Gdzie jest twój azyl?

Rodzaj: powieść obyczajowa
Język: 
polski 
Stron: 
240
Wydawca: 
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

 

Kolejna książka, która miałam okazję przeczytać, już sporo czasu kurzyła się na półce, ale jakoś trudno było mi się za nią zabrać. Częściowo nie zachęcał mnie opis, częściowo nie przekonywała autorka. Nie wiedziałam, czego się spodziewać – ckliwej opowieści o poszukiwaniu siebie, powieści zranionej kobiety czy wszystkiego razem? Na okładce zamyślona kobieta spoglądała w dal, a nie jestem wielbicielką podobnych historii na samym froncie. Pierwsza strona ma zachęcać i intrygować – tutaj nie miałam żadnych mocniejszych odczuć. Ot, powieść jak dziesiątki czy setki innych. Jednak potwierdziła się reguła, iż nie powinno się oceniać książki po okładce. Tytuł był jednak zachęcający, głównie przez niego zdecydowałam się w końcu zabrać do czytania.

Izabela Sowa to polska pisarka, znana głównie z „owocowej” serii sprzed dziecięciu lat: Smak świeżych malin, Cierpkość wiśni, Herbatniki z jagodami. W swoich opowieściach porusza problemy oraz emocje ludzi dwudziesto-, trzydziestoletnich. Jej teksty można znaleźć w „Zadrze” – piśmie feministycznym, jest zadeklarowaną feministką, czego elementy można było znaleźć w „Azylu”. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką. Byłam trochę wycofana, ponieważ ojczyści  autorzy obyczajowi kojarzą mi się głównie ze starymi książkami, po które sięgałam u mojej babci. Jednak styl uległ zmianie diametralnie przez te kilkanaście, kilkadziesiąt ostatnich lat i mogę śmiało zadeklarować, że zacznę częściej sięgać po tego rodzaju powieści.

„Azyl” – jest to powieść nieklasyczna. Przedstawia głównie urywki życia bohaterki, nie ma sztywnej ciągłości fabuły. Autorka pozwala czytelnikowi na dopowiadanie sobie, co wydarzyło się w międzyczasie. Jedną z rzeczy, które mnie zdziwiły, był styl, ale o nim w dalszej części. Bohaterka, którą poznajemy to Wiktoria, która postanawia wyjechać bez słowa wytłumaczenia z jedną walizką. Jej droga, przemierzona „ukradzionym” mężowi samochodem, wiedzie do Chorwacji. Dlaczego właśnie tam? Przecież lepszym miejscem byłyby przecież Włochy czy Indie. Zraniona kobieta szuka jednak miejsca, gdzie mogłaby przemyśleć wszystko, co wydarzyło się ostatnio w jej życiu. Jedzie do miejscowości, w której często spędzała wakacje z rodzicami, kiedy była małą dziewczynką. Spotykają się trzy światy – Wiktorii, Jasnej i Sandry. Co łączy wszystkie te kobiety? Szukanie swojego własnego azylu – od zranień, bolesnych wspomnień i niespełnionych marzeń. Pięknie przedstawiono tutaj, iż warto walczyć o siebie, nawet kiedy wszystko wokół wydaje się temu przeciwstawiać. 

Książka ta przekonała mnie, że powieść obyczajowa wcale nie musi być nudna i napisana szablonowo. Za to należą się ukłony Izabeli Sowie. Styl jest mocno niekonwencjonalny, po pewnym czasie można się do niego jednak przyzwyczaić. Bardzo poruszył mnie wątek bezdomnych zwierząt – prawdopodobniej jestem wyczulona, ale myślę, że nie tylko mnie zatrzyma na chwilę siła słów i emocji płynących z obrazów, jakie serwuje nam ta autorka: przykurzonych odgłosów wybuchów, przychodzących i odchodzących istot  czy pełnych nadziei oczu, zarówno zwierzęcych jak i ludzkich. Należy zwrócić też uwagę na „wyrywkowość” fabuły, daje to mi, jako czytelnikowi, sporo pola do manewru i oddechu. Bardzo słabą stroną jest niestety wydanie – przeciętna okładka, nieco niedostosowana do czytania czcionka. Czasami robi się także ckliwie i płaczliwie, a szkoda, bo gdyby nie to, to ta książka awansowałaby do mojej czołówki utworów obyczajowych.

Książkę poleciłabym na wolne popołudnie jesienią – chłodne podmuchy i spadające liście pięknie skomponują się ze słonecznym klimatem w publikacji. Jednak nie dajcie się zwieść – to nie jest najłatwiejsza pozycja, choć pozornie mogłaby się taka wydawać. 

Ocena: 8,5/10

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.