[PRZEDPREMIEROWO] Czerwony kapelusz w białe kropki ma…

Rodzaj: kryminał
Język: polski
Stron: 210
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Kilka dni temu dostałam od wydawnictwa Novae Res paczuszkę książek, wśród nich znalazła się zrecenzowana już „Czarownica” Sylwii Chołoty. Kolejną pozycją, którą chciałam wam przedstawić jest „Muchomor” Anny Marii Śnieżko. Polski kryminał. Mamy już na rynku wydawniczym kilku poważnych graczy w tej kategorii, m. in. Katarzynę Bondę, Marka Krajewskiego, Zygmunta Miłoszewskiego. Nie wspominając już o plejadzie zagranicznych twórców. Czy kolejne nazwisko trafi na moje top czy raczej spadnie na dno listy? Cóż, powiem już na wstępie, że mam mieszane uczucia. I nie chodzi tutaj wcale o to, że podchodzę do świeżych autorów z dystansem, bo uwielbiam poznawać i chłonąć nowe style, historie. Nacięłam się, po prostu.

 

O ile udało mi się dotrzeć do Sylwii Chołoty w poszukiwaniu informacji o niej, o tyle nie mogłam odszukać żadnego kontaktu z Anną Śnieżko. Szkoda, że nigdzie nie można natrafić na chociaż krótką biografię czy informację.

Tuż po bankiecie w Instytucie Morskim w Gdańsku umiera w męczarniach dr hab. Robert Kaniecki – specjalista od połowów morskich. Lekarz orzeka zatrucie grzybami, więc do akcji wkraczają śledczy: doświadczony, choć mrukliwy sierżant Pucio i początkująca w wydziale kryminalnym aspirant Drozd. Pomaga im pełna energii prokurator Filipiak. Rozpętuje się wielka afera. Tropów jest kilka, podobnie jak podejrzanych, ale potrzeba dowodów, a te niełatwo znaleźć w hermetycznym światku uniwersyteckim. Czy tej trójce, współpracującej od niedawna ze sobą, uda się dotrzeć do sedna sprawy i złapać mordercę?

Na początku myślałam, że „gołe” dialogi z nielicznymi opisami to tylko stan przejściowy. Łudziłam się, że autorka chciała zastosować zabieg rozpędzenia akcji, żeby wciągnąć czytelnika jak najmocniej w historię. Niestety, ciągnęło się to przez całą powieść. Niezmiernie mnie to rozczarowało. Jeśli jesteśmy już przy temacie dialogów to im dalej w las, tym bardziej drętwe się stawały. Epicentrum nastąpiło już w połowie długości „Muchomora”:

„- Czy ty już masz portret psychologiczny mordercy?

- Nie, Karolino, to tylko próby. Tak pomyślałam z sierżantem, że to jednak nie ekolodzy. Przejrzałam stronę internetową partii Zieloni. Przejrzałam strony WWF i Greenpeace. To bardzo często weganie i pacyfiści. Oni z założenia unikają cierpienia i zabijania.

- Nie, Katarzyno, zawężasz krąg podejrzanych. To są także ludzie zdolni do wykroczeń.

- Wykroczeń tak, ale nie morderstwa.

- Zgadzam się z Katarzyną. Wykroczenie to nie morderstwo. Karolino, przysięgałaś, że nigdy nie pomylisz tych kodeksów.

- Ewo, ja chcę oskarżyć winnego!”

