarzy mi się nieodparcie z czytaniem biografii – czemu? Nie mam pojęcia. Tak już mam. Ale nie każdy to lubi, więc poszłam trochę na kompromis i jesienną aurę przełamię pozycją podróżniczo-biograficzną. „Bezsenność w Tokio” Marcina Bruczkowskiego. Ukazuje inne oblicze Japonii niż to, które widzimy przez pryzmat memów i ogólnego zdziwaczenia promowanego w mediach. Plus spojrzenie Europejczyka, Polaka na obcy azjatycki świat i jego kulturę. Książka godna uwagi, na którą trafiłam przypadkiem, jednak nie żałuję żadnej przeczytanej strony.

Jeśli macie ochotę odpowiedzieć na te pytania – nie krępujcie się! I koniecznie podeślijcie mi linki :)