Tak, to autentyczny cytat. Na Boga, kto mówi wciąż powtarzając imiona? Jeszcze lepszy był dialog między matką i córką, ale oszczędzę wam przytaczania go. Oprócz sztywnych kwestii przewijają się też sztuczne reakcje na wydarzenia jak na przykład ogólna obojętność na śmierć doktora Kanieckiego. Zupełnie jakby nikogo oprócz rodziny to nie przejęło. Zabrakło mi również typowo „policyjnej” atmosfery, która jest niemal namacalna w większości kryminałów, gdzie głównymi bohaterami są funkcjonariusze. Gdzie rubaszne żarty i typowo męskie zachowanie nawet wśród kobiet? Wszystko wyszło zbyt gładko. Przez cały czas pojawiały się nowe wątki, większość z nich nieistotnych dla  sprawy oraz nie wypływających później. Wywoływało to spory chaos. Irytujące stawało się też stałe zainteresowanie głównych bohaterów kawą. Parzyli ją, pili, rozmawiali o niej. Przez chwilę podejrzewałam ją o morderstwo, skoro tak mocno została zaznaczona na kartach. Przy okazji czytania „Drota”, który poważnie kandyduje do tytułu najgorszej książki roku, stworzyłam top3 największych absurdów znalezionych na łamach powieści. Tutaj muszę pokusić się o podobny ranking. Na pozycji trzeciej znajduje się mieszanie nazwisk. Jeden z bohaterów raz nazywał się Kowal, a za chwilę Kowalski. Możliwe, że miał taką ksywkę, jednak czytając miałam non stop wrażenie, że są to dwie kompletnie inne osoby. Numer dwa – nasza policjantka, Kasia, musi biec do kolegów z drogówki, by zapytać o drogę dojazdu na pewną ulicę. Zaznaczę, że akcja dzieje się we współczesności, istnieją już takie cuda jak GPS i papierowe mapy. Absolutnym hitem jednak okazał się zapis monitoringu na dyskietkach. Nawet tego nie skomentuję. Żal mi strasznie, bo historia sama w sobie była bardzo ciekawa, jednak brak opisów i hermetyczne dialogi całkowicie uniemożliwiają mi polecenie wam tego kryminału. Szkoda.

 

Polecam… Chyba tylko tym, którzy nie mają niczego innego pod ręką i chcą błyskawicznie przejść przez fabułę bez dłuższego zatrzymania  się przy dialogach i opisach.

 

„Na parterze budynku stał nieskazitelnie ubrany portier.

Zatrzymał ich i sprawdził, czego szukają. Po krótkich negocjacjach zdecydowali się zacząć od pokojów, w których mieściła się katedra rozrodu ryb. Sierżant już chciał iść wskazaną mu przez portiera drogą, jednak Katarzyna wyjęła zdjęcie Roberta Kanieckiego i spytała portiera, czy go widział feralnego dnia po południu. Stróż potwierdził, że widział go tego dnia rano, ale o piątej po południu już nie. Aspirant Drozd zapytała o monitoring. Uzyskała potwierdzenie, że takowy jest. Poprosiła o dostęp. Okazało się, że muszą się kierować do pokoju informatyków. Sierżant zdecydował, że najpierw tam właśnie pójdą. Zabrali dyskietki i ruszyli na drugie piętro.”

 

Ocena: 2/10 

.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res

Nowości książkowe [1.12-15.12.2015]

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta… Nie? No dobra, pewnie nasłuchaliście się już w galeriach handlowych, sklepach i na ulicach piosenek świątecznych. Cóż poradzić, każdemu marzy się Gwiazdka spowita śniegiem, z ciepłym barszczykiem i prezentami pod choinką. Choinka! Już nie mogę się doczekać, kiedy odkurzę plastikowe drzewko i będę mogła je udekorować. Mówcie, co chcecie o kiczowatości i przesadzie towarzyszącym Świętom Bożego Narodzenia, ale jest to mój ulubiony czas w roku. Mogę spędzać godziny w sklepach, szukając czegoś wyjątkowego dla bliskich. Zazwyczaj rozglądam się za półproduktami, z których mogę coś stworzyć, ale jak raz mnie to nie męczy. I nawet tłumy przeciskające się w korytarzach oraz kolejki na dziesiątki osób nie są w stanie zetrzeć mi z twarzy uśmiechu. A propos prezentów – ciekawi was, co pojawi się w najbliższym czasie na półkach księgarni? Zerknijcie :)

Wojciech Siudmak – Siudmak [1.12.2015]

Album prezentuje najlepsze prace artysty, zarówno obrazy, jak i grafiki. 

„Siudmak” nazywa siebie hiperrealistą fantastycznym. Realizm fantastyczny ma swe korzenie w surrealizmie Dalego, Magritte’a, Delvaux. Siudmaka łączy z Dalim wirtuozeria w oddawaniu trójwymiarowego złudzenia przestrzeni, poczucie światła i cienia, perspektywy linearne i powietrzne. 

Wybór dzieł został opatrzony komentarzem twórcy oraz znawców jego sztuki.

.

.

Bertrand Meyer-Stabley – Mężczyźni, którzy wstrząsnęli światem mody [1.12.2015]

Mężczyźni, którzy wstrząsnęli światem mody to niezwykła historia dwunastu obdarzonych pasją projektantów, którzy kierując się odwagą i wybitnym talentem, rewolucjonizowali modę swoich czasów, przeciwstawiali się schematom i kształtowali gust milionów kobiet na całym świecie. Książka jest opowieścią o fascynującym życiu w świecie elegancji i luksusu, ale też o zmaganiach z przeciwnościami losu, zakusami konkurencji i wyzwaniami czasów, w których przyszło im tworzyć. 
Najwięksi kreatorzy mody. Każdy z nich to geniusz i wizjoner, a wszyscy zapisali się złotymi zgłoskami w annałach mody:

Christian Dior, Hubert de Givenchy, Pierre Cardin, Charles Frederick Worth, Paul Poiret, Jean Patou, Cristóbal Balenciaga, Yves Saint Laurent, Karl Lagerfeld, Jean Paul Gaultier, Christian Lacroix, John Galliano.

.

Chris Taylor – Gwiezdne Wojny. Jak podbiły wszechświat? [2.12.2015]

W 1973 roku George Lucas nabazgrał w swoim notatniku pierwsze zdania o walce galaktycznego Imperium z rebeliantami. Cztery dekady i 37 miliardów dolarów później gadżetów związanych z uniwersum Gwiezdnych wojen było więcej niż mieszkańców ziemi, a wiara rycerzy Jedi stała się oficjalnie uznawaną religią. 
Dzieło Lucasa wyrwało się z ram kina. Dziś jest jedną z najbardziej lukratywnych i wpływowych marek. Kompletna historia fenomenu Gwiezdnych wojen nie została jednak nigdy opowiedziana. Aż do dziś. Trzymasz ją w ręku. Chris Taylor – dziennikarz tygodnika „Time” i redaktor portalu „Mashable” – podąża śladami gwiezdnej sagi: od jej trudnych narodzin, poprzez burzliwe losy marki, aż po kontrowersje wokół najnowszego filmu. Dociera do ludzi, którzy pomogli przekuć pomysł Lucasa w legendę. Spotyka fanów i ludzi od marketingu, dla których Gwiezdne wojny stały się sposobem na życie. Stacza walki ze współczesnymi rycerzami Jedi i majsterkuje z konstruktorami droidów. Taylor szuka odpowiedzi na pytanie, jak Gwiezdne wojny przyciągnęły i zainspirowały miliony i dlaczego będą rozpalać naszą wyobraźnię i zarabiać gigantyczne pieniądze przez kolejne pokolenia. 

Maria Simma, Nicky Eltz – O duszach czyśćcowych. Uwolnijcie nas stąd! [2.12.2015]

Maria Simma to austriacka mistyczka (1915-2004), która miała kontakty z duszami czyśćcowymi. Trzykrotnie usiłowała wstąpić do klasztoru, ale spotkała się z odmową ze względu na stan zdrowia. Od 1940 r. zaczęła mieć widzenia dusz czyśćcowych. Widzeniom tym towarzyszyły dotkliwe cierpienia fizyczne. Teolodzy i psychiatrzy wielokrotnie badali Marię Simmę oraz przesłanie, które głosi, i nigdzie nie dopatrzyli się śladów oszustwa czy choroby psychicznej. 

W rozmowie z dziennikarzem Nickiem Eltzem opisuje ona swoje życie, doświadczenia i przekazuje przesłanie dotyczące pomagania duszom w czyśćcu ciepiącym.

.

.

Tomasz Mackiewicz – Spowiedź [9.12.2015]

Redaktor jednego z warszawskich wydawnictw otrzymuje poruszający tekst, nawiązujący do dramatu, jaki rozegrał się w jej rodzinnym miasteczku Ogrody. Postanawia przenieść się tam na jakiś czas i na własną rękę wyjaśnić okoliczności samobójstwa dawnej koleżanki oraz zabójstwa jej matki. 

Z każdym dniem Ola Wagner utwierdza się w przekonaniu, że ustalona przez policję wersja wydarzeń jest nieprawdziwa, a oba zgony są powiązane z wydarzeniami z czasów wojny oraz zrywu solidarnościowego. Powoli zgłębia mroczną przeszłość i sekrety Ogrodów, odkrywając, że przeszłość nadal odciska piętno i decyduje o losach mieszkańców jej rodzinnego miasteczka.

.

.

Magdalena Kubasiewicz – Spalić wiedźmę [15.12.2015]

Pochodzenie Saniki, królewskiej wiedźmy, jest zagadką. Nikt nie wie, skąd pochodzi ani kto był jej mentorem. Otaczająca bohaterkę aura tajemniczości nie przeszkodziła jej w zostaniu najpotężniejszą kobietą w królestwie Polanii – to ona chroni władcę i biada każdemu, kto spróbuje zagrozić monarsze. Jednak nawet moce wiedźmy mogą okazać się niewystarczające w starciu z przeciwnikiem, który jest o krok od zdobycia i zniszczenia stolicy królestwa. Sanika będzie musiała stawić czoła wrogowi, za którym stoi pradawna, niezwykle potężna magia. A nie będzie to walka łatwa nawet dla doświadczonej użytkowniczki magii.

.

.

.

Marcin Jamiołkowski – Order [15.12.2015]

Hubert narozrabiał. Do Warszawy powraca utracona przed dziesięcioleciami magia, a zjawisko to jest zauważalne na tyle, że nawet urzędnicy wysokiego szczebla zaczęli konsultować się ze specjalistami od ezoteryki i magii. Krawiec nawet nie wie, że jego problemy dopiero się rozpoczynają – przy okazji swoich ostatnich ekscesów odkrył drugą, ciemniejszą stronę Warszawy. I to właśnie ku niej prowadzą tropy wiodącego do zaginionego Orderu, artefaktu chroniącego stolicę Polski przed złymi wpływami. Jeśli zguba nie zostanie odnaleziona wystarczająco szybko, to miasto i jego mieszkańców czeka chaos. Czas rozpocząć magiczny rock’n'roll!

.

.

.

Artur Laisen – Studnia zagubionych aniołów [15.12.2015]

Astronom ze Szklanej Wieży nieustannie śledzi splatające się linie losu. Różne światy połączone wspólnymi historiami, dziejącymi się wciąż od nowa w kolejnych powtórzeniach i wersjach. Każda z nich jest osobną opowieścią, będącą zarazem częścią nieskończonej całości. Każdy bohater ma swoje miejsce, swój czas i rolę. 
Młodzi warszawiacy – Joanna, Tomasz, Kinga i Michał – niespodziewanie zostają wyrwani ze znanej im codzienności. Przekroczywszy granice naszej rzeczywistości, odnajdą się w baśniowym Hamanie – krainie, której idylliczność może okazać się jedynie kruchą skorupą, skrywającą niepokojące i niebezpieczne wnętrze. O co toczy się gra, w którą zostali wplątani? Na czym polega niebezpieczeństwo zagrażające Światowi Błękitu? Czy zbliżająca się kometa naprawdę zwiastuje powrót Mrocznej Gwiazdy – tajemniczego Demona z Zewnątrz, o którym wspominają niejasne legendy? Podejmując wyzwanie uczestnictwa w nadchodzących wydarzeniach każde z przybyszów będzie musiało odnaleźć swą własną opowieść. 
Mityczni Jeźdźcy Światła uwięzieni w Studni Zagubionych Aniołów czekają…

.

Macie jakieś książki, na które szczególnie czekacie w najbliższym czasie? :)

A Tea Book Tag

Od dzisiaj piątek będzie chyba dniem tagów, co wy na to? Znalazłam ich tak dużo, że z chęcią przedstawię wam odpowiedzi na kilkanaście z nich. Mam nadzieję, że się spodoba. Tymczasem dzisiaj A Tea Book Tag – herbatopijcą jestem ogromnym. W sumie kawę piję bardzo rzadko, a jeśli już to smakową z dużą ilością mleka. Za to herbat mogłabym wypić kilka dziennie i mieć nadal ochotę ;)

CZARNA HERBATA – Twój ulubiony klasyk

Czytałam i nadal czytam dosyć sporo klasycznych książek. Ciepło wspominam szczególnie moje licealne lektury. Z ciekawości sprawdziłam spis, co obowiązuje na tegorocznej maturze, i mocno się zdziwiłam. Kilka pozycji, na które ja się łapałam, teraz zostało wymazane gumeczką. A szkoda, bo młodych ominą ciekawe kąski. Wracając do tematu – byłam mocno rozdarta między „Folwarkiem zwierzęcym”, „Jądrem ciemności”, „Granicą” i „Innym światem”. Zastanawiałam się dobre kilkanaście minut, ale decyduje się na „Inny świat” Gustawa Herling-Grudzińskiego. Pamiętam, że lektura zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że kupiłam swój egzemplarz i stoi do dzisiaj na półce, jeszcze z moimi notatkami. Nawet nie wyobrażacie sobie, jakie modły wznosiłam, żeby wybrali to na maturę – mogłabym się popisać jakąś wiedzą, ale guzik. Trafiłam na „Przedwiośnie”, za którym nie przepadam i pisałam o wierszu „Mazowsze” Baczyńskiego oraz „Glorii Victis” Orzeszkowej.

 

ZIELONA HERBATA – książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiałaś

O kurczę, sporo ich było. Zazwyczaj podsypiam po ciężkim dniu na cegłach fantasy, bo działają na mnie kojąco. Ale czy pamiętam aż tak nudną? Z reguły jestem twardą sztuką i niewiele może mnie zmóc. Wiem! Posypiałam na książkach Coelho – co poniektórzy będą chcieli mnie spalić na stosie, ale nic na to nie poradzę, że te obyczajowo-filozoficzne [według mnie nieco pseudo...] rozkminy mnie nie ruszają. Jednak jeśli miałabym wskazać jedną pozycję byłaby to „Kara dla Śpiącej Królewny” Anne Rice. O ile samą autorkę szanuję i lubię, o tyle ta pozycja całkowicie nie wyszła. Mało apetyczny i nierozpalający erotyk. Zdecydowanie odradzam.

Anna Rice – Kara dla Śpiącej Królewny

 

CZERWONA HERBATA PU-EHR – książka, w której bohaterowie cięgle się przemieszczają

Już miałam rękę na naprawdę fajnej książce drogi, ale stwierdziłam nie. Nie może być tak łatwo. I tak oto polecę wam literaturę podróżniczą ;) Wahałam się między Cejrowskim i Wojciechowską, ale wybór padł na tę drugą. W związku z licznymi kontrowersjami, które ostatnio pojawiły się wokół jej osoby, sporo ludzi zaczęło interesować się jej podróżami. A zobaczyła niemało. Zdecydowanie chciałabym polecić serię „Kobieta na krańcu świata”. Wojciechowska zwraca uwagę nie tylko na codzienność i kulturę odległych oraz bliższych ludów, ale przede wszystkim na pozycję, którą zajmują w nich kobiety. Często historię są niezwykle przejmujące i wzruszające, dlatego zachęcam do przeczytania.

 

HERBATA OOLONG – książka, której poświęca się zbyt mało uwagi

Tutaj chciałam zwrócić uwagę na kontynuację „Niebezpiecznego daru”, a mianowicie „Lepszy świat” Marcusa Sakeya . Kurczę, kiedy dostałam tę powieść w moje łapczywe na thrillery łapki, aż nie mogłam wyjść z podziwu, że trafiło mi się coś tak fajnego. Bardzo dobrze wykreowany bohater, akcja pędząca z prędkością pendolino [he he he] oraz świetnie wykreowany świat. No cóż, z tego, co zauważyłam, przeszła ona niestety niezauważona przez większą liczę osób. A szkoda.

 

BIAŁA HERBATA – książka niezasłużenie popularna

Oj, no to bym się mogła rozpisać… Duża ilość książek dla młodzieży jest dla mnie niezrozumiale, wręcz chorobliwie popularnych. Weźmy chociaż pod lupę „Zmierzch”. [Ostrzegam, że poleci hejt, więc fanów serii o Belli poproszę o przejście do kolejnej kategorii...] Idealny przykład. Hit, który przeczytały miliony osób, powstały ekranizacje oraz pierdyliard gadżetów. I co? I nico. Główna bohaterka jest ciepłą kluchą z wiecznie otwartymi ustami, która zakochuje się w wampirze, który nawet nie zasługuje na to miano, albowiem nie mało, że nie pije ludzkiej krwi, to jeszcze świeci się w słońcu jak psu jajca. Uff… Na dokładkę mamy wilkołaka zakochującego się w naszej dziewczynie i creepy dziecko na koniec serii. Czego nas to wszystko uczy? Że rodzice nie interesują się dziećmi i nawet nie zauważają, że spotyka się z jakimś dziwnym gościem, a na wieść, że jest wampirem, wzrusza ramionami? Że trzeba się uzależnić od osoby, którą się kocha? Że głównym naszym zainteresowaniem powinien być facet? No kochani, z czym do ludzi!

 

HERBATA YERBA MATE – książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła

Akurat jestem przy takiej książce, a mianowicie „Wilku” Marka Hłaski. Początek był trochę trudny, bo musiałam przestawić się na nieco archaiczny styl pisarza. Ale kiedy już przetrawiłam pierwsze kilkadziesiąt stron, to z wielką przyjemnością zagłębiałam się dalej.

 Marek Hłasko – Wilk

.

HERBATA ZIOŁOWA – książka, którą czytano Ci na dobranoc, kiedy byłaś mała

Byłam przykładną książkoholiczką już od małego, więc miałam sporo bajek, których czytania kategorycznie żądałam od rodziców i babci. Całkiem szybko nauczyłam się czytać, więc często sama dla siebie czytałam na dobranoc. Na pewno baśnie braci Grimm i książeczki z przygodami Kaczora Donalda. Pamiętam, że miałam też całe stosy bajek tzw no name, bo nie opowiadały o żadnych znanych postaci z filmów, ale postaci tworzonych przez zwykłych grafików i mniej znanych artystów. Odnalazłam je ostatnio i byłam wzruszona przeglądając, co kryje się na kartach. Niektóre historie pamiętam do dzisiaj.

 

HERBATA OWOCOWA – Twoja ulubiona lekka książka

Zdecydowanie „Dziewczyna, której jedno w głowie” Abby Lee. Lekka, przyjemna, dowcipna. Dobry przykład jak przekornie zrobić literaturę kobiecą z jajem. Rzadko na takowe trafiam, a tutaj otrzymałam szczerość, bezkompromisowość i pozytywny ekshibicjonizm. Polecam, jeśli chcecie oderwać się od ciężkich tematów.

 .

.

ICED TEA – książka, która zmroziła Ci krew w żyłach

„Ciało i krew” Grahama Mastertona. Od wielu lat pozycja na pudle moich ulubionych powieści ever. Od niej zaczęła się moja przygoda z brytyjskim pisarzem i fascynacja thrillerami oraz horrorami. Do dzisiaj pamiętam, że byłam nie na żarty przerażona podczas lektury i jeszcze na długo potem. Tak realistycznie napisanej i świetnie skonstruowanej, trzymającej w napięciu powieści ze świecą szukać. 

.

.

.

Jeśli macie ochotę odpowiedzieć na te pytania – nie krępujcie się! I koniecznie podeślijcie mi linki :)

Samotny Wilk chodzący własnymi drogami.

Rodzaj: literatura piękna
Język: polski
Stron: 348
Wydawca: Wydawnictwo Iskry

Nie wyobrażam sobie, jak można nie znać Marka Hłasko. Chociażby ze słyszenia powinno się kojarzyć go z lekcji polskiego lub biblioteki. Ja sama ze wstydem muszę przyznać, że poznałam go późno, bo zaledwie kilka lat temu. Nigdy nie pisał o łatwych rzeczach. W jego twórczość trzeba było się wgryźć, a niektórzy łamali sobie na tym zęby. Jak mogłabym go określić jako czytelniczka? To dla mnie polski James Dean. Tak jak jego bohaterzy – romantycznym buntownikiem. Miał w twarzy tajemnicę, którą przekładał na karty swoich książek. Warto tu wspomnieć, że na uwagę zasługuje również jego dorobek scenarzysty filmowego. Przywołajmy tutaj chociażby „Ósmy dzień tygodnia” z 1958 roku czy „Baza ludzi umarłych” z tego samego roku. Jest to autor, którego na pewno warto znać. Czy „Wilk” – pełnowymiarowy debiut odkryty długo po śmierci artysty – jest dobrym początkiem odkrywania jego twórczości?

 

Prozaik i scenarzysta filmowy. Szybko zyskał sławę najzdolniejszego pisarza młodego pokolenia. Był legendarną postacią, symbolem nonkonformizmu. W życiu osobistym upodabniał się do bohaterów swych utworów, romantycznych, twardych outsiderów, którzy stali się dla jego pokolenia symbolami rozczarowania rzeczywistością lat 50. Jego idolami byli Humphrey Bogart i Fiodor Dostojewski. Jego proza stała się wyrazem sprzeciwu wobec schematyzmu i zakłamania literatury socrealistycznej. Opowiadał o buncie natury moralnej. Znakomicie opisywał środowisko społecznych nizin, w którym panuje beznadzieja i cynizm. Jego bohaterowie żyją marzeniami o zmianie, ale marzenia te zawsze okazują się płonne. W Polsce zakaz druku jego utworów obowiązywał przez 20 lat. Był także współscenarzystą filmów Koniec nocy (1957), Pętla (1957), Spotkania (1957), Ósmy dzień tygodnia (1958) i Baza ludzi umarłych (1958).

Niezaprzeczalnie sensacją wydawniczą 2015 r. jest w Iskrach nigdy nieopublikowana powieść Marka Hłaski Wilk, która była jego debiutem literackim, choć na publikację musiała czekać ponad sześćdziesiąt lat. Wilk to historia chłopaka z Marymontu, dorastającego w dwudziestoleciu międzywojennym. Rysiek Lewandowski mieszka w biednej dzielnicy. Środowisko lumpenproletariatu to głównie złodzieje i bezrobotni, bezustannie szukający okazji do zarobienia kilku groszy. Młody człowiek, zapatrzony w westerny, szuka dla siebie szlachetnego wzorca do naśladowania, aby zmienić otaczające go realia. Śni o lepszym życiu, nie do końca wiedząc, czym to „lepsze życie” ma być.  W 2015 r. ukazały się dwie wersje powieści: popularna i naukowa. Pierwsza opatrzona została obszernymi przypisami. Wersja naukowa natomiast zawiera, poza samą powieścią, wstęp historycznoliteracki wyjaśniający genezę Wilka, a także podejmujący próbę przybliżenia struktury dzieła.

Ta książka nie jest dla wszystkich. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron było mi ciężko się wciągnąć. Niewątpliwie utrudniał mi w przyswojeniu nieco archaiczny język, teraz już niespotykany. I nie chodzi tylko o nieznane słowa, które wyszły z użytku, ale również konstrukcję zdań. Jeśli przeskoczycie to i się przyzwyczaicie – potem lektura była czystą przyjemnością. Postacie genialnie skrojone. W atmosferze wszechogarniającej biedy i smutku wybijają się swoją autentycznością. Czy łatwo mi było czytać o tych czasach, kiedy śmierć czaiła się za rogiem, a głód był codziennością? Nie. Klimat mocno uwrażliwia, więc myślę, że każdy powinien sięgnąć po tę powieść. Ta książka wryła mi się w pamięć. Minęło już trochę czasu, odkąd zakończyłam czytanie, ale wciąż powracają do mnie bohaterowie, sceny, konkretne zdania. Czuję też zimno. Takie jak na ulicy, gdzie mieszkają postacie. Zupełnie jakbym to ja, a nie oni, biegała w dziurawych butach, zrobionych ze szmat, w mrozie i głodna.  Strasznie ciężki to świat, a jednak piękny. Bo ludzie wierzyli, że „i ludzie będą inni… Piękniejsi, lepsi, bez złości…” Najbardziej chyba zdumiewające jest to, iż Hłasko był zaledwie 19-letnim chłopcem, bo jeszcze nie mężczyzną, kiedy kreślił tę bolesną i brutalną rzeczywistość. Nie wyobrażam sobie, co czuł i widział oczyma wyobraźni, kiedy tworzył.

Książka dla każdego – uwrażliwia, otwiera oczy i uczy. Marek Hłasko – mistrz słowa, geniusz opowieści.

 

„Matka patrzyła za nimi, jak ginęli za potockim rogiem: ojciec wysoki i ciężki, Budziejewski, człowiek wesoły jak ktoś, kto zawsze gwiżdże, że jakoś tam będzie, i Rączyn Janek, co głupio politycznie siedział. Budziejewska żona taż prowadziła ich krzyżem i dobrym spojrzeniem, jak tak człapali w coraz gęstszym przy końcu pochyłej ulicy błocie. A jesień była już późna, zewsząd osadzana przez zimę i jeszcze raz – coraz zimniej i głodniej.

Rysiek przesiedział zimę w domu jak stary dziad, co gnaciska sobie wygrzewa, tylko że przy wystygłym piecu. Przesiedział, bo z butów zostały tylko blaszki zdarte, a z zarobków ojca nie zostawało już na nic.”

 

Ocena: 9/10

zdjęcie pochodzi z portalu wawalove.pl

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Iskry

Dzień pluszowego misia: Powstanie oficjalna kontynuacja Kubusia Puchatka.

Przy okazji Dnia Pluszowego Misia, chciałam się z wami podzielić informacją znalezioną na portalu kawerna.pl. Myślę, że idealnie wpasowała się w dzisiejszy klimat :)

Brytyjska filia wydawnictwa Egmont ujawniła nazwiska 4 autorów, którzy przygotują oficjalną kontynuację przygód Kubusia Puchatka. Informacja została podana przy okazji otwarcia wystawy „Royal College of Surgeons in London” w Muzeum Myślistwa w Londynie. Znajduje się w niej eksponat, który zainspirował A.A. Milne do napisania przygód najsłynniejszego misia w historii literatury.

Chodzi o czaszkę niedźwiedzicy Winniepeg, która stanowiła pośrednie natchnienie dla A.A. Milne.

Winniepeg

Przywędrowała ona do Anglii z Kanady, jako maskotka jednego z regimentów, a gdy oddział został wysłany na front, Winniepeg trafiła pod opiekę londyńskiego zoo. Szybko stała się ulubienicą najmłodszych odwiedzających. Wśród nich znajdował się również syn pisarza – Robin Milne, który chętnie odwiedzał niedźwiedzicę i na jej cześć nazwał swojego pluszowego misia imieniem „Winnie”. Tak właśnie przedstawia się geneza Kubusia Puchatka. Po śmierci Winniepeg, jej ciało zostało przekazane Muzeum Dentystycznemu Królewskiego College’u Chirurgów i przetrwało w zbiorach instytucji aż do dziś.

Natomiast antologia pt. „The Best Bear in All the World” (z ang. „Najlepszy miś na całym świecie”) ukaże się w październiku 2016 roku. Cztery opowiadania powstaną z okazji 90-tej rocznicy pierwszego wydania „Kubusia Puchatka” (1926 r.) i będą hołdem dla A.A. Milne oraz E.H. Sheparda.

Każde z opowiadań zostanie napisane przez innego współczesnego pisarza literatury dziecięcej. Ten niezwykły zaszczyt przypadł: Jeanne Willis, Kate Saunders, Paulowi Brightowi oraz Brianowi Sibley’emu.

Jeanne Willis jest autorką ponad 300 tytułów przeznaczonych dla najmłodszych czytelników. Kate Saunders jest z zawodu dziennikarką i pisarką, a w jej twórczości znajdują się pozycje zarówno dla dzieci, jak i dorosłych czytelników. Paul Bright natomiast jest wielokrotnie nagradzanym twórcą książek obrazkowych i wierszy dla najmłodszych. Ostatni z czwórki, Brian Sibley ma już na swoim koncie debiut w „pucharkowym” świecie – jest autorem książki „Hejże ha! Niech żyje Miś!”.

Oprawę graficzną „The Best Bear in All the World” przygotuje Mark Burgess, przed którym również stoi nie lada zadanie: odtworzenie stylu rysunkowego Ernesta H. Sheparda.

O twórcach i przygotowaniach do wydania „The Best Bear in All the World”, wypowiedziała się Nicole Pearson, dyrektor kreatywna wydawnictwa Egmont:

„Każdy z tych autorów w swojej opowieści zdołał uchwycić wyjątkowość i ponadczasową magię Stumilowego Lasu. Mamy nadzieję, że te nowe przygody przypomną wiernym fanom, dlaczego pokochali oryginalnego Kubusia Puchatka, a zarazem przybliżą Puchatka zupełnie nowym czytelnikom na całym świecie.”.

Przyszłoroczny zbiór opowiadań będzie już drugą oficjalną kontynuacją przygód Kubusia Puchatka. Sześć lat temu wydano „Powrót do Stumilowego Lasu” (2009 r.) Davida Benedictusa.

Czekacie z niecierpliwością na tę kontynuację?